• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn v
1 2 3 4 5 6 Dalej »
[13.10.1972] A long, grey ribbon of time

[13.10.1972] A long, grey ribbon of time
Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / atletyczna sylwetka / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#11
06.03.2026, 19:25  ✶  
Wszystko kręciło się wokół jednej osi - bólu, który stał się moim nowym punktem odniesienia - im trudniej było znieść rwanie szarpiące moje tkanki od środka, tym bliżej świadomości byłem. Czułem każdy moment, w którym gorąco zaczynało promieniować ze środka klatki piersiowej, rozchodząc się falami po całym moim ciele, aż po same koniuszki palców, które drżały na prześcieradle niczym nogi przewróconego owada. Zimno zostawało zastępowane przez gorąco, gdzieś obok wyraźniej tykał zegar - tik-tak, tik-tak - każde uderzenie było jak przekręcanie sztyletem w otwartej ranę. Czy to był zegar w holu? Czy może odliczanie do momentu, w którym bestia znowu wyłoni się z cienia za szafą? Bo ona tam była, czułem jej obecność w każdym cięższym powiewie powietrza, w każdej smudze jasności, która raniła mi oczy.
Słyszałem nierówne, ciężkie kołatanie - bicie serca - nie wiedziałem tylko, czy mojego własnego, czy może tego czegoś, tej istoty, która wciąż czaiła się tak blisko, że czułem ciepło jej oddechu na twarzy. To nie mogło być słońce, słońce nie było tak duszne i ciężkie, to była bliskość czegoś nieludzkiego, co wciąż żerowało na moich wspomnieniach. Próbowałem przywołać panoramę małego miasteczka, białych domków, zielonego pastwiska i spokoju, który tam panował, ale obraz ten za każdym razem coraz szybciej stawał się wyblakły i wypaczony, jak stara fotografia wrzucona do ognia - krawędzie idyllicznej scenerii pod moimi powiekami czerniały, zwijały się, odsłaniając pod spodem mrok korytarza i wystające korzenie, które chciały mnie wciągnąć pod ziemię. Leżałem na czymś miękkim, ale ta miękkość była zdradliwa - przypominała mech porastający stare, spróchniałe pnie w głębi lasu, tam, gdzie słońce nigdy nie docierało.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / atletyczna sylwetka / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#12
06.03.2026, 19:26  ✶  
Zegar na ścianie - o ile to był zegar, a nie miarowe kapanie wody w podziemnej jaskini - wybijał rytm, którego nie potrafiłem policzyć. Raz, dwa, cisza. Raz, dwa, szarpnięcie. „Wdech, wydech” - powtarzałem sobie, ale zapominałem, co następuje po czym. Byłem rozdarty między pragnieniem przeżycia a błaganiem o to, by ta pętla wreszcie się przerwała, nawet jeśli ceną miała być nicość. Czy wydech był tym momentem, w którym dusza opuszczała ciało? Czy to możliwe, by las mnie wypuścił? Czy to możliwe, bym wrócił z tamtej strony granicy? Nie, to nie miało sensu. Każdy oddech był walką z niewidzialnym ciężarem, który siedział mi na piersiach, wpatrując się we mnie ślepiami bez ludzkich źrenic. Nie potrafiłem odróżnić tekstury koca od tekstury sierści. Każdy wdech był walką o odrobinę tlenu w powietrzu nasyconym zapachem palonego mięsa i wilgotnej ziemi. Widziałem przed oczami białe domki z moich snów, ale ich okna były teraz puste i czarne, jak oczodoły trupa. Wszystko, co znałem, rozpadało się, ustępując miejsca dzikiej, nieokiełznanej naturze, która domagała się swojej własności. W uszach wciąż słyszałem gwizd lokomotywy, który powoli zmienił się w długie, przeciągłe wycie - to nie był wiatr w kominie, to był skowyt głodu, który nie został nasycony, i który nie pozwalał zapomnieć mi o brutalności starcia - był jak echo każdego kłapnięcia szczęk i warkotu wydzierającego się z głębi gardła, każda jego fala niosła ze sobą wspomnienie miażdżonego ciała, które teraz, w tym dziwnym bezruchu, próbowało nieudolnie poskładać się w całość.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / atletyczna sylwetka / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#13
06.03.2026, 19:26  ✶  
Biel... Biel domków w oddali, które nigdy nie istniały, biel prześcieradeł stających się całunem, biel kłów błyskających w świetle księżyca, biel moich własnych knykci, gdy zaciskałem palce, i biel mdłego światła, które zwiastowało nadejście kolejnej fali gorąca. Biel kości wystającej z szarpanego mięsa, której nie chciałem widzieć. Biel lilii na pogrzebie, którego jeszcze nie odprawiono.
Czerń... Czerń lasu, który próbował mnie pochłonąć, czerń pod moimi powiekami, gdzie mimowolnie uciekałem przed bólem, czerń gęstego futra i czerń otchłani, w którą wpadałem za każdym razem, kiedy moje serce gubiło rytm. Czerń nocy, która nie chciała się skończyć.
Czerwień... Czerwień posoki wsiąkającej w materac, czerwień zaognionych ran, czerwień polany płynącej zwierzęco-ludzką posoką i czerwień zachodzącego słońca nad londyńskimi przedmieściami. Czerwień gniewu, który nie był wyłącznie mój, a który teraz pulsował w moich skroniach na równi z krwią, jak i ona, nie znajdując ujścia na zewnątrz.
Zieleń... Zieleń mchu, w który wciśnięto mi potylicę, zieleń łąki z majaczeń, zieleń gnijących liści pod paznokciami i zieleń igliwia wbijającego się w otwarte rany. Zieleń lasu, który mnie przeżuł i wypluł, zostawiając mi w ustach metaliczny posmak krwi i żywicy wymieszanej z gorącą śliną.
Srebro... Srebro pajęczyn oplatających sufit, srebro zimnego potu perlącego się na skroniach i srebro księżycowej poświaty zalewającej polanę trupiobladym światłem. Srebrzyste smugi ostrzy przecinających mrok i srebro ciszy, która nastała tuż po tym, jak zamilkł skowyt potwora.
Żółć… Żółć siarki, żółć goryczy podchodzącej do gardła, gdy żołądek boleśnie się kurczył, żółć piachu pod powiekami, drażniącego oczy aż do łez, żółć nie radosnego światła słońca, lecz chorobliwego światła świec i odcienia starego pergaminu, na którym spisano wyrok śmierci, żółć ropy zbierającej się tam, gdzie pazury zdesperowanej, nienawistnej bestii, o równie żółtych ślepiach, zostawiły swoje ślady. Żółć mdłych ścian pociągu, który wywoził mnie z krainy żywych, i żółć wyschniętych traw, na których zostawiłem swoją godność.
I purpura... Głęboka, wręcz królewska barwa siniaków rozlewających się pod tkanką, purpura obrzęku, który dławił moje mięśnie, nie pozwalając im na najmniejszy ruch. To nie była szlachetna barwa, kojarząca się z aksamitem, lecz odcień agonii, wykwitający na moich bokach niczym kwiaty ciemierników, świadectwo siły, która nie chciała mnie zmienić, a jedynie rozerwać na strzępy. Ból miał kolor purpury i pulsował w miejscach, gdzie kiedyś miałem gładką skórę, a teraz ziały postrzępione wyrwy cudzej nienawiści.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / atletyczna sylwetka / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#14
06.03.2026, 19:27  ✶  
Przez gęstą, purpurową mgłę przebił się nowy dźwięk - nie był to świst lokomotywy, skowyt bestii ani szelest liści, lecz jęk sprężyn materaca uginającego się pod czyjąś obecnością. W tej mętnej jasności, która nie była już do końca nasyconą czerwienią wina, nie żółcią słońca i nie srebrem księżyca, lecz odcieniem popiołu, poczułem nagle obok siebie ciężar czyjejś obecności - realny, nieurojony, odmienny od nacisku łap niewidzialnej bestii na mojej piersi - blisko, niemal na wyciągnięcie ręki, chociaż moja dłoń wciąż wydawała się martwa, uwięziona w splotach wilgotnej pościeli. Do moich nozdrzy poniósł się zapach, który nie był krwią ani żywicą - coś domowego, znajomego, co na ułamek sekundy szarpnęło moją świadomością, próbując wyciągnąć ją na powierzchnię. Otworzyłem oczy tylko na ułamek sekundy, ledwie rozchylając powieki, choć nawet ten ruch wydał mi się prawie niemożliwy do udźwignięcia, a jednak…
Sypialnia nie była już lasem, chociaż zapach mchu i krwi wciąż wisiał w powietrzu, gryząc w nozdrza. Nie było już purpury, nie było złota ślepi, został tylko ten stalowy, bezlitosny poblask - świat nie był biały, jak barwa lilii w kaplicy kowenu, zielony ani żółty niczym schnąca łąka, czy czarny jak las nocą, miał barwę stali - brudnej, niepewnej barwy świtu, który wdzierał się do pokoju bez pytania, wyciągając kontury z niebytu. Przez szparę w zasłonach sączyła się mdła, mglista mleczność jesiennego poranka, bezlitosna i chłodna, obnażająca każdy pyłek kurzu wirujący w powietrzu. Ta szarość była jednak o stokroć gorsza od czerni - nie dawała schronienia, tylko wywlekała na światło dzienne wszystko, co dotychczas pozostawało rozmyte, ukazując ruinę powstałą poprzez noc, obnażając kontury rzeczywistości. Czy to ja sprowadziłem ją do naszego domu?
Zanim jednak zdołałem złożyć to pytanie gdzieś indziej, niż w myślach, otaczająca nas poświata zaczęła drżeć i gęstnieć, na powrót przybierając bardziej ołowiany odcień. Moje palce, które przed chwilą czuły miękkość domowej pościeli, znów zaczęły zatapiać się w wyimaginowanym mchu. Świt okazał się tylko krótkim antraktem - popielatość poranka zaczęła brudzić się purpurą bólu i żółcią moich majaczeń, a sufit sypialni ponownie zaczął obrastać zgniłobrązowymi gałęziami. Odpłynąłem w czerń, nie zdążywszy zrozumieć niczego.
Koniec sesji


[Obrazek: 4GadKlM.png]
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (3344)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa