29.03.2026, 15:41 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 29.03.2026, 16:25 przez Henry Lockhart.)
Prychnął na słowa Hannibala. Nigdy by celowo nie zrobił złego zdjęcia. Był profesjonalistą.
– Robię dobre zdjęcia, po prostu ci ludzie nie umieją przez kilka sekund pozostać bez ruchu. Niektórych aparat po prostu nie lubi, a wszelkie moje wskazówki nie pomagają, bo są osoby, które po prostu zawsze wiedzą lepiej. Ze spontanicznymi zdjęciami nie ma zwykle problemu, to trochę inna technika, ale pozowane wymagają współpracy obu stron. Zresztą Ellie może o tym opowiedzieć od drugiej strony.
Nie wiedział, czy nie zabrzmiał zbyt poważnie, defensywnie. A może po prostu asertywnie? Cóż, przyszedł kolejny temat, na który mógłby się rozgadać i zapewne zanudzić wszystkich na śmierć. Bo prawda była taka, że nikt realnie nie chciał słuchać o przyrządzaniu carbonary.
– Czarodziej nie zdradza swoich sztuczek – uciął temat, uśmiechając się lekko. – Mógłbym kiedyś za to ugotować carbonarę dla was wszystkich.
Zawsze lubił gotować dla innych. Wspaniałe było, jak ludziom smakowało, co przygotowywał. Sprawiał im tym radość.
Zauważył, że zarówno Hestia, jak i Jessie byli zmieszani sugestiami Electry i Hannibala. Najbardziej uderzyło go jednak, co Han powiedział Bletchley. Że niby miał fory? Dlaczego tak do niej mówił? Bawiło go wprawianie ją w zakłopotanie? A może naprawdę chciałby z nią... Nie. Oni do siebie tak gruntownie nie pasowali. Sama myśl o takiej możliwości jakoś niezwykle Henia zirytowała. Nie wiedział nawet do końca, dlaczego. W końcu nie była to jego sprawa. Może przez to, że Hannibal chodził podobno z wieloma dziewczynami i mógłby nie potraktować Hesi poważnie? Że potraktowałby ją jak kolejny miłosny podbój? Czy w ogóle chodziło tu o Hannibala, czy może o samo to, że wśród jego przyjaciół mogłaby się pojawić taka relacja? Choć Henio nie miałby nic przeciwko, gdyby chociażby Electra i Jessie się ze sobą zeszli. Nie wiedział, o co mu do końca chodziło, ale ten płomyczek gniewu był prawdziwy i jednocześnie dość obcy.
Nie skomentował jego słów. Wpatrywał się przez chwilę w stojący przed nim kufel z grzanym winem. Sam poczuł lekki rumieniec na twarzy. Podniósł wzrok dopiero, gdy Hestia opowiedziała o swoich paznokciach, o tym jak odzwierciedlały jej emocje. Uśmiechnął się do niej. Złe emocje przeminęły.
– To nic złego, Hesiu. Serio – powiedział jej.
Potem jednak zdarzył się mały wypadek, dziewczyna wyszła, bez niej zrobiło się troszkę pusto. Henry postanowił już nie wtrącać się na tę chwilę w rozmowę. Skoncentrował się na sączeniu korzennego, grzanego wina.
– Robię dobre zdjęcia, po prostu ci ludzie nie umieją przez kilka sekund pozostać bez ruchu. Niektórych aparat po prostu nie lubi, a wszelkie moje wskazówki nie pomagają, bo są osoby, które po prostu zawsze wiedzą lepiej. Ze spontanicznymi zdjęciami nie ma zwykle problemu, to trochę inna technika, ale pozowane wymagają współpracy obu stron. Zresztą Ellie może o tym opowiedzieć od drugiej strony.
Nie wiedział, czy nie zabrzmiał zbyt poważnie, defensywnie. A może po prostu asertywnie? Cóż, przyszedł kolejny temat, na który mógłby się rozgadać i zapewne zanudzić wszystkich na śmierć. Bo prawda była taka, że nikt realnie nie chciał słuchać o przyrządzaniu carbonary.
– Czarodziej nie zdradza swoich sztuczek – uciął temat, uśmiechając się lekko. – Mógłbym kiedyś za to ugotować carbonarę dla was wszystkich.
Zawsze lubił gotować dla innych. Wspaniałe było, jak ludziom smakowało, co przygotowywał. Sprawiał im tym radość.
Zauważył, że zarówno Hestia, jak i Jessie byli zmieszani sugestiami Electry i Hannibala. Najbardziej uderzyło go jednak, co Han powiedział Bletchley. Że niby miał fory? Dlaczego tak do niej mówił? Bawiło go wprawianie ją w zakłopotanie? A może naprawdę chciałby z nią... Nie. Oni do siebie tak gruntownie nie pasowali. Sama myśl o takiej możliwości jakoś niezwykle Henia zirytowała. Nie wiedział nawet do końca, dlaczego. W końcu nie była to jego sprawa. Może przez to, że Hannibal chodził podobno z wieloma dziewczynami i mógłby nie potraktować Hesi poważnie? Że potraktowałby ją jak kolejny miłosny podbój? Czy w ogóle chodziło tu o Hannibala, czy może o samo to, że wśród jego przyjaciół mogłaby się pojawić taka relacja? Choć Henio nie miałby nic przeciwko, gdyby chociażby Electra i Jessie się ze sobą zeszli. Nie wiedział, o co mu do końca chodziło, ale ten płomyczek gniewu był prawdziwy i jednocześnie dość obcy.
Nie skomentował jego słów. Wpatrywał się przez chwilę w stojący przed nim kufel z grzanym winem. Sam poczuł lekki rumieniec na twarzy. Podniósł wzrok dopiero, gdy Hestia opowiedziała o swoich paznokciach, o tym jak odzwierciedlały jej emocje. Uśmiechnął się do niej. Złe emocje przeminęły.
– To nic złego, Hesiu. Serio – powiedział jej.
Potem jednak zdarzył się mały wypadek, dziewczyna wyszła, bez niej zrobiło się troszkę pusto. Henry postanowił już nie wtrącać się na tę chwilę w rozmowę. Skoncentrował się na sączeniu korzennego, grzanego wina.