• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 6 7 8 9 10 … 16 Dalej »
[6.6.66] Nie mam pojęcia, jak to się stało

[6.6.66] Nie mam pojęcia, jak to się stało
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#11
03.04.2024, 17:33  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 03.04.2024, 17:34 przez Brenna Longbottom.)  
– Zapamiętam i będę wtedy uciekać, choćby oknem. A jeżeli ktoś mnie spyta potem, dlaczego to zrobiłam, obiecuję nie zdradzać, że to ty powierzyłeś mi tę wielką tajemnicę, gdzie uzdrowiciele w Mungu mają swoją sekretną broń… Ale skąd będę wiedziała, w którym miejscu taki trzyma ten eliksir, który dano mu do domu? – zapytała, wciąż z poważną miną. Wciąganie innych w absurdalne rozmowy stanowiło najwyraźniej jej specjalny talent, darowany od Pani Księżyca – jedna trzecia ludzi uciekała, jedna druga pozostawała z wrażeniem ogólnego zdumienia, ale jedna trzecia się do nich przyłączała, często jakoś tak odruchowo, nie mając pojęcia, jak do tego doszło… Nawet jeżeli sami by się tego po sobie nie spodziewali. – To mi przypomina, jak przekonywałam kiedyś pewnego Krukona, że najlepszym bukietem, jaki może dać dziewczynie, jest taki z marchewką i sałatą. Bo wiesz, nie dość, że bukiet, to jeszcze da się go zjeść. I dalej zdanie podtrzymuję, ale o ile marchewka zamiast bukietu róż wydaje mi się świetnym pomysłem, to już niekoniecznie zamiast palców… – wyznała, spoglądając odruchowo na własne palce. – Ciężkie? To żaden problem. Bardziej bym się martwiła, że mogłabym się zapomnieć i potem odruchowo taką marchewkę ugryźć. I cyk, zostaję bez palca. Bo sama go zjadłam. Nawet nie mogłabym kogoś winić – oświadczyła, snując tę absurdalną wizję, ale hej, żyli w świecie, w którym klątwy potrafiły zamieniać czyjeś stopy w kalarepę, więc takie opowieści dziwnej treści nie były wcale najdziwniejszym, z czym się spotykali. Zwłaszcza w Brygadzie Uderzeniowej i, najwyraźniej, w klinice magicznych chorób i urazów.
Chłodny profesjonalizm przy niej zachować było trudno. Aby to zrobić, trzeba byłoby ukrócić jej głupiutkie gatki, a z kolei na zrobienie tego Basilius zdawał się Brennie trochę za uprzejmy. (Albo przynajmniej za uprzejmego starającego się uchodzić.)
– Jeżeli nie zejdzie, na pewno to przemyślę. Tylko są trochę mało symetryczne. Może niektóre będę musiała przerobić na gwiazdy – dodała zaraz, po czym obrzuciła nieco krytycznym spojrzeniem plamy, pobłyskujące złotem na ręce. Ale przynajmniej nie było już mazi, nic nie krwawiło, nic nie bolało, można więc było mówić o swego rodzaju sukcesie. – Będę musiała też sobie takie sprawić na drugiej ręce, bo tylko na jednej będą wyglądały głupio, prawda? Szkoda, że nie jestem pewna, jakie dokładnie zaklęcia na mnie rzucono… – westchnęła, niby to z żalem, że nie mogła odtworzyć przebiegu wydarzeń, żeby w razie czego zafundować sobie podobne, złociste ślady także na drugiej kończynie.
– Czekaj, czy ty podchodzisz do tej Gabloty Grozy? Czy to ten moment, gdy powinnam wyskakiwać przez okno? – zapytała, a kąciki ust drgnęły jej lekko, kiedy zobaczyła, w którą stronę Prewett się kieruje. – Wie pan, panie Prewett, ja już chyba czuję się doskonale, kuracja podziałała, czyni pan prawdziwe cuda a te plamy bardzo mi się podobają, możemy skończyć leczenie w tym momencie, wolę mieć skórę złotą niż nie mieć jej wcale…


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Czarodziej
*sigh*
wiek
30
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Uzdrowiciel
Szczupły i dość wysoki (183 cm) mężczyzna o czarnych lokach i brązowych oczach. Często wydaje się być blady i zmęczony, a jego dłonie są niemal zawsze zimne. Na codzień stara się ubierać w miarę elegancko.

Basilius Prewett
#12
05.04.2024, 03:38  ✶  
– Przykro mi – powiedział, udając że naprawdę jest mu przykro. – Ale niektórych sekretów nawet ją nie mogę zdradzić. – Zdawał sobie sprawę z tego, że Brenna wie, że sobie żartował, ale przez krótką chwilę rozmyślał, jak piękny byłby świat, gdyby udało mu się rzeczywiście przekonać kogoś, że ma taki specyfik w domu i nie zawaha się go użyć. Z pewnością byłoby to przydatne. Zwłaszcza, gdy w kasynach podejrzanie za dobrze szło mu w pokerze i ktoś śmiał krzyczeć, że oszukiwał. Co czasem było prawdą.
–I co? Nabrał się – spytał zaciekawiony. Nigdy nie słyszał o tej sytuacji, ale przecież nie był w bliskich stosunkach z każdym istniejącym Krukonem, a to mogło też się wydarzyć, kiedy już opuścił mury szkoły. I jakkolwiek dalej czuł się związany ze swoim domem w Hogwarcie, to musiał przyznać, że nie zdziwiłby się, gdyby okazało się, że nieszczęśnik rzeczywiście posłuchał się "rady" Brenny. Lubił Krukonów, ale, może to przez jego prewecką krew, niektórzy jego koledzy wydawali mu się strasznie naiwni. Zupełnie jakby w całym swoim oczytaniu nie mieli pojęcia, że istnieją też inne rodzaje inteligencji poza tą książkową.
Parsknął cicho pod nosem, rozbawiony jej słowami, chociaż najgorsze było to, że wizja Brenny wcale nie była taka absurdalna. Wręcz przeciwnie przy każdej warzywnej klątwie magimedycy zawsze martwili się, że coś takiego będzie miało miejsce, zwłaszcza gdy pacjent był dodatkowo otumaniony innymi zaklęciami.
– Gwiazdy też na pewno będą prezentować się ładnie – zapewnił ją. – Ale może najpierw i tak spróbujmy się tego pozbyć? – Nie dodał już, że on też żałował, że nie ma pojęcia jakie zaklęcie zostało rzucone, ale zdecydowanie o tym pomyślał. Nie dotarło jednak do niego, i może dobrze, że Brenna w ten sposób sugerowała, by podobne plamy załatwić sobie na drugiej ręce.
– Umh – mruknął rozbawiony, szykując się do użycia Zupełnie Nie Zdzierającego Skórę Eliksiru – Pani Brenno proszę zachować spokój. Przecież skóra by odrosła, po skoku z okna trzeba by było panią dodatkowo składać, a ten eliksir ma przynajmniej czerwony kolor jak pani ulubiony dom. – Lub jak krew. – To po prostu będzie chłodne, ale jeśli coś się będzie działo to proszę krzyczeć.
Zaaplikował dokładnie trzy krople, nie oszukiwał się już że jedna lub dwie wystarczą, na środek pierwszej ze złotych plam i odczekał chwilę. Z plamy zaczęła unosić się para, a Basiliusowi z niepokoju serce podeszło, aż do gardła.
Nie, nie, nie. To nie powinno tak wyglądać. Czemu to paruje? To nie powinno parować. Czy trzy krople to jednak było za dużo? Czy to rzeczywiście zaraz zedrze jej skórę? Czemu po prostu nie poszedł w rodzinny biznes? Nie czekał, ani sekundy by chwycić różdżkę w celu pozbycia się substancji z jej skóry, kiedy... Para bardzo szybko zniknęła, a oni zobaczył, że plama może cały czas tam była, ale zdecydowanie zbladła.
O. No proszę.
– Boli? – spytał, odkładając różdżkę z całej siły starając się zachować profesjonalizm. Coś czuł, że jak tylko zakonczy swoją pracę na dzisiaj, to pójdzie do kasyna, a potem się upije.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#13
05.04.2024, 09:41  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.04.2024, 09:42 przez Brenna Longbottom.)  
- Nabrał? - zdziwiła się Brenna bardzo szczerze. - Mówiłam przecież poważnie. Dał mi potem taki bukiet. To był jeden z najpiękniejszych prezentów, jakie kiedykolwiek dostałam - oświadczyła. Oczywiście, bukiet od Kaya był wręczony czysto koleżeństwo w ramach swego rodzaju żartu, ale niezależnie od intencji Brenna uważała, że nikt nie dostał lepszej walentynki od niej w całym Hogwarcie i wcale nie wynikało to z faktu, że to była zasadniczo jedyna walentynka, jaką kiedykolwiek w szkole dostała (bo czekoladek, które wepchnął jej w ręce Borgin w schowku na miotły, nie wliczała). - Wiesz, marchewka, sałata, i była tam też kalarepa? Wszystko bardzo ładnie wyglądało zebrane razem i przewiązane wstążeczką, wcale nie gorzej niż róże, a jak się zgłodniało w dormitorium, to można było kawałek zjeść. Przecież nie zjesz takiej róży, tylko ją wyrzucisz - powiedziała, posyłając Basiliusowi promienny uśmiech. Bukiet warzywny, to było to! - Lepszy byłby tylko bukiet z czekoladowych kwiatów - stwierdziła po chwili namysłu, bo przyszło jej do głowy, że pewnie w jakimś Miodowym Królestwie wymyślono już coś takiego.
To nie tak, że nie lubiła kwiatów. Bardzo je lubiła, chociaż niezbyt się na nich znała.
Ale czy jednak taki warzywny bukiet nie był ciekawszy?
- Wcale nie trzeba by mnie składać. Mam duże doświadczenie w spadaniu z dużych wysokości. Kluczowe jest upadnięcie w odpowiedni sposób. A złażąca skóra? Nic nie da się zrobić ze złażącą skórą, bo to nie tak, że ona może zejść... w odpowiedni sposób - jęknęła Brenna, ale prawdopodobnie żartowała i jednak nie spodziewała się, że skóra zejdzie jej z ciała, bo dalej siedziała spokojnie i nie wyrywała się, kiedy Prewett sięgnął po jej rękę, żeby potraktować plamę eliksirem.
Obserwowała jednak jego poczynania uważnie. Bardzo, bardzo uważnie. Zwłaszcza w chwili, w której z miejsca, w którym plama zetknęła się z zaaplikowaną miksturą, zaczął unosić się dym i zapiekło: Brenna przez ułamek sekundy naprawdę zaczęła sądzić, że plama zaraz zejdzie razem ze skórą. Na całe szczęście, skóra pozostała na miejscu, a złoty odcień zaczął blednąć.
- Trochę piecze? Ale nie mieści się to jeszcze w kategorii "męki piekielne", a skóra widzę na razie nigdzie się nie wybiera, więc chyba nie jest źle - powiedziała Brenna, nieświadoma, jak bardzo Basilius nie był pewien, czy osiągnął właściwy efekt. I że zasadniczo to ta cała para nie była czymś normalnym, a wskazywała na wejście eliksiru w dziwną reakcję z tym, co spowodowało wystąpienie tych paskudnych plam. Wtedy chyba nawet ona trochę by się zaniepokoiła. Mimo wszystko potrzebowała tej ręki.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Czarodziej
*sigh*
wiek
30
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Uzdrowiciel
Szczupły i dość wysoki (183 cm) mężczyzna o czarnych lokach i brązowych oczach. Często wydaje się być blady i zmęczony, a jego dłonie są niemal zawsze zimne. Na codzień stara się ubierać w miarę elegancko.

Basilius Prewett
#14
05.04.2024, 21:51  ✶  
No cóż. Naprawdę nie mógł się kłócić z tą logiką. Zwłaszcza, że prywatnie był dużym fanem warzyw, głównie ze względu na to, że jednocześnie był dużym antyfanem mięsa. No i zdecydowanie było to praktyczne. Nie spodziewał się jednak, że Brenna mówiła to wszystko na poważnie. Spodziewał się raczej jakiegoś głupiego gryfońskiego żartu na biednym Krukonie. Najwyraźniej się pomylił. Ale na swoje usprawiedliwienie kto normalny wolałby bukiet z warzyw od bukietów kwiatów, nawet jeśli to ostatnie było zdecydowanie mniej praktyczne. Chyba tylko Longbottom.
– A bukiet z czekoladowym warzyw? – zapytał, czując niezrozumiała potrzebę, by pojąć rozumowanie czarownicy, jeśli chodziło o ranking bukietów. Miał tylko nadzieję, że Brenna pozostanie przy kwiatach, czekoladkach, lub warzywach i nigdy nie przyjdzie tutaj mówiąc, że jakiś mięsożerny bukiet poodgryzał jej wszystkie palce.
– Oczywiście, że może zejść w odpowiedni sposób – Zmarszczył brwi, próbując jednocześnie udawać, że wcale nie słyszał komentarza na temat taktycznego spadania z dużych wysokości. – Na przykład w taki kontrolowany przez magimedyków.– Gdyby znał ją lepiej i byłby pewny, że nie zrobiłoby jej się słabo od tego opisu, to opowiedziałby, jak bardzo cieszył się w momencie, gdy pierwszy raz mógł obserwować, jak uczący go magimedycy musieli nieco pomóc skórze zejść z ręki biednego pacjenta. Przecież to było takie fajne przeżycie. Fajne, dla przypatrujących się temu uczniów. Dla pacjenta już niekoniecznie.
– To dobrze. I nie czujesz... Żadnego mrowienia? Lub nagłego gorąca? Zimna? – spytał, rozpatrując wszystkie możliwe scenariusze, nie myślał o skutkach ubocznych, które mogłyby zwiastować. I co powinien teraz zrobić? Środek działał, więc najlepiej byłoby go dalej stosować, ale jednocześnie martwił się tą parą i nie chciał za bardzo ryzykować. Gdyby chodziło o jego rękę, to pewnie po prostu by kontynuował, zbyt ciekawy tego, co będzie dalej. Niestety zraniona ręką należała jednak do pacjentki, a on jednak wołał nie igrać z losem jeśli chodziło o ciała jego pacjentów. Chwycił kolejny eliksir o lekkim, kwiecistym zapachu, i delikatnie spryskał nim całą powieszchnie skóry czarownicy, licząc że zablokuje to wdawanie się eliksiru, z którego dalej musiał skorzystać, w reakcję z rana. I rzeczywiście. Następna plama już nie parowała. I jeszcze następna. Chyba mógł tu mówić o małym zwycięstwie?
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#15
05.04.2024, 22:07  ✶  
Brennie zdarzało się żartować czy opowiadać absurdalne historie, ale raczej bardzo rzadko celowo wpuszczała kogoś w maliny. Musiałaby takiej osoby bardzo, bardzo nie lubić. Dlaczego miałaby znęcać się nad jakimś biednym Krukonem i psuć mu randkę z jakąś dziewczyną? Zresztą, Kayden akurat nie był na tyle naiwny, by uwierzyć, że każdej pannie przypadnie do gustu prezent pod postacią kalarepy...
- To chyba zależy? Bo jeśli miałaby to być czekolada o smaku warzywnym, to chyba smakowałaby trochę dziwnie, ale jeśli po prostu czekolada w kształcie warzyw... to dlaczego nie? To ciągle bukiet i ciągle czekolada - stwierdziła Brenna z odrobiną namysłu, bo trzeba przyznać, że nawet ona nie pomyślała o bukiecie czekoladowo - warzywnym. Umysł Basiliusa może jednak nie był aż tak normalny, jak uzdrowiciel chciałby wierzyć: po prostu dotąd nie miał widać dostatecznie dużo kontaktu z jednostkami chaotycznymi, by to się dobrze uwidoczniło.
- Em, ja jednak chyba bym wolała, żeby nikt nie kontrolował schodzenia mojej skóry. W ogóle, przyznaję, wolałabym, żeby moja skóra została na swoim miejscu, nawet jeśli miałaby być złota. Z jakichś powodów... czuję się do niej ogromnie przywiązana i lubię, jak jest... hm, na moich kościach i mięśniach - oświadczyła z przekonaniem, ale wciąż grzecznie czekała aż Basilius wydobędzie kolejny eliksir, spryska nim jej dłoń i podejmie kurację. - Tylko lekkie pieczenie.
Odetchnęła trochę w duchu, gdy kolejne krople eliksiru nie wywołały pary, nic tym razem nie piekło, a co więcej plamy zaczęły blednąć. Mimo wszystko nie chciała takich pokazywać światu, wyobrażała też sobie gderania matki i brata, gdyby wróciła z czymś takim do domu i oświadczyła, że to już na stałe, a tak w ogóle to przecież Wcale Nie Jej Wina. I co tu dużo kryć, mimo lekkiego pozornie podejścia, odrobinę się niepokoiła, że potem z tego zaplamienia zrobi się większy problem - zwłaszcza po tym, jak medyk z BUMu na widok czerni na jej skórze złapał się wręcz za głowę...
- Dzięki, jesteś najlepszy! - zapewniła, gdy ostatnia złota plama znikła z ręki. - Prześlę ci bukiet warzywny w podzięce - obiecała jeszcze, a jeżeli nie miał żadnych zaleceń, w rodzaju smaruj to maścią przez najbliższy tydzień czy nie chciał rzucić jeszcze jakichś zaklęć - pożegnała się i opuściła gabinet.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Czarodziej
*sigh*
wiek
30
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Uzdrowiciel
Szczupły i dość wysoki (183 cm) mężczyzna o czarnych lokach i brązowych oczach. Często wydaje się być blady i zmęczony, a jego dłonie są niemal zawsze zimne. Na codzień stara się ubierać w miarę elegancko.

Basilius Prewett
#16
05.04.2024, 23:11  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.04.2024, 23:12 przez Basilius Prewett.)  
– Byłem po prostu ciekawy, czy jeśli stawiasz bukiet warzywny nad bukietem z kwiatów, oznacza to, że masz podobną hierarchię w przypadku ich czekoladowych odpowiedników – oznajmił, a gdyby dowiedział się, że Brenna zakłada, że jego umysł nie był, aż tak normalny, to na pewno by się obraził. Z jego umysłem wszystko było w jak najlepszym porządku. Po prostu jej dziwne pomysły, sprawiały, że zadawał w odpowiedzi dziwne pytania, próbując znaleźć sens w jej logice. No bo mogło jej przecież chodzić o to, że warzywa były praktyczniejsze od kwiatów I dlatego wolała bukiet z warzyw, a przy czekoladzie nie miałoby to różnicy o ile smakowałyby jak czekolada. Mogła natomiast też po prostu pałać dziwną miłością do sałaty, więc na tę czekoladową też, by się bardziej ucieszyła i... Nie. Stop. Nie będzie dalej wchodził w te rozważania. To nie miało żadnego sensu, a on miał pracę. – Smak zwykłej czekolady.
Czemu pacjenci nagle tak bardzo przywiązywali się do swojej skóry, gdy groziło im jej usunięcie? To przecież nie tak, że zostawiliby ich z gołymi mięśniami, lub nie znieczuliliby ich odpowiednio przed całym zabiegiem. W większości przypadków nawet nie pozostawała po tym blizna.
Plamy oficjalnie zaczęły bladnąć, a on poczuł, jak powoli schodzi z niego całe napięcie, które do tej pory go trzymało.
– Obędzie się bez – zapewnił, nie mając ochoty tłumaczyć się potem ludziom, czemu nagle dostał bukiet pełen rzepy.
Oczywiście na wszelki wypadek przepisał jej jeszcze maź do stosowania zaznaczając, że gdyby cokolwiek zaczęło znowu dymić, to ma natychmiast przestać ją stosować i zgłosić się do jakiegokolwiek medyka, który będzie dostępny.
A potem Brenna wreszcie wyszła, a on z ciężkim westchnieniem opadł na swoje krzesło. Teraz, gdy cały stres powoli opuszczał jego ciało, poczuł się strasznie zmęczony. Co to w ogóle kurwa był za przypadek? Czemu te plamy parowały? Jakie zaklęcie to spowodowało? I jak mógł się upewnić, że Brenna więcej nie przyjdzie do niego z czymś takim?  Albo najlepiej w ogóle. Nie chciał ryzykować.
Ponownie westchnął, potarł skronie i wyciągnął ze swojej torby nowy dziennik, który kupił już jakiś czas temu, a jeszcze nie miał sposobności, aby go wykorzystać. Przez chwilę przyglądał się ciemnozielonej oprawie, a potem zaczął spisywać dzisiejszy przypadek dla innych magimedyków, zupełnie nie mając pojęcia, że złowieszcza data, którą właśnie napisał, przypieczetuje jego tragiczny los, jeśli chodziło o wizyty czarownicy.
Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Basilius Prewett (3382), Brenna Longbottom (3308)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa