22.05.2024, 19:48 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.10.2024, 13:02 przez Perseus Black.)
W odpowiedzi na jego słowa najpierw najpierw uniósł brwi w zdumieniu, później odwrócił wzrok jak besztane dziecko, a na końcu roześmiał się perliście - chyba po raz pierwszy tego wieczora śmiał się tak głośno i szczerze - i przetarł szlak delikatnych pocałunków od kości jarzmowej, przez linię żuchwy, kończąc na grdyce. Z piersi wyrwało się pełne zachwytu westchnienie, gdy ponownie zawisł nad twarzą Crowa; pod każdym względem idealną. Chciał powiedzieć mu, że wygląda jak jedno z dzieł, które widział w Luwrze, ale w ostatniej chwili ugryzł się w język, dochodząc do wniosku, że chłopak takiego komplementu raczej nie przyjmie. I mógł mówić o sobie jak najgorzej - ale Perseus wcale nie traktował go jak gorszego od siebie. Wręcz przeciwnie, w jego zachowaniu wychwycić można było subtelną uległość względem swego towarzysza. Wszystko to, co przed kilkoma dniami wydarzyło się na Nokturnie, było na pokaz; marną grą, aby go sprowokować do... Do właściwie czego? Co chciał tym osiągnąć? Naprawdę wierzył, że te ręce - te same, które teraz obejmowały go tak czule - były w stanie zrobić mu krzywdę?
Gdyby przyszedł do jego gabinetu, zapewne powiedziałby mu coś, co pozornie brzmiałoby mądrze, choć w ostateczności i tak sprowadzałoby się do żałosnego i niewiele wnoszącego to nie ćpaj. Ale nie byli w jego gabinecie, który nawet nie był jego - był ciasnym pokojem w paryskim szpitalu, który dzielił z dwoma innymi magipsychiatrami wymieniając się dyżurami - i szczerze wątpił w to, że Crow kiedykolwiek uznałby go za autorytet. Nie powiedział więc nic; zamiast tego uniósł się na łokciu, a wolną ręką pogłaskał go po policzku - z wyrozumiałą czułością oraz troską, którym daleko było do duszącej litości. Obaj jesteśmy w jakiś sposób rozbici, mówiło jego spojrzenie.
— W porządku, mogę mówić mniej... podniośle. Ale nie umniejszaj sobie — poprosił w przerwach pomiędzy pocałunkami składanymi na jego skroni — W tym momencie jesteś dla mnie całym światem.
I może to brzmiało trochę naiwnie, jakby wyrwał ten tekst z jednej z powieści namiętnie czytanych przez znudzone swoimi małżeństwami gospodynie, ale uwielbienie, z jakim patrzył na Crowa i sposób, w jaki go dotykał - momentami bardziej nabożny niż wypadało, a przez to bluźnierczy wręcz - były szczere. Uwielbienie było jednym z jego języków miłości; której Perseus chciał dać tej pokiereszowanej wronie.
— Co tylko chcę? — uśmiechnął się, jakby zaraz miał mu zdradzić największą ze swych tajemnic i wymusić na nim przysięgę na małego palca — Żałuję, że jestem tchórzem, Crow. Kiedy tu szliśmy, bardzo chciałem złapać cię za rękę, ale bałem się, że ktoś mógłby powiedzieć mojemu ojcu, a on... On wcale nie jest tak dobrym człowiekiem, za jakiego go mają... — pokręcił głową — Ale to zupełnie nieważne. Szkoda, że nie jesteśmy w Paryżu. Nie wiem, czy już tam byłeś, ale bardzo chciałbym pokazać ci mój Paryż.
Mówił szybko, najwyraźniej wciąż ogarnięty euforią po niedawnych orgazmie, a jego czarne oczy błyszczały w słabym świetle jak dwa onyksy zamknięte w srebrzystych obręczach. Ujął dłoń Crowa i kolejny raz tego wieczora przytulił ją do swojego policzka, wodził palcami po wypukłych bliznach całował kciuk, który spoczął na jego wargach.
Nie wiedział, czemu właściwie to powiedział; chyba chciał odwdzięczyć się Crowowi za jego wyznanie, a jednocześnie dyskretnie wskazać mu kierunek, w którym chciałby tego wieczora zmierzać.
— Nie ma powodu do pośpiechu — zapewnił go czułym pocałunkiem w nadgarstek — Masz ochotę na wino? A może gorąca kąpiel?
@The Edge
Gdyby przyszedł do jego gabinetu, zapewne powiedziałby mu coś, co pozornie brzmiałoby mądrze, choć w ostateczności i tak sprowadzałoby się do żałosnego i niewiele wnoszącego to nie ćpaj. Ale nie byli w jego gabinecie, który nawet nie był jego - był ciasnym pokojem w paryskim szpitalu, który dzielił z dwoma innymi magipsychiatrami wymieniając się dyżurami - i szczerze wątpił w to, że Crow kiedykolwiek uznałby go za autorytet. Nie powiedział więc nic; zamiast tego uniósł się na łokciu, a wolną ręką pogłaskał go po policzku - z wyrozumiałą czułością oraz troską, którym daleko było do duszącej litości. Obaj jesteśmy w jakiś sposób rozbici, mówiło jego spojrzenie.
— W porządku, mogę mówić mniej... podniośle. Ale nie umniejszaj sobie — poprosił w przerwach pomiędzy pocałunkami składanymi na jego skroni — W tym momencie jesteś dla mnie całym światem.
I może to brzmiało trochę naiwnie, jakby wyrwał ten tekst z jednej z powieści namiętnie czytanych przez znudzone swoimi małżeństwami gospodynie, ale uwielbienie, z jakim patrzył na Crowa i sposób, w jaki go dotykał - momentami bardziej nabożny niż wypadało, a przez to bluźnierczy wręcz - były szczere. Uwielbienie było jednym z jego języków miłości; której Perseus chciał dać tej pokiereszowanej wronie.
— Co tylko chcę? — uśmiechnął się, jakby zaraz miał mu zdradzić największą ze swych tajemnic i wymusić na nim przysięgę na małego palca — Żałuję, że jestem tchórzem, Crow. Kiedy tu szliśmy, bardzo chciałem złapać cię za rękę, ale bałem się, że ktoś mógłby powiedzieć mojemu ojcu, a on... On wcale nie jest tak dobrym człowiekiem, za jakiego go mają... — pokręcił głową — Ale to zupełnie nieważne. Szkoda, że nie jesteśmy w Paryżu. Nie wiem, czy już tam byłeś, ale bardzo chciałbym pokazać ci mój Paryż.
Mówił szybko, najwyraźniej wciąż ogarnięty euforią po niedawnych orgazmie, a jego czarne oczy błyszczały w słabym świetle jak dwa onyksy zamknięte w srebrzystych obręczach. Ujął dłoń Crowa i kolejny raz tego wieczora przytulił ją do swojego policzka, wodził palcami po wypukłych bliznach całował kciuk, który spoczął na jego wargach.
Trigger Warning: erotyka (Odkryj)
— Lubię, kiedy faceci we mnie kończą, kiedy chwilę przed zaciskają swoje ręce na moich biodrach, jakby bali się, że zaraz im się wyślizgnę, a potem dociskają mnie do siebie i zastygają w bezruchu — zdawało mu się, że on również mógł rozmawiać o seksie bez żadnych oporów, ale z jakiegoś powodu trudno było tym słowom wyrwać się z jego gardła. Dawno nie miał okazji z nikim rozmawiać o swoich pragnieniach; od dwóch lat zbliżenia były dla niego puste, machinalne, zwierzęce niemalże. Bez czułości, bez atmosfery intymności - silne dłonie dociskające jego głowę do poduszki i twarze, które rozmywały się w pamięci — Jeszcze bardziej lubię, kiedy mogę na nich patrzeć. Zwłaszcza, jeśli wyglądają tak pięknie jak ty, kiedy dochodzą.
Nie wiedział, czemu właściwie to powiedział; chyba chciał odwdzięczyć się Crowowi za jego wyznanie, a jednocześnie dyskretnie wskazać mu kierunek, w którym chciałby tego wieczora zmierzać.
— Nie ma powodu do pośpiechu — zapewnił go czułym pocałunkiem w nadgarstek — Masz ochotę na wino? A może gorąca kąpiel?
@The Edge
![[Obrazek: 2eLtgy5.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=2eLtgy5.png)
if i can't find peace, give me a bitter glory