27.07.2024, 11:17 ✶
Odpowiedź Thomasa spodobała się Cathalowi, bo pokrywała się w dużej mierze z jego własnymi odczuciami. Nie było w nim wielu strachów, ale bał się śmierci: bał się końca, gdy tak wiele na świecie było jeszcze nowych rzeczy do zobaczenia, odkrycia, poczucia. Tajemnic skrytych pod piaskiem, na dnach oceanu, w niedostępnych lasach i pośród górskich skał i jaskiń.
– Prace potrwają jeszcze od dwóch do czterech lat. Wolę mieć na miejscu speca od pułapek – odparł, wzruszając potężnymi ramionami. To nie tak, że nie dostrzegł żartobliwego tonu, ale nie znał Figga na tyle dobrze, aby móc mieć pewność, że pod tą rozbawioną miną nie kryła się prawdziwa uraza i wolał postawić sprawę od razu jasno. Pasowało mu, że Thomas się pojawił i że miał czas akurat teraz, gdy groziło im przystopowanie prac, ale wrodzony pragmatyzm kazał szukać kogoś innego natychmiast – co i tak zajmie kilka tygodni, a mogli pracować jakiś czas we dwoje, budżet wyprawy powinien to udźwignąć, a mogło to ułatwić rozbrojenie korytarza.
– Złoży cię do kupy bez mrugnięcia okiem, nieważne, co zrobisz. Ale może podać za małą dawkę eliksiru przeciwbólowego albo z dwóch eliksirów zaaplikować ten o bardziej paskudnym smaku – powiedział, oglądając się za namiotem, w którym znikła Nell, a po jego wargach, spieczonych od egipiskiego słońca i pustynnego wiatru, znów przemknął uśmiech.
Nell Bagshot wyglądała niewinnie jak aniołek, ale miała diabła za skórą. Jeśli miałby wskazać kogoś w tym obozowisku bardziej bezlitosnego niż on sam, to uznałby, że jedyną godną go konkurencją jest ona.
– Nie widzą wejścia do korytarza, więc o to nie musimy się martwić. Większym problemem jest wyjaśnianie, czym się zajmujemy, gdzie znikamy, dostawianie się tam tak, by nie zauważali… pod ziemią tu nie działa teleportacja… ale zwykle parę confundusów i czarów zwodzących wystarczy. Jeśli robi się naprawdę źle, wzywam z Kairu hipnotyzera. Spora część tej ekipy to na szczęście Egipcjanie, a pośród nich… nawet wśród naukowców… podejście jest trochę inne niż w Anglii.
W mugolskiej ekipie było paru angielskich archeologów, ale prostszymi sprawami zajmowali się miejscowi pracownicy. A ci raczej nawet jeśli zobaczyli coś, czego nie trzeba, łatwo uznawali, że to klątwa faraonów: w efekcie szerzyły się różne fantastyczne opowieści o klątwach, magicznych mocach starożytnych kapłanów i mumiach powstających z grobowców, ale nikt nie krzyczał, że ojej, tutaj są czarodzieje!
– Prace potrwają jeszcze od dwóch do czterech lat. Wolę mieć na miejscu speca od pułapek – odparł, wzruszając potężnymi ramionami. To nie tak, że nie dostrzegł żartobliwego tonu, ale nie znał Figga na tyle dobrze, aby móc mieć pewność, że pod tą rozbawioną miną nie kryła się prawdziwa uraza i wolał postawić sprawę od razu jasno. Pasowało mu, że Thomas się pojawił i że miał czas akurat teraz, gdy groziło im przystopowanie prac, ale wrodzony pragmatyzm kazał szukać kogoś innego natychmiast – co i tak zajmie kilka tygodni, a mogli pracować jakiś czas we dwoje, budżet wyprawy powinien to udźwignąć, a mogło to ułatwić rozbrojenie korytarza.
– Złoży cię do kupy bez mrugnięcia okiem, nieważne, co zrobisz. Ale może podać za małą dawkę eliksiru przeciwbólowego albo z dwóch eliksirów zaaplikować ten o bardziej paskudnym smaku – powiedział, oglądając się za namiotem, w którym znikła Nell, a po jego wargach, spieczonych od egipiskiego słońca i pustynnego wiatru, znów przemknął uśmiech.
Nell Bagshot wyglądała niewinnie jak aniołek, ale miała diabła za skórą. Jeśli miałby wskazać kogoś w tym obozowisku bardziej bezlitosnego niż on sam, to uznałby, że jedyną godną go konkurencją jest ona.
– Nie widzą wejścia do korytarza, więc o to nie musimy się martwić. Większym problemem jest wyjaśnianie, czym się zajmujemy, gdzie znikamy, dostawianie się tam tak, by nie zauważali… pod ziemią tu nie działa teleportacja… ale zwykle parę confundusów i czarów zwodzących wystarczy. Jeśli robi się naprawdę źle, wzywam z Kairu hipnotyzera. Spora część tej ekipy to na szczęście Egipcjanie, a pośród nich… nawet wśród naukowców… podejście jest trochę inne niż w Anglii.
W mugolskiej ekipie było paru angielskich archeologów, ale prostszymi sprawami zajmowali się miejscowi pracownicy. A ci raczej nawet jeśli zobaczyli coś, czego nie trzeba, łatwo uznawali, że to klątwa faraonów: w efekcie szerzyły się różne fantastyczne opowieści o klątwach, magicznych mocach starożytnych kapłanów i mumiach powstających z grobowców, ale nikt nie krzyczał, że ojej, tutaj są czarodzieje!