• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 3 4 5 6 7 … 16 Dalej »
[26 V 1971] I wanna kill the lights | Loretta & Morpheus

[26 V 1971] I wanna kill the lights | Loretta & Morpheus
ceaseless watcher
Vigilo, opperior, Audio.
wiek
43
sława
IV
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny
Średniego wzrostu czarodziej (176cm), ubrany w modne szaty, szpakowate loki sięgają mu za ucho, a na twarzy nosi dość długi zarost, broda jest w wielu miejscach siwa. Ma ciemne, niemal czarne oczy. Emanuje od niego bardzo niespokojna energia.

Morpheus Longbottom
#11
20.02.2024, 22:55  ✶  

Longbottoma bawiła konsternacja ludzi, gdy łączyli praworządność rodowego imienia z intensywnością spojrzenia Niewymownego. Już sama jego praca, milcząca i tajemnicza, sprawiała, że nie wpisywał się w te same rubryki konotacji i brzmienie jego nazwiska zdawało się nosić inne znaczenie, niż w reszcie Ministerstwa. Zresztą, Morpheus nosił swojego rodzaju mrok w sobie i nosił go dobrze, jako część klątwy swojego daru, nawet jeśli w gruncie rzeczy był dobrą osobą. Empatyczną, współczującą. Nie tej nocy, tej nocy pragnął i zamierzał być egoistą.

Adoracja Loretty nosiła ślady narcystycznego pożądania. Stojąc obok siebie, patrząc na siebie nad płomieniem papierosa, wyglądali jak byk i łania tego samego gatunku. Te same, sarnie spojrzenia i obłąkańcza miłość do życia. Wiadomo wszak, że nic nie kocha śmierci bardziej niż ekstaza egzystencji. Płomień, który rozświetlił majową noc, wydobył cienie z twardo ociosanej twarzy czarodzieja, pogłębiając te już istniejące, wieczne pod oczami, stworzone przez sny niewypowiadalne. Uniósł jedną brew na bezczelną aneksję jego papierosa przez usta Loretty. Gdy rozjarzył się dość, aby płonąć, przejął go w dwa palce, niemalże dotykając karmazynowych warg i odbierając, co jego. Przyłożył swoje własne usta w miejsce, gdzie zostawiła ślad szminka, prawie mogąc posmakować tego, czego jeszcze sobie nie wziął.

Zatrzymał dym w ustach.

Nie chciał kokieterii Loretty, chciał się z nią pieprzyć, więc nachylił się, wciąż na wdechu i pocałował ją, wtłaczając smoczy dym w jej płuca. Palił ciężkie papierosy, siny dym był gęsty i bardzo gryzący. To nie były papierosy kogoś, kto robi to tylko towarzystwo, a pocałunek nie należał do kogoś, kto się zakochuje. Morpheus znajdował się w mrocznym momencie swojego życia, nie z powodu wojny, a z powodu alienacji w rodzinie. Nie celowej, to wiedział, bo wiedział za dużo. Chciał zapełnić rosnącą pustkę w swoim sercu. Dlatego pocałunek był agresywny, zaborczy i nieco dominujący. Zupełnie, jakby chciał wziąć ją w tym miejscu, na chodniku, na oczach przechodniów, którzy jeszcze pojedynczo pojawiali się na ulicach, zdążając do wieczornych aktywności, odziani w odświętne etole lub do domów, z teczkami pracy i trosk.



And when I call you come home
A bird  in your teeth
the end is here
Devil in disguise
She's dancing by herself
She's crowned the queen of hell
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stukot obcasów zwiastuje jej chuderlawą, drobną posturę, którą skrzętnie ukrywa pod pstrokatymi, szerokimi koszulami, szerokimi nogawkami spodni i kapeluszami z okrutnie wielkim rondem. Blada, o twarzy pokrytej pajęczynką piegów, oczach roziskrzenie piwnych, ustach surowo wykrojonych. Na jej obliczu często pełznie uśmiech, ukazujący nieidealne zęby, o skrzywionych kłach – jest w niej jednak coś rozbrajająco szczerego. Aura czerwona, intensywna, niejednokrotnie przytłaczająca.

Loretta Lestrange
#12
20.02.2024, 23:15  ✶  

Jej pożądanie zawierało się w niemej egzaltacji; rozczulającej wręcz, narcystycznej konieczności – obserwowała go zwolna, tak, jakby miała już drugi raz nie nawyknąć do jego rysów. Sunęła wzrokiem po wydatnych ustach, nosie, tnącej głębi jego oczu, która zdawała się odbierać ostatnie tchnienie z jej piersi. Wrażliwość utkana na połach nieskończonej niebanalności, mentalna bolączka i błaganie, aby nie odchodził. Fascynacja czyniła ją szaloną, odrobinę zdezorientowaną, jednak nade wszystko – szalenie ciekawską.

Może dlatego właśnie myślała, jak smakuje.

Przekrzywiła głowę nieznacznie – jakby starała się zanalizować coś, co nie poddawało się w żaden sposób ramom. W tym momencie istniał tylko on i jego zaklęte w niebycie oblicze; ta jedna milionowa wszechświata, która ubierała jego sylwetkę w tchnięcie ekstazy. Westchnięcia nie należały do jej uwertury, tym razem jednak, gdy otulał wargami bibułkę papierosa, znaczoną karmazynem jej szminki, coś w niej drgnęło. Nie dawała po sobie poznać, a jednak pąs zakwitł urokliwie na jej policzkach, jakby była młodą nimfą leśną, po raz pierwszy dotkniętą przez mężczyznę.

Nie była w końcu femme fatale, a jej kowalne w obróbce emocje, każdorazowo rozpadały się jak strącony z półki wazon – nie mogąc ponownie znaleźć miejsca przylegania, bezpowrotnie nie odnajdując tego, czym były kiedyś.

Bo emocje zawsze były niewiadome i zawsze ściągały nieszczęście.

Jego usta były niewymownym nieszczęściem. Bo gdy gwałtownie docisnął swoje wargi do jej, tchnienie zamarło jej w płucach. Smakował papierosami i czymś nieokreślonym, całkiem możliwe, że jej żarliwą ciekawością. Wspięła się na czubki palców, odwzajemniając pocałunek – tak jakby był jedynym, co utrzymywało ją na powierzchni ziemi. Stoczyła się w miękkie nieistnienie a jego palce zaciskające się na jej talii przyjemnie bolały.

Był to jeden z przyjemniejszych bóli, jakich doświadczyła. Agresja w końcu od zawsze ją pociągała.

– Jeśli masz ochotę napić się czegoś mocniejszego, możemy iść na tyły galerii – wydusiła z siebie po chwili, odrywając się od jego ust.

Dlaczego to było takie trudne?

Gdy weszli tylnymi drzwiami do swoistego magazynu, w którym znalazło się także miejsce na dwa fotele, stanęła przy niewielkim stoliku, na którym była na wpół opróżniona butelka ognistej. Złapała dwie szklanki, wypełniając je cieczą i jedną z nich podała Morpheusowi.



Part of me wanna to do stupid shit
Gotta admit, I'm a hypocrite
I like it way better than being on the side of it
I'm a psycho, loving it
ceaseless watcher
Vigilo, opperior, Audio.
wiek
43
sława
IV
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny
Średniego wzrostu czarodziej (176cm), ubrany w modne szaty, szpakowate loki sięgają mu za ucho, a na twarzy nosi dość długi zarost, broda jest w wielu miejscach siwa. Ma ciemne, niemal czarne oczy. Emanuje od niego bardzo niespokojna energia.

Morpheus Longbottom
#13
23.10.2024, 21:22  ✶  

Cień jej szminki pozostał na jego wargach, gdy szedł z nią na zaplecze, zaciągając się papierosem, zostawiając za sobą ścieżkę dymu. Wyrzucił bibułkę do studzienki, zanim weszli, gdy nakarmiony nałóg ustąpił innym pragnieniom.

Gdyby znali się troszeczkę dłużej, gdyby to nie było ich pierwsze spotkanie w takim nastroju, jaki uczynili między sobą w galerii, zamalowując w niebyt otoczenie i zagęszczając miodem przestrzeń między sobą, nie dotarłaby do karafki. W momencie, gdy sięgnęłaby po kryształ, przyszpiliłby jej biodra swoimi do stolika i oparł dłoń o przestrzeń między łopatkami, aby niemal czule przytulić jej policzek do blatu. Nie zrobił jednak tego, opierając się tylko obok niej o mebel i przyglądając się, jak płynie rzeka bursztynowego alkoholu. Nie przepadał za tym alkoholem, w ten sam sposób, jak większość arystokracji, wynajdując zasady, aby pić jej mało i udawać, że zachwyca się walorami smakowymi. Ognista Whisky. Odpowiedni trunek na odpowiednie spotkanie. Przecież nie zamierzali przelewać w siebie swoich dusz.

— Nie mam ochoty się napić — odpowiedział jej, odkładając szklankę na stolik. Umoczył dwa palce, wskazujący i środkowy w swojej szklance i przyłożył do ust Loretty, jakby nakazując jej milczenie. Przesunął palce do jej podbródka, nieco rozmazując jej szminkę, a później pociągnął smugę do gardła, aż po obojczyk. — Pozwól, że wyzwolę cię z niewygody oczekiwania.

Płomienie przyszłości odbiły się w jego spojrzeniu, pomimo że nigdzie nie było otwartego ognia. Nie zamierzał jej niczego obiecywać, żadnych opowieści o wielkiej miłości, o wieczności, on w to nie wierzył, nie umiał, gdy największa zdrada czyhała w jego własnym domu. Gdy zamknęły się drzwi do pracowni, pozostawił na progu doczesne zmartwienia, to co go bolało prawdziwie, dla celebracji życia. Nawet jeśli miała być bardzo agresywna.

Idąc za swoją myślą, przesunął się tak, aby stać naprzeciwko Loretty. Ułożył drugą rękę na jej biodrze i niczym dziewica z żeńskiego klasztoru, licząca koraliki różańca, podnosił w marszczenie jej sukienkę, odsłaniając coraz wyżej nogi kobiety, a gdy dotarł do upragnionej wysokości, złapał Lestrange boleśnie za biodra i podsadził na stolik. Nie planował jej na razie całować, przynajmniej nie w usta.


Koniec sesji


And when I call you come home
A bird  in your teeth
the end is here
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Loretta Lestrange (2076), Morpheus Longbottom (2577)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa