• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 … 16 Dalej »
[20/11/1970] Nastał czas ciemności || Elias & Prudence

[20/11/1970] Nastał czas ciemności || Elias & Prudence
ᴀʟᴄʜᴇᴍɪsᴛ ᴏꜰ ɢʟᴀss
what is the point
in having a mind
if you do not use it
to make judgements
wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
metamorfomag
zawód
szklarz
178cm wzrostu; zielone oczy; ciemnobrązowe kręcone włosy; trzydniowy zarost na twarzy; dołeczki w policzkach; lekko przygarbiona postura; chód opieszały, nieco niezgrabny

Elias Bletchley
#11
11.03.2025, 22:11  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 11.03.2025, 22:18 przez Elias Bletchley.)  
— I tak nie mam żadnego wpływu na te znaki, prawda? — skontrował słowa siostry z nutką chłodu w głosie. — Jeśli jakiś anonimowy gość twierdzi, że jest w stanie obalić Ministerstwo Magii i dokonać czystki społecznej, to jakim cudem ktoś taki jak ja ma go niby powstrzymać albo pokrzyżować mu plany? Nie zacznę przecież w niego ciskać talerzami. Od tego jest rząd. Siły bezpieczeństwa. Milicja. — Wypuścił powoli powietrze z ust, przymykając na chwilę oczy, żeby się za daleko nie zapędzić. — Mogę narzekać, mogę prawić morały, ale nie zmienia to faktu, że nie mam nic do powiedzenia w tej sprawie. Jeśli coś ma się wydarzyć, to się wydarzy i trzeba będzie sobie radzić z konsekwencjami.

A dopóki niebezpieczeństwo jest względnie daleko, można dalej trzymać się ułudy spokojnego życia, dokończył bezgłośnie, modląc się w duchu, aby któreś z nich zebrało się na odwagę i przeniosło rozmowę na inne tory. Ta wymiana zdań do niczego nie prowadziła. Prudence chciała być na wszystko gotowa zawczasu; mieć odpowiedzi na niezadane jeszcze pytania, plan A, B, C i D na wypadek, gdyby coś poszło nie tak. Jakby nie chciała być zaskakiwana. Może zawsze taka była, choć w mniejszym stopniu, a może żałoba po Liamie wyniosła tę cechę jej charakteru na piedestał. A może perspektywa prześladowań naprawdę nią tak mocno wstrząsnęła. Eliasz uciekł spojrzeniem w bok ku barowej ladzie.

— Może jemu zależy tylko na przejęciu władzy, ale o ile nie jest kompletnym wariatem, to musi mieć świadomość tego, że po zajęciu przysłowiowego tronu Ministerstwa Magii, zacznie się prawdziwa praca. Jeśli ma jakichś sojuszników, to oni mają w tym jakiś interes. A interesy to pieniądze, nawet jeśli niepewne, biorąc pod uwagę, jak szalone mają plany.

Politycy zdobywali sojuszników, szafując wpływami na prawo i lewo. Może tutaj sytuacja była podobna, a niektórzy zobowiązali się do wsparcia Czarnego Pana swoimi środkami, tak długo, jak pomoże im osiągnąć bardzo konkretne cele? Elias wzdrygnął się na tę myśl. Gdyby wyszło na jaw, że zaledwie parę osób w kraju dysponowało wystarczającym zapleczem, aby zlecić komuś pozbycie się całej grupy społecznej, byłoby to wyjątkowo przerażająca. Może nawet bardziej od tego, gdy ktoś decydował się na taką ''misję'' z osobistych pobudek. Świadome działanie w ten sposób wydawało się wyrachowane w naprawdę przerażający sposób. Wykalkulowane na chłodno.

— Miałaś lepsze stopnie z Historii Magii ode mnie — napomknął Eliasz, wykrzywiając usta, wodząc wzrokiem za papierosem Prue. — Na pewno orientujesz się w tej całej sytuacji społeczno-politycznej lepiej niż ja. Wszyscy wiedza, że uprzedzenia w naszej społeczności to poniekąd chleb powszedni. Na mugolaków często były nagonki, nawet wśród dzieci. Że złe towarzystwo, czy jakieś chore teorie spiskowe, że dotknięcie mugolaka może sprawić, że czarodzieje stracą swoje zdolności.

Wzniósł wymownie oczy w górę. Czego to nie wymyślą dzieci napędzane uprzedzeniami rodziców.

— Jednym zdaniem: najlepiej będzie przeczekać ten spór, dopóki najrówniejsi nie zwrócą się przeciwko równym i cała nasza droga elita nie wykończy siebie nawzajem, próbując udowodnić, które z nich lepiej uprawia czystokrwistość — Uniósł minimalnie kącik ust. Doskonały temat do żartów.
Wallflower
Please forgive me if I don't talk much at times.
It's loud enough in my head.

wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Antropolożka/Uzdrowicielka
Prudence jest szczupłą kobietą, która mierzy 163 centymetry wzrostu. Ubiera się raczej niezbyt kontrowersyjnie, schludnie, miesza się z tłumem. Wybiera stonowane kolory. Jej włosy są długie, proste w odcieniu czekoladowego brązu, często wiąże je w kok na czubku głowy. Oczy ma jasnobrązowe. Zapach, który wokół siebie roztacza to głównie woń kojarząca się ze szpitalem, lub medykamentami, jednak przebijają się przez nią owocowe nuty - głównie truskawki.

Prudence Fenwick
#12
14.03.2025, 10:30  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 16.03.2025, 15:40 przez Prudence Fenwick.)  

- Nie mówię o tym, że TY masz go powstrzymywać, po prostu warto sobie zdawać sprawę z tego, że to może się wydarzyć, a nie żyć w bańce, w której to nie ma prawa się wydarzyć. Jakoś przygotować się do tego, co może się stać. Będziesz zupełnie bierny? Nie myślisz o tych wszystkich ludziach, których chcą po prostu pozbyć się z naszego świata? - Nie, żeby ona miała jakieś specjalne pomysły na to, jak właściwie mogliby temu zapobiec, ale to w tej chwili nie było szczególnie istotne. Nie znosiła obojętności, a jej brat najwyraźniej miał to wszystko gdzieś, co nie do końca jej się podobało. Nie powinni akceptować tej nienawiści, ale też nieszczególnie wiedziała, w jaki sposób wypadało reagować, w końcu jeśli będą zbyt głośni, to oni również mogliby się stać niewygodni. To nie było szczególnie proste. Nie sądziła, że jakkolwiek mogliby temu zaradzić, chociaż może nawet drobne gesty pozwoliłby pokazać, że jest jeszcze o co walczyć? Udowodnienie mugolakom, że wcale nie wszyscy traktują ich jak ludzi gorszego sortu? Może to by ich zachęciło do jakichś działań, przegrupowania się?

Trudno jej się było pogodzić z tym, że nie miała żadnej kontroli nad tym, co może się wydarzyć, że mogła zupełnie stracić wpływ na swoje życie, że niedługo cały porządek świata może runąć. Musiałaby na nowo zacząć szukać swojego miejsca, a miała problemy z adaptacją. Była tym przerażona, chociaż wolała wyglądać na taką, która wie, co się wokół niej dzieje. Aktualnie? Nie miała pojęcia o niczym, nie wiedziała, jak będzie wyglądał kolejny dzień. To było przytłaczające.

- Myślisz, że skończy się tylko na przejęciu władzy? Tacy ludzie zawsze chcą więcej, muszą ciągle udowadniać, że ich pozycja nie wzięła się znikąd. - Przygasiła w końcu papierosa w popielniczce. Czuła, że ta rozmowa nie ma żadnego sensu, nie znajdą konsensusu, co było dość przykre, ale nie chciała, żeby brat uważał ją za taką czarnowidzkę, może faktycznie warto byłoby nieco zmienić tor tej konwersacji, bo do niczego ich ona nie prowadziła. Mieli inne zdanie, bywa.

- Nie potrafię zrozumieć dlaczego dla nich nadal to jest takie ważne, wiesz? - Zdaniem Prue już dawno powinni przestać chełpić tę elitę. Często ci ludzie nie mieli do zaoferowania nic więcej poza nazwiskiem. Nie reprezentowali sobą właściwie nic, nie zrozumiałe było dla niej dlaczego więc nikt nic z tym nie robił, dlaczego odpowiadał im taki porządek świata. Już dawno powinni zrobić krok do przodu, a ciągle tkwili w jakichś dziwnych, starych przekonaniach, w których to czystokrwiści byli najważniejsi.

- Oni sobie nie wybrali tego losu, na pewno trudno było im się odnaleźć w zupełnie nowym świecie, pełnym magii. - Nawet nie umiała sobie tego wyobrazić, jaki to musiał być szok dla takich dzieciaków. Często przecież nawet nie mogli za dużo opowiadać swoim rodzicom, wyrwani ze swojego świata, w którym wcale nie byli mile widziani. To było okrutne.

- To byłoby dobre rozwiązanie, o ile w pewnym momencie nie zaczną się kierować po pomoc do takich jak my. - Oni zawsze byli gdzieś pomiędzy, nigdy nie wiadomo, która strona postanowi ich zaangażować w swoje działania, co wtedy? Czy faktycznie będą musieli wybierać? Pozostawało więc wierzyć w to, że ten problem wcale tak nie eskaluje, chociaż wiedziała, że akurat to nie miało racji bytu, spodziewała się bowiem, że wydarzy się to już niedługo.



Confusion in her eyes that says it all

She's lost control

ᴀʟᴄʜᴇᴍɪsᴛ ᴏꜰ ɢʟᴀss
what is the point
in having a mind
if you do not use it
to make judgements
wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
metamorfomag
zawód
szklarz
178cm wzrostu; zielone oczy; ciemnobrązowe kręcone włosy; trzydniowy zarost na twarzy; dołeczki w policzkach; lekko przygarbiona postura; chód opieszały, nieco niezgrabny

Elias Bletchley
#13
15.03.2025, 01:12  ✶  
— Nie jestem bezduszny — oświadczył sucho Elias, składając ręce na piersi w geście protestu. — Żałuję tych ludzi. Będę ich żałować, jeśli sytuacja się zaogni, ale nie dam się wypchnąć przed szereg lub zagonić na barykady. Tobie zresztą też tego nie radzę. — Czy był sens w ogóle ją zniechęcać? Wielka pani ex-prefekt-naczelna i tak pewnie miała swoją wizję na ten temat. — Za to, jeśli cię to pocieszy, to naprawdę chętnie przyklasnę aurorom, brygadzistom czy nawet Wizengamotowi, jeśli spróbują ukrócić te... Wybryki.

Podczas gdy większość społeczeństwa marzyła o luksusie – zgromadzonym złocie w skrytkach Banku Gringotta, o najnowszych modelach mioteł prosto z rzemieślniczych warsztatów, o meblach finezyjnie zdobionych zaklęciami i otaczaniu się czarownicami czy czarodziejami równie pięknymi, co majętnymi – Elias dawno już doszedł do wniosku, że jego idea komfortu idzie zupełnie innym torem. Cenił prywatność. Pragnął bezpieczeństwa oraz wolności, które niosła za sobą anonimowość. Jeśli cena za ten spokój miała oznaczać życie na obrzeżach wielkich wydarzeń, to gotów był ją zapłacić.

Pokiwał głową, jakby dochodząc do wniosku, że jedynym rozsądnym krokiem, na jaki było go teraz stać, jest trzymanie języka za zębami. Wystarczyło tylko spojrzeć na Prudence, by upewnić się, że siostra zatraciła się całkowicie w swoich katastroficznych wizjach i rozrysowywaniu scenariuszy ratunkowych na każdą okoliczność. Kto wie, może przebłyski paranoi podpowiadały jej, że po przejęciu władzy przez sojuszników Czarnego Pana Europa stanie się kolejnym celem ich ambicji. Może nawet planowali pokusić się o magiczną rekolonizację dawnych ziem, na których niegdyś powiewała flaga brytyjskiej korony?

— Bo mają wybujałe ego? Cierpią na manię wielkości? Brak im empatii, a o wyrzutach sumienia słyszeli w bajkach czytanym im w dzieciństwie? — O ile ktokolwiek w ogóle czytał im do poduszki. — A może po prostu sprawia im to frajdę, bo przez chwilę mogą poudawać, że czasy ich prapradziadów wcale nie przeminęły i dalej sobie mogą machać różdżkami na prawo i lewo mając wszystkich gdzieś. Do wyboru, do koloru.

Wielkie starożytne rody układały się między sobą od pokoleń. Od lat musieli czuć na karku oddech postępu i traconych powoli wpływów; zarówno społecznych, jak i politycznych. Kiedyś pochodzenie czarodziejów czystej krwi z miejsca równało się wylądowaniem na wygranej pozycji. Teraz gdy tak wiele zmieniło się w podejściu współczesnych czarodziejów, nie było to już takie oczywiste. A strach przed utratą tego, co im jeszcze pozostało po dniach glorii i chwały mogła pchnąć ich w stronę niewłaściwych ludzi.

— Jeśli nie jesteś z rodziny czarodziejów, to Hogwart poniekąd wywraca się życie do góry nogami. Co oni w sumie wtedy robią? Też wysyłają prosty list? Zbierają jakąś komisję, która potwierdza, że dziecko jest zdolne do odebrania magicznej edukacji?

Podrapał się po głowie. Czy możliwe w ogóle było delikatne wprowadzenie dziecka w realia ich świata? Taki jedenastolatek potrafił już dodać dwa do dwóch, a tutaj przychodzili jacyś wariaci w kolorowych szatach i zaczynali mu wmawiać, że magia jest prawdziwa i niedługo będzie mógł sobie kupić sowę i wyjedzie do szkoły dla czarodziejów. Coś takiego potrafiło namieszać w głowie. Kto wie, jak wielu uczniów z takich środowisk kończyło naukę tylko ze względów bezpieczeństwa, a koniec końców wracało do szarego życia po drugiej stronie Dziurawego Kotła, odkładając różdżkę na półkę?

— A więc to żaden wybór. Jedna ze stron będzie uważała, że należy im się nasze wsparcie w konflikcie, bo przecież zagraża nam wyginięcie, a druga zaproponuje nam ułaskawienie w zamian za... Służbę? Dozgonną lojalność? Szanse na jakiekolwiek życie?
Wallflower
Please forgive me if I don't talk much at times.
It's loud enough in my head.

wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Antropolożka/Uzdrowicielka
Prudence jest szczupłą kobietą, która mierzy 163 centymetry wzrostu. Ubiera się raczej niezbyt kontrowersyjnie, schludnie, miesza się z tłumem. Wybiera stonowane kolory. Jej włosy są długie, proste w odcieniu czekoladowego brązu, często wiąże je w kok na czubku głowy. Oczy ma jasnobrązowe. Zapach, który wokół siebie roztacza to głównie woń kojarząca się ze szpitalem, lub medykamentami, jednak przebijają się przez nią owocowe nuty - głównie truskawki.

Prudence Fenwick
#14
16.03.2025, 15:56  ✶  

- Nie mówię, że jesteś. - Oburzyła się, bo nie zamierzała udawać, że nie podobało jej się, iż wkładał jej w usta słowa, których nie wypowiedziała, nie znosiła tego. Po prostu chciałaby tak jak on, całkiem lekko podchodzić do tematu, ale chyba nie było to możliwe. Zresztą ona spotykała się ze śmiercią na co dzień, ona widziała te trupy, może gdyby Elias przez jeden dzień znalazł się na jej miejscu, to inaczej by na to spoglądał.

- Nie zamierzam się angażować, w nic, przynajmniej jak na razie, kto wie, co się wydarzy, gdy to eskaluje. - Nie była głupia, wiedziała, że to byłoby wychylanie się przed szereg, zwracanie na siebie uwagi, chociaż czy faktycznie jeszcze powinno ją to szczególnie obchodzić? Jej narzeczony został zaatakowany w czerwcu tuż przed Lithą, zmarł ledwie trzy dni później przez ten atak, w lipcu mieli brać ślub, od tego momentu nie do końca udało się jej pozbierać. Nie czuła, aby jej życie aktualnie było zbyt wiele warte, może to był jakiś pomysł? Pomóc komuś, dzięki czemu mogłaby odejść z tego świata w spokoju i dołączyć do Liama. Nikt przynajmniej nie miałby do niej bezpośrednich wyrzutów sumienia, że zrobiła to całkiem celowo. To chyba nie było najgorszym rozwiązaniem, które mogło się zdarzyć.

- Na pewno będą próbowali to ukrócić, z drugiej strony skąd możemy właściwie wiedzieć, że wśród tych popaprańców nie ma funkcjonariuszy? - Ktoś o takich poglądach przecież mógł też siedzieć tutaj z nimi, w tym pomieszczeniu. Poza Voldemortem przecież nikt się nie ujawniał, wszyscy siedzieli cicho, chociaż wiedzieli wśród której części społeczeństwa powinni szukać jego fanatyków.

- Wypadałoby im udowodnić, że ten świat nie należy do nich. - Szczególnie, że coraz więcej osób nie było takich czystych, jakby chciała elita. Prudence wiedziała, że potrzebowaliby spore grona osób, aby razem móc coś zmienić, jednak jeśli będą siedzieć cicho, jak myszy pod miotłą, to niczego nie osiągną. Może faktycznie wypadałoby zacząć działać, chociaż odrobinę ich sabotować, tyle, czy jednostka faktycznie byłaby w stanie jakkolwiek na nich wpłynąć? Nie wydawało jej się. Szczególnie, że nie robiła niczego takiego znaczącego w swoim życiu.

Wkurzało ją to, że tak sobie rozważali te wszystkie możliwości, bo wiedziała, że i tak nic z tym nie zrobią, nie miała odpowiednich znajomości, ani umiejętności. Powinna się chyba pogodzić z tym, że raczej nie będzie miała żadnego wpływu na przyszłe wydarzenia. Szkoda.

- Nie mam pojęcia, nigdy nikogo o to nie wypytywałam, podejrzewam, że wtedy ktoś się musi z nimi skontaktować i wyjaśnić takiemu dziecku, że przez całe swoje życie żył w kłamstwie i jest coś więcej. - To musiało być dosyć druzgocącym wydarzeniem nagle dowiedzieć się, że jest inny świat, w którym istnieje magia, i że mają do niego dołączyć. Nie umiała sobie nawet wyobrazić, jakie to musiało być trudne dla tych dzieciaków, wejść w całkowicie nieznane i nie móc opowiadać o tym, co się widziało swoim najbliższym. Mugolacy poniekąd zostali skazywani na odcięcie się od swoich rodziców, czy rodzeństwa, lub chociaż ograniczenie kontaktu. Nie umiałaby tak porzucić całego swojego świata. Wydawało jej się, że powinni być w stosunku do nich nieco bardziej empatyczni, nie sądziła bowiem, że ktokolwiek, kto przyszedł na świat w magicznej rodzinie był w stanie zrozumieć ich sytuację w pełni.

- Jesteśmy między młotem, a kowadłem, może najprościej będzie czekać, aż sami się zniszczą, chociaż czuję, że możemy oberwać rykoszetem, bo przecież to nas nie ominie. Przypadkowo możemy się znaleźć w nieodpowiednim miejscu i czasie i co wtedy? - Było niebezpiecznie, powinni mieć tego świadomość.



Confusion in her eyes that says it all

She's lost control

ᴀʟᴄʜᴇᴍɪsᴛ ᴏꜰ ɢʟᴀss
what is the point
in having a mind
if you do not use it
to make judgements
wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
metamorfomag
zawód
szklarz
178cm wzrostu; zielone oczy; ciemnobrązowe kręcone włosy; trzydniowy zarost na twarzy; dołeczki w policzkach; lekko przygarbiona postura; chód opieszały, nieco niezgrabny

Elias Bletchley
#15
16.03.2025, 17:44  ✶  
Problemy z komunikacją nie był dla nich raczej pierwszyzną. Chociaż jako rodzeństwo mogli być wyczuleni na punkcie swoich reakcji i zachowania, tak dogadanie się i poprawne przedstawienie swoich punktów widzenia nie zawsze było łatwe. Chociaż dzieliło ich zaledwie piętnaście minut, mieli zupełne różne charaktery i podejścia do życia i chociaż to Elias przyszedł na świat jako pierwszy, tak nie dało się ukryć, że to jego siostra wydawała się tą twardo stąpającą po ziemi. Tą, za którą warto podążyć. Tą, której warto słuchać. Tą, która udziela świetnych rad i których nie powinno się ignorować. Jakże dobrym byliby duetem, gdyby Elias po prostu przytakiwał na każde słowo Bletchleyówny.

— Nie mamy takiej pewności — stwierdził z wyraźnym oporem w głosie. Wolał wierzyć, że Ministerstwo działało jak dobrze naoliwiona maszyna, która była gotowa ich ochronić w razie potrzeby. — Musimy jednak wierzyć, że proces selekcji do służby jest na tyle rygorystyczny, że biurokratyczne sito odrzuca na bok wszelkie osoby niestabilne. — Co by nie mówić, Departament Przestrzegania Prawa Czarodziejów był uznawany za jeden z bardziej renomowanych oddziałów Ministerstwa Magii. Wyżej już był chyba tylko Departament Tajemnic ze względu na swoją... tajemniczość. — Mają tam przecież jakieś testy, prawda? Przy odrobinie szczęścia oprócz tego ile mają sił w nogach, sprawdzają też co im siedzi w głowach.

Musieli poddawać nowych rekrutów jakimś testom psychologicznym. Nawet nie ze względu na to, aby osoby agresywne i nietolerancyjne nie pakowały się do aktywnej służby, ale po to, aby sprawdzić, czy dana osoba w ogóle nadaje się do pełnienia obowiązków funkcjonariusza. Bieganie za czarnoksiężnikami, badanie napaści i włamań, przesłuchiwanie świadków... To był zupełny inny rodzaj pracy niż stanie za kasą w sklepie, wytwórstwo czy siedzenie za biurkiem w towarzystwie stert dokumentów od siódmej do piętnastej.

Talent sprawdzają, więc powinni też upewnić się, że nie sprowadzają sobie do biura małej bomby, skomentował w myślach. Dość dobrze pamiętał, że uczniowie, którym marzyła się kariera w Ministerstwie Magii, przykładali się do egzaminów pod SUMY i Owutemy. Podczas gdy Elias mógł w dużej mierze odpuścić sobie całonocne zakuwanie i treningi praktyczne, bo widział się w zupełnie innym miejscu, inni musieli ostro zapierdzielać, żeby się wykazać. Zwłaszcza jeśli nie wywodzili się z rodzin ściśle powiązanych z ministerialną hierarchią.

— Zapewne to ich tak rozjuszyło, czyż nie? — Uniósł lekko brew. — Zauważyli, że zasięg ich wpływów systematycznie się zmniejsza, podczas gdy pomniejsze rody rozkwitają. Na pewnym etapie doszło do takiego wymieszania klas i ludzi na różnych poziomach, że najwyższy status przestał być wyznacznikiem prestiżu. Może zorientowali się, że to ostatnia szansa, aby zawrócić wskazówki tego zegara postępu. — Cóż za artystyczne określenie. — Nie powiem, teraz gdy sam o tym mówię, mam wrażenie, że mogą być bardziej zdesperowani niż po prostu...

Zabrakło mu słów. Źli? Skrzywieni? Zawistni? Elias zmełł w ustach przekleństwo i po prostu westchnął cicho. Czy w ogóle musiał kończyć? Chyba oboje wiedzieli, do czego z tym zmierzał. Z czym by jej nie przyrównać - desperacja mogła popchnąć ludzi do naprawdę złych czynów. A ludzie z talentem, wpływami i pieniędzmi mogli narobić naprawdę dużo problemów, nim zostaną złapani.

— Dziecko to jeszcze pół biedy. Z czasem przyzwyczai się do nowej sytuacji, nawet jeśli na początku będzie ciężko, ale rodzice? — Pokręcił głową z nietęgą miną. — Dla dorosłych ludzi po trzydziestce czy czterdziestce, kiedy już mają względnie ułożone życie, taka informacja musi być szokiem. Nie dość, że musisz zaakceptować, że magia istnieje, to jeszcze dowiadujesz się, że wcale nie polega na zmianie karocy w dynię i może nieść ze sobą faktyczne niebezpieczeństwo.

Czy mugolskim rodzinom w ogóle o tym wszystkim mówiono? A może przedstawiano najbardziej pozytywną, pozbawioną jakichkolwiek odcieni szarości wersję zdarzeń, gdzie dziecko będzie przez następne siedem lat życia spędzało większość roku w prestiżowej akademii magii i bawiło się z innymi podobnymi sobie? Skrzywił się na tę myśl. Osobiście czułby się oszukany, gdyby próbowano ukryć przed nimi tego typu informacje. Nawet nie chodziło o czarnoksiężników. Przecież były magiczne mikstury, dzikie bestie, zaklęte pułapki i przeklęte artefakty. Duchy i poltergeisty. Ugh, coś takiego naprawdę mogło namieszać w głowie.

— Obrócić się na pięcie i odejść z nadzieją, że młot zmierzy się z kowadłem i to, które jest bardziej po naszej stronie, wygra? — podsunął, nie za bardzo widząc inne możliwości. Czasem wtrącenie się do czyjejś walki mogło tylko przynieść większe szkody. Kto wie, jak potoczyłoby się to w tym wypadku?
Wallflower
Please forgive me if I don't talk much at times.
It's loud enough in my head.

wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Antropolożka/Uzdrowicielka
Prudence jest szczupłą kobietą, która mierzy 163 centymetry wzrostu. Ubiera się raczej niezbyt kontrowersyjnie, schludnie, miesza się z tłumem. Wybiera stonowane kolory. Jej włosy są długie, proste w odcieniu czekoladowego brązu, często wiąże je w kok na czubku głowy. Oczy ma jasnobrązowe. Zapach, który wokół siebie roztacza to głównie woń kojarząca się ze szpitalem, lub medykamentami, jednak przebijają się przez nią owocowe nuty - głównie truskawki.

Prudence Fenwick
#16
16.03.2025, 22:07  ✶  

Nie zawsze było łatwo wymieniać się poglądami, szczególnie z kimś kogo znało się przez całe życie, a wydawał się zupełnie nie rozumieć jej punktu widzenia. Czasem zastanawiała się, jak to w ogóle możliwe, że byli bliźniakami, jakby ich matka wypluła z siebie dwie bardzo różne osobowości. Chyba czasem się to zdarzało. Może byli też jakimś potwierdzeniem reguły? Nie miała pojęcia na jakiej zasadzie u nich to działało, a może nie działało.

Elias nie chciał jej słuchać, zdaniem Bletchley miałby w życiu dużo prościej, gdyby od czasu do czasu, już nie mówiła nawet, że zawsze, ale chociaż od czasu do czasu sugerował się tym, co miała mu do powiedzenia. Jej brat jednak tego nie robił, zupełnie jej nie słuchał. Cóż, jego wybór, wystarczyło czasem zaakceptować to, że ktoś inny miał rację. Prudence wydawało się, że ona miała ją zawsze... Nawet nie wydawało jej się, była o tym święcie przekonana.

Roześmiała się słysząc jego kolejne słowa, może nawet zbyt głośno. Był takim słodkim, niczego nieświadomym chłopcem. Naprawdę wierzył w to, że wszędzie przyjmowano tylko odpowiednie osoby? Samo to, jak ona trafiła do Biura Koronera pokazywało, że wystarczyło mieć znajomości i zawsze znalazło się miejsce dla biednej, zagubionej duszyczki.

- Czy sądzisz, że tam też nie działa to, jak wszędzie indziej? Wystarczy trochę znajomości, a znajdzie się ciepła posadka dla kogoś z rodziny. - Wydawała się być bardzo pewna tej opinii. Może nie powinna w ten sposób wypowiadać się o swoim miejscu pracy, ale nie była ślepa, wiedziała, jak to działa. Elias powinien otworzyć oczy i uświadomić sobie, jak to tak naprawdę wyglądało.

Wyniki każdych testów można było oszukać, wystarczyło tylko zamknąć gębę odpowiedniej osobie odpowiednią ilością galeonów. Niestety ten świat tak funkcjonował. Nie mogli mieć pewności, że wszyscy pracownicy ministerstwa byli stabilni, ba pewnie znalazłoby się spore grono, które nie było. W końcu w Ministerstwie Magii pracowała cała masa czystokrwistych czarodziejów, elita lubiła przekazywać sobie stanowiska, które były istotne. Często wydawało jej się, że wystarczyło odpowiednie nazwisko, zupełnie nie patrzono na umiejętności. Tak działał ten świat i nic z tym nie mogli zrobić. Od zawsze to elita była lepsza od nich, wcale nie ukrywali tych swoich koneksji.

- To na pewno jest desperacja, boją się, że stracą tę resztkę władzy, która im pozostała. Widzą, że wymyka im się z rąk. Właśnie dlatego wydaje mi się, że to może być początek czegoś większego, a nie chwilowa panika. - Czystokrwiści na pewno zauważyli to, że powoli zaczynają tracić swój status. Czarodzieje stawali się coraz mniej konserwatywni, bardziej otwarci. Na pewno się wystraszyli tego, że może to być koniec tych podziałów. Gdy ktoś postanowił zrobić z tym porządek, pewnie postanowili go wspierać. Wiadomo, że kto zaznał smaku władzy tak łatwo z niego nie zrezygnuje, szczególnie, jeśli przez lata to oni byli najważniejsi, to ich zdanie się najbardziej liczyło.

- W sumie, na pewno to jest dla nich szok. Ktoś zabiera im jedenastoletnie dziecko i mówi o tym, że trafi do magicznej szkoły, na siedem lat, wyobrażasz sobie w ogóle coś takiego? - Faktycznie druga strona również mogła mieć z tym problem. Rodzice tych biednych dzieci jakoś musieli sobie radzić z tą całą sytuacją, nie byli przecież świadomi jak naprawdę wyglądał świat. To mogło ich wiele kosztować, ba na pewno ich to wiele kosztowało. Wolała sobie nawet tego nie wyobrażać.

Nie wiedziała do końca jak wyglądała sytuacja, nie miała pojęcia, czy były jakieś instrukcje, w jaki sposób powinni postępować z mugolskimi rodzinami, których dzieci miały czarodziejskie umiejętności. Na pewno musiał istnieć jakiś protokół działań. Próbowała znaleźć w głowie jakieś informacje, musiała kiedyś czytać coś na ten temat, ale czy na pewno? Gdyby tak było, to coś by sobie przypomniała.

- Rzucić wszystko i gdzieś wyjechać, to na pewno jest jakaś metoda, ale nie wiem, czy byłabym gotowa zrobić coś takiego. - Elias na pewno prędzej byłyby skłonny do podjęcia takiej decyzji. Prue miała problem ze zmianami, wcale nie tak łatwo dostosowywała się do nowych sytuacji, nie należała do tych osób. Musiałaby mieć bardzo szczegółowy plan i mieć pewność, że on faktycznie zadziała. Zresztą lubiła Londyn, mieszkała tu całe życie, nie chciała z tego rezygnować, bo tutaj znajdował się jej dom.



Confusion in her eyes that says it all

She's lost control

ᴀʟᴄʜᴇᴍɪsᴛ ᴏꜰ ɢʟᴀss
what is the point
in having a mind
if you do not use it
to make judgements
wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
metamorfomag
zawód
szklarz
178cm wzrostu; zielone oczy; ciemnobrązowe kręcone włosy; trzydniowy zarost na twarzy; dołeczki w policzkach; lekko przygarbiona postura; chód opieszały, nieco niezgrabny

Elias Bletchley
#17
16.03.2025, 22:59  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.03.2025, 18:38 przez Elias Bletchley.)  
Wykrzywił niepewnie kąciki ust, gdy przy stoliku rozbrzmiał śmiech Prudence. Już myślał, że faktycznie powiedział coś zabawnego (a byłoby to święto), jednak szybko się okazało, że ponownie się przeliczył. Teraz po prostu go wyśmiewała. Starając się podtrzymać pozory szczerego uśmiechu, Bletchley przysunął się bliżej krawędzi krzesła i... zamachnął się nogą, próbując kopnąć siostrę w kostkę. Nie miał problemu ze zniżeniem się do jej poziomu, skoro zamierzała zachowywać się jak małe dziecko.

— Wiem, że Ministerstwo jest pełne ciepłych posadek, Prudence — odparł, zagryzając lekko dolną wargę. — Po prostu staram się wierzyć, że nawet dzieci bogatych muszą spełniać minimalne wymagania do pełnienia danego zawodu. Nawet Lestrange'owie nie rodzą się z kitlem Szpitala św. Munga, prawda? Muszą pokazać, że mają trochę wiedzy. Modlę się, aby podobnie działało to u brygadzistów i aurorów.

W przeciwnym wypadku Ministerstwo Magii miało naprawdę poważne problemy ze swoim personelem.

— Nie potrafię sobie tego wyobrazić. Trudno wczuć się w sytuację mugolskich rodziców z magicznym dzieckiem — stwierdził, pozwalając sobie na nieco bardziej swobodny ton głosu. Wystarczyło zmienić temat na kwestię edukacji i wychowania, a od razu zmieniało się podejście do konwersacji. — My wiemy, że magia jest prawdziwa. Jesteśmy świadomi niebezpieczeństw, jakie ze sobą niesie. Gdyby nie oferta edukacyjna Hogwartu takie dzieciaki tylko napytałyby sobie biedy wśród niemagicznych. A mugole? Nawet jeśli zrobić im serię wykładów, to mało co zrozumieją, co to właściwie znaczy być czarodziejem.

Czy automatycznie dyskryminował osoby niemagiczne pochodzenia? Oczywiście, że nie. Przynajmniej nie celowo. Po prostu zdawał sobie sprawę, że większość elementów świata czarodziejów stawała w kontraście do tego, co reprezentował świat niemagiczny. Wystarczyło spojrzeć na Hogwart. Idea szkół z internatem nie była obca ludziom po drugiej stronie Dziurawego Kotła; po całej Wielkiej Brytanii były rozsiane szkoły, które oferowały bogatą ofertę zajęć i perspektywy na przyszłość w nadziei, że rodzice poślą tam swoje dzieci.

Rodzice mugolaków mogli się oszukiwać, że Hogwart działa podobnie, ale było to poniekąd kłamstwo. Kłamstwo będące próbą dopasowania nieznanych pojęć do swojego własnego życia. Wepchnięcia go na siłę w znane sobie ramy. Nie mógł ich za to winić - każdy próbował tłumaczyć sobie otaczający go świat tak, jak potrafił. Nie zmieniało to jednak faktu, że wracając z niemagicznej szkoły z internatem, dziecko nie zaczynało opowiadać o górskich trollach, lataniu na miotle i Wywarze Żywej Śmierci. Rodzina mogła zachłysnąć się światem swojego dziecka, ale jak mogli być naprawdę świadomi tego, co może tam czyhać na ich pociechy?

— Miałem raczej na myśli ucieczkę z ciemnej alei, a nie kraju — przyznał po dłuższej chwili ciszy, bo w ogóle nie brał pod uwagę tak... brutalnej decyzji. Oboje wychowywali się w tym mieście, a teraz kiedy już na dobre żyli dorosłym życiem, londyńskie uliczki bardziej kojarzyły się z domem niż szkolne korytarzu Hogwartu, tak bardzo romantyzowane przez niezliczonych absolwentów. — Lubię bezpieczeństwo, ale zaczęcie wszystkiego od nowa z dala od tego miasta... Ech.
Wallflower
Please forgive me if I don't talk much at times.
It's loud enough in my head.

wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Antropolożka/Uzdrowicielka
Prudence jest szczupłą kobietą, która mierzy 163 centymetry wzrostu. Ubiera się raczej niezbyt kontrowersyjnie, schludnie, miesza się z tłumem. Wybiera stonowane kolory. Jej włosy są długie, proste w odcieniu czekoladowego brązu, często wiąże je w kok na czubku głowy. Oczy ma jasnobrązowe. Zapach, który wokół siebie roztacza to głównie woń kojarząca się ze szpitalem, lub medykamentami, jednak przebijają się przez nią owocowe nuty - głównie truskawki.

Prudence Fenwick
#18
17.03.2025, 00:27  ✶  

Może jej zachowanie aktualnie należało raczej do tych niskich, ale co innego jej pozostawało? Miała wrażenie, że Elias żyje w swojej własnej, magicznej bańce i nie do końca widzi, co się wokół niego dzieje. Czy naprawdę ona była tą osobą, która powinna go uświadamiać o tym, jak wyglądał ten świat? Chodził po nim nie od dzisiaj, powinien coś niecoś wiedzieć.

Nie dostrzegła tego, co zamierzał zrobić. Zauważyła, że się uśmiechnął, nieco przesunął, ale nie założyła, że zamierza ją kopnąć, przecież nie mieli po dziesięć lat. Najwyraźniej jej oczekiwania były nieco zbyt wysokie... Bo poczuła w końcu na swojej kostce kopnięcie, przez które podskoczyła na krześle, w towarzystwie wcale nie takiego cichego syknięcia, a potem spiorunowała go wzrokiem. Jej spojrzenie wyrażało więcej niż tysiąc słów. NAPRAWDĘ? NAPRAWDĘ JĄ KOPNĄŁ.

- Może powinieneś częściej odwiedzać kowen, bo gwarantuję Ci, że Twoje modlitwy niczego nie dają. - Najwyraźniej znowu mieli inne zdanie, co nie było między nimi wcale taką nowością. Chciałaby wierzyć, że jest właśnie tak, jak mówił Elias, ale miała świadomość, że nie zawsze było tak kolorowo. Wystarczyła odpowiednia zapłata, aby znalazło się stanowisko dla syna jednego, czy drugiego czystokrwistego czarodzieja. Nie potrzebowali do tego szczególnych umiejętności, ba była pewna, że nikt ich jakoś specjalnie nie weryfikował, nie kiedy w grę wchodziły pieniądze i nazwisko.

- Zresztą minimalne wymagania, czy naprawdę chciałbyś, żeby o naszym ewentualnym przeżyciu decydował ktoś kto posiada minimalne umiejętności? - Ona tego nie chciała, po raz kolejny uświadamiała sobie, że ich świat zmierzał w nieodpowiednim kierunku. Tacy jak oni musieli na każdym kroku udowadniać swoją wartość, a wystarczyło, że ci z elity po prostu byli. To było okropne. Na szczęście jako, że była bardzo skromna, to dałaby sobie rękę uciąć, że mało kto z tej całej śmietanki towarzyskiej był w stanie dorównać jej wiedzą. Pokazywała swoją wartość już w Hogwarcie, wiedziała, że się wkurzali, że ktoś tak nieznaczący jak ona ma aż taki duży potencjał.

- Nie wydaje mi się, że mugole powinni o nas wiedzieć, bezpieczniej dla nich, jeśli będą trzymać się z dala od naszego świata. - W końcu jeśli zaczęliby wsadzać nos w nieswoje sprawy na pewno zaczęłoby to przeszkadzać magicznym, mogliby poczuć zagrożenie i zapragnąć zupełnej zakłady tej gorszej części ludzkości. Wcale by jej to nie zdziwiło, lepiej dla nich, aby tkwili w błogiej nieświadomości. - Wolę nie myśleć co by z nimi było, gdyby nie Hogwart, kto wie, czy ci fanatycy nie zaczęliby wyłapywać dzieciaków, aby pozbyć się tego zagrożenia, jakim są mugolacy. - Nie wiedzieli w końcu na co ich stać, kto wie, czy nie mieli problemu z mordowaniem biednych, zagubionych dzieci.

- W jasnej alei też może czekać na Ciebie niebezpieczeństwo. - Wszędzie mogło przydarzyć im się coś złego przy tych nie do końca pewnych nastrojach po obu stronach. W Wielkiej Brytanii przestawało być bezpiecznie. Nie mogli dłużej tego ignorować, powinni mieć tego pełną świadomość. - To byłoby trudne, zwłaszcza, że my spędziliśmy tutaj całe życie. - No, może poza tymi siedmioma laty w Hogwarcie.



Confusion in her eyes that says it all

She's lost control

ᴀʟᴄʜᴇᴍɪsᴛ ᴏꜰ ɢʟᴀss
what is the point
in having a mind
if you do not use it
to make judgements
wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
metamorfomag
zawód
szklarz
178cm wzrostu; zielone oczy; ciemnobrązowe kręcone włosy; trzydniowy zarost na twarzy; dołeczki w policzkach; lekko przygarbiona postura; chód opieszały, nieco niezgrabny

Elias Bletchley
#19
17.03.2025, 19:56  ✶  
— Liczę na to. Naprawdę powinienem w końcu tam pójść — odparł z rozbrajającą wręcz szczerością, uśmiechając się tak, jakby chwilę temu wcale nie skopał swojej rozmówczyni po kostkach. — W kwestiach zawodowych rzecz jasna. Za każdym razem jak mijam tą ich kwaterę główną, to zastanawiam się, na co idą datki zbierane podczas sabatów. Szyby niewymienione od lat. Całe matowe. Zarośnięte kurzem i brudem. — Westchnął przeciągle, jakby perspektywa doprowadzenia tych okien do porządku spędzała mu sen z powiek. — Kto wie, może nawet trafiłaby mi się jakaś odnowa tamtejszych witraży?

Były tak naprawdę trzy rodzaje zleceń, które zapewniały stały dopływ gotówki: rządowe, kowenowe i prywatne od czystokrwistych z grubymi portfelami. Jego obecna pracownia nie miała co liczyć na oficjalny kontrakt z Ministerstwem Magii. Ktokolwiek był odpowiedzialny za tamtejsze remonty i odnowy wnętrz zapewne miał już zawartą umowę na lata, o ile nie pokolenia. Praca z czystokrwistymi to była loteria; niektórzy po prostu mówili, czego chcieli i czekali na efekty, a inni wymyślali cuda na kiju, żeby przypadkiem nie mieć u siebie czegoś, co mogłoby przypominać wystrój rezydencji szwagra. Kowen Whitecroft był w tym wszystkim niezwykle neutralny. Stały. Bezpieczny. Tak jak lubił.

— Nie-e? — spojrzał na nią jak na głupią. — To ty mówisz, że wpuszczają tam, kogo popadnie, o ile ma pożądane nazwisko. Jeśli to prawda, to życzyłbym sobie, żeby w wymaganiach minimalnych, jakie muszą spełnić te osoby, byłaby dogłębna konsultacja psychologiczna. Bo na tym się skupiliśmy na czas tej rozmowy.

I ona niby skończyła nauki medyczne w Szpitalu św. Munga? Dobry Merlinie, jak dobrze, że nigdy nie był tam stałym bywalcem. Skoro tak słabo u niej było z komunikacją, to jak radziła sobie z pacjentami? Przecież gdyby trafił pod jej opiekę, to wystarczyłoby, żeby powiedział jedno złe słowo, a odrąbałaby mu nogę albo rękę. Albo co tam innego ucinali ludziom na urazach magizoologicznych.

— Bezpieczniej może i tak, ale powinni mieć prawo do tych wiadomości — skomentował brutalnie bez zawahania się. Trudna prawda, ale prawda. — Jeśli Ministerstwo Magii i Hogwart mają jakiekolwiek zobowiązania względem nich, to powinny polegać właśnie na tym. Na informowaniu ich o tym, jaka jest sytuacja. W przeciwnym wypadku obowiązek niesienia tej wiedzy ląduje na dziecku. Czyż nie mam racji?

Oczywiście, że miał. Prudence po prostu nigdy nie przyznałaby tego na głos.

— Więc proponuje wypić dziś za to, abyśmy nie musieli zbyt szybko opuszczać naszego ukochanego miasta — mruknął, ciesząc się, że znalazł jakiś pomysł na przerwanie tej rozmowy. Chwila oddechu od trudnych tematów dobrze im zrobi. Oboje nieco się otrząsną. — Kremowe czy zwykłe z sokiem? — Zerknął na nią pytająco, podnosząc się z krzesła. — Chociaż... Jak tak na ciebie patrzę, to chyba lepsza będzie ognista. Ogień trzeba zwalczyć ogniem.

Ostatkiem opanowania powstrzymał się przed pokazaniem jej języka i odmaszerował niespiesznym krokiem w stronę barowej lady, mijając pozostałych w lokalu gości, którzy dalej pozostawali rozsiani między stolikami. Zbliżeni do siebie, szepczący między sobą i stukający się co chwilę kuflami z piwem, jakby wznosili toasty. O święty spokój? O lepsze jutro? Albo po prostu, żeby jakoś to było, skomentował w myślach, pochylając się w stronę barmana, żeby przekazać mu bletchleyowe zamówienie.

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Elias Bletchley (5533), Prudence Fenwick (5116)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa