Miała wrażenie, że z każdą mijającą minutą wokół nich robiło się coraz głośniej. Krzyki, piski, te wszystkie dźwięki wydawały się brzmieć coraz bardziej intensywnie. Być może wcześniej się na moment odcięła, szczególnie, gdy wpatrywała się w ogień z tą intensywnością. Następnie nastąpił ten wybuch, tuż obok nich, kiedy ukrył ją w swoich ramionach, wtedy nieco ich zagłuszyło, a teraz, w tej chwili wszystko brzmiało już całkiem wyraźnie. Niestety. Nie dało się zupełnie ignorować tych odgłosów, wiedziała, że jest bardzo źle, gorzej właściwie chyba być nie mogło?
Pożar wydawał się być ogromny, nie mogła dostrzec końca jasnej łuny, która pojawiła się na niebie. Zapewne płonęło całe miasto, a przynajmniej jego spora część, to było przerażające, nie mogli tutaj zostać. Tutaj nie było bezpiecznie. Ministerstwo było jej pierwszym odruchem, bo mogła się tam na coś przydać, no i pewnie jeszcze stało, nie miała podobnej pewności co do swojego mieszkania, które znajdowało się niedaleko.
Zamyślił się na moment, nie miała pojęcia co siedziało w głowie stojącego przed nią mężczyzny, jednak wolała w to nie wnikać. Każdy miał swoje traumy, swoje przeżycia, swoje historie, a to nie był odpowiedni moment na to, aby o nie wypytywać. Może kiedyś jeszcze będzie miała szansę dowiedzieć się o nim czegoś więcej, bo te oczy nie dawały jej spokoju. Musiała go już gdzieś widzieć, dużo wcześniej, musiała go znać, tylko jeszcze nie połączyła kropek, co było dla niej całkiem irytujące, bo jej mózg zazwyczaj nie miewał takich problemów, zasypywał ją całą masą powiązań, ciekawostek wtedy, kiedy nie było to potrzebne, a gdy faktycznie potrzebowała informacji - zawodził ją.
- Najpierw wypadałoby chyba mieć takie instynkty. - Nie ma się co oszukiwać. Prudence nie należała do osób, które często znajdowały się w podobnych okolicznościach. Bywało, że jej życie znajdowało się w niebezpieczeństwie, po Nokturnie chodziły bowiem różne męty, ale to było niczym przy sile żywioły, która aktualnie była ich największym problemem. Nie miała doświadczenia w takich sytuacjach. Jasne mogła w głowie ułożyć sobie całą teorię, co powinna robić w tej chwili, ale co z tego, czymże były jej kalkulacje w prawdziwym życiu? Wystarczył jeden czynnik, który by się zmienił i mogła skończyć martwa, to nie były szczególnie barwne wizje.
W przeciwieństwie do niej mężczyzna wydawał się mieć jakieś pojęcie o tym, w jaki sposób powinni się zachować, to był całkiem dobry początek do tego, aby jakoś to przetrwać. Zresztą już jej poniekąd to udowodnił. Nie miał oporu przed tym, żeby zabrać ją z ulicy, później osłonić swoim ciałem. Ufała mu - co było dość dziwne, bo raczej nie tak łatwo było zdobyć jej zaufanie, ale no, ocalił jej życie, co mówiło samo za siebie, nie chciał zrobić jej krzywdy.
- Trudno jest się nie bać, kiedy wokół dzieje się coś takiego. - Czy mogła być pewna, że w którymś momencie to co zobaczy znowu jej nie sparaliżuje, nie? W jej wypadku nawet nie był to jej strach, a ta choroba, która komplikowała jej życie. Gdyby doszedł kolejny czynnik, gdyby pojawił się strach, który nie pozwoliłby się jej ruszyć, mogłaby skończyć dość nieciekawie. Może właśnie na tym powinna się skupić, nie pozwolić lękom za bardzo wpływać na podejmowane przez nią decyzje.
- Jeśli tego właśnie chcesz. - To chyba stała się teraz jego problemem. Nie znosiła tego, nie lubiła mieć poczucia, że jest od kogoś zależna, ale w tej chwili nie bardzo miała inne wyjście. Czy tego chciała, czy nie, zdawała sobie sprawę, że sama będzie miała trudności, aby się stąd wydostać. Postanowił jej pomóc - nie zmuszała go do tego, to niby był jego wybór, dlaczego więc mimo wszystko czuła się trochę jakby tego od niego wymagała? Kiedy przeniósł ją z głównej ulicy zadecydował o tym, że ich losy tej nocy, przynajmniej częściowo się ze sobą splotły. Nie była już sama, nie musiała się martwić o to, że umrze tutaj bez kogoś znajomego, chociaż właściwie to jego też nie znała, nie jakoś zbyt dobrze. Mrugnęła, nie mogła pozwolić na to, aby jej myśli znowu zaczęły błądzić. Musieli działać. Zniknąć stąd jak najszybciej się da.
- Zdecydowanie lepiej, dostałbyś lizaka, ale tak się składa, że wszystkie zostały w moim mieszkaniu. - Dzielnym pacjentom należała się nagroda, no i tym współpracującym też. Ulżyło jej, przynajmniej chwilowo, bo trochę parzy mogło nieść ze sobą jakieś obrażenia, ale nie wydawało jej się, żeby mógł je przed nią teraz ukryć. Wpatrywała się w niego dłuższą chwilę, przeszywała go wzrokiem, ale w końcu odpuściła. Chyba faktycznie uwierzyła w to, co mówił.
Nie do końca wiedziała, czego dotyczyła jego jakże zgrabnie rzucona kurwa. Próbowała to rozgryźć, ale za cholerę nie miała pojęcia, co wyszło tym razem. Nie dostrzegła czegoś? Coś się stało? Wcale nie było trudno o to, żeby faktycznie tak było, bo rozpraszała się wyjątkowo odgłosami, które dochodziły z okolicy.
Dopiero po krótkiej chwili zorientowała się, że przyglądał się jej nogom. Były chyba całkiem proste? Prawda? Nic im nie dolegało, przynajmniej na pierwszy rzut oka. Dopiero po chwili zorientowała się, że mogło chodzić o jej obuwie. Cóż, nie, żeby przemyślała je jakoś specjalnie, gdy ekspresowo opuszczała swoje mieszkanie. Zdecydowanie mogła wybrać coś, co byłoby bardziej wygodne podczas przeprawy przez tłum ludzi, no ale tego nie zrobiła. Nie pomyślała, Prudence nie wpadła na to, że powinna dostosować buty do sytuacji, to tylko świadczyło o tym, że faktycznie spanikowała.
Mówił, żeby słuchała, no to właśnie to robiła. Wpatrywała się w niego z szeroko otwartymi oczami i słuchała, tak jak tego oczekiwał. Najwyraźniej jednak nie mógł do końca się wysłowić, bo chwilę zajęło mu przejście do konkretów. Bletchley była cierpliwa, czekała, aż w końcu wykrzesze z siebie to, co zamierzał powiedzieć.
W końcu to z siebie wyrzucił. Osłupiała, tak. Nie do końca tego się spodziewała. Patrzyła na niego dłuższą chwilę, aż w końcu się odezwała, przy okazji taksowała go wzrokiem, najwyraźniej zaczęła coś szacować. - Mogę spróbować, ale, ale nie dam rady się tam wdrapać. Jesteś wysoki. - Dodała jeszcze, bo przecież on na pewno nie zdawał sobie z tego sprawy, a ona nie. Ona była dość drobna. Nie miała jak wleźć mu na plecy, pewnie by nawet nie doskoczyła na taką wysokość.
Rozumiała skąd wziął się ten pomysł, naprawdę. Istniała szansa na to, że mogła mu się zgubić w tym tłumie, ktoś mógłby ją zdeptać, właściwie mogła wymienić sporo sytuacji, w których mogłoby się jej coś stać. To nie był taki głupi pomysł, naprawdę, tylko jakoś musiała wleźć na te jego plecy. Pewnie dałaby radę się utrzymać, przynajmniej tak się jej wydawało.
Póki co nadal trzymała jego dłoń, nie wypuściła jej, nadal wpatrywała się w mężczyznę, zastanawiała się, czy będzie dla niego ogromnym ciężarem, jeśli już znajdzie się na jego plecach, bo nie chciała, bardzo nie chciała, żeby przez nią coś mu się stało, a to mogło być dość problematyczne.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)