06.03.2026, 11:57 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 06.03.2026, 11:58 przez Kate Barclay.)
Othello znowu wyglądał, jakby świeżo powstał z grobu – kto zresztą wie, może faktycznie to zrobił, ale Kate wyznawała zasadę, że nie wypada pytać kolegów, czy sypiają w trumnach i czy aby na pewno jego serce bije. Przynajmniej póki nie usiłował wyssać z niej krwi ani zjeść jakiejś części ciała. Była też tak uprzejma, że nie wspomniała o tym, że w sumie to z rumieńcami i zdrowym wyglądem było mu do twarzy, w końcu liczyło się tylko to, co lubił on: zamiast tego obdarzyła mężczyznę uśmiechem.
– Trzeba uważać na te odłamki, ja bym je zabrała dla klątwołamacza, tak na wszelki wypadek. Albo przynajmniej zakopała gdzieś, gdzie na pewno nikt ich nie wykopie – ostrzegła panna Barclay, ostrożnie zwijając chusteczkę, tak by na pewno ktoś ich nie dotknął. Nie mogła mieć pewności, jak to działa, znając się raczej na magicznym rzemiośle niż przełamywaniu klątw. – Będę potrzebowała jakichś trzech dni, żeby je naprawić.
Sama naprawa miała oczywiście potrwać krócej, ale priorytetem było nowe zlecenie jej szefa, który z jakichś powodów zażyczył sobie miecza ze stali, która spadła z nieba. Znalezienie odpowiednio dostawcy, który zdoła zdobyć dla niej kawałek meteorytu to było jedno, obrabianie zupełnie nieznanego sobie dotąd materiału i to jeszcze tak, aby był równie dobry, co porządna stal, stanowiło odmienną sprawę.
– Och, oczywiście, że ci je odniosę. Ale jeśli masz o nim jakieś ciekawe historie, bardzo chętnie ich wysłucham. A jeżeli chcesz mi się odwdzięczyć… może komplet świec na dobry sen? – zaproponowała, bo wiedziała, że Fawley potrafi takie wytwarzać, a że jej myśli często zafiksowały się na jakimś temacie albo wręcz pochłonięta pracą zapominała o tak przyziemnych sprawach jak jedzenie i spanie, czasem potrzebowała takich wspomagaczy. A taka drobna wymiana przysług zdawała się jej znacznie właściwsza niż proszenie w tej chwili o pieniądze.
– Trzeba uważać na te odłamki, ja bym je zabrała dla klątwołamacza, tak na wszelki wypadek. Albo przynajmniej zakopała gdzieś, gdzie na pewno nikt ich nie wykopie – ostrzegła panna Barclay, ostrożnie zwijając chusteczkę, tak by na pewno ktoś ich nie dotknął. Nie mogła mieć pewności, jak to działa, znając się raczej na magicznym rzemiośle niż przełamywaniu klątw. – Będę potrzebowała jakichś trzech dni, żeby je naprawić.
Sama naprawa miała oczywiście potrwać krócej, ale priorytetem było nowe zlecenie jej szefa, który z jakichś powodów zażyczył sobie miecza ze stali, która spadła z nieba. Znalezienie odpowiednio dostawcy, który zdoła zdobyć dla niej kawałek meteorytu to było jedno, obrabianie zupełnie nieznanego sobie dotąd materiału i to jeszcze tak, aby był równie dobry, co porządna stal, stanowiło odmienną sprawę.
– Och, oczywiście, że ci je odniosę. Ale jeśli masz o nim jakieś ciekawe historie, bardzo chętnie ich wysłucham. A jeżeli chcesz mi się odwdzięczyć… może komplet świec na dobry sen? – zaproponowała, bo wiedziała, że Fawley potrafi takie wytwarzać, a że jej myśli często zafiksowały się na jakimś temacie albo wręcz pochłonięta pracą zapominała o tak przyziemnych sprawach jak jedzenie i spanie, czasem potrzebowała takich wspomagaczy. A taka drobna wymiana przysług zdawała się jej znacznie właściwsza niż proszenie w tej chwili o pieniądze.