• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Bliskie Okolice Londynu v
1 2 3 Dalej »
[03.10.72 | Avery Hall] Umbrescence

[03.10.72 | Avery Hall] Umbrescence
dragonborn
Ruthlessness
is mercy upon ourselves.
wiek
28
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
właściciel rezerwatu, smokolog, magizoolog
Mający 187cm, o atletycznej budowie ciała i ciemnych włosach. Porusza się ze specyficzną dla niego manierą, która zdaje się przypominać gady; zastygnięty w bezruchu, jakby wyczekiwał potknięcia, obserwując z uwagą otoczenie, tylko po to by nagle zareagować i wprawić ciało w ruch. Posiada parę blizn na ciele, pozostawionych przez spotkania ze zwierzętami. Plecy, lewą stronę obojczyka i ramię pokrywa drobna, szarawa łuska, a jego oczy posiadają pionowe źrenice i trzecią powiekę. Zawsze towarzyszy mu któryś z jego smoczogników.

Leviathan Rowle
#1
16.03.2026, 05:00  ✶  

Nie wyobrażał sobie jak to było obejść się bez swojego pupila tak długi czas, jak musiała to zrobić Astoria. Jakaś jego część mówiła, że to nie było to samo uczucie, które towarzyszyło mu kiedy musiał zostać bez towarzystwa smoczognika. W końcu nazwisko zobowiązywało i uświadczyć Rowle'a bez tego niewielkiego stworzenia, to było jak jakiś Avery nie będzie związany ze sztuką. Ale coś innego, ta głęboko ukryta sympatia i nić porozumienia, jaka wiązała go z Astorią, podpowiadała mu że martwiła się dokładnie tak samo, jak i on by się martwił.

Zabrał jej podopiecznego już jakiś czas temu, zapewniając mu dom i schronienie w Snowdonii. W pewien sposób jaszczurka wróciła do korzeni, bo jakby nie patrzeć to pochodziła przecież z jego hodowli. Szkoda tylko, że okoliczności tym razem okazały się o wiele bardziej przygnębiające i nakazujące ostrożne postępowanie. Podawane mu specyfiki, zadziałały jednak bez jakiegokolwiek problemu. Smoczognik przestał być osowiały, nabrał sił i z nową werwą wzbijał się w powietrze czy wzniecał iskry. Zawsze, kiedy stworzenia którymi się opiekował wracały do zdrowia, czuł że te wszystkie lata spędzone na zgłębianiu tajemnic świata fauny nie poszły na marne. Może nawet można było to nazwać dumą, która powoli rozlewała się przyjemnym ciepłem po całym ciele, pozwalając by skostniały w nim gad zamruczał z zadowoleniem.

Skoro stworzenie poczuło się lepiej, należało oddać je właścicielce.

Avery Hall i posiadłość Rowle'ów pewnie nie mogły się bardziej od siebie różnić. W jednym królowała sztuka, a drugim na każdym kroku dało się uświadczyć przypomnienia, że było to rodzina magizoologów. Stworzenia wyglądały zza każdego rogu i z obrazu. Uwiecznione na płótnach oczy śledziły niemo przechodniów, a rzeźby czy spreparowane okazy pozwalały się podziwiać. Pełno w tym było ciężkich brązów i zieleni, które dopełniały naturalistyczny klimat Snowdonii.

Avery Hall zawsze przypominało Leviathanowi jakieś klasycystyczne dzieło. Sztuka tutaj miała smak i była odpowiednio wywarzona. Rzeźby prezentowały sobą coś więcej, niż zaledwie bycie kolejnymi okazami, a zamknięte w ramy portrety i krajobrazy posiadały w sobie... to coś. Jakąś artystyczną iskrę, w której dało się wyczuć pasję autora i próbę przekazania większych emocji, niż zwykłego uwiecznienia widoku czy stworzenia.

Patrzył na te wszystkie dzieła sztuki z pewnym zastanowieniem, kiedy je mijał. Gdy zdarzało mu się podziwiać jakieś piękne widoki czy zamknięte w ramy obrazy, mimowolnie myślał czasem o Avery - o tym jak ona widziała świat oczami kogoś, kto z tego typu pięknem obcował na co dzień. Czy doceniałaby go w taki sam sposób jak on? A może z miejsca przechodziła do podchwytywania jakichś drobnych detali, które kryły się w światłocieniu lub oddziaływaniu barw. Kiedy nie uciekał myślami do niej, obracał je dookoła Laurenta, kolejnej osoby w jego życiu, która wciąż podtrzymywała jakąś jego wrażliwszą stronę. Która była sztuką samą w sobie.

- Namalowałabyś mi coś? - zapytał z pewnym zastanowieniem, odstawiając klatkę ze smoczognikiem na blat stołu, spojrzeniem jeszcze przez chwilę trzymając się dużego obrazu który zawieszono w centralnym punkcie pomieszczenia. Te, które go otaczały, zdawały się dobrane tak by w naturalny sposób stanowić jego uzupełnienie.

Dzieło sztuki
które chcesz polizać
wiek
24
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
kustoszka sztuki
Brunetka o jasnej cerze i zielonych oczach. Mierzy 166 cm wzrostu przy wadze 50 kg. Bardzo dba o swój wygląd. Poczucie estetyki rozwinięte na wysokim poziomie sprawia, że przywiązuje ogromną wagę do detali - od ubioru, przez makijaż, po dodatki. Ubraniami stara się przykryć swoją niedowagę. Jej arystokratyczna postawa, pełna powściągliwości i elegancji, dodaje jej szyku, co niektórzy odbierają jako dystans i wyniosłość.

Astoria Avery
#2
26.03.2026, 02:23  ✶  
Przywitała Leviathana ciepłym uśmiechem, tym zarezerwowanym dla najbliższych i od razu przeniosła wzrok na klatkę, którą zaraz zresztą odstawił na stół.
- Vulcor! Jak ja za tobą tęskniłam - szczebiotała jak do małego dziecka. - Jak nasz mały pacjent? W pełni zdrów? Mogę go wypuścić? - pytała, ostatecznie uznając przyjaciela za autorytet, który należy słuchać w kwestii smoczogników. Spojrzała z czułością na stworzenie. Miała go zaledwie od kilku miesięcy - zbyt krótko, by nazwać to przywiązaniem na śmierć i życie, a jednak wystarczająco długo, by jego obecność wrosła w jej codzienność. Na początku traktowała go z dystansem, może nawet trochę się go bała, ale po zatrudnieniu wykwalifikowanego opiekuna zobaczyła, że Xander wybrał jej najbardziej potulny egzemplarz, jaki znalazł. Chociaż wciąż jako niebezpieczne zwierzę potrafił być nieprzewidywalny, impulsywny, zdolny do drobnych zniszczeń, które w jej świecie nie miały racji bytu. To jednak z każdym dniem wkradał się do jej serca coraz bardziej. Dlatego jego brak pozostawił po sobie pustkę, która uwierała. Martwiła się o niego, bardziej, niż chciała przyznać. Dopiero kiedy Vulcor poruszył się żywiej, uniósł łeb i przeciął powietrze znajomym, cichym sykiem, coś w niej puściło.
- Muszę powiadomić Doriana, że jego podopieczny wrócił - powiedziała jeszcze, bardziej do siebie niż do niego, bo mimo najszczerszych chęci jej wiedza o magicznych zwierzętach nie była na tyle obszerna, by zapewnić mu najlepszą opiekę. Wolała skorzystać z pomocy profesjonalisty, by zaspokoić wszystkie potrzeby smoczognika.
Przeniosła wzrok na Leviego i skróciła dystans, by objąć go i tym samym wyrazić wdzięczność oraz ulgę. Stanęła na palcach, ale przez różnicę wzrostu i tak potrzebowała, żeby się pochylił do pełnego przytulenia. - Dziękuję. - wyszeptała niby sekret. Wdzięczność nie była czymś, co przychodziło jej naturalnie w takiej formie. Zwykle była ukryta w spojrzeniu, w decyzjach, w rzeczach niewypowiedzianych. Ale przy nim takie gesty były łatwe, niemal naturalne. Co tylko potwierdzało fakt, że gdy komuś naprawdę ufała, opuszczała wszystkie mury wokół siebie i pozwalała sobie na pokazanie tej miękkiej i czułej  wersji siebie.
Jego pytanie sprawiło, że drgnęła wyraźniej. Odsunęła się na bezpieczną odległość i spojrzała na niego uważniej, jakby chciała upewnić się, że mówi poważnie. Malowanie nigdy nie było dla niej czymś lekkim, czymś, co można było po prostu ofiarować. Każde płótno było walką - z własnymi oczekiwaniami, z wizją, która nigdy nie była wystarczająco doskonała, z nieustannym poczuciem, że można było zrobić więcej, lepiej, precyzyjniej. Nigdy nie była zadowolona. I to własnie był jeden z powodów dlaczego nigdy nie pokazała swoich prac.
- Czemu, zacząłeś interesować się sztuką? - odbiła pytanie, ze zdziwieniem obserwując, jak wodzi spojrzeniem po obrazach w pomieszczeniu. Czy mogła spróbować? Perfekcja była czymś, do czego dążyła, ale co nieustannie wymykało się jej z rąk, zostawiając po sobie tylko frustrację i chłodną ocenę własnych błędów. To oznaczało, że musiałaby oddać w czyjeś ręce fragment siebie, który w jej własnym odczuciu wciąż wymaga poprawek.
- Co by to miało być? - zapytała jeszcze, jakby walczyła sama ze sobą o tę decyzję, która w teorii powinna być prosta, ale w praktyce wymagała od niej zmierzenia się z wewnętrznymi demonami. Jej spojrzenie, wcześniej uciekające, wróciło w końcu do niego.


!Jajo z kalendarza


learn the rules
then
break some

Czarodziejska legenda
Przeciwności losu powodują, że jedni się załamują, a inni łamią rekordy.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Los musi się dopełnić, nie można go zmienić ani uniknąć, choćby prowadził w przepaść. Los objawia nam swoje życzenia, ale na swój sposób. Los to spełnione urojenie. Los staje się sprawą ludzką i określaną przez ludzi.

Pan Losu
#3
26.03.2026, 02:23  ✶  
Jajo, w którego posiadanie wszedłeś, musiało być częścią eksportu zza Żelaznej Kurtyny. Po mieście szepta się o nich sporo późniejszą jesienią - sprzedawcy mówili półgębkiem o nowym imporcie ze wschodu, bez precyzowania, czy to eksperyment jednego z polskich sanktuariów leśnych, czy przyjechały tutaj zza Uralu. Być może to sprawa do zbadania, ale skoro już wszedłeś w posiadanie tego przedmiotu, cóż... dlaczego miałbyś je oddawać i zadawać służbom pytania? Mógłbyś spróbować je wykluć, albo poprosić znajomego o pomoc.

Jajo może zostać wyklute przez każdego z wiedzą przyrodniczą na poziomie ◉◉○○○ lub wyższym. Jest brązowe, chropowate i przypomina strukturą szyszkę. Wyklucie go wymaga wrzucenia go w leśną ściółkę. Po zrobieniu tego odczekaj dobę (fabularną), pozwól mu poleżeć w stercie liści.

Kiedy wyciągniesz jajo ze ściółki, dostrzeżesz na jego powierzchni drobne pęknięcia, z których sączy się żywica. Właśnie wykluwało się z niego jakieś stworzenie! Musiałeś dać temu czas, ale wreszcie zgrubiałą skorupkę przebił maleńki dziób sowy pocztowej.

Ptak, w którego posiadanie wszedłeś jest magiczny. Kiedy podrośnie, jego pióra staną się brązowe, z drobną, zielonkawą naleciałością przypominającą mech, układającą się we wzory przypominające słoje drzew. Jej oczy są złociste i głębokie, przypominające parę bursztynów. To bardzo cichy okaz, czasami sam zapominasz o jego obecności. Siedząc na gałęzi drzewa lub pośród liści krzewu, sowa ta staje się niewidoczna.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Astoria Avery (517), Leviathan Rowle (493), Pan Losu (212)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa