16.01.2026, 02:12 ✶
Ostatnio doszły go słuchy, że oto Dziurawy Kocioł wprowadził nową, sezonową, super ważną ofertę, z której absolutnie należało skorzystać!! Tak przynajmniej dało się usłyszeć od pewnie jakichś naganiaczy, których opłacił właściciel knajpy, no i też wyczytać na ulotkach przyczepionych do szyb lokalu. Oto bowiem Dziurawy Kocioł otwierał się na nowe doznania i postanowił, że zacznie długie przygotowania do sezonu zimowego, w który najwyraźniej planował wejść pełną parą w towarzystwie specjalnie opracowanej receptury grzańca.
Zacharego nie trzeba więc było namawiać dwa razy, chociaż po prawdzie to sam siebie musiał namawiać, żeby wreszcie było mu do pubu po drodze. Minął tydzień, może dwa, od kiedy pierwszy raz usłyszał o tym nowiutkim, fantastycznym napoju, ale wreszcie pojawił się na miejscu.
Za każdym razem fascynowało go jak bardzo Dziurawy Kocioł się nie zmieniał. Od kiedy tylko pamiętał, wszystkie deski skrzypiały tak samo, było dokładnie tak samo brudno, kelnerka była równie niemrawa i zniechęcona do pracy, a powietrze miało niemal swój własny smak. Co prawda nie tak podły jak na Nokturnie, ale dało się wyczuć te charakterystyczne nuty. Teraz przykryte były intensywnym cynamonem i goździkami.
Podszedł do baru i zamówił, obdarzając Agathę krótkim, grzecznościowym uśmiechem, bo nie ważne ile razy robił do niej podejście, była tak samo sceptycznie nastawiona. Tak samo za czasów szkolnych, jak i teraz. Kiedy więc podała mu kubek, kiwnął jej głową, jako że na zdrowie i upił parę łyków.
Mogło być - średnie, intensywne w smaku, ale też nie takie że jego kubki smakowe właśnie namawiały żołądek do szybkiego rzyga. Sączył więc winiacza powoli, siedząc na wysokim stołku przy barze i trochę tę Agatę próbował zagadywać, chociaż była to wyraźnie jednostronna rozmowa. Wreszcie dopił, podziękował i poszedł, nie zamierzając nikomu polecać jak na razie testowanej receptury.
Zacharego nie trzeba więc było namawiać dwa razy, chociaż po prawdzie to sam siebie musiał namawiać, żeby wreszcie było mu do pubu po drodze. Minął tydzień, może dwa, od kiedy pierwszy raz usłyszał o tym nowiutkim, fantastycznym napoju, ale wreszcie pojawił się na miejscu.
Za każdym razem fascynowało go jak bardzo Dziurawy Kocioł się nie zmieniał. Od kiedy tylko pamiętał, wszystkie deski skrzypiały tak samo, było dokładnie tak samo brudno, kelnerka była równie niemrawa i zniechęcona do pracy, a powietrze miało niemal swój własny smak. Co prawda nie tak podły jak na Nokturnie, ale dało się wyczuć te charakterystyczne nuty. Teraz przykryte były intensywnym cynamonem i goździkami.
Podszedł do baru i zamówił, obdarzając Agathę krótkim, grzecznościowym uśmiechem, bo nie ważne ile razy robił do niej podejście, była tak samo sceptycznie nastawiona. Tak samo za czasów szkolnych, jak i teraz. Kiedy więc podała mu kubek, kiwnął jej głową, jako że na zdrowie i upił parę łyków.
Mogło być - średnie, intensywne w smaku, ale też nie takie że jego kubki smakowe właśnie namawiały żołądek do szybkiego rzyga. Sączył więc winiacza powoli, siedząc na wysokim stołku przy barze i trochę tę Agatę próbował zagadywać, chociaż była to wyraźnie jednostronna rozmowa. Wreszcie dopił, podziękował i poszedł, nie zamierzając nikomu polecać jak na razie testowanej receptury.
Koniec sesji