10.02.2026, 20:58 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 25.02.2026, 23:12 przez Hannibal Selwyn.
Powód edycji: korekta daty
)
Londyn, mieszkanie Jessiego Kelly
Wieczór
Wieczór
Czerwona koperta niesiona przez sowę była jedyną cechą, jaka wyróżniała ptaka - całkowicie poza tym zwyczajnego, standardowego ptaka angielskiego Magicznego Urzędu Pocztowego.
Koperta była opieczętowana nie tylko przez Urząd Pocztowy, ale także i Celny, a przy bliższym przyjrzeniu można było dostrzec lekko pogięte rogi - znak długiej podróży - i pieczęcie odpowiednich urzędów francuskich.
Gdyby oczywiście ktoś chciał bliżej się jej przyglądać, zamiast czym prędzej ją otworzyć.
Co byłoby wysoce nierozsądnym wyborem, zważywszy na to, że wściekle czerwonego listu nie dało się pomylić z niczym innym.
No chyba, że ktoś był daltonistą.
Paryż, 30.11.1970
JESS, CO TAM SIĘ DZIEJE W TYM LONDYNIE?! CZY TO JESTEŚ TY NA TYM ZDJĘCIU??? PISZĄ ŻE JAKIŚ CZARODZIEJ W POJEDYNKĘ USIŁOWAŁ ICH POWSTRZYMAĆ OSZALAŁEŚ CO TY SOBIE WYOBRAŻASZ TO NIE SĄ ŚLIZGONI KTÓRZY WYSTRASZĄ SIĘ TWOJEJ PAŁKI TO SĄ CHOLERNI TERRORYŚCI KTÓRZY NIE COFNĄ SIĘ PRZED NICZYM! JAK ZGINIESZ TO NIE PRZYJADĘ NA TWÓJ POGRZEB TYLKO KURWA WYŚLĘ DRUGIEGO WYJCA! JA PIERDOLĘ CZŁOWIEK NA CHWILĘ WYJEDZIE I ZARAZ JAKAŚ ZADYMA JAK TĘSKNISZ TO PRZYJEDŹ A NIE JAKIEŚ POPISY ODWAGI ODPIERDALASZ PRZECIEŻ MOGŁEŚ ZGINĄĆ!!!11
Hannibal Selwyn
Podpis pod listem zawierał tylko jedno imię i jedno nazwisko, ale był rozciągnięty niemal na całą linijkę - jasny znak emocji targających nadawcą dla każdego, kto znał Hannibala.
Do koperty dołączony był wycinek z francuskiego czarodziejskiego dziennika zawierający artykuł i zdjęcie - ciemnowłosy młodzieniec na tle Ulicy Pokątnej, zwrócony tyłem do aparatu, a twarzą do nacierającej grupy postaci w czarnych pelerynach. Na ruchomej fotografii widać było, jak trafia w niego zaklęcie, ale nie - jakiego koloru jest rozbłysk ani czy trafiony upadł. Wyglądało to bohatersko, groźnie i dramatycznie, a młody czarodziej faktycznie z sylwetki i fryzury do złudzenia przypominał Jessiego. Wycinek głosił, że dla chłopaka ta przygoda skończyła się w Świętym Mungu, ale nie precyzował obrażeń.
W czasie, gdy wyjec wywrzaskiwał swoje - niewątpliwie wynikające z przyjacielskiej troski - obelgi i pogróżki, na parapecie przysiadła druga sowa. Jej koperta była niepozorna, biała i opatrzona takim samym zestawem pieczęci. Ten list był dużo krótszy, napisany na czymś, co wyglądało, jak oddarty pośpiesznie kawałek partytury, drobniejszym pismem, jakby autor sam bał się tego, co napisał. Albo tego, czego może się dowiedzieć w odpowiedzi.

Paryż, 30.11.1970
Proszę, napisz, że to nie Ty.
Napisz, że jesteś cały.
Bądź cały.
Han
