• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 … 3 4 5 6 7 … 11 Dalej »
[19.08.72, kamienica Bulstrodów] Przekleństwo i błogosławieństwo

[19.08.72, kamienica Bulstrodów] Przekleństwo i błogosławieństwo
Dama z Lumos
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Kasztanowe włosy zwykle ma ciasno spięte, odsłaniając bladą, trochę piegowatą twarz. Oczy ma jasne, o uważnym spojrzeniu. Około metr sześćdziesiąt dziewięć wzrostu.

Florence Bulstrode
#1
24.09.2024, 09:12  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 24.09.2024, 09:13 przez Florence Bulstrode.)  
Florence nie myślała o wizji, jakiej doświadczyła podczas Lammas, dniami i nocami. Były inne, istotne rzeczy, zaprzątające jej uwagę – przede wszystkim praca, ale też rodzina i krążące wokół tej ostatnio coraz częściej plotki. Bulstrode przywykła niby, że krewni od strony matki przyciągają wiele uwagi i że czasem na ich postępowanie pozostaje jedynie załamać ręce, ale ostatnio było tego jakby więcej.
Nie oznaczało jednak, że zapomniała.
Pamiętała aż za dobrze. Myślała o tym, kupując eliksiry odporności na ogień, sugerując matce, aby postarała się załatwić sobie legalny świstoklik – wiodący na przykład do jej domku letniskowego albo posiadłości Prewettów – czy spoglądając na krewnych i szukając w ich przyszłości płomieni.
Od rytuału nie dostrzegała żadnych znaków, zwiastujących rychłą zagładę. Może były gdzieś wokół, ale ona nie rozumiała ich znaczenia. Nigdy nie studiowała pilnie symboli, nie szukała na dnie filiżanek przebłysków przyszłości i ostatnio zaczynała zastanawiać się, czy nie było to błędem. A to już dobrze świadczyło o tym, że wizja musiała nią wstrząsnąć – bo Florence naprawdę bardzo rzadko kwestionowała własne decyzje, zwłaszcza te edukacyjne. Kochała być klątwołamaczką. Chciała zostać uzdrowicielką. Sale Departamentu Tajemnic czy karierka wróżbitki nigdy nie pociągały Florence, która przyszłość wolała budować, nie ją badać.
Myślała o tej przepowiedni dostatecznie intensywnie, aby w końcu zwrócić się nawet do kogoś spoza rodziny poza Patrickiem. I odpowiedź Morpheusa pokazała jej, że miała rację.
– To stało się podczas rytuału. Kojarzysz go z pewnością, wiele osób odprawia go podczas Lammas, w różnych wariantach, chociaż najważniejsze są zioła, świece i modlitwa – relacjonowała, kiedy już usadziła Morpheusa w salonie i wróciła z kuchni z tacą. Nie widać było po niej zdenerwowania, ale gdy myślała o tym proroctwie, to jednak do pewnego stopnia wytrącona z równowagi była: na tyle, że nie zapytała go nawet, czego chciałby się napić, a odruchowo sięgnęła ku odpowiedzi na to pytanie w przyszłość, choć zwykle bardzo dbała o to, aby przestrzegać w takich sprawach dobrych manier. Przynajmniej dopóki nie chodziło o jej krewnych, bo oni mając do czynienia z rodzinką Bulstrodów… cóż, przywykli. W porównaniu do stryja Gregory’ego czy ciotki Lavinii Florence była istotą aż do bólu normalną i nikogo nie dziwiło, że czasem odpowiada na niezadane pytania. – Byli ze mną mój brat i kuzyn, ale żaden z nich nie zauważył niczego dziwnego. Poza tym, oczywiście, że osunęłam się na krześle.
ceaseless watcher
Vigilo, opperior, Audio.
wiek
43
sława
IV
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny
Średniego wzrostu czarodziej (176cm), ubrany w modne szaty, szpakowate loki sięgają mu za ucho, a na twarzy nosi dość długi zarost, broda jest w wielu miejscach siwa. Ma ciemne, niemal czarne oczy. Emanuje od niego bardzo niespokojna energia.

Morpheus Longbottom
#2
05.10.2024, 20:24  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.11.2024, 01:04 przez Morpheus Longbottom.)  

Morpheus za to myślał o wizji aż za dużo. W paraboli pomiędzy co ma być, to będzie oraz jeżeli nic nie robię, przyłożę się do zniszczenia, więc próbuję zrobić wszystko na raz, Morpheus Longbottom doprowadzał się do szaleństwa. Może właśnie dlatego staż pracy w Departamencie Tajemnic nigdy nie był zbyt długi. Od zawsze żył na pożyczonym czasie i teraz miał wrażenie, że ten zaczyna go dościgać. Nawet nie fizycznie, a mentalnie. Gubił godziny, mylił czasoprzestrzenie, sypiał coraz gorzej.

Na szczęście fakt, że stanął na progu kamienicy Blustrode'ów, nie był niczym wyjątkowym. Zdarzało mu się przynosić różne pakunki o różnych porach dnia i nocy, dla swojego przełożonego, wiedział, że Brenna współpracowała z Atreusem w czymś, jakoś, nie znał szczegółów, ale wiadome było, że kolorowe szaty wieszcza nijak nie zaskoczą żadnego przechodnia, nawet jeżeli sprawa, z którą przychodził, ciążyła mu mocno na sercu i zdawała się jednocześnie czymś, co powinien szalenie chronić i czymś, o czym powinna dowiedzieć się publika. Szalka decyzji jeszcze nie opadła, bujając się na dwie strony, nie dając się zatrzymać. Potrzebował informacji od Florence. Sądził też, że również z jakiegoś innego źródła.

Ogień, widział go już wszędzie. Nawet na małej kartce, wysłanej mu na fałszywy adres, dla fałszywej Eurydyki, był kominek i dom i ogień. Może dlatego zatrzymał się najpierw kawałek od Praw Czasu, przypatrując się witrynie intensywnie, jakby chciał, aby mury stały się dla niego szklane, aby mógł zobaczyć... Na szczęście czas pchnął go ku bardziej rozsądnym działaniom, nim ktokolwiek zdążył go zauważyć.

— Również go wykonywałem, Florence i również miałem właśnie wtedy wizję. Byłem sam, osunąłem się na posadzkę. Gdy się wybudziłem, wszystkie świece i ogień rytualny zgasły, chociaż w momencie zesłania wizji, płonęły żywo — objaśnił, wlewając do swojej herbaty śmietanki i mieszając srebrną łyżeczką w filiżance przód-tył, tak, aby nie stuknąć i nie wzbudzić w porcelanie dźwięku. Nawet jeżeli wybrał swobodny, pastelowy turkus dla swoich szat magicznych, to pod tą swobodą był spięty, w oczekiwaniu na to, aż uzdrowicielka opisze swoją epifanię. Nie chciał jej podpowiadać, tworzyć fałszywych wspomnień wizji, nadpisywać swoich wrażeń, bo wiedział, że to się zdarzało. Siła sugestii.

— Opowiedz mi o swojej wizji — poprosił. Wyjął zza pazuchy swój notatnik i zaczął coś pisać, pismem runicznym, aby nie było aż tak łatwe do rozczytania. Nagłówek, data. Nie chciał stracić żadnego detalu, a ufał bardziej papierowi, niż fragmentom z myślodsiewni.



And when I call you come home
A bird  in your teeth
the end is here
Dama z Lumos
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Kasztanowe włosy zwykle ma ciasno spięte, odsłaniając bladą, trochę piegowatą twarz. Oczy ma jasne, o uważnym spojrzeniu. Około metr sześćdziesiąt dziewięć wzrostu.

Florence Bulstrode
#3
06.10.2024, 12:27  ✶  
Obecność Morpheusa nikogo nie powinna zaskakiwać. Pracował w Departamencie Tajemnic: a Niewymownymi byli i ojciec, i wuj Florence, ten ostatni zresztą szefował całej Komnacie. Bulstrodowie może nie byli nigdy szczególnie blisko z Longbottomami, ale należeli do podobnych kręgów, a matka prowadziła bujne życie towarzyskie, znała bez wątpienia taką Elisę, była więc to tylko jedna z wielu wizyt, jakie ludzie tutaj składali.
– Ludzie mają takie powiedzenie, prawda, Florence? – powiedziała i mogło to brzmieć dziwnie, jakby mówiła sama do siebie, a przecież po prostu cytowała. Wciąż tym samym spokojnym tonem, rozkładając na stoliku imbryk, filiżanki i herbatniki, słone, nie słodkie. Mieli rozmawiać o ogniu, o cieniach i o ciemności, która nadciągnie wraz z jesienią, ale nie był to dla Florence powód do zarzucania dobrych manier. – Usłyszałam ten głos przy uchu. Że tylko w dwa dni w roku nic nie może być dokonane. Ostatnio mam wrażenie, że zapomnieliśmy o jego treści.
Miała całkiem dobrą pamięć. Była Krukonką, została uzdrowicielką, to wymagało przyswojenia ogromnej ilości materiału. Zwykle pewnie jednak nie umiałaby zacytować niczego tak dokładnie, ale to… to utkwiło w jej głowie na dobre. Pamiętała słowa, a także ton, każdą subtelność intonacji, choć gdy sama je powtarzała, robiła to bardzo spokojnym, niemal monotonnym tonem.
Opowiedziała o tym szczegółowo na razie tylko bratu, opisała mniej więcej, co zobaczyła Patrickowi Stewardowi i rozważała, czy powinna poinformować także wuja.
– Nie, nie chodzi o Samhain i Beltane, chodzi o wczoraj i jutro. Dzisiaj to zawsze dobry dzień na to, żeby coś zrobić, ale ty powinnaś zasnąć Florence, inaczej nie mogę ci tego pokazać – powiedziała, gdy usiadła już na fotelu i sięgnęła po filiżankę, której zawartość została odrobinę przestudzona po zaparzeniu za pomocą zaklęcia. – Głos zdawał się wzywać do działania, ale niestety, to co mi pokazał nijak nie wyjaśniało, co miałabym dzisiaj zrobić. Biegłam ulicą. We śnie znałam to miasto, chociaż nie mogłam przyporządkować miejsc do niczego konkretnego. Nie wiem, czy to symbol, czy Londyn. Widziałam cienie, śmierciożercę w mrocznym zaułku, a wreszcie wbiegłam do domu, w którym były dzieci i kobieta. Znów, we śnie byli znajomi, ale teraz nie wiem, kim byli. Do środka za mną wtargnęły cienie. Chichotały. Zaczęły rzucać ogniem w tę kobietę. Ona krzyczała z bólu, a ja… ja po prostu stałam.
Uniosła do ust filiżankę, upiła łyk. Spojrzenie wciąż miała chłodne i opanowane, chociaż wspomnienie tej bezradności i świadomość, że mogła ona zapowiadać podobną bezradność w przyszłości, ją przerażały.
Miała coś zrobić.
A jednak we śnie nie mogła.
– Spłonęła. Cienie weszły w ściany, te też zaczęły płonąć. Dzieci krzyczały na mnie, a ja nie mogłam niczego zrobić, nawet poruszyć ręką. I wszystko stanęło w ogniu. Wiedziałam, że wszyscy spłoniemy. Wtedy odzyskałam przytomność.
ceaseless watcher
Vigilo, opperior, Audio.
wiek
43
sława
IV
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny
Średniego wzrostu czarodziej (176cm), ubrany w modne szaty, szpakowate loki sięgają mu za ucho, a na twarzy nosi dość długi zarost, broda jest w wielu miejscach siwa. Ma ciemne, niemal czarne oczy. Emanuje od niego bardzo niespokojna energia.

Morpheus Longbottom
#4
23.10.2024, 21:23  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.11.2024, 01:04 przez Morpheus Longbottom.)  

Morpheus notował zawzięcie słowa Florence, pióro delikatnie skrzypiało po pergaminie, tusz, lśniący dwutonowo, o złotym poblasku w granacie i zastanawiającym zapachu, jakby burzowym, płynął wąskimi zawijasami jego pisma. Mars na twarzy jawił się jako dokładne skupienie wobec jej relacji. Mógł bywać idealistą, w końcu dzielił duszę z jednym, ale gdy przychodziło do pracy, zdejmował z siebie wielobarwne poematy, pozostawiając metafory dla wróżb samych w sobie.

Tu potrzebował jedynie intelektu, surowej umiejętności łączenia faktów, nawet jeżeli chodzi dokładnie o jeden wers z legend arturiańskich odnoszący się do postaci trzecioplanowej poematu o ser Gaiwanie.

Tym razem jednak treść i metafora była znacznie bardziej oczywista, chociaż jemu już się myliło.


ᚦᛖ ᚲᛟᚾᛏᛖᚾᛏ ᛟᚠ ᚦᛖ ᚢᛟᛁᚲᛖ'ᛊ ᚹᛟᚱᛞᛊ: ᚦᛖ ᚢᛟᛁᚲᛖ ᛖᚲᛊᛈᛚᚨᛁᚾᛊ ᚦᚨᛏ ᛁᛏ'ᛊ ᚾᛟᛏ ᚨᛒᛟᚢᛏ ᛊᚨᛗᚺᚨᛁᚾ ᚨᚾᛞ ᛒᛖᛚᛏᚨᚾᛖ, ᛒᚢᛏ ᚨᛒᛟᚢᛏ ᛃᛖᛊᛏᛖᚱᛞᚨᛃ ᚨᚾᛞ ᛏᛟᛗᛟᚱᚱᛟᚹ, ᚨᛞᛞᛁᛜ ᚦᚨᛏ "ᛏᛟᛞᚨᛃ" ᛁᛊ ᚨ ᚷᚢᛞ ᛞᚨᛃ ᚠᛟᚱ ᚨᚲᛏᛁᛟᚾ. ᛁᛏ ᛊᚨᛃᛊ ᚦᚨᛏ ᚠᛚᛟᚱᛖᚾᚲᛖ ᛊᚺᛟᚢᛚᛞ ᚠᚨᛚᛚ ᚨᛊᛚᛖᛖᛈ ᛊᛟ ᚦᚨᛏ ᛁᛏ ᚲᚨᚾ ᛊᚺᛟᚹ ᚺᛖᚱ ᛊᛟᛗᛖᚦᛁᛜ.

ᚦᛖ ᛞᚱᛖᚨᛗ ᚨᚾᛞ ᚢᛁᛊᛁᛟᚾ ᛟᚠ ᚦᛖ ᚲᛁᛏᛃ: ᛁᚾ ᚦᛖ ᛞᚱᛖᚨᛗ, ᚠᛚᛟᚱᛖᚾᚲᛖ ᛁᛊ ᚱᚢᚾᚾᛁᛜ ᚦᚱᛟᚢᚷᚺ ᚨ ᚲᛁᛏᛃ ᚦᚨᛏ ᚠᛖᛖᛚᛊ ᚠᚨᛗᛁᛚᛁᚨᚱ, ᚦᛟᚢᚷᚺ ᛊᚺᛖ ᚲᚨᚾᚾᛟᛏ ᚨᛊᛊᛁᚷᚾ ᛊᛈᛖᚲᛁᚠᛁᚲ ᛚᛟᚲᚨᛏᛁᛟᚾᛊ ᛏᛟ ᛁᛏ. ᛁᛏ ᛗᛁᚷᚺᛏ ᛒᛖ ᛚᛟᚾᛞᛟᚾ.

ᛖᚾᚲᛟᚢᚾᛏᛖᚱ ᚹᛁᚦ ᛊᚺᚨᛞᛟᚹᛊ ᚨᚾᛞ ᚨ ᛞᛖᚨᚦ ᛖᚨᛏᛖᚱ: ᛊᚺᛖ ᛊᛖᛖᛊ ᛊᚺᚨᛞᛟᚹᛊ ᚨᚾᛞ ᚨ ᛞᛖᚨᚦ ᛖᚨᛏᛖᚱ ᛁᚾ ᚨ ᛞᚨᚱᚲ ᚨᛚᛚᛖᛃ.

ᛖᛊᚲᚨᛈᛖ ᛏᛟ ᚦᛖ ᚺᛟᚢᛊᛖ: ᛊᚺᛖ ᚱᚢᚾᛊ ᛁᚾᛏᛟ ᚨ ᚺᛟᚢᛊᛖ ᚹᚺᛖᚱᛖ ᚦᛖᚱᛖ ᚨᚱᛖ ᚲᚺᛁᛚᛞᚱᛖᚾ ᚨᚾᛞ ᚨ ᚹᛟᛗᚨᚾ. ᛁᚾ ᚦᛖ ᛞᚱᛖᚨᛗ, ᚦᛖᛃ ᛊᛖᛖᛗ ᚠᚨᛗᛁᛚᛁᚨᚱ, ᛒᚢᛏ ᛊᚺᛖ ᚲᚨᚾ'ᛏ ᚱᛖᚲᛟᚷᚾᛁᛉᛖ ᚦᛖᛗ ᚾᛟᚹ.

ᚨᛏᛏᚨᚲᚲ ᛟᚠ ᚦᛖ ᛊᚺᚨᛞᛟᚹᛊ: ᚦᛖ ᛊᚺᚨᛞᛟᚹᛊ ᛒᚢᚱᛊᛏ ᛁᚾᛏᛟ ᚦᛖ ᚺᛟᚢᛊᛖ ᚨᚠᛏᛖᚱ ᚺᛖᚱ, ᛚᚨᚢᚷᚺᛁᛜ ᚨᚾᛞ ᚦᚱᛟᚹᛁᛜ ᚠᛁᚱᛖ ᚨᛏ ᚦᛖ ᚹᛟᛗᚨᚾ, ᚹᚺᛟ ᛊᚲᚱᛖᚨᛗᛊ ᛁᚾ ᛈᚨᛁᚾ.

ᛁᛗᛗᛟᛒᛁᛚᛁᛏᛃ ᚨᚾᛞ ᚺᛖᛚᛈᛚᛖᛊᛊᚾᛖᛊᛊ: ᚠᛚᛟᚱᛖᚾᚲᛖ ᛊᛏᚨᚾᛞᛊ ᛗᛟᛏᛁᛟᚾᛚᛖᛊᛊ, ᚢᚾᚨᛒᛚᛖ ᛏᛟ ᚨᚲᛏ, ᚹᚺᛁᚲᚺ ᛏᛖᚱᚱᛁᚠᛁᛖᛊ ᚺᛖᚱ ᛖᚢᛖᚾ ᚨᚠᛏᛖᚱ ᚹᚨᚲᛁᛜ ᚢᛈ.

ᚠᛁᚱᛖ ᚨᚾᛞ ᛞᛖᚨᚦ: ᚦᛖ ᚹᛟᛗᚨᚾ ᛒᚢᚱᚾᛊ, ᚨᚾᛞ ᚦᛖ ᛊᚺᚨᛞᛟᚹᛊ ᛊᛖᛏ ᚦᛖ ᚠᛁᚱᛖ ᚦᚨᛏ ᛊᛈᚱᛖᚨᛞᛊ ᚦᚱᛟᚢᚷᚺ ᚦᛖ ᚺᛟᚢᛊᛖ. ᚦᛖ ᚲᚺᛁᛚᛞᚱᛖᚾ ᛊᚺᛟᚢᛏ ᚨᛏ ᚠᛚᛟᚱᛖᚾᚲᛖ, ᛒᚢᛏ ᛊᚺᛖ ᚱᛖᛗᚨᛁᚾᛊ ᛈᛟᚹᛖᚱᛚᛖᛊᛊ.

ᛖᚾᛞ ᛟᚠ ᚦᛖ ᛞᚱᛖᚨᛗ: ᚲᚾᛟᚹᛁᛜ ᚦᚨᛏ ᛖᚢᛖᚱᛃᛟᚾᛖ ᚹᛁᛚᛚ ᛈᛖᚱᛁᛊᚺ ᛁᚾ ᚦᛖ ᚠᛁᚱᛖ, ᛊᚺᛖ ᚱᛖᚷᚨᛁᚾᛊ ᚲᛟᚾᛊᚲᛁᛟᚢᛊᚾᛖᛊᛊ ᚨᚾᛞ ᚹᚨᚲᛖᛊ ᚢᛈ ᚠᚱᛟᛗ ᚦᛖ ᚾᛁᚷᚺᛏᛗᚨᚱᛖ.

Wszystko było tak bardzo zagmatwane. Przyjrzał się pergaminowi, dmuchnął na niego, aby tusz szybciej wysechł. Jedna kropla rozmyła się w smugę.

— Przykro mi, że wizja była tak... nieprzyjemba. Jak sądzisz, jakie jest prawdopodobieństwo, że wizja przestrzega cię, że śmierciożercy są wszędzie, że są blisko i że nie możemy już nic zrobić? — ton miał nieco zrezygnowany, jakby już wybierał swój nagrobek. Nieprzyjemną mógł nazwać mglistą, mokrą pogodę i przeciekające buty lub zapach, wydawany przez jelita swoich braci po fasolce po bretońsku Malwy, a nie wizje, w których ludzie płonęli żywcem, ich śmiertelni wrogowie katowali postronnych, a oni mogli tylko patrzeć, jak świat płonie.



And when I call you come home
A bird  in your teeth
the end is here
Dama z Lumos
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Kasztanowe włosy zwykle ma ciasno spięte, odsłaniając bladą, trochę piegowatą twarz. Oczy ma jasne, o uważnym spojrzeniu. Około metr sześćdziesiąt dziewięć wzrostu.

Florence Bulstrode
#5
24.10.2024, 20:02  ✶  
– Proroctwa mają to do siebie, że rzadko są przyjemne, a jeszcze rzadziej zrozumiałe. Na całe szczęście, bardzo rzadko ich doświadczam – powiedziała Florence, unosząc do ust kruchą porcelanę, by ostrożnie upić łyk herbaty, schłodzonej zaklęciem. Zarówno głos, jak i ruchy były bardzo spokojne: Bulstrode rzadko traciła nad sobą panowanie, a choć wizja wytrąciła ją z równowagi, minęło dość czasu, aby dojść do siebie.
Zwykle Florence widywała drobne przebłyski, słyszała niewypowiedziane jeszcze słowa, które ktoś dopiero planował wymówić. Może dlatego, że nigdy naprawdę nie poświęcała temu darowi więcej uwagi niż potrzeba było do przewidywania intencji braci albo co bardziej problematycznych pacjentów. Nie zaniedbywała go, ale nigdy nie był osią jej istnienia, jak w przypadku Morpheusa. Sen przed Beltane, a teraz wizja doświadczona podczas Lammas pchały ku innemu podejściu.
Czy jeżeli nauczy się więcej, będzie w stanie pojąć, co powiadał jej talent?
– Hm – mruknęła. Odstawiła filiżankę i zamyśliła się nad pytaniem, wyraźnie traktując je z całą powagą. Odruchem było odpowiedzenie „absolutnie żadne”, ale co jeżeli Longbottom miał rację? Milczała więc długą chwilę, przetwarzając każdy element wizji, a także własne w niej uczucia. – Gdy… śniłam, byłam bezbronna. Nic nie mogłam zrobić. Ale ten głos wzywał mnie do działania, nie do bierności, choć Matka Księżyca mi świadkiem, byłabym wdzięczna, gdyby raczył sprecyzować, czego dokładnie ode mnie oczekuje. Poza tym po co przestrzegać przed nieuniknionym?
Choć wiedziała, że na tym polegała tragedia wielu wieszczy – na doświadczaniu wizji przyszłości, którym nie potrafili zapobiec – nie chciała zaakceptować, że władzę w Anglii przejmie Voldemort. Nawet nie dlatego, że była szczególnie promogulska: zawsze przecież trzymała się z boku, a chociaż daleko jej było do konserwatystki, nigdy nie była materiałem na wojowniczkę o pokój i sprawiedliwość. Nie potrafiła jednak zaakceptować krzywdzenia niewinnych tylko dlatego, że się może: i nie potrafiła zaakceptować wizji Anglii, w której Voldemort dyktowałby jej jak żyć.
– Co widziałeś, Morpheusie? – spytała wprost, nie odwracając od niego spojrzenia jasnych oczu. Nie zapomniała, że wspomniał o tym, że doświadczył czegoś podobnego: opisała jedynie najpierw własną wizję, nie oznaczało to jednak, że nie chce dowiedzieć się, co takiego ujrzał on.
ceaseless watcher
Vigilo, opperior, Audio.
wiek
43
sława
IV
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny
Średniego wzrostu czarodziej (176cm), ubrany w modne szaty, szpakowate loki sięgają mu za ucho, a na twarzy nosi dość długi zarost, broda jest w wielu miejscach siwa. Ma ciemne, niemal czarne oczy. Emanuje od niego bardzo niespokojna energia.

Morpheus Longbottom
#6
04.11.2024, 00:54  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.11.2024, 01:04 przez Morpheus Longbottom.)  

— Miałem dwie — zaczął. Ponownie wrócił do bezgłośnego mieszania w filiżance łyżeczką, jakby dawało mu to spokój, którego inaczej nie mógł osiągnąć. Napił się, jakby czekając, aż słowa rozmiękczą glebę, niczym deszcz na spękanej, spierzchniętej powłoce ziemskiej, tworzący wodę i skorupę, zamiast wpłynąć pomiędzy cząsteczki. — Nie są do końca takie same i o tym samym, ale konotacje są wyraźne. Pierwsza miała miejsce dwudziestego szóstego lipca. Pewnie widziałaś w gazetach o wydarzeniach z przyjęcia u Abbottów. Jednym z dowodów rzeczowych dla Departamentu Tajemnic był kwiat zmutowanej rośliny. Kwiat lśni podczas pełni i podczas nowiu, jak się zdaje, nie więdnie. Dwudziestego szóstego wprawiłem się w trans profetyczny, aby dojrzeć więcej i ujrzałem.

Pusty śmiech zawisł w powietrzu. Oto, jakie życie wiodą ulubieńcy bogów. Smutne, pełne zadr i nieszczęścia. Prorocy często mieli je długie, naznaczone wieloletnią żałobą nad tym, co dopiero przyjdzie, z przedwczesną siwizną i zniszczeniem. Morpheus zdawał się być młody duchem, idealista, lecz w świetle dnia, gdy Florence mogła przyjrzeć mu się bliżej, zdawał się nieco martwy w spojrzeniu, mniej błyszczący, bardziej zdziwaczały. Departament odbijał się na nim.

— Całą Knieję spowijał ból i agonia, a ja go współodczuwałem. A później znalazłem się w Sadzie Abbottów, wypełnionym aurorami i klątwołamaczami, dym unosił się ku niebu i klucz wron, może kruków, nad wszystkim. Zapowiedź śmierci. Ktoś rozmawiał z Abottami, w tej wizji, stworzony z dymu, lecz nie mogłem ani go rozpoznać ani stwierdzić czym był, pasował jednak do dymu z Sadu. To była jedna z cięższych wizji, widzisz, bardzo empiryczna.

Longbottom nieco się zgarbił, jakby zapadł w sobie. Zaraz poprawił się wyuczonym ruchem kogoś doświadczonego w udawaniu, że wszystko jest w jak najlepszym porządku. Wychowanie arystokraty i wychowanie jasnowidza. Nawet jeżeli jego matka nie była potężna w swoim trzecim oku, to znała zasady, jakie obowiązywały. Ukrywaj, nie przeżywaj, niech nie wie nikt.

— Druga zdarzyła się w Lammas, podczas ofiarowania świecy w domostwie. Byłem sam. Głos powiedział mi, że coś mi pokarze, a wtedy ja osunąłem się w sen, na posadzkę i widziałem siebie w Dolinie, las pokrywała złocista jesień, a nagle te liście w czerwieni i brązach stały się ogniem. Biegłem więc i sam płonąłem, aż porzuciłem swoje zwęglone ciało i dostrzegłem dym, który unosił się, jakby nad Warownią, lecz nie wiem czy tylko nad nią, a chmury układały się w symbol Sama-Wiesz-Kogo. Widzisz tematyczną zgodność — rozłożył lekko ręce a bezsilności. — Początkowo myślałem że to kolejna zapowiedź mojej śmierci, ale teraz myślę, że to jedynie ostrzeżenie, że będą ofiary śmiertelne. Niekoniecznie będę to ja sam.

Zaschło mu w gardle, więc wypił herbatę ze śmietanką, lekko tłustą, odpowiednio słodką dzięki zabieleniu. Nie uspokoiło to, ale fizycznie uziemiało. Jeszcze nic nie płonęło i nic nie umierało. Jeszcze mogli po prostu pić herbatę w jej salonie.



And when I call you come home
A bird  in your teeth
the end is here
Dama z Lumos
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Kasztanowe włosy zwykle ma ciasno spięte, odsłaniając bladą, trochę piegowatą twarz. Oczy ma jasne, o uważnym spojrzeniu. Około metr sześćdziesiąt dziewięć wzrostu.

Florence Bulstrode
#7
06.11.2024, 15:43  ✶  
Trzecie Oko, aby otworzyło się naprawdę szeroko, potrzebowało kilku rzeczy: talentu, chęci, użytkowania oraz ćwiczeń. Florence dysponowała przez większość swojego życia głównie pierwszym i trzecim. Dar płynął w jej krwi, jak kiedyś w Ravenclaw, a ona używała go niejako odruchowo, wychowana w domu, w którym często odpowiadano na niezadane pytania albo po jednym spojrzeniu znało się nastrój drugiej osoby. Nigdy jednak nie przywiązywała do niego naprawdę wielkiej wagi, nigdy nie poświęcała wiele czasu na ćwiczenia. Dopiero wizja przed Ostarą wywołała niepokój na tyle duży, by Florence zaczęła wiosną bardziej zgłębiać temat – a wizja z Lammas wstrząsnęła nią do głębi i sprawiła, że Bulstrode doszła do wniosku, że musi wiedzieć i potrafić więcej.
Obserwowała Morpheusa z uwagą, mimo to nic nie powiedziała, gdy się zgarbił, i nagle wyprostował: nie zaoferowała słów pocieszenia ani pocieszającego gestu. Nie sądziła, by ich teraz chciał. By w ogóle to zauważyła.
– Nie jestem pewna, czy te sprawy są powiązane – powiedziała z zastanowieniem. – Chodzi mi o wizję Abbottów i moją. Jeżeli Londyn stanie w ogniu, wątpię, aby skierowano tabuny aurorów i klątwołamaczy akurat do sadu. Ja widziałam śmierciożerców, tymczasem Knieja cierpi po Beltane, o tym wszyscy wiemy. Rośliny szaleją. Słyszałam o ostatnich wydarzeniach w Dolinie, być może więc… już dzieje się tam coś złego, niezwiązanego z tym domniemanym atakiem? Być może należałoby spytać Abbottów, czy nie wyraziliby zgody na zbadanie sadu przez specjalistów od przyrody, Limbo i klątwołamaczy.
Wątpiła wprawdzie, by wyrazili zgodę, zawsze warto jednak było próbować. Nie była świadoma, że w gruncie rzeczy Zakon miał tutaj całkiem duże możliwości, po bo zebraniu, na którym zasugerowano ostrzeżenie, mogli posłać tam Figgów.
– Ta druga wizja sugerowałaby, że do napaści dojdzie zarówno w Londynie, jak i w Dolinie – stwierdziła Florence, wciąż ze spokojem, chociaż przed oczyma już miała sale w Mungu, przepełnione rannymi. – Nie znamy dat. Głos wspominał o Samhain, ale mówił też o Beltane, a złocista jesień nie pasuje do początku listopada. W moim przypadku nie widziałam niczego, co pozwoliłoby ją określić. Mogę zadbać, aby w Mungu zwiększono produkcję eliksirów leczniczych, pomocnych przy obrażeniach od ognia, ale… bez choćby przybliżonego terminu ciężko zaplanować coś więcej.
Frustrowało ją to. Florence nie pchała się może nigdy na pierwszy ogień, jakkolwiek by to teraz nie brzmiało, ale też nie lubiła bezczynności.
ceaseless watcher
Vigilo, opperior, Audio.
wiek
43
sława
IV
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny
Średniego wzrostu czarodziej (176cm), ubrany w modne szaty, szpakowate loki sięgają mu za ucho, a na twarzy nosi dość długi zarost, broda jest w wielu miejscach siwa. Ma ciemne, niemal czarne oczy. Emanuje od niego bardzo niespokojna energia.

Morpheus Longbottom
#8
15.11.2024, 18:55  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.11.2024, 01:03 przez Morpheus Longbottom.)  

Rozpromienił się, jak samo światło, jak to światło, przy którym bóg tworzył świat, zanim stworzył światło. Zaśmiał się niemal. Oboje wiedzieli jak delikatny był splot czasu i jak łatwo rozpadał się w dłoniach, gdy próbowało się go zdefiniować. Florence, bardziej twardo stąpająca po gruncie, skierowała się ku leczeniu i faktom, których nie dało się podważyć, podczas gdy Morpheus był negatywem, zagłębiającym się w to, co wypacza, co nie ma prawa istnieć. Był jak ten trzmiel, któremu nikt nie powiedział, że według praw fizyki nie powinien móc latać.

Oparł się o podłokietnik łokciem, knykcie podpierały policzek.

— Proszę, nie każ mi zmieniać imienia na Kasandrę. Mam nadzieję, że masz rację. Zresztą, tak mówię tym, którzy doszukują się mniejszej wagi. Oby twoja wersja wydarzeń miała miejsce bytu. — Jeszcze dwa lata wcześniej w tym samym salonie rozmawiał z nią ktoś, kto miał nadzieje i lśnił i miał w sobie młodzieńczego ducha, nawet będąc już dojrzałym mężczyzną. Teraz to światło było światłem rozkładu i akceptacji nowej formy istnienia. Nie był martwy, ale poczucie winy, emocje i nasilające się profecje zjadały go żywcem tak dosłownie, że spostrzegawcze spojrzenie magilekarki niemal mogło dostrzeć ślady zębów przeznaczenia, ostrych, jak u zwierząt mięsożernych, łowców, którzy szarpią jeszcze żywą ofiarę.

Jeszcze przecież nie umierał.

— Myślę, że dlatego kluczowe jest, abyśmy mieli Komnatę Przepowiedni pod kontrolą. Trzeba dowiedzieć się, kogo przedstawia ten mrok, bliźniaczy dla postaci i tego, co zadaje gwałt kniei, który rozmawiał z Abottami. Czy twój wuj jest po stronie klubu czy po swojej? A jeśli nie wiesz, będziesz w stanie zasugerować mój awans?

Zapytał, korzystając z okazji. Najgorętsze, co może się stać, to dostanie w twarz. Nepotyzm jednak miał swoje plusy właśnie teraz, a on wiedział, że nie ma miejsca na honorowe zachowania, gdy chodzi o życie ludzi i gdy druga strona nie będzie się trzymać podobnych kodeksów. Większy zjada smaczniejszego. Nie to, że nie ufał Bulstrode, po fakcie nie ufał, głównie dlatego, że to Niewymowny, nikt kto pracuje w obsydianowych murach nie jest zdrowy na umyśle, ale dlatego, że szef departamentu miał tajemnice do utrzymania, nie mógł jeszcze monitorować jeszcze kolejnych elementów, kolejnych korytarzy i skanować wszystkiego, co do litery. Longbottom mógł pilnować Komnaty Przepowiedni. Mógł o nią zadbać.

Szef komnaty przepowiedni. Odzywał się w nim wilczy duch. Wspaniale.



And when I call you come home
A bird  in your teeth
the end is here
Dama z Lumos
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Kasztanowe włosy zwykle ma ciasno spięte, odsłaniając bladą, trochę piegowatą twarz. Oczy ma jasne, o uważnym spojrzeniu. Około metr sześćdziesiąt dziewięć wzrostu.

Florence Bulstrode
#9
16.11.2024, 15:22  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 16.11.2024, 15:26 przez Florence Bulstrode.)  
– Różnisz się od Kasandry, Morpheusie. Niektórzy wierzą w twoje proroctwa. A to daje ci pole do działania.
Bulstrode zmarszczyła lekko brwi, w pierwszej chwili nie pojmując, o jakim klubie Morpheus mówi. Dopiero po kilkudziesięciu sekundach skojarzyła fakty. Pozostawała z boku i raczej tak miało pozostać. Zaoferowała swoje wsparcie z powodu Beltane: zostało przyjęte, bo już wcześniej nieraz udzielała pomocy ofiarom śmierciożerców, a tamtego wieczoru, nie wiedząc, o co chodzi, zgodziła się zostać na miejscu, czekając… i cóż, okazało się, że czekała, aby opatrywać rannych.
Nie czuła się jednak naprawdę jedną z nich i nie była zaznajomiona z nazewnictwem, jakie stosowali.
– Mój wuj jest pracownikiem Ministerstwa. To Ministerstwo jest stroną w tej wojnie i w tym rozumieniu Gregory działa przeciwko śmierciożercom. Bada... to wszystko, co zrobili – stwierdziła Florence spokojnie. – Ale nie jest i z pewnością nie będzie wspierał żadnej organizacji działającej… po cichu. Nawet jeżeli poproszą go o to krewni. Jestem prawie pewna, że zgłosiłby wszystko Ministrze Magii.
Bulstrodowie nie popierali mocno konserwatywnego podejścia, co pokazywał już sam fakt, że zostali w Ministerstwie, gdy odeszli z niego Mulciberowie. Ale też nie bez powodu w ich rodzinie nie było półkrwistych. I większość z nich nie szłaby na barykady umierać w imię praw mugolaków. Gdyby miała wskazać kogoś z rodziny, kto byłby na to gotów, to bez wątpienia Orion, nigdy nie kryjący się z postępowymi poglądami. Florence widziała swojego wuja jako kogoś, kogo pochłania praca i kto gotów był świadczyć pomoc w działaniach ministerialnych przeciwko organizacji terrorystycznej, ale na pewno nie angażowałby się w tam, gdzie Ministerstwo oficjalnie działać nie mogło.
– Mogę spróbować napomknąć mu parę dobrych słów na twój temat – stwierdziła, wciąż jednak ze zmarszczonym czołem, głównie przez wzgląd na to, że nie była sama pewna, w jaki sposób to zrobić. Przecież nie oświadczy nagle przy śniadaniu „a poza tym awansuj Morpheusa Longbottoma”. Musiała wymyśleć coś innego. – Ale obawiam się, że Departament nic w tej chwili nie wie. A przynajmniej nie wie niczego Gregory lub nie chce się tą wiedzą ze mną podzielić. Jeśli chodzi o cienie… byłabym skłonna zakładać, że to śmierciożercy, ale faktycznie przy tym, co ostatnio dzieje się w Anglii, sama już nie jestem pewna, czy stanowiły metaforę.
Może naprawdę wkrótce zaczną ich atakować cieniste, śmiejące się sylwetki. Nie kojarzyła ich z widmami z Kniei, bo jednak… wizja zabrała ją do jakiegoś miasta – które we śnie zdawało się znajome.
ceaseless watcher
Vigilo, opperior, Audio.
wiek
43
sława
IV
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny
Średniego wzrostu czarodziej (176cm), ubrany w modne szaty, szpakowate loki sięgają mu za ucho, a na twarzy nosi dość długi zarost, broda jest w wielu miejscach siwa. Ma ciemne, niemal czarne oczy. Emanuje od niego bardzo niespokojna energia.

Morpheus Longbottom
#10
22.11.2024, 08:21  ✶  

Morpheus zrobił mądrą minę i potakną. Oczywistym było, że tak na prawdę szeroka większość czarodziejów preferuje status quo. Tak jak Anthony. Tak jak on sam w głębi siebie. To nie był jego problem, dopóki nie stało się to jego problemem. Gdy ci po drugiej stronie postanowili unieść różdżkę celowo na jego rodzinę. Atak w barze, podczas którego poznał Neila, był przypadkowym. Nie musiało go tam być, nic nie wskazywało na to, że tam będzie i tylko drugi jasnowidz mógł położyć na jego plecach cel. Bulstrode miał co prawda Atreusa, który cierpiał z powodu walk na Beltane, lecz w gruncie rzeczy leżało to w jego kompetencjach zawodowych. Ryzyko związane z umową o pracę.

Derwin niby też, a jednak... Zamordowany, a jego ciało porzucone w Kniei, zbezczeszone przez Widma. To coś znacznie większego. Może to też dlatego, że Derwin był jego bratem, stworzony z tej samej materii gwiezdnej, z tego samego boskiego pierwiastka. Gdy zginęła Aurora czuł się tak samo. Teraz jednak miał otwartą możliwość zemsty.

— Dziękuję ci Florence. Za wszystko. Twoja pomoc jest nieoceniona. I obawiam się, że jesienią będziesz potrzebna bardziej niż kiedykolwiek — Morpheus zrobił przeciągły wydech. — Bądź bezpieczna i niechaj gwiazdy patrzą na ciebie łaskawie, a Merkury wspiera w działaniach, niech będą tak prędkie i celne, jak jego własne.

Ukłonił się jej z pewnego rodzaju tkliwością otwartej rany. Jej dobro też leżało w jego zamyśle, na szczęście nie była w osi największych, najbardziej brutalnych wydarzeń, a na orbicie. Nadal mógł dotrzeć do niej deszcz meteorytów, ale raczej na siniakach się obędzie. Taką żywił głęboką nadzieję.


Koniec sesji


And when I call you come home
A bird  in your teeth
the end is here
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Florence Bulstrode (1953), Morpheus Longbottom (1897)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa