07.10.2024, 18:18 ✶
Co prawda Ambroise nie był aż tak przekonany do słuszności swojej decyzji o przyjęciu propozycji wspólnej rozgrywki w szachy czarodziejów, ale pokiwał głową.
- Zatem umówione - odpowiedział, bo skoro powiedział już a to nie zamierzał nie mówić b.
Był słownym i konkretnym człowiekiem. Poza niechlubnymi wyjątkami nie rzucał słów na wiatr a te złamane obietnice, których istnienie przemilczał nie dotyczyły jego pracy w Mungu. Zawodowo był ze wszech miar profesjonalny. Zarówno na szczęście jak i niestety, ponieważ traciło na tym jego prywatne życie, którego praktycznie już nie miał.
No, ale to mu pasowało. Nie przeszkadzało mu to dopóki mógł odwrócić uwagę i zająć się nawożeniem swojego pracoholizmu jak rozległej i rozkrzewionej roślinki. To wszystko poza szpitalem zaczynało go dusić, toteż wybrał najlepszą złą opcję - dyżur za dyżurem poprzedzonym dyżurem po dyżurze.
Cholera, może faktycznie był tym trochę zmęczony. Uświadomił to sobie siadając na stołku, ale nie odpuścił czujnej obserwacji poczynań stażysty.
W dalszym ciągu odpowiadał za poprawność ułożenia eliksirów a jego młodszy kolega wydawał się nadaktywny i rozproszony. Ambroise nawet nie musiał go zagadywać rezygnując z dyskusji o spaniu w bibliotece. Miejscu, w którym raczej należało się uczyć a nie urządzać sobie drzemki, ale do Leo to pasowało. Nie był zbyt stabilny. Leonidas udowadniał to na każdym kroku. Szczególnie teraz.
- Zmiataj, O'Dwyer - stwierdził sucho, ale nie nieprzyjemnie, może nawet z lekkim uśmiechem w kącikach ust przy czym machnął głową w kierunku wyjścia. - Nie daj im na siebie dłużej czekać.
Nie wiedział kto posłał młodzieńca po eliksir. Za to zdawał sobie sprawę z jednego: ta osoba nie miała być zadowolona z czasu, który upłynął odkąd Leonidas pojawił się w składziku. W szpitalu liczyła się każda minuta. Szczególnie w przypadku oddziałów takich jak ten, gdzie Leo odbywał swój staż.
Zresztą na zatruciach eliksiralnych i roślinnych również, natomiast w tym wypadku Ambroise miał trochę inną sytuację. Był odpowiedzialny za te eliksiry i to, co się stało z ich ułożeniem. Nie on to wszystko poprzestawiał, ale on musiał zażegnać ten kryzys. Możliwe, że słusznie sam, bo znowu zaczął powątpiewać w Leonidasa i jego przydatność na stażu. Uzdrowiciel nie powinien się rozpraszać tak łatwo.
Odprowadził stażystę czujnym spojrzeniem upewniając się, że młodzieniec wsadza jakiś sensowny eliksir do kieszeni. Po czym wstał z zajmowanego miejsca i wrócił do pracy. Miał tu jeszcze sporo godzin przed sobą. Całe szczęście nikt go chwilowo nie potrzebował i wiedziano, gdzie go znaleźć w razie czego.
- Zatem umówione - odpowiedział, bo skoro powiedział już a to nie zamierzał nie mówić b.
Był słownym i konkretnym człowiekiem. Poza niechlubnymi wyjątkami nie rzucał słów na wiatr a te złamane obietnice, których istnienie przemilczał nie dotyczyły jego pracy w Mungu. Zawodowo był ze wszech miar profesjonalny. Zarówno na szczęście jak i niestety, ponieważ traciło na tym jego prywatne życie, którego praktycznie już nie miał.
No, ale to mu pasowało. Nie przeszkadzało mu to dopóki mógł odwrócić uwagę i zająć się nawożeniem swojego pracoholizmu jak rozległej i rozkrzewionej roślinki. To wszystko poza szpitalem zaczynało go dusić, toteż wybrał najlepszą złą opcję - dyżur za dyżurem poprzedzonym dyżurem po dyżurze.
Cholera, może faktycznie był tym trochę zmęczony. Uświadomił to sobie siadając na stołku, ale nie odpuścił czujnej obserwacji poczynań stażysty.
W dalszym ciągu odpowiadał za poprawność ułożenia eliksirów a jego młodszy kolega wydawał się nadaktywny i rozproszony. Ambroise nawet nie musiał go zagadywać rezygnując z dyskusji o spaniu w bibliotece. Miejscu, w którym raczej należało się uczyć a nie urządzać sobie drzemki, ale do Leo to pasowało. Nie był zbyt stabilny. Leonidas udowadniał to na każdym kroku. Szczególnie teraz.
- Zmiataj, O'Dwyer - stwierdził sucho, ale nie nieprzyjemnie, może nawet z lekkim uśmiechem w kącikach ust przy czym machnął głową w kierunku wyjścia. - Nie daj im na siebie dłużej czekać.
Nie wiedział kto posłał młodzieńca po eliksir. Za to zdawał sobie sprawę z jednego: ta osoba nie miała być zadowolona z czasu, który upłynął odkąd Leonidas pojawił się w składziku. W szpitalu liczyła się każda minuta. Szczególnie w przypadku oddziałów takich jak ten, gdzie Leo odbywał swój staż.
Zresztą na zatruciach eliksiralnych i roślinnych również, natomiast w tym wypadku Ambroise miał trochę inną sytuację. Był odpowiedzialny za te eliksiry i to, co się stało z ich ułożeniem. Nie on to wszystko poprzestawiał, ale on musiał zażegnać ten kryzys. Możliwe, że słusznie sam, bo znowu zaczął powątpiewać w Leonidasa i jego przydatność na stażu. Uzdrowiciel nie powinien się rozpraszać tak łatwo.
Odprowadził stażystę czujnym spojrzeniem upewniając się, że młodzieniec wsadza jakiś sensowny eliksir do kieszeni. Po czym wstał z zajmowanego miejsca i wrócił do pracy. Miał tu jeszcze sporo godzin przed sobą. Całe szczęście nikt go chwilowo nie potrzebował i wiedziano, gdzie go znaleźć w razie czego.