20.01.2023, 01:43 ✶
Patrick uśmiechnął się krzywo pod nosem. Ciągle myślał o tym, co zmieniłoby się w jego życiu, gdyby prawda wyszła na jaw. I zawsze w swoich własnych oczach wychodził przy tym na oszusta. Człowieka, który przez lata mataczył i dzięki mataczeniom zbudował sobie obraz siebie jako kogoś zupełnie innego niż był naprawdę. Może jeszcze mógłby udawać w Ministerstwie Magii, że nie wiedział kim byli jego rodzice. Ale przed Dumbledorem? Nie wyobrażał sobie, by miał stanąć i spojrzeć mu w oczy, po tym jak ten dowiedziałby się kim był. Nawet tłumaczenia, które przychodziły mu do głowy, nie były ani przekonujące, ani mądre.
Bo co miałby mu powiedzieć? Tak, moi rodzice byli po stronie Grinewalda, ale ja zapomniałem o tym powiedzieć? Tak, moi rodzice zginęli dla Grinewalda, ale to wciąż byli moi rodzice? Dziadek nie chciał, by ktoś się dowiedział? Nie chciałem, żeby to miało znaczenie?
- Nie, raczej nie przeszkadzaliby w śledztwie – zaprzeczył, choć nie do końca mógł być tego pewien. Dziadkowie z pewnością nie byliby zachwyceni. Wuj również mógłby mieć obiekcje – choć on raczej dlatego, że nagle spadłaby na niego odpowiedzialność za coś, na co nie miał żadnego wpływu. Jakaś część Stewarda wiedziała również, że on także nie miał wpływu na to, kim byli jego rodzice, ale sobie nie potrafił odpuścić tak łatwo jak wujowi.
Patrick ciągle zerkał na nos Florence, odwzorowując go jednocześnie w szkicowniku. Ruchy miał pewne, zamaszyste, powtarzające się. Odruchowo rozcierał miękki ołówek palcem, co w szkole artystycznej zostałoby uznane za spory błąd, ale jemu uchodziło na sucho, bo nie rysował po to by później zrobić wystawę swoich prac, ale zebrać myśli.
- Ja się po prostu boję konsekwencji – powiedział wreszcie. – W sumie boję się konsekwencji niezależnie od tego, jak zakończy się ta sytuacja. Ten dzieciak ma osiem lat. I ma taki pokój o jakim marzy większość ośmiolatków. Do tej pory chyba wiódł szczęśliwe życie. Co to byłby za świat, gdybym pozwolił mu zniknąć? Z drugiej strony… gdyby to jeszcze chodziło o jakiegoś męża zdradzającego żonę, nieślubne dziecko, defraudację pieniędzy – skrzywił się, tym razem dlatego, że skupił się na szkicowaniu ust Florence i zrobił jej nieco zbyt wydatną dolną wargę. – Ale to nie jest taka historia. To raczej tajemnica rodzinna, piętno, które muszą na sobie nosić, skrzętnie ukrywany przez lata sekret, który mógłby już zniknąć na dobre, gdyby nie to, że nagle został odkopany przez jedną przepełnioną żalem kobietę i trójkę jej pomagierów, którym zależało tylko na synu, którego wychowywała samotnie.
Bo co miałby mu powiedzieć? Tak, moi rodzice byli po stronie Grinewalda, ale ja zapomniałem o tym powiedzieć? Tak, moi rodzice zginęli dla Grinewalda, ale to wciąż byli moi rodzice? Dziadek nie chciał, by ktoś się dowiedział? Nie chciałem, żeby to miało znaczenie?
- Nie, raczej nie przeszkadzaliby w śledztwie – zaprzeczył, choć nie do końca mógł być tego pewien. Dziadkowie z pewnością nie byliby zachwyceni. Wuj również mógłby mieć obiekcje – choć on raczej dlatego, że nagle spadłaby na niego odpowiedzialność za coś, na co nie miał żadnego wpływu. Jakaś część Stewarda wiedziała również, że on także nie miał wpływu na to, kim byli jego rodzice, ale sobie nie potrafił odpuścić tak łatwo jak wujowi.
Patrick ciągle zerkał na nos Florence, odwzorowując go jednocześnie w szkicowniku. Ruchy miał pewne, zamaszyste, powtarzające się. Odruchowo rozcierał miękki ołówek palcem, co w szkole artystycznej zostałoby uznane za spory błąd, ale jemu uchodziło na sucho, bo nie rysował po to by później zrobić wystawę swoich prac, ale zebrać myśli.
- Ja się po prostu boję konsekwencji – powiedział wreszcie. – W sumie boję się konsekwencji niezależnie od tego, jak zakończy się ta sytuacja. Ten dzieciak ma osiem lat. I ma taki pokój o jakim marzy większość ośmiolatków. Do tej pory chyba wiódł szczęśliwe życie. Co to byłby za świat, gdybym pozwolił mu zniknąć? Z drugiej strony… gdyby to jeszcze chodziło o jakiegoś męża zdradzającego żonę, nieślubne dziecko, defraudację pieniędzy – skrzywił się, tym razem dlatego, że skupił się na szkicowaniu ust Florence i zrobił jej nieco zbyt wydatną dolną wargę. – Ale to nie jest taka historia. To raczej tajemnica rodzinna, piętno, które muszą na sobie nosić, skrzętnie ukrywany przez lata sekret, który mógłby już zniknąć na dobre, gdyby nie to, że nagle został odkopany przez jedną przepełnioną żalem kobietę i trójkę jej pomagierów, którym zależało tylko na synu, którego wychowywała samotnie.