• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Wyspy Brytyjskie Szkocja [14.10.72, Wyspa Posępna] Duchy Posępnej Wyspy

[14.10.72, Wyspa Posępna] Duchy Posępnej Wyspy
Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#11
20.12.2025, 22:31  ✶  
Na słowa Heather nie nadeszła już odpowiedź, choć znając Brennę należałoby się spodziewać, że raczej nie pozostawiłaby bez reakcji wieści o tym, że Wood właśnie dostała zaproszenie na przyjęcie z duchami. Może fale nadane przez młodą brygadzistkę w ogóle nie dotarły, może Brenna rozproszyła się za bardzo, aby wysłać odpowiedź... a może nie mogła odpowiedzieć?
Teraz, gdy się zbliżyła, mogła policzyć zjawy: było ich pięć. Duch, który ją powitał, przypatrywał się Heather pustymi oczyma. Być może słowo, którego użyła było mu obce.
- Opłakujemy naszą śmierć - powiedział w końcu.
- Opłakujemy naszą rodzinę i przyjaciół - odezwał się duch kobiety, która zajmowała miejsce z drugiej strony Heather.
- Witamy tych, którzy do nas dołączą - dołączył do nich starzec, siedzący na skraju ławy.
Na stole nie było potraw. Nie miał kto ich przygotować, ani zwykłych, idealnych dla ludzi, ani tych popsutych, przez które lubiły czasem przenikać hogwarckie duchy, twierdząc, że wtedy niemal czują ich smak. Gdy Heather usiadł, poczuła pod palcami nie tylko chłód, ale i wilgoć: ława okazała się pokryta szronem. Jej oddech zamieniał się w parę. Drobne ciało brygadzistki zaczęło drżeć. Nie ze strachu, który tak rzadko odnajdywał drogę do jej serca, a w czysto fizycznej reakcji na zimno.
– Jestem Jaimie McClivert. Kim jest ta, która dołączy do mieszkańców zamku McClivertów?

czy Bren pozbiera się w tej turze?
Rzut TakNie 1d2 - 2
Nie
Gówniara z miotełką
She had a mischievous smile, curious heart and an affinity for running wild.
wiek
21
sława
VI
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
BUMowiec
Heather mierzy 160 cm wzrostu. Jest bardzo wysportowana, od dzieciaka bowiem lata na miotle, do tego zawodowo grała w quidditcha. Włosy ma rude, krótkie, nie do końca równo obcięte - gdyż obcinał je Charlie po tym, jak większość spłonęła podczas Beltane. Twarz okrągłą, obsypaną piegami, oczy niebieskie, czają się w nich iskry zwiastujące kolejny głupi pomysł, który chce zrealizować. Porusza się szybko, pewnie. Ubiera się głównie w sportowe rzeczy, ceni sobie wygodę. Głos ma wysoki, piskliwy - szczególnie, kiedy się denerwuje. Pachnie malinami.

Heather Wood
#12
24.12.2025, 01:13  ✶  

Wyłączyła się specjalnie, ale też nie do końca, pomieszczenie robiło swoje, jakby jakaś siła zakłócała ich myśli, trudno, nie miała zamiaru nad tym rozpaczać, skoro już się tutaj znalazła, to musiała zobaczyć co się działo, a że duchy całkiem ochoczo zaprosiły ją do swojego grona to miała zamiar skorzystać z okazji, która się nadarzyła. Prosta sprawa, pojawia się okazja, a ona bierze, co dają. Wiedziała, ze Brenna może się na nią wkurzyć, ale nie miał to być pierwszy raz, jakoś sobie z tym poradzi, zawsze sobie radziła.

Usiadła na krześle wskazanym przez ducha, teraz widziała, że było ich tu pięć. Pięć duchów, jedna żywa, no mieli przewagę, no dobra, jedna żywa, ale za to jak żywa, dużo bardziej żywa od tych pięciu martwych.

Zrobiło jej się chłodno, poczuła pod swoim ciałem wilgoć, szron? Nie miała pojęcia co to do końca było, ale drżała przez to, a to nie było przyjemnym uczuciem, wcześniej nie było jej, aż tak chłodno, coś więc zmieniło się w otoczeniu.

Uniosła pytająco brew, kiedy starzec wspomniał o tym, że witają tych, którzy do nich dołączą, że niby ona? Dobre sobie, nie skomentowała jednak tego, nie chciała ich denerwować, przynajmniej jak na razie.

- Śmierć musiała być przykrym doświadczeniem. - Skomentowała jedynie słowa dwóch pierwszych duchów.

- O, to Pana zamek, całkiem ładna budowla, szkoda, że ostatnio nie ma jej kto poświęcić uwagi, słyszał Pan, że rozmawiałam z wujkiem o tym, że warto byłoby kupić to miejsce? - Wiedziała, że nie do końca to jej sugerował, ale próbowała jakoś wybrnąć z rozmowy na temat tego, że ma dołączyć do mieszkańców tego przybytku.

- Jestem Heath, miło mi poznać. - Rzuciła jeszcze bardzo lekko.

Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#13
07.01.2026, 13:08  ✶  
– Rozdarto mnie na strzępy – odparł duch siedzący obok Heather i posłał jej uśmiech, jakby rozmowa o własnej śmierci nie była dlań traumatyczna, a wręcz przeciwnie. Duchy pod tym względem zdawały się jednak czasem dziwne: wystarczyło przypomnieć sobie Prawie Bezgłowego Nicka, bardzo oburzonego tym, że mimo wielu ciosów topora, kat nie obciął mu głowy, czy Martę, która zdawała się rozpromieniać wyłącznie wtedy, kiedy opowiadała historię własnej śmierci. – Wciąż pamiętam, jak to bolało, gdy rozszarpywali mi nogi.
– Walczyłem do ostatniej chwili – powiedział w zamyśleniu ten, który przywitał Heather i wciąż stał. – Byli potworami i w potwory je zmieniliśmy, lecz nie byliśmy świadomi, jak potworne są ich wnętrza.
McOlivertowie w gruncie rzeczy nie byli przecież niewinnymi ofiarami. Zginęli ponoć wybici przez kwintopedy, ale to oni przeklęli cały klan w zemście za zabicie swojego lidera… lecz lider ten zginął w pojedynku, gdzie obaj mężczyźni byli pijani, a ci ludzie sięgnęli po straszliwą zemstę. I jeżeli nawet nie odmienili każdego Szkota z rywalizującego klanu, to zapewne ci niedotknięci klątwą zginęli jako pierwsi.
– Twój wujek też może do nas dołączyć – zawtórowała jedna z kobiet, wyciągając dłoń i „dotykając” ramienia Wood. Nie wyczuwała samego dotyku, oczywiście, ale wzdrygnęła się od zimna, a kiedy mrugnęła, odkryła, że szron zdaje się osadzać nawet na jej rzęsach, utrudniając widzenie. Ciało powoli stawało się coraz cięższe, a zimno sprawiało, że nie chciało się jej ruszać. Oddech zamieniał się w obłoczki.
Była żywa.
Ale duchy prawdopodobnie planowały ją tutaj zamrozić.
– Nie ma potrzeby kupowania zamku, jeśli możecie po prostu z nami zostać. Jaka szkoda, że wasz poprzednik nie był zainteresowany… – westchnął Jaimie, a ktoś zaczął dobijać się do drzwi do Sali.
Gówniara z miotełką
She had a mischievous smile, curious heart and an affinity for running wild.
wiek
21
sława
VI
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
BUMowiec
Heather mierzy 160 cm wzrostu. Jest bardzo wysportowana, od dzieciaka bowiem lata na miotle, do tego zawodowo grała w quidditcha. Włosy ma rude, krótkie, nie do końca równo obcięte - gdyż obcinał je Charlie po tym, jak większość spłonęła podczas Beltane. Twarz okrągłą, obsypaną piegami, oczy niebieskie, czają się w nich iskry zwiastujące kolejny głupi pomysł, który chce zrealizować. Porusza się szybko, pewnie. Ubiera się głównie w sportowe rzeczy, ceni sobie wygodę. Głos ma wysoki, piskliwy - szczególnie, kiedy się denerwuje. Pachnie malinami.

Heather Wood
#14
12.01.2026, 23:22  ✶  

- To musiało boleć, proszę Pana. - Skrzywiła się na samą myśl, że ktoś mógł zginąć taką tragiczną śmiercią. Rozerwanie na strzępy, brrr - na samą myśl o tym po plecach przeszły jej dreszcze, a może stało się tak nie tylko przez to? Wokół zrobiło się bardzo zimno, chuchnęła - pojawił się obłoczek. Nie miała pojęcia z czego wynikała ta zamiana temperatury, póki co jej zbytnio nie przeszkadzała, zresztą jak zrobi się zbyt zimno, to przecież stąd wyjdzie, to było całkiem proste, jasne jak słońce, a może księżyc?

Przeniosła wzrok w stronę okna. Obserwowała je przez chwilę. Widziała wiele gwiazd, skupiła się na najjaśniejszej, była naprawdę piękna, na moment wyłączyła się z rozmowy, bo obserwowała nocne niebo. Nie wydawało się jej aby coś na zewnątrz świadczyło o takiej zmianie temperatury. Nie padał śnieg, a w środku było naprawdę zimno, bardzo zimno, zimniej niż się spodziewała. Do Yule, do grudnia było jednak naprawdę sporo czasu.

Przeniosła wzrok ponownie na ducha, tego który do niej mówił.

- Walka czasem jest jedynym co nam pozostaje. - Odpowiedziała jeszcze. Podziwiała ludzi, którzy walczyli do końca, zresztą ona sama także chciała umrzeć w walce, to była dobra śmierć, a przynajmniej tak się jej wydawało.

- Okazali się być innymi potworami, niż myśleliście? Jak można zmienić potwora w potwora? - Próbowała to sobie zwizualizować, jednak jakoś średnio jej to wychodziło. Trudno było jej skupić myśli, chłód, który ich otaczał w tym nie pomagał. Zaczęła się trząść, próbowała to powstrzymywać, ale wychodziło średnio.

- Musicie go zaprosić, jest gdzieś tutaj. - Odwróciła głowę w stronę kobiety i uśmiechnęła się do niej serdecznie, widziała, że ta próbowała położyć jej dłoń na ramieniu, ale jej to nie wyszło, no bo przecież była duchem.

- To trochę inna sprawa, nie możemy tak sobie zostać, bo przyszliśmy tutaj na chwilę, gdybyśmy kupili to miejsce, moglibyśmy się pojawiać częściej, a tak to pewnie nasz pierwszy i ostatni raz. - Powiedziała jeszcze, usłyszała stukot, ktoś dobijał się do drzwi, przez co postanowiła wstać, chciała wpuścić tutaj tę osobę.

Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#15
13.01.2026, 21:08  ✶  
– Ale trzeba wiedzieć, kiedy opuścić różdżkę i poddać się nieuchronnemu losowi – odpowiedział duch Heather, gdy wspomniała o walce, a po jego ustach wciąż błąkał się uśmiech. Z gatunku tych niewesołych, trochę dziwnych. Tak nieprzyjemna śmierć mogła pozostawić swoje piętno – a i niekoniecznie za życia mieszkańcy tego zamku byli sympatycznymi ludźmi, skoro kochali pojedynki na śmierć i życie oraz rzucanie czarnomagicznych klątw.
– Jestem pewien, że ktoś zajmuje się twoim wujem. Jak tymi poprzednimi – odparł drugi duch. Wood może mogła się nie bać, ale to nie oznaczało, że nie mogła zrozumieć, co kryło się pod pozornie niewinną uwagą.
Dora znikła, ją zatrzymano tutaj, i być może jakiś duch nawiedzał też któregoś z towarzyszących im mężczyzn… a może nawet ich wszystkich? I czy gdy mówił o poprzednich, tak jak wcześniej wspominał o kimś, kto nie chciał z nimi zostać – może szło tu o tych, których poszukiwali na Wyspie?
– Chcieliśmy, by zaklęcie nadało im równie potworną postać, jaką miały ich dusze, ale cóż, ta postać okazała się… nazbyt potworna – westchnęła kobieta, odpowiadając na słowa Heather, a potem rzuciła zirytowane spojrzenie ku drzwiom.
Wood była odrętwiała. Gdy wstała, nogi omal się pod nią nie załamały, a pokonanie odległości, jaka dzieliła jej od wejścia, stanowiło większe wyzwanie niż wcześniej przebiegnięcie przez pół zamku. Dwa duchy uniosły się znad stołu, frunąc wraz z nią, i wciąż czuła promieniujące od nich zimno. W głowie się jej kręciło, w uszach zaczynało szumieć.
Gdy pociągnęła za klamkę, okazało się, że drzwi się zacięły, zdawało się jej jednak, że po drugiej stronie Brenna wzywa jej imię.
Gówniara z miotełką
She had a mischievous smile, curious heart and an affinity for running wild.
wiek
21
sława
VI
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
BUMowiec
Heather mierzy 160 cm wzrostu. Jest bardzo wysportowana, od dzieciaka bowiem lata na miotle, do tego zawodowo grała w quidditcha. Włosy ma rude, krótkie, nie do końca równo obcięte - gdyż obcinał je Charlie po tym, jak większość spłonęła podczas Beltane. Twarz okrągłą, obsypaną piegami, oczy niebieskie, czają się w nich iskry zwiastujące kolejny głupi pomysł, który chce zrealizować. Porusza się szybko, pewnie. Ubiera się głównie w sportowe rzeczy, ceni sobie wygodę. Głos ma wysoki, piskliwy - szczególnie, kiedy się denerwuje. Pachnie malinami.

Heather Wood
#16
14.01.2026, 19:31  ✶  

- Moim zdaniem lepiej umrzeć z różdżką w dłoni, niż ją opuszczać. - Powiedziała całkiem pewnym tonem głosu, oczywiście, że posiadała swoją opinię na temat tego, jak najlepiej było umrzeć. Nie sądziła, że mogła istnieć lepsza śmierć od tej w walce, no, może ze starości, ale nie o tym teraz dyskutowali.

- Którymi poprzednimi? Chodzi panu o dwóch mężczyzn? - Skoro sam już zaczął o tym mówić, to warto było pociągnąć go za język. Pojawili się tutaj z pewnego powodu, nie zapominała o nim, być może duch był jej w stanie udzielić jakichś informacji, może nie zupełnie samowolnie, ale mogła go ku temu nakierować. Spróbowała to zrobić, nic przecież na tym nie traciła.

- Czyli wyszło gorzej, niż chcieliście? To słabo, pewnie też bym nie była zadowolona. - Odpowiedziała do kobiety-ducha. Nie do końca wiedziała, ale chyba tak, to musiało być to, to byli mieszkańcy tego zamku, ci którzy przeklęli drugi ród, nie zwiastowało to, że były to duchy które miały być z tych przyjemnych. Zresztą chyba przed chwilą sugerowały jej to, że Erika też tutaj zatrzymają. Nie panikowała jednak, to nie leżało w jej naturze, zachowywała się, jakby wszystko było normalnie, jakby naprawdę znalazła się na jakimś przyjęciu, bo tak było łatwiej.

Udało jej się wstać, chociaż to wcale nie było takie proste. Okazało się, że nogi zaczęły jej drętwieć, była bliska upadku, ale jakoś udało jej się stanąć. Mogło być gorzej, powtarzała sobie to w głowie, zawsze mogło być gorzej. Nie była na straconej pozycji - jeszcze.

Słyszała dobijanie się do drzwi, dlatego się przed nimi znalazła, złapała za klamkę, aby je otworzyć, ale musiały się zacząć, akurat w tym momencie? Jak zawsze, los oczywiście musiał jej pokazać, że nic nie było takie proste. Dwa duchy pofrunęły za nią, promieniował od nich chłód, a nie chciała, żeby dalej jej było zimno.

Drzwi nie chciały się otworzyć, co spowodowało prostą reakcję, mimo tego, że nie najlepiej się czuła, że powoli zaczynało jej coś szumieć w głowie musiała to zrobić. Oddaliła się o krok i z całej siły uderzyła w drzwi, dwa razy - próbowała w ten sposób spowodować, że się otworzą, oczywiście, że wybrała siłę, nie mogła postąpić inaczej.



Rzut PO 1d100 - 30
Akcja nieudana

Rzut PO 1d100 - 63
Sukces!
- af ◉◉◉◉○ na próbę wyważenia drzwi, dwa razy w nie uderza
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#17
16.01.2026, 12:40  ✶  
– Głupiec, poszedł do latarni, jak inni, na samotną śmierć. A mógłby zostać tutaj… – westchnął jeszcze duch.
Dwa pozostałe wirowały w pobliżu Heather, którą przenikało wionące od nich zimno. Z pokoju wypadły bez płaszczy, a to była chłodna, jesienna noc, w zamku od dawna nieogrzewanym, a obecność duchów, od których zionęło chłodem, nie pomagała. Palce jej zupełnie zgrabiały, a ciało odmawiało posłuszeństwa, kiedy mobilizowała je do walki z drzwiami. Była na tyle skostniała, że pierwsze uderzenie niewiele dało, i to mimo tego, że drzwi, choć niegdyś z pewnością bardzo porządne, teraz miały za sobą dziesiątki lat powolnego butwienia, a zawiasów nie oliwiono. Drugie sprawiło jednak, że wyleciały wreszcie z zawiasów – i najpierw drzwi, a potem Heather, polecieli prosto na Brennę, która usiłowała otworzyć je z drugiej strony.
Uderzyła boleśnie plecami o zimną podłogę, odruchowo próbując osłonić twarz, gdy posypało się na nią drewno. Miała trochę szczęścia, że Wood nie ważyła zbyt wiele i była raczej drobnej postury, ale i tak na moment aż odebrało jej dech od siły uderzenia.
– Heather? – spytała, usiłując wydostać się spod resztek wejścia, i sprawdzić, czy z dziewczyną wszystko w porządku.
Tymczasem duchy znikły: pozostało tylko po nich straszliwe zimno, które wciąż zdawało się przenikać Wood aż do szpiku kości. Stały się niewidzialne i czekały na rozwój wydarzeń? Umknęły, kiedy drzwi zostały otwarte? Minęła pora, w której zwykle się pojawiały, a może to wszystko tylko się jej przewidziało…?

Drzwi mnie poobijały?
Rzut TakNie 1d2 - 2
Nie


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Gówniara z miotełką
She had a mischievous smile, curious heart and an affinity for running wild.
wiek
21
sława
VI
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
BUMowiec
Heather mierzy 160 cm wzrostu. Jest bardzo wysportowana, od dzieciaka bowiem lata na miotle, do tego zawodowo grała w quidditcha. Włosy ma rude, krótkie, nie do końca równo obcięte - gdyż obcinał je Charlie po tym, jak większość spłonęła podczas Beltane. Twarz okrągłą, obsypaną piegami, oczy niebieskie, czają się w nich iskry zwiastujące kolejny głupi pomysł, który chce zrealizować. Porusza się szybko, pewnie. Ubiera się głównie w sportowe rzeczy, ceni sobie wygodę. Głos ma wysoki, piskliwy - szczególnie, kiedy się denerwuje. Pachnie malinami.

Heather Wood
#18
24.01.2026, 23:51  ✶  

Zarejestrowała to, co powiedział duch o latarni, jednak wiedziała, że jest to odpowiedni moment na to, aby opuścić towarzystwo. Jeśli zostałaby tu dłużej, to faktycznie byłaby szansa na to, że dołączyłaby do ich grona i została tutaj na wieki - nie do końca podobała jej się ta perspektywa, miała jeszcze sporo rzeczy do zrobienia, śmierciożerców do pokonania i w ogóle.

Ruszyła więc w kierunku drzwi, poruszała się wolniej niż zwykle, bo jej ciało skostniało, chyba nigdy jeszcze, aż tak nie przemarzła, wiedziała, że to nie było naturalne, duchy musiały mieszać w tym swoje niematerialne palce.

Dwa duchy nadal fruwały wokół niej, przez co nie robiło jej się ciepło, wręcz przeciwnie nadal przenikało ją zimno, musiała opuścić tę komnatę, wyjść poza te drzwi, na zewnątrz powinno być cieplej, musiało być cieplej. Plan nie był szczególnie skomplikowany. Zrobiła to co potrafiła najlepiej, z całym impetem w nie uderzyła, pierwsze uderzenie nic nie dało, odbiła się od nich. Ruda na szczęście jednak była uparta, nie poddawała się szybko, podjęła więc kolejną próbę - tym razem całkiem udaną.

Przeleciała przez próg z drzwiami, które wyleciały z zawiasów. Uderzyły w Brennę, to znaczy najpierw drzwi, a później ona, nie do końca o to jej chodziło, kiedy wykonywała ten ruch, ale nie zawsze wszystko musiało iść po jej myśli, prawda? Grunt, że wylazła z tej sali, to znaczy wyleciała.

- Tak, to ja. Tylko ja. - Odparła, próbując stanąć prosto na nogach, trwało to krótką chwilę, bo siła z którą wyleciała z drzwiami potrzebowała, aby ją zahamowała.

- Chciały mnie zamrozić, wyobrażasz sobie? - Dolna warga jej drżała, nadal czuła chłód, musiała się rozgrzać. Odwróciła się jeszcze w stronę wejścia do sali, nie dostrzegła już żadnego z duchów, być może się właśnie przegrupowywały i szukały kolejnego pomysłu, dzięki któremu będą mogły ich tu zatrzymać na zawsze.

Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#19
26.01.2026, 10:32  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 26.01.2026, 10:33 przez Brenna Longbottom.)  
Brenna poderwała się, z różdżką w ręku i też zajrzała do Sali – choć prawda była taka, że nie mogła przecież wiele zrobić, bo o egzorcyzmach wiedziała tyle, ile nauczyła się obserwując Sebastiana… a że on odczytywał je w jakimś dziwny języku, którego zdecydowanie nie zdołała opanować dzięki przysłuchiwaniu się, to było tyle, co nic. Spojrzała na Heather, szukając obrażeń, ale zobaczyła tylko bladą skórę i niemal fioletowe wargi. Nie miała żadnego okrycia, które mogłaby jej ofiarować, machnęła więc tylko różdżką dwa razy, próbując po pierwsze otoczyć je falą ciepłego powietrza – bo sama też czuła na skórze chłód – po drugie wyczarować koc. Może i zaraz zniknie, ale jeśli by się udało, to choć trochę ogrzałoby przemarzniętą Wood.
Chciałaby ją stąd zabrać i zapakować pod koce, ale wciąż nie wiedziały, gdzie znajdowała się Dora. A że umysłem Brenny też coś bawiło się, gdy wyszła na korytarz – o ile to nie była jakaś dziwna strata kontroli nad widmowidzeniem – bała się, co mogło tę spotkać.
– Chodź, musimy znaleźć Dorę. I obudzić resztę. Skoro duchy wciągają nas w takie gierki, obawiam się, że odpoczynek będzie musiał poczekać – zdecydowała, chwytając lekko Heather za ramię, jakby się bała, że jakiś duch zaraz spróbuje ją porwać i wciągnąć gdzieś w zaświaty.
Gdyby to były kwintopedy, mogliby z nimi przynajmniej walczyć. Były zdumiewająco odporne na magię, trudne do pokonania, o czym świadczył choćby fakt, że wysiłki Ministerstwa ku sprowadzeniu jednej z nich na badania do klątwołamaczy, spełzały na niczym. Ale dało się je zranić. Można było próbować. Duchy? Z duchami sprawa stawała się dużo bardziej skomplikowana.
– Co miałaś na myśli mówiąc, że zaprosiła cię na zabawę? – spytała, już gdy szły korytarzem, a Brenna rozglądała się po ciemnych kątach.
W poszukiwaniu śladów Dory, duchów albo potworów.

Kształtowanie
Rzut W 1d100 - 49
Sukces!

Rzut W 1d100 - 64
Sukces!


Ciepłe powietrze owiewało je, chroniąc chwilowo przed zimnem, które wniknęło w ściany szkockiego zamku, a na ramiona Heather Brenna narzuciła koc.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Gówniara z miotełką
She had a mischievous smile, curious heart and an affinity for running wild.
wiek
21
sława
VI
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
BUMowiec
Heather mierzy 160 cm wzrostu. Jest bardzo wysportowana, od dzieciaka bowiem lata na miotle, do tego zawodowo grała w quidditcha. Włosy ma rude, krótkie, nie do końca równo obcięte - gdyż obcinał je Charlie po tym, jak większość spłonęła podczas Beltane. Twarz okrągłą, obsypaną piegami, oczy niebieskie, czają się w nich iskry zwiastujące kolejny głupi pomysł, który chce zrealizować. Porusza się szybko, pewnie. Ubiera się głównie w sportowe rzeczy, ceni sobie wygodę. Głos ma wysoki, piskliwy - szczególnie, kiedy się denerwuje. Pachnie malinami.

Heather Wood
#20
30.01.2026, 21:27  ✶  

Było jej zimno, duchy przyjęły całkiem skuteczną technikę - próbowały ją zamrozić, przez co dreszcze nadal przechodziły przez ciało Wood, a usta przybrały siną barwę. Udało jej się odejść, dotrzeć do drzwi, a nawet przez nie wydostać, no dosyć delikatnie to było powiedziane, bo wyszła z tamtej sali wraz z drzwiami, ups. Najlepszym się zdarzało. Brenna jej szukała, Ruda ucieszyła się, kiedy ją zobaczyła. Dobrze było zobaczyć znajomą twarz, duchy gdzieś przepadły, zniknęły - nie spodziewała się, aby stało się tak na stałe, na pewno planowały coś na dalszą część nocy, wydawały się być mocno zmotywowane, chciały powiększyć grono stałych mieszkańców tego miejsca.

- Jasne, nie ma sprawy, chodźmy, jakoś sobie poradzę. - Nie zamierzała marudzić, mogła ruszyć dalej, w końcu to był tylko chłód, tylko chłód nic więcej, ruch zresztą powinien dobrze jej zrobić, za kilka minut pewnie uda jej się rozgrzać, oby, miała wrażenie, że to zimno dotarło bardzo głęboko, na szczęście nie zamarzła, wolała nie zastanawiać się nad tym, jak bliska tego była.

Longbottom wyczarowała koc, którym ją okryła, to było miłe i przyniosło odrobinę ciepła, tak samo jak ten powiew ciepłego powietrza, który im towarzyszył, kiedy ruszyły przed siebie. Jej ciało powoli zaczynało się rozgrzewać, a to był naprawdę dobry znak.

- Mówiły, że to przyjęcie, w sumie wyszło na to, że chciały, abym z nimi została, na zawsze. - Mruknęła jeszcze pod nosem, bo nie mieściło jej się to w głowie, naprawdę myślały, że ta opcja wyda się jej atrakcyjna? Na szczęście ją to ominęło, bo nudno byłoby utknąć w takim miejscu, zdecydowanie wolała tego nie sprawdzać.


Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Bard Beedle (764), Brenna Longbottom (2358), Heather Wood (3194)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa