![[Obrazek: imgproxy.php?id=mXrmP2n.jpeg]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=mXrmP2n.jpeg)
Nadal miał wrażenie, że śmierdzi dymem. Ministerstwo było częściowo sparaliżowane, bo wypadły z niego pojedyncze trybiki mozolnie przekładające sterty dokumentów z jednego miejsca, na drugi, przesuwając je wedle procedur ku ostatecznym decyzjom. Nie miało to jednak aż tak wielkiego wpływu na Departament Tajemnic, złożony w większości z osób czystokrwistego pochodzenia, będąc też królestwem w królestwie.
Usiadł przy swoim biurku, dziwnie czystym, uprzątniętym. Przed nim trójkątna plakietka z imieniem i nazwiskiem, po prawej lampa z zielonym kloszem i czerwonymi kryształkami, dająca w sumie niewiele żółtego światła, po lewej biała marmurowa misa na kadzidło, w którym świeży węgielek czekał na rozpalenie. Tuż przed nim zaś służbowa notatka, dokładnie złożona na pół, odchylająca się w górnej części.
Morpheus założył nogę na nogę i otworzył wiadomość od swojego przełożonego. Nie zaskoczyła go specjalnie, chociaż miała swoje mankamenty, nie lubił wróżyć komuś, kogo nie miał przed sobą, nie z tarota.
Z górnej szuflady wyjął zapałki, kadzidło i służbową talię tarota.
Proces wróżenia w pracy był dla Morpheusa znanym rytuałem, który pozwalał mu się odciąć od teraźniejszości. Nasypał na węgielek mieszankę kadzideł, które pomagają oczyścić mgłę z trzeciego oka. Olibanum, cynamon, drzewo sandałowe, rozmaryn i orzeźwiająca patchouli. Mieszanka jeszcze przed odpaleniem nieco gryzła w nos. Próbował odpalić zapałkę, ale ręce zaczęły mi się trząść i nie mógł przeciągnąć skutecznie siarkowatą końcówką po drasce. Zdarł trzy zapałki, aż we frustracji wrzucił nierozpalone drewienka do kadzielnicy i wrzucił pudełko do szuflady. Zamknął ją z nadmierną siłą.
Ujął w poparzone dłonie karty i zaczął tasować. Rada dla Ministry Eugenii Jenkins, na życie zawodowe, na dalsze działania w Ministerstwie po katastrofie ósmego września.
W wielu hymnach Uranio, Afrodyto, w morzu zrodzona, boska macierzy, nocnym przychylna czcigodna, ujarzmicielko nocna, i sztuczek matko Ananke, wszystko z ciebie pod jarzmo swe, ty wszystko co znajduje na niebie i ziemi w owoce obfitej oraz na morskich cna towarzyszko Bakchosa, która cieszysz na ucztach, swatko, macierzy Erosów, przybądź.
Przewaga: Wróżbiarstwo III, 1 - pozycja prosta, 2 - pozycja odwrócona
Karta I
Paź Pucharów
Karta II
Dziewiątka Pucharów
Pierwsza karta w rozkładzie wywołała na twarzy Morpheusa brzydki grymas. Ministra w kryzysie nie radziła sobie ze swoimi emocjami i plątała się w tym, co powinna zrobić. Utopiona w panice rozlanego mleka. Pazie stanowiły naiwne, niedojrzałe części dworów karcianych, przechodzące inicjację. Zupełnie jakby Ministra trwała cały czas w stuporze młodzieńczej idylli władzy, nawet pod groźbą rewolty Voldemorta. Kiedy Paź Pucharów odwraca się, jego iluzje zostają zniszczone, a różowy blask znika. Puchar zostaje przewrócony, a jego zawartość rozlewa się. Czasami puchar zostaje wyrzucony lub wytrącony z jego ręki, tak jak teraz. W niektórych okładkach zamiast Paziów były księżniczki i właśnie o nich myślał Morpheus w tym momencie, więc sięgnął mu tej interpretacji, którą podpowiadała mu intuicja. Księżniczka Kielichów jest grudką ziemi na wodach, wyspę unoszącą się na bezkresnym morzu. Jest daleko od ognia swojego ojca i głębi swojej matki, brakuje jej też badawczego ducha swojego brata. Odwrócona, wyspa była zamkiem z piasku, tonącym w morzu irracjonalności i marzeń. Księżniczka Pucharów, niechętna opuszczeniu swojego królestwa, zatonie wraz z nim, a w najgorszym przypadku pociągnie innych za sobą.
Wyjął z drugiej szuflady arkusz pergaminu oraz pióro i kałamarz. Wybrał czarny atrament z lekkim, tęczowym połyskiem, który pojawiał się pod światło. Subtelny, ale obecny. Wymienił stalówkę i zanurzył pióro w atramencie. Otarł nadmiar i rozpoczął pisanie listu, pozostawiając wolną przestrzeń na wstępie i kurtuazję.
Karta, która skrzyżowała Pazia, było Dziewięć Kielichów, wywołujące na twarzy Morpheusa kolejne dziwne emocje. Była to bardzo dobra karta, a pojawiła się w problemie. Perfekcyjna harmonia i spełnienie. W niektórych rozkładach nazywano ją po prostu Szczęście, stanowiła też środkową kolumnę Drzewa Życia. I to go olśniła, centryzm. Dziewięć kielichów niosło za sobą ryzyko samozadowolenia i pobłażliwości, a także siedzenia aż nadto w centrum.
Czy właśnie spisywał swoje wypowiedzenie? Siedział wyprostowany, choć barki miał napięte tak, jakby ktoś niewidzialny właśnie zakładał na nie coraz większy ciężar. Ci, którzy wspinają się na najwyższe szczeble, rzadko znoszą dobrze moment, gdy ktoś odsuwa zasłonę i pokazuje, że tron ma pęknięcia. Gdy przesunął palcami po krawędzi kart, miał wrażenie, że dotyka nie tarota, a ostrza brzytwy. Każdy symbol, każdy ruch dłoni przypominał mu, że im wyżej ktoś stoi, tym bardziej drży, gdy ktoś pierwszy odważy się wskazać, że stoi na glinianych nogach.