24.04.2024, 21:29 ✶
Daisy wzruszyła beztrosko ramionami. Teraz, gdy tak sobie myślała, że Astaroth – najlepszy łowca na świecie (tylko z niesamowitym pechem, inaczej nie potrafiłaby sobie wyjaśnić, czemu został przemieniony w wampira) był obok niej, skłonna była myśleć, że we dwójkę (po poprawce w: czwórkę) będą w stanie pokonać każdego potwora.
- Po prostu pamiętaj, że cię z tym nie zostawię – rzuciła.
I niby głos jej brzmiał miękko, łagodnie to czaiła się w nim jakaś determinacja. Lockhart nie była może najlepiej wykwalifikowaną czarownicą na swoim roku, nie była również wysportowana lub szczególnie szybka, ale potrafiła być niemożliwie uparta i za wszelką cenę dążąca do celu, gdy już coś obrała sobie za cel.
- Och, trytony – powtórzyła za nim. No to lekcje pływania mogła sobie odłożyć na kiedy indziej. Zmarszczyła intensywnie brwi. Jaka szkoda, że nie była w tym momencie w stanie zrobić żadnego, porządnego zdjęcia walczących trytonów (w sumie nieporządnego też nie była w stanie). Takie fotografie mogłyby jej zapewnić okładkę w Proroku Codziennym (no i po nich już nikt i nigdy nie skomentowałby, że zajmowała się tylko plotkami, celebrytami i głupotami).
Znowu uderzyło w nią jaki Astaroth był doskonały. Ona by się w życiu nie domyśliła, że w jeziorze mogą pływać trytony. I nie wpadłaby na to, żeby włamać się do jakiegoś mugolskiego domku letniskowego i tam dalej szpiegować i spiskować. Ale te ostatnie dwa pomysły z miejsca wprawiły ją w żywe podekscytowanie.
- Dobra – zgodziła się z nim szybko. – Jakby nas nakryli to im naściemniam, że mieliśmy rezerwację już od dawna i takie tam. – Była w końcu Lockhartówną pełną gębą. Już w Hogwarcie potrafiła nakłamać tak bardzo, że nawet McGonnagall nie dawała jej szlabanu za brak pracy domowej. Z wiekiem zaś jej talent tylko rozkwitł.
Pomknęła za Yaxleyem do wskazanego przez niego domku. I znowu, była w tym swoim mknięciu mocno niezgrabna i – chwilami – nawet hałaśliwa, ale jakoś nie zwróciła na nich niepotrzebnej uwagi. Jeśli nawet się rozczarowała, że ktoś pozostawił niedomknięte okno i nie musieli wyłamywać zamka, nie dała tego po sobie poznać. Po kilku minutach, obydwoje zniknęli w budynku.
- Po prostu pamiętaj, że cię z tym nie zostawię – rzuciła.
I niby głos jej brzmiał miękko, łagodnie to czaiła się w nim jakaś determinacja. Lockhart nie była może najlepiej wykwalifikowaną czarownicą na swoim roku, nie była również wysportowana lub szczególnie szybka, ale potrafiła być niemożliwie uparta i za wszelką cenę dążąca do celu, gdy już coś obrała sobie za cel.
- Och, trytony – powtórzyła za nim. No to lekcje pływania mogła sobie odłożyć na kiedy indziej. Zmarszczyła intensywnie brwi. Jaka szkoda, że nie była w tym momencie w stanie zrobić żadnego, porządnego zdjęcia walczących trytonów (w sumie nieporządnego też nie była w stanie). Takie fotografie mogłyby jej zapewnić okładkę w Proroku Codziennym (no i po nich już nikt i nigdy nie skomentowałby, że zajmowała się tylko plotkami, celebrytami i głupotami).
Znowu uderzyło w nią jaki Astaroth był doskonały. Ona by się w życiu nie domyśliła, że w jeziorze mogą pływać trytony. I nie wpadłaby na to, żeby włamać się do jakiegoś mugolskiego domku letniskowego i tam dalej szpiegować i spiskować. Ale te ostatnie dwa pomysły z miejsca wprawiły ją w żywe podekscytowanie.
- Dobra – zgodziła się z nim szybko. – Jakby nas nakryli to im naściemniam, że mieliśmy rezerwację już od dawna i takie tam. – Była w końcu Lockhartówną pełną gębą. Już w Hogwarcie potrafiła nakłamać tak bardzo, że nawet McGonnagall nie dawała jej szlabanu za brak pracy domowej. Z wiekiem zaś jej talent tylko rozkwitł.
Pomknęła za Yaxleyem do wskazanego przez niego domku. I znowu, była w tym swoim mknięciu mocno niezgrabna i – chwilami – nawet hałaśliwa, ale jakoś nie zwróciła na nich niepotrzebnej uwagi. Jeśli nawet się rozczarowała, że ktoś pozostawił niedomknięte okno i nie musieli wyłamywać zamka, nie dała tego po sobie poznać. Po kilku minutach, obydwoje zniknęli w budynku.
Koniec sesji