• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 4 5 6 7 8 … 16 Dalej »
[29.11.1970] Aleja Horyzontalna

[29.11.1970] Aleja Horyzontalna
Jakąś świecę kurwa ten?
”Szczękający Kandelabrador” oferuje usługi świecarskie od A do Ż!
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Średniego wzrostu, stosunkowo młody mężczyzna. Średniej długości, blond włosy, na ogół przykrywają mu połowicznie uszy, a spojrzenie jego brązowych oczu - choć wnikliwe - nosi jednak znamiona zmęczenia. Wygląda, jakby albo długo nie spał, albo spał zdecydowanie za długo. Choć idzie zaskakująco pewnym krokiem, wrażenie hardego, może wręcz chłodnego charakteru łamie się przy pierwszym lepszym kontakcie; mówi wtedy dość metodycznie, ważąc słowa, jakby chciał dobrze przemyśleć to co wypowie - ale w faktycznej treści w ogóle tego nie widać. Nosi się schludnie, elegancko, ale w żadnej mierze nie ekskluzywnie.

Faust Flitwick
#1
19.11.2022, 21:37  ✶  
29.11.1970

Trochę się sobą brzydził, że dał się namówić matce na wizytę u jakiegoś wróżbity. No ale już trudno. I uhhh, może nie był to jakiś tam wróżbita. Dolohov był może i postacią kontrowersyjną, ale bardzo znaną i, hm, uznaną? Na pewno w niektórych kręgach. Jak iść do szarlatana, to przynajmniej do takiego, który szarlatanuje z kunsztem, nie?...

Chcąc nie chcąc, Faust przyodział się w możliwie elegancki, ciemnoszary płaszcz i beret, a pod spód założył białą - na tyle, na ile czyjeś oko nie wypatrzyłoby śladów paroletniego użytkowania - koszulę. Na nią narzucił kamizelkę. I niech nikt sobie lepiej nie myśli - wcale nie zależało mu na tym, żeby wyglądać dla tego człowieka ładnie! Po prostu do celebrytów chyba wypada chodzić dobrze ubranym; inaczej pewnie nawet na ciebie nie spojrzą. A co obiecane matuli, to trzeba dostarczyć. Ach, no i najważniejsze - bez obaw, spodnie też zdobiły dolną część ciała Flitwicka, oczywiście o nich nie zapomniał - nawet mimo tego, że widoczne po nim oznaki niewyspania wskazywały na to, że rozminął się z takim losem o włos.

"Ode mnie zapytaj, czy będziemy bezpieczni", mówiła pani Flitwick, zupełnie jakby to zależało od jakiegoś guru. Babo, po prostu bądź ostrożna i nie wychylaj nosa. Dobrze wiesz, że Śmierciożercy to chodzące bomby. Mają coś ostro nie tak z głową, żeby łazić i krzywdzić ludzi dookoła, nieważne czy mugolaków czy nie - tylko po to, żeby spełnić kaprys jakiegoś fagasa, który myśli, że jest lepszy. "...a jeśli nie, to co musimy zrobić", stresowała się. "A od siebie to już tam przy okazji zapytaj o co chcesz. No, zmykaj, buziaki, uważaj na siebie!". Uhhhh...

Nie miał zamiaru o nic pytać. Po prostu wejdzie, rozejrzy się, posłucha i wyjdzie, a co. Vakel taki mądry, taki wszechwiedzący, to niech sam zgadnie, o co chodzi. Im bliżej był do tego gabinetu, czy jakkolwiek sobie ten dom schadzek chce nazywać, tym bardziej roztrzęsiony był Faust. O co chodziło? Ciężko powiedzieć. Zimno mu nie było, to na pewno. Stres? Strach? Frustracja? Kto wie. Tak bardzo zagubił się w myślach o tej sytuacji, jakkolwiek mało konstruktywne by nie były, że nawet nie zauważył, kiedy dotarł na miejsce. Wszystko, co skłębiało się w jego głowie, momentalnie ustąpiło kompletnej pustce. Mimowolnie, bez wahania, odruchowo zapukał i nie czekając na odzew, wszedł do środka.

god (self-diagnosed)
If we swallow all the friends we have,
who will be there to blame
for things we've done

when the worlds collapse?
wiek
41
sława
VII
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
celebryta, widzący, twórca
Celebryta; Jedno z najbardziej znanych nazwisk Londynu. Nosi się w drogich ubraniach w gwieździste wzory, a jego ulubiony kolor to niebieski (najczęściej w ciemnych tonach, przeszywany złotą lub srebrną, błyszczącą nicią). Jest bardzo wysoki, ma ponad 180 centymetrów wzrostu i jest przy tym bardzo chudy, wręcz wychudzony. Zawsze przepięknie pachnie - nie wychodzi z domu bez spryskania się drogimi, męskimi pachnidłami. Czaruje słowem - wie jak mówić, aby docierać do ludzi.

Vakel Dolohov
#2
03.12.2022, 15:25  ✶  
W środku powitał go asystent pana Dolohova, który na widok kolejnego klienta wydał z siebie bliżej nieokreślony dźwięk, po dłuższej chwili skwitowany niezręcznym uśmiechem. Coś musiało mu się przypomnieć. Coś, co go rozbawiło. Nie zdradził jednak tego, co przeszło mu przez myśl. Po prostym, wypowiedzianym dźwięcznym głosem „witam, panie Flitwick”, zaprowadził go za mocarne, dębowe drzwi. Za nimi zaś, czekał na niego sam Dolohov.

Wróżbita rozsiadł się w wielkim fotelu. Zmieściłoby się na nim pewnie z półtorej Dolohova, a miało to spore znaczenie, bo i sam Dolohov był człowiekiem sporym. Dwóch metrów może nie mierzył, ale i tak spoglądał na Flitwicka, jak i wielu innych czarodziejów z góry. Chociaż natura pozwoliła mu wystrzelić w górę, poskąpiła mu rozrośnięcia się na boki - chudy, patykowaty wręcz, wyglądałby pewnie dosyć komicznie, gdyby nie wszechobecny przepych i ta myśl z tyłu głowy, że jego krawat musi być wart tyle, ile pracownicy niższych szczebli Ministerstwa zarabiają przez cały miesiąc.

- Witam, panie Flitwick - powiedział, identycznym tonem, co zamykający drzwi asystent.

W pomieszczeniu panował półmrok. Grube kotary niemalże całkowicie odcinały od pomieszczenia dopływ dziennego światła, które Vakel zastąpił szeregiem świec i szklaną kulą, której pulsujące światło budowało we wnętrzu ciekawy jego zdaniem klimat. Budziło to pewnie sporo wątpliwości. Czy nie było ciężko czytać w takim świetle dokumentów? Skąd Vakel miał tyle świec? I dlaczego, do diabła, nie kupował ich w Szczękającym Kandelabradorze? Flitwick nie miał jednak czasu na to, aby wyjść z propozycją współpracy biznesowej w tym krótkim okienku przerwy pomiędzy „dzień dobry” i „mam wrażenie, że jutro pan umrze”.

- Oh, od dawna nie przekroczył tego progu ktoś, kto niósłby za sobą tak silną woń śmierci. Mogę zaproponować panu herbatę - urwał na moment, aby wstać z fotela i zbliżyć się do Flitwicka na kilka kroków - ale wiem już, co ukaże się na dnie filiżanki, panie Flitwick. Ponurak. Ciągnie się za panem widmo rychłego końca, ale widzę w tej plątaninie szans tą, którą los ofiarował panu. Da się jeszcze tego uniknąć.

Siedzące w prawie czterdziestu wiszących na ścianie zegarach, drewniane kukułki, wyjrzały ze swoich budek i spojrzały na Flitwicka z zaciekawieniem.


with all due respect, which is none
Jakąś świecę kurwa ten?
”Szczękający Kandelabrador” oferuje usługi świecarskie od A do Ż!
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Średniego wzrostu, stosunkowo młody mężczyzna. Średniej długości, blond włosy, na ogół przykrywają mu połowicznie uszy, a spojrzenie jego brązowych oczu - choć wnikliwe - nosi jednak znamiona zmęczenia. Wygląda, jakby albo długo nie spał, albo spał zdecydowanie za długo. Choć idzie zaskakująco pewnym krokiem, wrażenie hardego, może wręcz chłodnego charakteru łamie się przy pierwszym lepszym kontakcie; mówi wtedy dość metodycznie, ważąc słowa, jakby chciał dobrze przemyśleć to co wypowie - ale w faktycznej treści w ogóle tego nie widać. Nosi się schludnie, elegancko, ale w żadnej mierze nie ekskluzywnie.

Faust Flitwick
#3
20.09.2024, 00:11  ✶  
Skąd znają moje imię, do diabła?...
Faust, zanim nawet przeszedł przez próg tego przybytku, był bojowo nastawiony. Nie uznawał ani krzty prawdy w tych przepowiedniach, znakach, dyrdymałach. To były wszystko tylko tanie triki, specjalnie kreowane pod publiczkę, żeby wyciągnąć kasę od ludzi, którym to imponuje. Matka od zawsze czytała te mugolskie gazety z horoskopami i srała pod siebie, kiedy widziała, że "prawdopodobnie rozwiąże się problem, który zaprzątał ci głowę od dłuższego czasu. W twoim zawodzie i związku czeka cię ciężki wysiłek, ale też nagroda". No wielkie mi halo, to opisuje chyba każdego. 
Czemu więc zimny pot i dreszcze przebiegły przez kręgosłup świecarza, gdy asystent, a później też właściciel, jak gdyby nic wypowiedzieli jego imię?
Ach. Przecież matka mnie umówiła. Debil.
I większość stresu jak ręką odjął.

Asystentowi, rozproszony swoimi myślami, jedynie coś odburknął - ni to dzień dobry, ni to chuj ci w dupę - ale za to skinął chociaż głową. Z kolei docelowy wróżbita...

Atmosfera była dość ciężka. Przynajmniej w pierwszej chwili. Bo o ile powietrze było nieco zastygłe, ciepłe od świec, a kotary zasłaniały pomieszczenie przed jasnym światłem, to wszechobecny przepych zadziałał jakoś ożywiająco. Przynajmniej dla Fausta, chłopa nienawykłego do takich warunków. Lecz wtem w jego oczy rzuciły się świece. Mnóstwo, moc świec przeróżnego rodzaju. I pomimo tej różnorodności, żadne nie należały do prężnie rozwijającego się zakładu przybyłego gościa. Przypadek? A może próba wytrącenia go z równowagi? Na tym etapie pozostały chyba już tylko resztki wątpliwości...
Ale może to tylko moja psychika.

- Dzie... - kaszlnął, chcąc powiedzieć coś, nie odchrząknąwszy. Dzięki chwili przerwy dotarło do niego też, że chciał powiedzieć "dzień dobry", a od kiedy beznamiętnie zaczął człapać w kierunku "Praw Czasu", to już nie było to zgodne z prawdą. - Witam.

Ale Dolohov chyba ledwo zwrócił na to uwagę, o ile w ogóle. Był już zbyt zajęty jakimiś mrocznymi przepowiedniami. To wszystko wyglądało bardzo teatralnie, jak jakiś wyuczony ruch aktorski... nie, spektakl - cała ta atmosfera, asystent, nawet kukułki. W podobnych sytuacjach Faust by się zaśmiał. Z absurdu, z tej niepotrzebnej patetyczności. Ale z jakiegoś powodu, jedynie jakiś bliżej niezidentyfikowany grymas wymalował się na jego twarzy, gdy Vakel podszedł bliżej. Czy to z powodu prezencji celebryty, czy swojego nędznego samopoczucia, nie mógł zdobyć się na śmiech.

Z lekko wykrzywionym kącikiem ust, po chwili zebrał siły na odpowiedź.
- Niemniej poproszę. - to rzekłszy, zdał sobie sprawę, że wrócił do początku wypowiedzi rozmówcy, trochę gubiąc meritum. Dla przywrócenia pamięci... - O tę herbatę, znaczy się.

Wydukanie z siebie tych kilku słów przywróciło mu nieco śmiałości. Postanowił więc kontynuować... póki jeszcze mógł... w końcu nie wiadomo, jak długo mu jeszcze zostało...

- Woń śmierci, też mi co. Niosę za sobą tylko zapach wosku i aromatów jakie z nim mieszam. - mówiąc to, nie mógł powstrzymać się od podniesienia płaszcza za kołnierz i nerwowego pociągania nosem. Nie czuł śmierci. Co to w ogóle znaczy? Podniósł oczy z powrotem na jasnowidza, niepewnie utrzymując kontakt wzrokowy. - No i przede wszystkim, przyszedłem po wróżbę dla matki, taką generalną, o zdrowie, o przyszłość. To czy mnie coś dopadnie, to już moja sprawa. - skwitował, próbując jakoś odbić piłeczkę w tej rozmowie, żeby nie było, że się obawia. Ale robiąc to, skłamał. Matka zapytała o bezpieczeństwo rodziny; jakby nie patrzeć, on do niej należał. Vakel zrobił swoje już w pierwszej minucie tego spotkania. Fakt, że Faust jeszcze tu siedział, był spowodowany jedynie dumą, która nie pozwalała mu tak po prostu zaakceptować, że wróżba mogła być trafna.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Faust Flitwick (953), Vakel Dolohov (349)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa