• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
1 2 3 4 5 … 11 Dalej »
lato 1972, 31 sierpnia // Dægberht & Laurent

lato 1972, 31 sierpnia // Dægberht & Laurent
oceanic feeling
Wipe the feet, the knees
Crawl to angry sea
I feel trampled here

The night just cradle in me
wiek
28
sława
IV
krew
czysta
genetyka
bezpieśny
zawód
wagabunda, twórca
Niesamowicie piękny człowiek. 179 centymetrów wzrostu; długie, lekko falujące się, brązowe włosy. Srebrzyca. Czasami jego oczy w świetle mogą wydawać się złote, ale to iluzja optyczna. Sporadycznie kilkudniowy zarost. Kilka blizn, które zdobył na morzu, większość zakryta runicznymi tatuażami zamkniętymi w kołach. Nie używa żadnych perfum - czuć od niego pot, morze, alkohol i las.

Dægberht Flint
#1
02.04.2025, 00:46  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 02.04.2025, 00:54 przez Dægberht Flint.)  
rankiem 31 sierpnia 1972 roku
w mieszkaniu przy Alei Horyzontalnej

W jakim miejscu mógł mieszkać ktoś taki jak Dægberht? Ludzie często wyobrażali sobie, że żyje na statku przycumowanym w dokach lub knajpie rodzinnej na Isle of Dogs, on jednak nie zniósłby ani jednego, ani drugiego. Czasami musiał odpocząć od wody. No i zawsze, absolutnie zawsze potrzebował odpoczywać od swojej rodziny. Niechęć do spędzania z nimi czasu nie wynikała z braku sympatii ani nienawiści - wręcz przeciwnie, cenił i swoich rodziców i dalszych krewnych, szanował swoją byłą żonę, kochał córkę - ale nigdy nie był kimś wybitnie rodzinnym.

Jego egzystencja była wielkim, silnym umiłowaniem wolności. Taką wolność oferowało mu to miejsce. Mieszczące się na poddaszu mieszkanie w starej kamienicy przy Alei Horyzontalnej nie było jego własnością. Wynajmowali je w trójkę - on, Viorica i Scylla - bo czwartego lokatora nie udało się znaleźć. Jako ich reprezentantka, Viorica Zamfir widniała na szklanej tabliczce adresowej we wnętrzu klatki schodowej. Flintowi wydawało się, że w jakiś sposób tego chciała. Nawet jeżeli to było złudzenie, mogła poczuć się przez chwilę jak ktoś, kogo było na takie lokum stać. Ale to było kłamstwo. Na pocieszenie - może żadne z nich nie było kimś wybitnie bogatym, ale posiadali coś ważniejszego niż pieniądze - ta przestrzeń posiadała urzekającą, przytulną atmosferę, która krzyczała wręcz: oto dom ludzi, którzy wiedzą, jak żyć.

To miejsce nie posiadało surowego porządku, ale tętniło pozytywną energią. Bo to była trójka wariatów. Widząca ucząca się fachu od celebryty, zbierająca robactwo wszelkiej maści. Dægberht tytułujący się szeregiem przeróżnych zawodów, modlący się na balkonie noc w noc, jakby nagle miało to przynieść Londynowi spokój. Viorica, wiecznie marząca o byciu kimś więcej niż była i pakująca się przez to w obrzydliwe kłopoty. Szpilki do włosów, szpilki do motyli, szpilki do wkłuwania w składniki alchemiczne, żeby nie rozpadły się w wywarze i łatwiej było je wyciągnąć. Tutaj obcęgi, tam niedomyty kocioł. Skarpetki porzucone tu i ówdzie. Wypalone świece przyklejone do parapetu przy wiecznie roztwartej okiennicy, przez którą do rozgrzanego salonu wpadało świeże, zimne powietrze, kontrastujące z duszącą temperaturą od nagrzanego, blaszanego dachu. Splatało się tutaj tyle różnych charakterów... Dębowe stoły i krzesła nosiły znamiona pracy, plamy, jedno było nawet nadgryzione przez chrząszcze, które kiedyś uciekły Scylli z terrarium. Półki i kredensy zastawione były mieszanką flakoników, chaotycznie rozłożonych ksiąg, zasuszonych ziół. Stół miał ślady po lutowaniu absurdalnej ilości srebrnych pierścionków. Kuchenna wyspa zawsze była w ruchu i teraz również będzie, bo może żadnej z kobiet teraz tutaj nie było, ale gościa miał nieobecny często Flint. A może raczej gościnię.

- Laurent - zaświergotał, witając ją w drzwiach i delikatnie objął ją ręką, nim wpuścił dziewczynę do tego ich małego świata. Duże, wpuszczające dużo słońca okna były nieco przysłonięte grubą, ciężką zasłoną. Oczy mu jeszcze nie przywykły do funkcjonowania w Londynie. - Właśnie wstawiłem wodę na herbatę. - Uśmiechnął się serdecznie, zamykając za nim drzwi, ale nie pomagając mu w niczym. Ani w odwieszeniu ewentualnego odzienia wierzchniego, ani w odnalezieniu się w tym miejscu, chociaż gospodarze zwykli zalewać innych masą pytań i zapewnień, że nie - nie musieli ściągać butów. Ale tym razem może jednak musieli, bo Flint chodził tutaj boso. Odziany w długie, wzorzyste, materiałowe spodnie i białą koszulę wyglądał trochę jak ktoś ubrany w nieco za duże ubrania, ale on nigdy nie wyglądał szczególnie normalnie. Bardziej podobała mu się moda z dalekich stron, niż ta czysto brytyjska - zapewne przez brak kolorów. A to był najkolorowszy ptak w okolicy - z dumą prezentujący mu wiszącą nad kominkiem mapę świata, do której przybił właśnie nową szpilkę. - Zapomniałem to zrobić. Niedługo zabraknie miejsc, w których nic nie zbroiłem. - I faktycznie, wbita w mapę pinezka była jedną z tak wielu, że ciężko było na pierwszy rzut oka oszacować ich ilość. Można było za to oceniać tę nie mającą żadnego rytmu przestrzeń pachnącą solą, dymem, cytrynowym eliksirem na przeziębienie i kadzidłem, które miało oczyścić ją ze złej energii.

Było tu wiele opcji, żeby usiąść - na krześle przy stole, przy wyspie kuchennej, na sofie naprzeciwko kominka, lub na poduszkach rozlokowanych na wzniesieniu przy największym oknie - miejscu, które musiało być świadkiem tysięcy wieczornych rozmów.


Matka nadała mi takie imię,
żeby poprawnie wymawiały je tylko drzewa i wiatr
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#2
22.12.2025, 21:38  ✶  

Laurenta nietrudno było oczarować swoją osobą. Były jednak takie osoby, które rzucały czar o wiele silniejszy od innych.

Czasem nie wiesz, czego się spodziewać, kiedy idziesz do kogoś w gościnę. Nie wiesz, jak się przyszykować, jaka to będzie okazja, co przynieść w swoich dłoniach, bo przecież nie wypadało stawić się bez żadnego prezentu. Mimo to jednocześnie nie wiesz, co w kupnie byłoby najlepsze - uświęcone przez kowen świece, słoik dobrej herbaty, czy może jednak wino, które było najbardziej neutralnym prezentem, jaki można było wybrać w dzisiejszych czasach. Ostatecznie stanęło na czarnej herbacie z drobinami suszonych płatków dyptamu, fiołków i figi abysyńskiej. Nie był nawet pewien, czy w tym niesamowitym umyśle Daegberhta było miejsce na opary procentowe, czy może tylko na opium. Na końcu nawet gotów był uwierzyć, że całe swoje życie marynarz pozostawał trzeźwy - a upijał go tylko wiatr i oceaniczne fale. Więc tutaj nie wiedział, czego się spodziewać, a mimo to - czuł się zaskoczony. Na jakiej zasadzie ten proces działał? Jesteś gotów na wszystko, a kiedy już docierasz to okazuje się, że na nic nie byłeś gotowy. Lazur jego oczu opływał już różne wnętrze - te bardziej gustowne i te bardziej... charakterystyczne. Za każdym jednak razem, kiedy widział bałagan, nie był pewien, co ma zrobić. Czy to komentować? Nie wypada. Zostawić więc dla siebie? Byle wtedy ostrożnie się poruszać, bo nie wiadomo było, na co trafisz w kolejnym kroku, ani do czego mogły się przylepić twoje buty... wszystko jednak po kolei.

Na początku był czar silniejszy od innych.

Delikatność urody Flinta opisana była tym, co kochał najbardziej - tchnieniem wiatru i morskiej piany. I choć fale nie kojarzyły się z łagodnością, to bardzo trafnie kojarzyły się z siłą charakteru. W tej delikatności nie brakowało tego, co sprawiało, że wbijał się w umysł jak herbaciana łyżeczka w płynny miód. Jak miód zadziałał i na selkie, która uśmiechnęła się niewinnie, jak speszona, zagarnęła kosmyk włosów za ucho (a nawet nie było czego zagarniać) i przekroczyła próg tajemniczo opisanego domostwa. Mieszkania? Do kogokolwiek należało to miejsce. Bo chyba nie było tak, że Flint się tutaj włamał i mieszkał na krzywą... twarz, prawda?

- Jak dobrze cię widzieć... - Odparł ciepło, wyciągając elegancki pakuneczek ze słoiczkiem herbaty wewnątrz. - Dla ciebie. - Tak, jakby to nie było oczywiste... ale przy Flincie niewiele rzeczy było oczywistych. Tymczasem Laurent zatrzymał się przy tych drzwiach, niepewny co do dalszych kroków i próbując tak wyczuć otoczenie, jak i samego gospodarza. Zrozumieć oczekiwania wobec niego i zasady tego miejsca, które nie zostały podane na tacy. Może parzone były właśnie w herbacie..? Powoli ściągnął buty i starał się... podążać śladami Flinta. - Och... to jest... piękne. - Zalśniły mu oczy, kiedy wyobraźnia powiodła go bardzo dosłownie śladami marynarza - tym razem tymi morskimi. Tknęło go przy tym to, jak sam... niewiele miejsc widział i odwiedził, a jak już odwiedzał to rzadko tylko dlatego, że po prostu... mógł, chciał, bo był na to czas. Rozejrzał się po wnętrzu, w którym dla niego panował zupełny chaos i miał ochotę zapytać, dlaczego skrzat tutaj nie posprząta, albo on sam... ale nie zrobił tego. Więc jak to działało, że Edward tak wiele mówił, że pieniądze świat kupują - ale jakoś nie kupiły tych miejsc na mapie. Wrócił oczyma do mapy, żeby spojrzeć, w jaki punkt teraz Flint wbił swój triumf, gdzie odcisnął swój ślad. - Mam nadzieję, że będę miał okazję usłyszeć o twojej ostatniej przygodzie.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
oceanic feeling
Wipe the feet, the knees
Crawl to angry sea
I feel trampled here

The night just cradle in me
wiek
28
sława
IV
krew
czysta
genetyka
bezpieśny
zawód
wagabunda, twórca
Niesamowicie piękny człowiek. 179 centymetrów wzrostu; długie, lekko falujące się, brązowe włosy. Srebrzyca. Czasami jego oczy w świetle mogą wydawać się złote, ale to iluzja optyczna. Sporadycznie kilkudniowy zarost. Kilka blizn, które zdobył na morzu, większość zakryta runicznymi tatuażami zamkniętymi w kołach. Nie używa żadnych perfum - czuć od niego pot, morze, alkohol i las.

Dægberht Flint
#3
31.03.2026, 12:57  ✶  
Flint w całej swojej ekscentryczności, pozostawał kimś, kto wyraźnie nie próbował nikomu imponować. I to było dziwne – prawdopodobnie (nawet mimo teorii o świecie zahaczających o obłąkanie) to właśnie było jego największym dziwactwem – bo po to się pisało wiersze, żeby je czytano, po to przynosiło się ludziom opowieści, żeby ich słuchano... Właściwie wszystko, czego się dotykał należało do kategorii rzeczy, które kojarzyły się (bardzo słusznie) z celowymi próbami błyszczenia w oczach innych. On jednak robił niektóre rzeczy jakby bezwiednie, a kiedy człowiekowi wydawało się, że nauczył się jego języka i zrozumiał w jaki sposób odbierać jego zachowania i sztukę, on nagle stawał się kimś odległym. Uciekał od rodziny i przyjaciół jak morskie fale – wybierał kiedy chce niespokojnie rozbić się o ich brzeg, a kiedy uspokoić się lub cofnąć daleko – tak by innym pozostawało jedynie oczekiwanie w tęsknocie i cisza. Odpływ kiedyś się kończył. Nie każdy jednak miał cierpliwość do gonienia za czymś nieosiągalnym.

Pojawił się więc uśmiech – tryskały z niego entuzjazm i wdzięczność, które uleciały z niego dokładnie w momencie odwrócenia głowy w bok, aby podążyć za dźwiękiem czajnika z gotującą się wodą. Odpływ. Kiedy stracił tobą zainteresowanie, wymykał się jak piasek przesypujący się między palcami. Był tak zainteresowany przyrodą i światem, aby wytatuować na ciele dziesiątki pieśni pochwalnych Matki. Był jednocześnie tak ślepy, aby nie zauważyć dyskomfortu Laurenta znajdującego się w domu ludzi, którzy robili dokładnie to, co chcieli robić i nie bali się usiąść na siedzisku przy oknie w butach.

– Oh, uwielbiam herbatę – powiedział, znikając na moment w pochyleniu za kredensem, bo tam właśnie znajdował się kominek, na którym grzał im wodę. – Przetestujemy ją więc – postanowił i postawił prezent obok dwóch naszykowanych wcześniej filiżanek.

A później nastąpił przypływ.

Jego wzrok wrócił do Laurenta, żeby skrzyżować ich wspomnienia. Przepiękne tafle brązowych włosów zdobiące jego niecodzienne oblicze oprawiły jego twarz w ramkę. Flint był pełen pięknych kontrastów – opalona skóra przypominająca o latach spędzonych w słonecznym Kairze i pochodzeniu noszącym w sobie wspomnienia bezkresnych gorących pustyni, konkurowała ze srebrnymi, zimnymi tęczówkami charakterystycznych dla lokalnej choroby. Kiedy światło słońca uderzało promieniami w skórę pokrytą srebrzycą, ta zdawała się błyszczeć niczym łuska – to pewnie dlatego mężczyzna nigdy nie pogodził się z odejściem Wulfwyn. Przypominało mu o niej każdej spojrzenie w lustro.

– Oooczywiście! – Rzucił śpiewnie. – Przyznam ci nawet, Laurent, że chociaż nie robiłem tego wcześniej i ograniczałem się do pisania o podróżach w pieśniach i wierszach, chyba zmieniłem nieco nastawienie i stworzę o tym artykuł do któregoś z brytyjskich czasopism. Udało mi się w tym roku przywrócić do cyklu wiele dusz, być może wieść o tym pomogłaby mieszkańcom Londynu w zdobyciu odrobiny nadziei w obliczu… – końca świata, chciał dokończyć. List Victorii był pełen bólu i obaw, Flint nie potrafił nie myśleć o niej, kiedy tkał swoje wyobrażenia o stanie lokalnej wiary.

Pobladł, kładąc dłoń na przybrudzonym przez Scyllę blacie. Widać było, że odpłynął. Kiedy się ocknął, jego twarz na powrót przybrała rumieńców.

– Ahhh, no cóż – pogładził się po włosach, po czym zalał im tę herbatę. – Często bywasz w Londynie? Zastanawiałem się, czy nie wyrwałem cię z dobrego miejsca zapraszając do stolicy. – Miasto kojarzyło mu się z brudem – Laurent z lasami Keswick i brzegiem morza.

Nie wydawał się przejęty jego skrępowaniem. Przywykł do tego, aby dawać rzeczom, zdarzeniom, ludziom... płynąć. We własnym rytmie. Ciężko mu było pojąć powszechne definicje niezręczności.

@Laurent Prewett


Matka nadała mi takie imię,
żeby poprawnie wymawiały je tylko drzewa i wiatr
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Dægberht Flint (1249), Laurent Prewett (565)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa