31.10.2025, 21:47 ✶
09.09.1972
Godziny popołudniowe, gdy brat był odnalezion, przyjaciel nakarmion, ale drugi (czy właściwie trzeci w kolejności) jeszcze nie odebran.
Godziny popołudniowe, gdy brat był odnalezion, przyjaciel nakarmion, ale drugi (czy właściwie trzeci w kolejności) jeszcze nie odebran.
Najgorsze były te czarne chmury, które wciąż wisiały im nad głowami. Dzień nie przyszedł, bo czarna zawiesina nie pozwalała na to, żeby przyszedł. Wyglądało to bardziej niż chujowo, ale nie mogła polecieć na miotle do góry i rozpędzić tego ustrojstwa na cztery wiatry. Przysłowiowe.
I mimo swojego temperamentu i ogólnego wkurwienia cała sytuacją, wojną i tymi paskudami śmierciożercami, Milles była zaskakująco spokojna wobec kataklizmu, który dotknął cały świat.
Zrobiła wczoraj co mogła. Dzisiaj od rana sprawdziła jak poradził sobie z nocą jej brat, doglądała oślepionego wybuchem towarzysza broni, a teraz cóż, pozostało jej odebrać Basiliusa z pracy, bo jakoś jej tak chodziło po głowie, że mimo ponad 20 h dyżuru i zapierdalania po chorych, jej przyjaciel nie ogarnie kiedy warto byłoby się zatrzymać, żeby samemu nie stać się pacjentem.
I - trochę zgodnie z przypuszczeniem - nie mogła go znaleźć na oddziale, chociaż ktośtam potwierdził jej że gdzieś na nim powinien być. Korytarze zasrane były rannymi i oczywiście rozumiała, że Prewett miał pełne ręce roboty, ale... jeśli ona o niego nie zadbałaby, to kto by to zrobił?
Wiele by dała, żeby ten dyżur, żeby poprzednia noc wyglądała zupełnie kurwa inaczej, a jednak ten pierdolony V... V...
!Strach przed imieniem