13.04.2024, 00:22 ✶
- I to się nazywa pozytywne myślenie, Brenno. Brawo! - odparłem do niej odnośnie tych klopsików, właściwie wymyślonej przez nią teorii, w której dla nas więcej tego drogocennego towaru było dzięki wegetariańskiemu towarzystwu. Faktycznie, to było wybitne w byciu z Persephoną, że mogłem pałaszować za nią mięcho. Ja mogłem jej oddawać wszelkie sałatki. Może następnym razem jej to zaproponuję, zanim zeżrę wszystko? Wypadałoby.
Ale zaraz pokręciłem głową, bo nam się tu nie stykały informacje.
- Nieee... W tej chwili mylisz przyjaźń z bratnią duszą! Bratnia dusza to bratnia dusza - to mistyczne, magiczne połączenie. Cyk - dogadujesz się z tą druga osobą, jakbyście się znali od wieków czy inne takie. Czyli też anam cara, ale w zależności od kontynentu, różnie to nazywają. Przyjazna dusza, miłość karmiczna... O, albo bliźniacze płomienie. Aż mi się przypomniała ta historia, że było tam... coś tam, że bratnie dusze to tak naprawdę jedna dusza, która uległa rozszczepieniu... Ale nie jestem pewien, czy to zostało potwierdzone - przyznałem znacznie już pochlany. Te bratnie dusze to jaki nic będą mi się po nocach śnić. - Ale to samo tyczy się tej czerwonej nici. To są powielające się schematy i wszystkie dotyczą tej samej relacji - anam cara - zapewniłem ją, choć wcale nie zajmowałem się kontaktami międzyludzkimi, tylko śmiercią, aaaleee... w moim zawodzie trzeba było wiedzieć wszystko. A przynajmniej jak najwięcej, bo wszystkie to zdecydowanie się nie dało.
- A powiedz ty mi, myślisz, że to może być istotne, znaleźć swojego bliźniaka... W sensie te anam cara? - Tak w sumie wyskoczyłem z tym, bo mnie to w sumie teraz również zainteresowało. Może tak naprawdę było w tym głębsze dno, coś, czego może brakowało Persephonce do osiągnięcia wielkości czy tam podbicia świata. Albo mi - do bycia najmądrzejszym oraz najprzystojniejszym mężczyzną na tym padole. Cóż, niezależnie od puenty albo w ogóle jej braku, machnąłem następną kolejkę z moimi nowymi kuzynami, wujami i babcią Stefką. Tak, fajnie się dobijać alkoholem. Człowiek kompletnie się zerował ze wszystkimi sprawami ciążącymi gdzieś tam z tyłu albo z przodu głowy. Pokiwałem głową z uznaniem i ten sernik zacząłem przytulać, bo nawet nie pamiętałem, kiedy go wrzuciłem na talerzyk,
- To nie w jej gustach... Ale dziękuję w jej imieniu za pamięć - odparłem, po czym machnąłem ręką, w której trzymałem łyżeczkę. - Mną się nie przejmuj. Ja tam dotrę, nawet gdybym miał się czołgać. A jak coś, to babcia Stefcia mnie przypilnuje, no nie? Ona miała trzech mężów i wszystkich trzymała krótko - przyznałem rozbawiony, bo w sumie śmiesznie bym wyglądał, gdybym się tak całą drogę na Nokturn czołgał. Jak jakaś ludzka dżdżownica albo inna gąsienica. A ta babeczka obok mnie siedząca to też niezłe ziółko.
Ale zaraz pokręciłem głową, bo nam się tu nie stykały informacje.
- Nieee... W tej chwili mylisz przyjaźń z bratnią duszą! Bratnia dusza to bratnia dusza - to mistyczne, magiczne połączenie. Cyk - dogadujesz się z tą druga osobą, jakbyście się znali od wieków czy inne takie. Czyli też anam cara, ale w zależności od kontynentu, różnie to nazywają. Przyjazna dusza, miłość karmiczna... O, albo bliźniacze płomienie. Aż mi się przypomniała ta historia, że było tam... coś tam, że bratnie dusze to tak naprawdę jedna dusza, która uległa rozszczepieniu... Ale nie jestem pewien, czy to zostało potwierdzone - przyznałem znacznie już pochlany. Te bratnie dusze to jaki nic będą mi się po nocach śnić. - Ale to samo tyczy się tej czerwonej nici. To są powielające się schematy i wszystkie dotyczą tej samej relacji - anam cara - zapewniłem ją, choć wcale nie zajmowałem się kontaktami międzyludzkimi, tylko śmiercią, aaaleee... w moim zawodzie trzeba było wiedzieć wszystko. A przynajmniej jak najwięcej, bo wszystkie to zdecydowanie się nie dało.
- A powiedz ty mi, myślisz, że to może być istotne, znaleźć swojego bliźniaka... W sensie te anam cara? - Tak w sumie wyskoczyłem z tym, bo mnie to w sumie teraz również zainteresowało. Może tak naprawdę było w tym głębsze dno, coś, czego może brakowało Persephonce do osiągnięcia wielkości czy tam podbicia świata. Albo mi - do bycia najmądrzejszym oraz najprzystojniejszym mężczyzną na tym padole. Cóż, niezależnie od puenty albo w ogóle jej braku, machnąłem następną kolejkę z moimi nowymi kuzynami, wujami i babcią Stefką. Tak, fajnie się dobijać alkoholem. Człowiek kompletnie się zerował ze wszystkimi sprawami ciążącymi gdzieś tam z tyłu albo z przodu głowy. Pokiwałem głową z uznaniem i ten sernik zacząłem przytulać, bo nawet nie pamiętałem, kiedy go wrzuciłem na talerzyk,
- To nie w jej gustach... Ale dziękuję w jej imieniu za pamięć - odparłem, po czym machnąłem ręką, w której trzymałem łyżeczkę. - Mną się nie przejmuj. Ja tam dotrę, nawet gdybym miał się czołgać. A jak coś, to babcia Stefcia mnie przypilnuje, no nie? Ona miała trzech mężów i wszystkich trzymała krótko - przyznałem rozbawiony, bo w sumie śmiesznie bym wyglądał, gdybym się tak całą drogę na Nokturn czołgał. Jak jakaś ludzka dżdżownica albo inna gąsienica. A ta babeczka obok mnie siedząca to też niezłe ziółko.