• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Wokół Magicznych Dzielnic [22.09.1972, Maida Vale] Tajemniczy ogród

[22.09.1972, Maida Vale] Tajemniczy ogród
Ten Inny
Musicie mnie zaakceptować, bo nie mam zamiaru dla nikogo się zmieniać.
wiek
38
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Zastępca Szefa Departamentu Magicznych Wypadków i Katastrof
Brązowooki, ciemnowłosy brunet, z minimalną ilością siwych kosmyków, mierzy 183cm wzrostu. Zawsze ubiera się elegancko, odpowiednio do sytuacji.

Laurence Lestrange
#11
30.03.2026, 21:18  ✶  

Laurence nie miał okazji porozmawiać z Victorią o temacie Limbo i jej sytuacją, że tak powiedzmy, zdrowotną. Był na bieżąco w kwestii opisanych wywiadów w gazecie, czy pozyskanych informacji od pracowników na temat tego, co wydarzyło się w maju na Beltane. Również zasłyszane w rodzinie i może powinien bardziej na poważnie potraktować jej przypadek, to właśnie teraz był tuż obok, aby ją wesprzeć.

Widząc jej obecny stan reakcji na to, co było widziane w tafli wody, zadał ogólnikowe pytanie. Nie ponaglał, ale obserwował, dawał czas na zebranie myśli. Uspokojenie się, aby mogła odpowiedzieć na jego pytanie. Potwierdziła, że widziała to samo, co on. Jako najstarszy syn w głównej gałęzi, musiał znać historię rodu i poszczególnych jej członków, a nawet przodków. Mógł kojarzyć Elizabeth Parkinson, której podobieństwo odbijało się przez geny przez jej córkę i matkę Victorii, po nią samą. Kobieta, a raczej jej duch, ostrzegł ich, lecz nie wiadomo do końca przed czym. Przed tymi różami? Przed tym, co nastąpi?

Limbo. Tutaj Victoria zaskoczyła Laurenca informacją, że już wcześniej miała okazję zobaczyć ducha swej babki. Czy to możliwe, że został uwolniony?
Objął Victorię, gładząc jej plecy.

- Zostanie to między nami.
Zapewnił, w tonie głosu nawet jej to obiecał.
- Nie wiem czy to cię pocieszy… Też ją widziałem.
Przyznał po chwili i spojrzał na kuzynkę, dając jej chwilę przestrzeni od siebie.
Rozejrzał się po okolicy, dostrzegając nieopodal ławeczkę.
- Usiądźmy.
Zasugerował i jeżeli się zgodziła, zaprowadził ją w kierunku dostrzeżonej ławki, upewniając się, że nie jest opleciona różami i mogą pozwolić sobie na chwilę spokojnej rozmowy.
- Zechciałabyś mi powiedzieć coś więcej o tym… Co się wydarzyło w Limbo? Może to pomóc w zrozumieniu jej obecnego tutaj przekazu.
Zapytał spokojnie i ostrożnie. Nie chcąc też wymuszać na Victorii przywoływanie wspomnień z paru miesięcy wstecz, ale jeżeli to pomoże im rozwiązać tutejszą zagadkę z różami? Tym samym pamiętał, że wspominała coś o czym powiedziała jej ciotka Lorelei.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#12
03.04.2026, 21:08  ✶  

Wywiad, którego udzieliła, był z pewnością pewną sensacją, lecz z pewnością część ludzi nie wierzyła w to, co opisała, albo chociaż zdawali sobie sprawę, że nie była to cała prawda. Victoria nie chciała mówić o rzeczach, które mogłyby narazić toczące się śledztwo, a więc o Voldemorcie nie powiedziała nic, opisując ogólne wrażenia z tego, co miało tam miejsce… I to był niezły wstęp. Ale właśnie: to był tylko wstęp, a gdzie rozwinięcie i przede wszystkim zakończenie? Rozwinięcie działo się od maja do… wciąż. Zakończenia nadal nie widziała na horyzoncie. Czy miało nim być Samhain? Czy może coś innego? Dziwne wspomnienia i retrospekcje jakie przeżywała urwały się pod koniec czerwca, więc teraz po tych miesiącach spokoju, nic dziwnego, że Victoria tak się wystraszyła.

– Ty też…? – spojrzała na Laurenca przytomnie, zaskakująco wręcz klarownie jak na to, jak się jeszcze przez chwilę zachowywała, szukając w jego oczach potwierdzenia, że nie próbuje jej okłamać, by ją uspokoić, ale… nie. Chyba nie. Przecież sam wydawał się być zaskoczony, nie zareagował tak gwałtownie, bo wspomnienia Elisabeth go nie dręczyły. Ale to sprawiło, że Victoria lekko odetchnęła, bo jeśli Laurence również tego doświadczył to może jednak jeszcze nie oszalała. – Och… Dobrze. Znaczy niedobrze, ale trochę mi ulżyło, że to nie tylko ja – zakończyła trochę kulawo, a gdy kuzyn zaproponował ławkę, to tylko kiwnęła głową, a chwilę później siedziała obok niego, patrząc na układający się do snu ogród. Na piękne czarne róże, które przydawały Maida Vale pewnej tajemniczej grozy.

– Co się wydarzyło w Limbo… – powtórzyła za Laurencem w zamyśleniu. – Teraz sama nie wiem jak to najlepiej wytłumaczyć, to wszystko wydaje się jakimś surrealistycznym przeżyciem. Ale wtedy nie wiedziałam, że to Limbo. Duch babci stanął mi na drodze, mówiła, żebym została, żebym razem z nią poczekała na innych. I złapała mnie za rękę i wtedy… myślę że wtedy umierałam. Widziałam przed oczami sceny z mojego życia, a potem… pamiętam, że miałam taką myśl, że wcale nie chcę zostawać – że ma ciągle coś do zrobienia, że czekają na nią ludzie… – i próbowałam się jakoś z tego wyrwać i chwilę później wszystko ustało i nigdzie nie było już ducha babci. I wiesz… Już po wszystkim, poza Limbo, kilka dni później zaczęły się… Zaczęłam doświadczać wspomnień, które nie miały sensu. Były moje, odczuwałam je, byłam przekonana, że należą do mnie, ale nie mogły być moje, nie wiem czy rozumiesz – spojrzała w końcu na Laurenca. – Poszłam po pomoc do spirytysty, ten skontaktował się z Elisabeth w Limbo, ona nadal tam jest, tylko… Odpowiadając na pytania… wyglądało to tak, jakby nie wszystko potrafiła sobie przypomnieć. To były pytania skonstruowane na podstawie tego, co mi nie pasowało w rzeczach, które sobie przypominałam w losowych momentach… – nie powiedziała tego wprost, ale sugestia tutaj była: że wyrwała babci te wspomnienia. – Wiesz, ja myślałam, że tracę rozum. Przypominały mi się rzeczy, wiedziałam, że są ważne, udawałam się w miejsca, tam nie rozpoznawałam gdzie jestem, przypominałam sobie inne rzeczy… Raz nawet… To jest najgorsze… Raz nawet porzuciłam dyżur, bo ubzdurało mi się, że muszę załatwić coś pilnie, jakby od tego zależało moje życie. Więc jak ją teraz zobaczyłam w tym stawie, to pomyślałam, że to znowu się dzieje. Bo to wszystko ustało gdzieś po dwóch miesiącach i teraz znowu… Ale jeśli ty też ją widziałeś, to chyba jednak z moją głową nie jest tak źle? – Victoria westchnęła. Miała wrażenie, że opowiedziała to wszystko bezskłądnie, ale zawsze, gdy dochodziło do tematu Limbo i jej emocji i wspomnień, które nie należały do niej, to przestawała mówić tak składnie i poukładanie jak zwykle.

Ten Inny
Musicie mnie zaakceptować, bo nie mam zamiaru dla nikogo się zmieniać.
wiek
38
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Zastępca Szefa Departamentu Magicznych Wypadków i Katastrof
Brązowooki, ciemnowłosy brunet, z minimalną ilością siwych kosmyków, mierzy 183cm wzrostu. Zawsze ubiera się elegancko, odpowiednio do sytuacji.

Laurence Lestrange
#13
07.04.2026, 13:00  ✶  

Wywiady w prasie często bywają okrojone, albo ich treść częściowo zmodyfikowana. Nie raz spotkał się z pretensjami osób udzielających wywiad, które w innych stronach, tłumaczyły się ze słów. Albo wykręcały się, gdy coś powiedzieli za dużo lub niestosownego. W przypadku Victorii mogło być podobnie. Laurence jednak, uwierzył jej. A teraz przecież miał tego dowód, gdy ją dotykał, aby dodać otuchy.
Skinął głową na potwierdzenie jej pytania.

- Tak.
Potwierdził słownie. Tyle sam ostatnio był świadkiem dziwnych zdarzeń, to i również ta wizja nie wzbudziła w nim strachu, ale możliwe zaskoczenie, skoro ujawniła się przodkini ich rodu. Dość bliska Victorii. Laurence nie śmiałby okłamywać własnej rodziny, jeżeli nie ma takiej potrzeby. Powinni sobie przecież ufać i pomagać. Tego się trzymał.

Uśmiechnął się lekko na pocieszenie dla Victorii, kiedy tak zakręciła się w słowach, dla swojego spokoju ducha, że nie zwariowała od nadmiaru wrażeń dotyczących jej osoby.

Zajęli wolną ławkę i zapytał o Limbo. Przy nim nie musiała się z niczym kryć a powiedzieć wszystko to, co jeszcze pamiętała. Może tym samym będzie wiedział, jak jej pomóc. A tym samym, czy sprawa jej babki ma jakieś powiązania z Czarnymi Różami. Słuchając Victorii, raz jeden przeniósł spojrzenie na krzew czarnych róż, potem na staw aż ostatnie do końca obserwował Victorię. Jej problemu szukał w swojej naukowo-medycznej wiedzy, czy dałoby się to jakoś logicznie wyjaśnić. Jednakże tutaj to nie była kwestia magicznej medycyny, ale okultyzmu. Coś się zadziało w "tamtym świecie", że teraz wspomnienia Victorii mieszają się jakby z jej babką. Tak to zrozumiał.

- Z Tobą jest w porządku. Skoro to wszystko zaczęło się od Limbo i jedynie mogły w miarę możliwości pomóc Ci osoby uzdolnione w okultyzmie, to z punktu medycznego jesteś zdrowa. Nie będę mówił, co powiedzieliby inni uzdrowiciele, gdybyś była u kogoś nie będącego Lestrange.
Uspokoił ją.
- Wracając do tematu.
Przeniósł spojrzenie na staw.
- Twoja babcia, w Limbo chciała Cię zatrzymać. Ty jednak wróciłaś. Teraz po paru miesiącach, pojawia się znów i nas ostrzega. Pytanie, przed czym? Spaloną noc mamy za sobą. Pozostają te róże.
Analizował, robiąc podsumowanie tego, co teraz zebrali z opowieści Victorii od Limbo oraz, tego co widzieli przed chwilą. I wtedy przypomniał sobie coś, czego kuzynka nie zdążyła dokończyć wcześniej.
- Nie dokończyłaś co Lorelei ci powiedziała na temat tych róż. Sytuacja z nimi podobno powtórzyła się w przeszłości, zgadza się?
Zapytał, czy dobrze pamiętał co mówiła wcześniej, nim babka Victorii swoim pojawieniem się w tafli głowy, odwróciła skupienie na rozmowie.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#14
09.04.2026, 20:07  ✶  

Akurat ten wywiad był dość dokładny, w tym sensie, że dziennikarz, który go przeprowadził, niczego nie przekręcił. To po prostu Victoria celowo pominęła bardzo dużą część tego, co się tam dokładnie wydarzyło, albo jak dokładnie dostali się do Limbo; nie chciała, by ludzie to powtarzali, albo by wiedzieli o czymś, o czym absolutnie nie powinni. I tak wiedzieli już zbyt dużo: choćby o tym, że „zmierzyli” się w Limbo z Voldemortem.

– Wiem, że to nie problem uzdrowicielski, że tak powiem. Medycyna nie wie jak mi pomóc, choćby na to zimno – a przecież próbowali. Nie była to też klątwa, a wszyscy… ostatecznie… kierowali ją do nekromantów, nawet spirytyści – i nic dziwnego. Tę podróż również odbyła. Gdyby tylko nekromancja nie była zakazana w tym kraju, to może i byłaby to sprawa dla uzdrowiciela-nekromanty, ale nie było takiej możliwości. Natomiast… był czas, że myślała, że faktycznie traci rozum, że nie pamięta rzeczy, że nie wie, kim dokładnie jest, że miała problemy poznawcze, ale czy osoba chora w ogóle by to u siebie tak łatwo zauważyła? Od tamtej pory spisywała myśli na papier, gdy miała na to czas – wtedy łatwiej było jej odróżnić siebie od nie-siebie i zresztą… ustało to w czerwcu.

– Nie wiem. Same róże pojawiły się na dwa dni przed Spaloną Nocą… Może to wszystko jest jakoś ze sobą spięte, tylko nie zauważyliśmy symptomów? – Victoria miała wrażenie, że w jej głowie kiełkuje jakaś myśl, że coś zaczyna się układać na miejsce, a paradoksalnie ta chaotyczna opowieść, jaką przedstawiła kuzynowi, trochę pozwoliła jej uporządkować. Mijały miesiące i spojrzenie na to wszystko z dystansu potrafiło faktycznie nieco pomóc… – W ostatnich miesiącach na terenach Anglii pojawiała się ta anomalia... Bunt roślin, jak to niektórzy nazywali. Wcześniej, w maju szalał inny żywioł – wiatr – który przeszedł przez Dolinę Godryka tuż po Beltane, a Victoria była pewna, że Laurence też to odczuł w swoim domu. – Jestem przekonana, że jedno i drugie ma swoje źródło w Polanie Ognisk w Kniei Godryka. To, co Voldemort zrobił w Limbo, musiało wpłynąć na nasz świat, energia jest w jakiś sposób zachwiana i dzieją się… rzeczy – mówiła niby bez związku z niczym, ale to nie była prawda. To miało związek ze wszystkim. – To, że te róże wyrosły w jedną noc moim zdaniem jest wpływem tej samej anomalii – dodała. Tak, już mu o tym mówiła wcześniej, ale teraz, gdy tak siedzieli i porządkowali wiedzę, jakoś poczuła, że to powinno wybrzmieć. Zapatrzyła się po chwili na Laurenca, gdy zapytał ją o to, czego nie dokończyła wcześniej. –Tak, Lorelei twierdzi, że to już miało wcześniej miejsce. Nie ma o tym nic w kronikach, tam jest tylko krótka wzmianka o różach, stąd pewność, że są w jakiś sposób związane z naszą rodziną. Ale Lorelei zapytała mnie… czy róże przypadkiem nie pojawiły się na Polanie Ognisk, bo ostatnim razem były również tam. Nie wiem tego, nie byłam na Polanie, chociaż zgłosiłam się do Moody i poprosiłam o zgodę na wejście na Polanę. Czekamy na odpowiedź od Departamentu Tajemnic… – czy Laurence widział już, do czego zmierzała? Kiedyś, kiedykolwiek to było, róże już się pojawiły – i były na Polanie Ognisk. Tej samej Polanie, która była zamknięta obecnie dla wszystkich, zajęta przez Niewymownych. Tej samej polanie, która była centrum wszystkich anomalii – centrum, z którego niczym  kręgi na wodzie, gdy wrzuci się do jeziora kamień, rozchodziły się coraz dalej i dalej – pomału. Więc najpierw Dolina Godryka, później inne miejsca w Anglii. Dolina Godryka, gdzie miało miejsce „rozerwanie” (?) granicy pomiędzy ich światem i Limbo, gdzie miała spotkanie z duszą swojej babki, której wspomnienia miała w głowie.

Nie powiedziała tego, lecz nekromantka z Egiptu twierdziła, że Zimni byli anomalią samą w sobie. A raczej powodem kolejnych anomalii. Zaburzali balans. Lestrange, gdy zobaczyła róże na początku września, zastanawiała się, czy są tu przez nią. Mogły być? Czy dlatego pokazał się tu obraz Elisabeth Parkinson, której cząstkę energii nosiła w sobie…?

– Ale wszystkie drogi prędzej czy później prowadzą na Polanę Ognisk. Lorelei mówiła, że ostatnim razem nie odkryli natury róż i musiano je wyciąć... – pewnie bali się, że zniszczą ogród, a skoro nic nie odkryto to i była to jedyna sensowna decyzja. – A teraz rozrosły się mimo to po całym ogrodzie. Może chodzi o Samhain? Wtedy granica pomiędzy światami też jest cienka.

Ten Inny
Musicie mnie zaakceptować, bo nie mam zamiaru dla nikogo się zmieniać.
wiek
38
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Zastępca Szefa Departamentu Magicznych Wypadków i Katastrof
Brązowooki, ciemnowłosy brunet, z minimalną ilością siwych kosmyków, mierzy 183cm wzrostu. Zawsze ubiera się elegancko, odpowiednio do sytuacji.

Laurence Lestrange
#15
14.04.2026, 11:41  ✶  

Były informacje, które nie mogły dotrzeć do szerokiego grona odbiorców. Sprawy, które powinny pozostać między tymi, którzy wydarzenie przeżyli i doświadczyli. W przypadku Victorii, również Departament, który tą sprawą się zajmował. Było to zrozumiałe. Tym samym, kuzynka trafiła na dobrego dziennikarza, który poważnie podszedł do tematu i niczego nie przekręcił.

Wspominając o swoim zimnie, Laurence spojrzał na jej dłonie. Współczuł jej, że dotknęła ją taka przypadłość, którą można by również pod klątwy przypisać. Lecz skoro była i każdego obeznanego w sprawach nadnaturalnych, to i klątwo łamacza pewnie także odwiedziła.

- Pojawienie się róż przed Spaloną Nocą, mogły być przejawem ostrzeżenia czy nawet ochrony…
Zmarszczył brwi, gdy głębiej wspólnie nad tym myśleli. Spojrzał na rezydencję, która ów wydarzenie przetrwała. Różom nic się nie stało oraz ogrodowi. Jego dom przetrwał pożary i nie dosięgła go żadna iskra. Lecz dom Victorii, nie miał tego szczęścia.

Gdy Victoria mówiła dalej, wrócił na nią spokojnym i wyrozumiałym spojrzeniem, nie ukrywając powagi sytuacji. Anomalie roślin to coś, czego też często nie doświadczają. Pamiętał ów podmuch wiatru. Ale nie skojarzył tego od razu z tym, co miało miejsce na Planie Ognisk. Mógł nie mieć wtedy czasu aby zagłębić się w temat, kiedy jednocześnie musiał ogarniać inne problemu i pomoc dla nielicznych.

Zmarszczył brwi, gdy wspomniała o otrzymaniu zgody udania się na Polanę Ognisk.

- Chyba nie chcesz tam iść… Sama?
Zapytał dość poważnie. Nie chciałby, aby ryzykowała. Nie chciałby, aby szła tam sama. Lepiej, aby towarzyszył jej inny auror, zaznajomiony w temacie. Członek z ich rodziny, czy nawet ktoś z Departamentu Tajemnic. Tutaj wpadła mu pewna myśl.
- Mam poprosić Departament o przyspieszenie decyzji? Nie chciałbym, abyś szła sama i lepiej aby towarzyszył ci auror, ktoś od nas obeznany w temacie, lub jeżeli chcesz zgodę otrzymać szybciej, ktoś z Departamentu Tajemnic.
Przedstawił swoją propozycję. Sprawował wysokie stanowisko w Ministerstwie, mógłby spróbować podjąć rozmowy z innymi szefami departamentów. Gdyby tylko chciała i wolała nie czekać. Jeżeli, czeka za długo.
- Dobrze byłoby dowiedzieć się czegoś więcej na temat Twojej babki. Sprawdzić, czy czegoś w jej historii nie zmieniono, nie chcąc odkrycia jakiejś tajemnicy. Gdzie pochowano. Czy miała wcześniej styczność z czarnymi różami. Po prostu mówię, co przychodzi mi na myśl. Jeżeli chcemy zrozumieć, dlaczego akurat jej dusza wróciła do naszego świata. I wiąże się z Tobą.
Podzielił się swoimi spostrzeżeniami, przenosząc na chwilę spojrzenie w stronę krzewu czarnej róży. Chciał pomóc rozwiązać tę zagadkę Victorii, aby nie zmagała się z tym sama. Zwłaszcza po tym, co widzieli w stawie.
- Może wtedy zrozumiemy przekaz tego ostrzeżenia. Trudno uwierzyć, żeby mogła ostrzegać przed Spaloną Nocą, która miała już miejsce. Chyba… że faktycznie chodzi o Samhain jak mówisz. I chce nas ostrzec przed nim?
Spojrzał z uwagą na Victorię. Czy widzi tak samo? Czy on zrozumiał jej tok myślenia? Victoria miała rację w tym, że tego wydarzenia, które nadchodzi, granica między światami stanie się cienka i lepiej, żeby byli na to przygotowani.
- Jej obecność może też być powiązana z tymi anomaliami. Po prostu upewnić się, że to zwykły przypadek, że pojawiła się w takim momencie, czy też nie.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Laurence Lestrange (2577), Pan Losu (175), Victoria Lestrange (3437)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa