Do niedawna Chester postrzegał Roberta jako równego sobie, jak przystało na człowieka, na którym przez tyle lat mógł polegać. Do zakończenia ich jakże owocnej współpracy przyczyniło się ich ostatnie niespodziewane spotkanie, podczas którego Mulciber starał mu się wytłumaczyć swoje nagłe zniknięcie, wykorzystując do tego celu swoje problemy małżeńskie, afiszując się z brakiem kontroli nad swoją żoną i brakiem czasu na dopilnowanie istotnych spraw. Nie wtajemniczył go w tę całą sytuację i nie oczekiwał jego wsparcia. Wbrew temu co twierdził Robert, jego żona nie była tylko jego problemem i nie było tak, że nikomu ani niczemu nie zagraża. Podczas tego spotkania Mulciberowi nie spadł ani jeden włos z głowy, pomimo tego, że trzymał różdżkę w dłoni. Nie otrzymał od swojego Mistrza jakiekolwiek polecenia aby cokolwiek mu zrobić i tego się trzymał.
W chwili obecnej trudno było mu przewidzieć jak to zakończenie ich współpracy wpłynie na niego i gdzie to go zaprowadzi, jednak zamierzał mieć się jak zawsze na baczności. Ograniczone zaufanie, którym darzył przez te wszystkie lata Mulcibera nie mogło osłabić jego czujności. Obdarzenie go tym ograniczonym zaufaniem mogło okazać się popełnionym przez niego błędem i może w następstwie ich ostatniej rozmowy powinien był zabić Mulcibera jak psa, kiedy miał go na wyciągnięcie różdżki. Zrobiłby to bez mrugnięcia okiem. Poza nieotrzymaniem odpowiedniego polecenia ze strony Czarnego Pana to nie sprzyjały temu okoliczności. Nie znajdował się na swoim terenie. Jeśli zaistniała taka potrzeba to zawsze był gotów podejmować słuszne, często radykalne decyzje, których nie nie byli w stanie podjąć inni. Dla Chestera cel uświęcał środki, niezależnie od tego czy miał on służyć organizacji czy pozwolić mu na osiągnięcie prywatnych korzyści. Oddanie wszystkim wartościom krzewionym przez Czarnego Pana nie stało w sprzeczności z pragnieniem zaspokojenia swoich własnych ambicji.
Chester w oczekiwaniu na przybycie swojego najstarszego syna siedział w ustawionym za hebanowym biurkiem fotelem. O tym, że niedawno powrócił z pracy świadczył noszony przez niego mundur Aurora. Przed nim stała pękata szklanka wypełniona do połowy ognistą whisky Ogdena oraz popielniczka, do której regularnie strzepywał popiół z palonego w tym momencie papierosa. W szufladzie stojącego w jego gabinecie biurka spoczywał list, który zabrał z domu Apisa. Dopiero zamierzał wstać z zajmowanego obecnie fotela, jak tylko jego pierworodny przekroczy drzwi tego pomieszczenia.