11.12.2025, 10:55 ✶
1971, Yule
Yule nigdy nie było jego ulubionym świętem. Myślał o tym, gdy wiązał krawat przed lustrem w domu rodziców. Patrzył na swoje odbicie pustym wzrokiem, myślami będąc zupełnie gdzie indziej. Ostatnio wszystko szło tak dobrze, że mimo wątpliwości miał całkiem dobre przeczucia co do tej kolacji. Dom jego rodziców był przystrojony - matka uwielbiała Yule. Skrzaty krzątały się już od ponad tygodnia, przystrajając dach i wnętrze, a także sprzątając prawie że dwa razy dziennie. Jego matka nie zniżyłaby się do robienia tego ręcznie, nawet przy użyciu magii. A jednak nadzorowała wszystko, nie pozwalając nikomu wcinać się w jej wizję.
- Nie nie, te kieliszki powinny stać dalej od talerzy - ojciec próbował jej pomóc, ale gdy dostał srogi opierdol za przesunięcie talerzyków nie w tę stronę, zrezygnował. Poszedł się uszykować, a Rodolphus i Rabastan zniknęli w swoich pokojach, nie chcąc wchodzić pani domu w paradę. Prezenty już dawno były zapakowane i znajdowały się pod srebrzystą choinką. Pozostało tylko zjawić się na kolacji, która zacznie się... Zerknął na zegarek. Za pół godziny.