Hogwart, Biblioteka
Jebać Święta - to było jej ulubione, buńczuczne hasło, pełne pogardy do kolorowych, dydnających, słodko-pierdzących, piernikowych gówien. Wszyscy tacy uśmiechnięci, wszyscy tacy grawitujacy w kierunku czerwieni, złota i zieleni, oraz OCZYWIŚCIE okazjonalnie pozawieszanych kiści jemioły, jakby sama roślina musiała zmuszać kobiety do uległości i oddawania ust komukolwiek wpadło bo to przynosi pecha.
Ten rok był jednak inny, cała energia Mildred Moody szła w oczekiwanie wakacji świątecznych. Czekała na nie jak... hmm... z braku laku należałoby powiedzieć "dziecko na Święta", choć jej największym prezentem będzie czas, który być może spędzi ze swoim starszym bratem Alastorem. Od momentu gdy Moody opuścił mury Hogwartu, wszyscy zgodnie stwierdzili, że młodej odwala, dlatego jej przyjaciele, mimo najszczerszych chęci, pozostawiali tego kaktusa samego sobie, nie chcąc ryzykować wybuchu nastoletniego gniewu, którego nikt nie był w stanie opanować, bo jedyny, który bez pudła pacyfikował Milles był setki mil stąd na ministerialnym stażu.
Ale teraz to miało się zmienić, oczekiwanie rozsadzało jej pierś, czas płynął niemiłosiernie wolno, ale miłosiernie do przodu. Nie mogła skupić się na niczym, je uwaga latała po suficie. Odprężenie i chwile wytchnienia przynosiła tylko miotła... i karty.
Otrzymane od kumpla rodziny (błagam, nikt nie nazwałby Morpheusa przyjacielem rodziny) karty, stanowiły obecnie oś zainteresowań młodej dziewczyny i choć SUMy decydujące o całym życiu były za pasem, drobna brunetka poświęcała drogocenne chwile w Bibliotece na zgłębianie sztuki wróżbiarskiej, a konkretnie tarociarskiej. W zaciszu na piętrze, pomiędzy wysokimi regałami siedziała przy stoliku oświetlonym unoszącą się kulą światła. Lampion oświetlał trzy talie rozłożone obok siebie, zaś dziewczyna krytycznie i zaskakująco metodycznie (jak na jej problemy z uwagą) porównywała ze sobą obrazy. Dwa komplety się poruszały, zaś jeden był tradycyjną talią Waite Ridera. Co jakiś czas jej pierś drżała tłumionym śmiechem, czasem nie udało jej się powstrzymać i wśród zakurzonych tomów rozlegało się głośne parsknięcie. Co jakiś czas sięgała do notesu i z pośpiechem bazgrała kilka swoich notatek. Definitywnie znajdowała się w swoim świecie, nawet nie poczuła tego, że ktoś do niej podszedł.
![[Obrazek: wCWJEwP.jpeg]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=wCWJEwP.jpeg)