• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Wyspy Brytyjskie Walia Snowdonia [23.09.72, Snowdonia] Millie & Basilius

[23.09.72, Snowdonia] Millie & Basilius
Czarodziej
*sigh*
wiek
30
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Uzdrowiciel
Szczupły i dość wysoki (183 cm) mężczyzna o czarnych lokach i brązowych oczach. Często wydaje się być blady i zmęczony, a jego dłonie są niemal zawsze zimne. Na codzień stara się ubierać w miarę elegancko.

Basilius Prewett
#1
19.12.2025, 00:52  ✶  

Basilius może nie znał się za bardzo na ślubach i udanych małżeństwach, ale z tego co widział, to jak na razie dzisiejszy dzień wydawał się naprawdę udany. W końcu nikt się nie pokłócił, nikt nikogo nie zostawił przed ołtarzem i, młoda para wydawała się zgodna i co było dla niego najważniejsze, nikt z jego bliskich nie zrobił niczego głupiego co skończyłoby się ich krzywdą.

A jednocześnie przez cały ten czas Basilius czuł się strasznie głupi. Głupi po stał właśnie obok Millie i próbował skupić się na czymkolwiek innym, niż na toczącej się w jego głowie debacie, czy powiedzieć jej jak dobrze dzisiaj wyglądała, czy może jednak zamilknąć. Rozsądek podpowiadał, aby nic nie mówić. To co sabotażowało rozsądek myślało o każdym aspekcie sukienki przyjaciółki, który sprawiał, że wyglądała dzisiaj jeszcze lepiej i jak można było powiedzieć o tym na głos. Głupi. Tak. Był głupi. Naprawdę liczył, że radzenie sobie z pokłosiem pożarów i ogólne zmęczenie sprawi, że wkrótce się z tym ogarnie i pozwoli tak ważnej dla niego przyjaźni  być po prostu przyjaźnią, ale najwyraźniej na to się nie zapowiadało.
– Ale trzeba im przyznać. Śluby w plenerze mają swój urok – powiedział do Millie, gdy na chwilę odeszli nieco na bok, by odpocząć od chaosu wydarzeń towarzyskich. Zmarszczył brwi. – Nawet jeśli ktoś coś mówił o dzikiej wiewiórce. I zapewne część gości skończy przeziębionych. Mogę się założyć, że ktoś zaraz zdąży się upić, pójdzie tańczyć i uzna, że nie potrzebuje żadnego płaszcza, bo mu ciepło, a potem skończy z katarem.
Czy zaczał tworzyć w głowie zakłady odnośnie potencjalnych chorób poślubnych tylko po to, aby nie myśleć o tych głupich rzeczach? Być może.
– Mogę tez obstawić, że przynajmniej jedna kostka zostanie... – kontynuował i nagle urwał, bo akurat spojrzał w górę i zobaczył...
Jemioła.
Tak. To była jemioła.
Idealnie pod nimi.
Kto tu do jasnej cholery dał jemiołę? We wrześniu!
Chociaż...
Zaraz. Kształt liści i owoców. Nie. To nie była jemioła.
To nie była jemioła?
Uf... Tak! To nie była jemioła!
Kto do jasnej cholery uznał, że w ramach dekoracji dorzuci coś co wygląda jak jemioła?
I czy on przypadkiem cały czas nie wpatrywał się w tę jemiołę?
Szybko spojrzał ponownie na Millie, próbując ukryć zmieszanie.
– Zostanie skręcona, albo chociaż stłuczona – dodał szybko, licząc że jakimś cudem Millie nie pomyśli o jemiole.
Pocałunek pod jemiołą brzmiał ogólnie jak głupia tradycja i Basilius zdecydowanie nie był fanem tej jej interpretacji, która nakazywała pocałować się, dwójce przypadkowych osób, które miały tego pecha, aby stanąć wspólnie w złym miejscu.
A jednak... Jednak zapewne, gdyby sytuacja była inna, nie miałby nic przeciwko temu, aby to przydażyłoby się właśnie jemu i Millie. To znaczy, dalej miałby to za strasznie głupie, to myślenie i tak było już strasznie, ale... Skłamałby, gdyby powiedzieć, że nie było nikogo kogo chciałby pocałować pod jemiołą, albo chociaż o tym pomyśleć, gdy ta osoba właśnie stała obok niego.

Może powinien rozwinąć temat skręconych kostek. W sumie nie obraziłby się też gdyby teraz zasłabł.
constant extreme
when sister and brother stand shoulder to shoulder,
who stands a chance against us?
wiek
29
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
snowidz
zawód
Brygadzistka na chorobowym
Drobna (157cm, niedowaga), blada i czarnowłosa, o oczach złotych jak miód.

Millie Moody
#2
19.12.2025, 16:18  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.02.2026, 18:39 przez Millie Moody.)  
– Kurwa urok? Psi urok chyba ja pierdole, te buty są w totalnej ruinie a nie mam żadnych zapasowych poza tenisówkami! – sarkała pod nosem, bo choć kiecka trzymała się nieźle w stych swoich falbaneczkach kwiateczkach sreczkach, tak białe szpilki to był kretyński pomysł. I one mogły być umagiczniane, mogły być kurwa robione przez samego mistrzunia krawiectwa czy tam jak się nazywał typo robiącego buty, ale no nie dały rady na Snowdońskie ziemie.

Oczywiście, mówiła tak cicho, sarkała sobie pod nosem, żeby tylko Basilius ją słyszał, bo byłoby źle jakby ktoś z gości usłyszał/zobaczył/wytelekinował trzecim okiem, jak sarka na ilośc natury.

– Pierdole ten las i tę łąkę i to kurwa wszystko. Wdepnęłam w coś i nawet nie jestem pewna czy to była jakaś kupa dzika czy co! – Z Miles wychodził mieszczuch pełną parą, jej znajomość natury ograniczała się raczej do ludzkiej anatomii studiowanej empirycznie latami, oczywiście dla sztuki, wiadomo. – Jakbym miała kiedyś brać ślub to na środku pierdolonej Pokątnej, najlepiej żeby jeszcze ją dodatkowo zabetonować, a bukiet ulepie sobie z papieru. Albo poproszę Bertiego, żeby mi ogarnął, a potem go zjem jak jebana owca. Czy koza. Czy co tam żre papier. – Oczywiście cały czas się uśmiechała, nawet pomachała jakiejś parce, która im się przyglądała nazbyt nachalnie. – Jebane stado jebanych czyściuchów – wyciągnęła z kieszeni fajki, bo na trzeźwo się nie dało, a Morfina kazał jej być kurwa trzeźwą osobą. I czujną. Pierdolił jak jej potłuczony stary, miała tego serdecznie dość. Ledwie rozumiała o czym rozmawiają te egzaltowane dupki. – Mam ochotę urwać się stąd w trybie natychmiastowym, ale nie zrobię tego Ger. – Zaciągnęła się mocno i zdała sobie sprawę z tego, że Liszek umilkł na moment.

Umilkła i ona.

Zadarła głowę.

Mieli nad sobą kolejną roślinę, jakiś wiecheć ustrojony wstążkami.

Zmysł estetyczny Miles koncentrował się wokół dłoni i ludzkiego ciała, więc nie była w stanie docenić dekoracji. Co była jednak w stanie zauważyć to fakt, że Basilius zaczął jakoś dziwnie się zachowywać.

– Ja pierdole, masz tak zesraną minę, jakbyśmy co najmniej stanęli pod jemiołą. – prychnęła pogardliwie zaciągając się znowu. A jakby się tak przebrać? Przecież mogłaby pochodzić w spodniach trochę. Tylko wtedy ta cała baba jaga zwana kochaną cioteczką Ursulą urwałaby jej nogi przy samej dupie. A potem znów spojrzała na te gałązki. A potem znów na Basiliusa, tym razem w bardziej... zestresowany sposób.– Czy Ty... – było kilka momentów, gdzie mogli się wcześniej pocałować. Było. A teraz mieli nad głową jemiołę. Być może. Czy chciałaby, żeby Basilius skorzystał z okazji? Nie wiedziała. Wiedziała? Czy sama chciałaby skorzystać z okazji?

Kurwa mać

– Typie ogarnij się, to nie Yule, żebyś się ze mną publicznie lizał pod krzakiem, już. – wyrzuciła papierosa i złapała go za rękę ciągnąc na parkiet. – Chodź ze mną potańczyć i popodsłuchiwać tych zjebów. – warknęła może trochę za ostro, zbyt twierdząco odpowiadając w głowie na zadane wcześniej pytania. Ani to czas ani miejsce ani okazja ani nic! A jeszcze pół roku temu po prostu by go zapytała w co najbardziej lubi być całowany sugerując, że wcale nie w usta.
Ciężki los... Pierdolone uczucia.– To mój ulubiony numer, ruszaj się! – zakomenderowała dla niepoznaki, nie mogąc przy tym jednak złapać z nim kontaktu wzrokowego. I ten pierdolony rumieniec. Kto wymyślił plenerowe śluby w piździerniku? A nie... to jeszcze wrzesień. Może jej się wydawało tylko, że jest tak zimno wieczorem.
Czarodziej
*sigh*
wiek
30
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Uzdrowiciel
Szczupły i dość wysoki (183 cm) mężczyzna o czarnych lokach i brązowych oczach. Często wydaje się być blady i zmęczony, a jego dłonie są niemal zawsze zimne. Na codzień stara się ubierać w miarę elegancko.

Basilius Prewett
#3
22.12.2025, 23:53  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.01.2026, 13:53 przez Dearg Dur.)  

Basilius jedynie przysłuchiwał się wywodowi Millie z mieszaniną nie do końca zrozumiałych dla siebie samego uczuć, ale z oczywistych względów nie był w stanie jakkolwiek skomentować tych słów, bo we wszystkim przeszkodziła mu ta przeklęta jemioła, która nawet jemiołą nie była. I niestety Millie również zrozumiała z czym kojarzył mu się ten durny krzak.

Typie ogarnij się, to nie Yule, żebyś się ze mną publicznie lizał pod krzakiem.

Millie, chociaż zapewne sam powiedziałby to trochę inaczej, doskonale ubrała w słowa to co próbował powiedzieć samemu sobie przez kilka ostatnich sekund, ale jakoś nie potrafił.

Ogarnij się.

Tak, może jeśli bedzie powtarzał to sobie jej głosem, to będzie jakoś łatwiej.
Może.

– Po prostu patrzyłem na dekoracje – powiedział szybko, może nieco zbyt szybko i  sztywniej niż planował. Zdecydowanie nie było to kłamstwo idealne, czy nawet dobre,  ale miał nadzieję, że skoro sama Millie obecnie dość apodyktycznie ciągnęła go do tańca, to nie zauważy tej drobnej wpadki.

Gdy znaleźli się już na parkiecie zrobiło się... Dziwnie. Niby tańczyli. Niby byli blisko, czego przecież wymagał od nich taniec, a jednocześnie Basilius miał wrażenie, że nigdy tak bardzo, jak dzisiaj nie pilnował tego, aby ta bliskość nie wykroczyła poza to co było wcześniej. Tylko... Co tak właściwie było wcześniej? Nie wiedział, bo wcześniej tak naprawdę nie zwracał na to uwagi. Wcześniej było zdecydowanie łatwiej.
– Wiesz... – powiedział, aby spróbować jakkolwiek skierować tę rozmowę na inne tory. – Przynajmniej jest to lepsze spotkanie z naturą niż Windermere – skrzywił się na myśl o jego fantastycznym urlopie. – Mam w ogóle dziwne wrażenie, że ten niedźwiedź który wtedy na mnie nakrzyczał, nie daje mi o sobie zapomnieć. To znaczy nie on sam. Raczej życie nie daje mi o nim zapomnieć. Na przykład ostatnio byłem na domowej wizycie w Dolinie Godryka i widziałem tam ogłoszenia o zakładzie stolarskim. Miał w nazwie coś z niedźwiedziem i jednym z właścicieli miał tak samo na imię co ten niedźwiedź. To znaczy człowiek, przemieniający się w niedźwiedzia. A potem jeszcze jedna z pacjentek w Mungu, mówiła, że chyba się do nich zgłosi.
Niedźwiedź.
Myśl o każącym ci spierdalać niedźwiedziu, a będzie ci łatwiej.
constant extreme
when sister and brother stand shoulder to shoulder,
who stands a chance against us?
wiek
29
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
snowidz
zawód
Brygadzistka na chorobowym
Drobna (157cm, niedowaga), blada i czarnowłosa, o oczach złotych jak miód.

Millie Moody
#4
14.01.2026, 15:59  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.01.2026, 11:58 przez Millie Moody.)  
Po prostu patrzył na dekoracje i Miles przyjęła to tłumaczenie absolutnie bezrefleksyjnie. To znaczy nie do końca bezrefleksyjnie, ale jakiekolwiek jej się refleksje pojawiały w tym temacie, były zbyt niebezpieczne, zbyt bliskie własnym myślom, na które nie chciała dawać sobie ani jemu ani komukolwiek zgody.

Już wystarczyło jej po ostatniej rozmowie z Peregrinusem a wcześniej z Dorą. Ten wylew emocjonalny był absolutnie nikomu niepotrzebny i już i tak było jej dostatecznie głupio i niezręcznie na zebraniu zakonu, gdy miała poczucie, że jako jedyna podnosi kwestie Basiliusa jako przyjaciela zakonu, który zna ich super super tajną kryjówką i no na litość Matki mógłby już być w tym ruchu oporu, żeby nie bolała ją głowa na temat tego co mogłaby mu mówić, a czego nie.

- Windermere było śmieszne, ziemia mnie tam zjadła i potem beczałam jak debil u Grina, że mnie nikt nie kocha i nikt nie zauważy jak umrę. - Wspomnienie przyszło zniekształcone lekarstwami, które wtedy przyjęła, w sumie nie była do końca pewna co w końcu powiedziała kuzynowi akurat tamtego wieczora. Było tam dużo wody. Czarnej. I był smutek. I… puzzle? Rozpaczliwy pocałunek. Chyba. Nie była pewna. Może byłoby jej łatwiej gdyby zaszyła sobie usta? Ktoś jej kiedyś mówił, że kiedy nie mówiło się wcale, to łatwiej było zapamiętać co się powiedziało. Czy dałaby sobie radę, gdyby nie mówiła?

- Tam ponoć był jakiś pojebany wpływ na głowę, ale ja szczerze mówiąc nie zauważyłam różnicy. - wzruszyła ramionami, uciekając dalej do przeszłości, w której Basiliusa nie było tak blisko, w której nie wiedziała jak pachniał kiedy spał obok niej i Tomasz, w której jego kędzierzawa głowa nie myliła jej się z kędzierzawą głową klątwołamacza też owszem, ale freelancera.

Westchnęła ciężko.

- Spotkałam się wtedy z Atreusem i utwierdziliśmy się w przekonaniu, że nie darzymy się sympatią. To na prawdę dziwne, że mamy namiot z nim i Brenną, nie wiem co autor miał na myśli szczerze mówiąc, chciałabym coś więcej wiedzieć na temat tego ślubu, niż tylko to, że podpisałam garść dokumentów i zostałam zaproszona przez Sebastiana na nauki przedmałżeńskie. Ale no. Emm… - jej noga przypadkiem trafiła na stopę Basiliusa i było jej nawet trochę głupio, ale wciąż mniej niż wtedy, gdy pomyślała, że w sumie jebać wszystko i wszystkich, fajnie byłoby się pod tą jemiołą pocałować.

Mimowolnie oblizała wargi patrząc na moment na jego całkiem przecież przystojną twarz. A potem odwróciła wzrok, bo to przecież i tak nie miało znaczenia. Coś innego. Coś innego. Inny temat do mówienia. Inny do myślenia.

- Jakbym była animagiem to bym chciała być krukiem. To byłoby zajebiste móc latać, przynosić ludziom listy i udawać że wcale nie jest się ptakiem, który ten list przyniosł. Wiesz, relacja na żywo, patrzysz i widzisz czy ktoś realnie się ucieszył albo zmartwił, czy tylko ściemnia w odpowiedzi. Chociaż… patrząc na gwiazdozbiory, które dla nas wybrałam, to powinnam ogarnąć animagię barana. - Zadarła głowę ku niebu, myśląc sobie o tym, czy Tomuś siedzi teraz w Księżycowym Stawie i też patrzy na niebo zamartwiając się, że na tym ślubie coś się odjebie i będzie niebezpiecznie. Oczy ściągnęła jej największa gwiazda, której blask przebijał się przez oświetlenie uroczystości, a na twarzy Miles wypłynął krzywy uśmiech, gdy zdała sobie sprawę, że pomimo malowania nieboskłonu w Księżycowym Stawie na podstawie map od Morpheusa, nadal nie ma pojęcia co im tak dawało po oczach. No poza księżycem, wiadomo, pełnia rządziła się swoimi prawami.

- Ciekawa jestem, czy Ger celowo wybrała datę z pełnią w tytule. Trochę mnie to zdziwiło, bo wydawało mi się, że kumpluje się z Erikiem. - Powiedziała, ciesząc się w sumie, że jest tu z było nie było przyjacielem, któremu mogła powiedzieć takie rzeczy wprost. Gdyby ona brała ślub… wybrałaby pewnie najczarniejszy nów świata. Albo w ogóle nie zwróciłaby na to uwagi. Obie wersje były równie prawdopodobne. Może Peregrinusa poprosiłaby o kosmogram kiedy najlepiej i gdzie najlepiej taki ślub wziąć? Nie żeby zamierzała. - A Ty Basilius? Kiedy zatańczymy na Twoim ślubie? - i znów to samo. Najpierw mówisz potem myślisz. Gdy zdała sobie sprawę, jej twarz pobladła bardziej niż ustawa przewiduje. - Wróć. Kłamałam. Wymazuje. Nie było pytania. - burknęła speszona. - Mów o tym w kogo byś się przemieniał jako animag i czemu byłby to koń. Rumak. Taki czarny. Rosły. Z lokowaną grzywą. - Zawsze podobały jej się konie pociągowe, chociaż nie potrafiła przypomnieć sobie jak one się nazywały tak bardziej profesjonalnie.
Czarodziej
*sigh*
wiek
30
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Uzdrowiciel
Szczupły i dość wysoki (183 cm) mężczyzna o czarnych lokach i brązowych oczach. Często wydaje się być blady i zmęczony, a jego dłonie są niemal zawsze zimne. Na codzień stara się ubierać w miarę elegancko.

Basilius Prewett
#5
18.01.2026, 00:42  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.01.2026, 02:03 przez Basilius Prewett.)  

Basilius był pod całkiem dużym wrażeniem samego siebie, kiedy Millie powiedziała mu tak wprost że po Windermere płakała, że nikt nie zauważy jeśli umrze, a on nawet się nie potknął. To nie było jednak tak, że nie zrobił czegoś, co i tak można było uznać za nieco nieprzemyślaną reakcję, bo z jego ust szybko wymknęły się następujące słowa:
– Ja bym się przejął – powiedział, a potem w obawie, że wprowadzi dziwną atmosferę dodał szybko. – Wiele osób by się przejęło. Na przykład Thomas. I Peregrinus. I każdy inny kto cię zna. Pamiętasz swoje urodziny? Każdy kto tam był na pewno by się przejął. – Najchętniej uciekłby teraz wzrokiem, aby ukryć zakłopotanie, ale dzielnie nie unikał jej spojrzenia, tak aby wiedziała, że wszystko to mówił jak najbardziej szczerze. – W każdym razie rzeczywiście było tam trochę... Pojebanie. – Chyba nie było lepszego słowa, które mógłby w tym momencie użyć. – Nigdy nie zrozumiem czemu tak się nie lubicie z Atreusem i... Czekaj? Co? Nauki przed... – W tym momencie stopa Millie trafiła na jego stopęm – Auł. Żyję. Nie martw się. Nauki przedmałżeńskie?

Przyglądała mu się przez chwilę i w tym momencie naszła go bardzo silna potrzeba powiedzenia jej, że wyglądała naprawdę ładnie, ale zanim był w stanie to zrobić, nagle zaczęli rozmawiać o animagach i chyba powoli zaczynał gubić się w tej rozmowie. I gdyby tańczył właśnie z kimkolwiek innym zapewne wymówiłby się zmęczeniem, które jeszcze mu tak nie doskwierało i usiadłby chociaż na chwilę, aby ułożyć sobie to wszystko w głowie, ale... Nie chciał okłamywać Millie, nawet w tak prozaiczny sposób, jak ten. Czy powinien w ogóle powiedzieć jej w końcu co się z nim działo i czemu teoretycznie mogła mu znowu lecieć krew z nosa? Tak, powinien. Zdecydowanie powinien. Myślał już o tym od jakiegoś czasu i nawet kilka razy zbierał się w sobie na odwagę... A potem przypominał sobie jej płacz przy ostatnim krwotoku, jej słowa i prośby, aby na pewno nie umierał i po prostu nie potrafił tego zrobić.

Szybko więc odrzucił tę myśl i zamiast tego zaśmiał się szczerze, słysząc jej cudowny pomysł na wykorzystanie animagii i jej śladem spojrzał w niebo, szukając tam czegokolwiek co mógłby jej pokazać.
– Hm... Trochę za wcześnie aby znaleźć Barana. Jest ogólnie dość słabo widoczny, alennajlepsze szanse są na to od listopada — mruknął, a jego oczy odruchowo zaczęły szukać największej gwiazdy na niebie, aby móc zatrzymać na czymś spojrzenie. Uśmiechnął się wreszcie gdy ją znalazł, ale ostatecznie nie o niej wspomniał, bo... Bo chociaż znał się dobrze na przyrodzie to jednak skupiał się na jej innych aspektach, niż astrologia i możliwe, że w informacjach, które znał nie znalazło się miejsce dla nazwy największej z gwiazd
– Ale hej. Tam jest Wielki Wóz. Widzisz? I hah... – Ponownie spojrzał na Millie tym razem naprawdę zdziwiony, bo rzeczywiście była pełnia. – Tak, to... Dziwne. I to jeszcze wesele w pełnię przy lesie. Kurwa. Komuś może coś się stać.

I rzeczywiście chwilę później komuś coś się stało, bo przez pytanie o wesele nadepnął Millie na stopę i możliwe, że w przeciwieństwie do niej nieco się zaczerwienił.
– Przepraszam. Ogier... – Wydusił z siebie w końcu, zupełnie jak to nie on. – To znaczy. Tak. Koń brzmi miło, ale chyba wolałbym sam nie wiem. Jakieś mniejsze zwierze, jak... Icarus. To znaczy nie, nie że Icarus jest zwierzęciem. Widzę Icarusa. Z Moną. Nieważne. Koń jednak brzmi dobrze.
W końcu nawet jeśli obecnie nie spędzał wsród nich tak wiele czasu, konie, a wszczególności abraksany, były ważną częścią jego rodziny i możliwe nawet, że w dzieciństwie rozpatrywał przez krótką chwilę zostanie magizoologiem. Jednocześnie nie był jednak całkowicie pewny, czy chciałby się zmieniać w konia, może raczej kota, albo psa? Jednak w jego odpowiedź absolutnie nie chodziło o to, aby powiedzieć prawdę, a aby Bardzo Szybko Zmienić Temat.
Ślub... Heh...
Prawdę mówiąc nie zakładał, że kiedykolwiek weźmie ślub, a przynajmniej nie był to aspekt jego życia, o którym myślał często. Tylko, że... Na pewien dziwny sposób był już zaręczony. Poniekąd. Nic nie było pewne. Millie zawsze mogła przecież poślubić Thomasa, ale skłamałby gdyby powiedział, że ta myśl wywoływała w nim dziwne uczucie, nie ważne o kim z tej dwójki by nie pomyślał.
constant extreme
when sister and brother stand shoulder to shoulder,
who stands a chance against us?
wiek
29
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
snowidz
zawód
Brygadzistka na chorobowym
Drobna (157cm, niedowaga), blada i czarnowłosa, o oczach złotych jak miód.

Millie Moody
#6
19.01.2026, 17:23  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.01.2026, 17:23 przez Millie Moody.)  
Aj tam gadanie

Chciała powiedzieć.

Zobaczyła jego minę i ugryzła się w język, co nie było zbyt częstym zachowaniem panny Moody.

– Bo uważa mnie za pozbawionego wartości śmiecia? – podpowiedziała Basiliusowi, który zapewne miał biegunowo odległe doświadczenia z Atreusem. Cóż, Miles nie była zbyt normalna, jej język pozostawiał wiele do życzenia, aczkolwiek gdzieś kiedyś wydarzyła się taka ich rozmowa, która sprawiła, że wszystkie przepychanki odbierała teraz ze śmiertelną powagą. Nie żeby pamiętała kiedy dokładnie to było.

Może i by powiedziała coś więcej, ale umilkła, gdy Basilius zaczął mówić o gwiazdach. Uczucie komfortu gnieżdżące się w piersi było obce... nie, nie było wcale obce. Tak się czuła nie raz i nie dwa w Księżycowym, gdzie razem odpoczywali, razem śmiali się, walczyli, razem spali.

– Brakuje mi wiesz? Brakuje mi Thomasa. Z nami – przyznała bardzo cicho, na moment, na króciusienieniuńki moment kładąc mu głowę na barku. – Urządzimy sobie jakieś małe party w Księżycowym jak ten ślub się skończy? – zapytała naiwnie, dziewczęco i cicho, zupełnie jakby spodziewała się natychmiastowej odmowy. – Nie wiem jak można byłoby ogarnąć tańczenie we trójkę inaczej niż w kółeczku, ale coś wymyślimy. [b]– I nie narzekaj na konia, bo Thomas dostał ryby. To by było, zamieniasz się w magicznego karpia i padasz na ziemię nie mogąc oddychać, możesz to sobie wyobrazić? A miał być gigantyczny wąż morski. Czy coś. – fantazjowała, czując jak dłonie ześlizgują się z dłoni przyjaciela, jak wolny taniec w ramie, staje się bardziej kołysaniem w ciasnym przytuleniu. Na moment. Na krótki moment. Bezpiecznie. Spokojnie.

Zbyt publicznie.

Gdy tylko zdała sobie sprawę z tego co robi, zainscenizowała teatralne potknięcie się o korzeń (nie ważne że trawa). Absolutnie, nigdy PRZENIGDY nie powinni tak się zachowywać publicznie. Z powodu wszystkich i wszystkiego. Z powodu czystokrwistej karty Prewetta, z powodu zagrożenia, które mogłaby na niego ściągnąć ona, dziewczyna z wymalowaną tarczą strzelniczą na plecach.

– Kurwa sory, wiesz może chodźmy do tych Twoich tam no... brata i tej jego laski. Chyba muszę usiąść na moment. – wyrzuciła z siebie, gdy pomagał jej się podnieść z ziemi. – Chyba zepsułam sobie sukienkę... ale to nic, bo mam drugą na takie okazje! Także no. Wszystko jest w porządku. Wszystko jest w najlepszym porządku. – Uśmiechała się szeroko i sztucznie zaklinając rzeczywistość i rozglądając się w tłumie za drugą parą. Może Mona nie będzie chciała jej zamordować oczami tym razem. Może.

Będzie to jednak skuteczne rozproszenie i coś jej mówiło, coś jej BARDZO mówiło, że Basiliusowi też się przyda... myśleć o czymś innym.
Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Basilius Prewett (1548), Millie Moody (1702)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa