Stosunkowo wysoki, bo mierzący sobie 187 centymetrów wzrostu. Szczupły, stosunkowo wysportowany, o burzy kręconych, ciemnobrązowych włosów. Na świat patrzy ciemnymi, niemal czarnymi oczami. Posiada bliznę biegnącą przez prawy łuk brwiowy, na pierwszy rzut oka od jakiegoś rozcięcia. Oprócz tego na całym ciele można dostrzec charakterystyczne blizny od porażenia elektrycznością.
Długie blond włosy, lekko falowane, zwykle są rozpuszczone. To, co przykuwa uwagę to nienaturalne, srebrne oczy oraz wędrujący srebrny rumień na prawej ręce - objaw srebrzycy. Sylwetka szczupła, zwykle odziana w dobrej jakości ubrania, podkreślające talię i długie nogi. Piegi na nosie i policzkach dodają jej uroku, ale lwia zmarszczka pojawiająca się na czole świadczy o tym, że kobieta często się denerwuje. Ma około 170 cm wzrostu.
jak Ci minęło Mabon? U mnie był dramat. Chyba muszę to rozchodzić i zapić. Kiedy jesteś wolny?
Lotte
kasjusz burek
heis–anabyss
wiek
27
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
złotnik/syn swego ojca
Zielono-niebieskie bystre tęczówki spoglądają na otaczający go świat z rezerwą, chociaż gdzieś głęboko można dostrzec błysk, który towarzyszył im nieustannie jeszcze kilka lat temu. Przeważnie porusza się o lasce – bez niej kuleje – ciągnie protezę za sobą, bo ta na zawsze pozostanie obca. Jest wysoki (191 centymetrów wzrostu) oraz postawny, a szerokie barki dalej przypominają te należące do doświadczonego w boju pałkarza. Mówi spokojnie; nigdy nie podniesie na swego rozmówce głosu. Jego ubiór jest do bólu praktyczny i zwyczajny, a palce, oprócz sygnetu rodowego nie przyozdabia biżuteria. Pachnie pergaminem, dymem żarzącego się w pracowni ognia i miętą.
Do listu dołączono bardzo ładne i solidne gwoździe oraz taki se lampion. Spostrzegawcze oko, będzie w stanie zauważyć coś, co przypomina penis, wyryte w skórce warzywa, ukryte sprytnie pomiędzy zdobieniami dla niepoznaki.
25.10.72
Zach,
Może zamiast goblinić to wydałbyś swoje własne, ciężko zarobione galeony, zamiast żerować na ciężkiej pracy własnego brata i zmuszać go do wysiłku. (O ile z gwoźdźmi nie było problemu, to ten lampion? Chyba sobie żartujesz, że będę wkładał łapę w dynię.)
Gwoździe mi na szczęście wyszły, lampion trochę gorzej, ale i tak nie jest tak źle, jak na robienie czegoś takiego po raz pierwszy.
Mam nadzieje, że Twoje wspaniałe dziecię jest zdrowe. Przyprowadziłbyś je do mnie czasem.