• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Poza Wyspami v
1 2 Dalej »
[05/06.09.72] Ptak i Pies nad Rumunią

[05/06.09.72] Ptak i Pies nad Rumunią
Dama z gramofonem
And the violence, caused silence
Who are we mistaken?
wiek
34
sława
IV
krew
czysta
genetyka
maledictus
zawód
Sędzia Wizengamotu
Czarownica o klasycznej, włoskiej urodzie odziedziczonej po matce. Ma ciemnobrązowe (z pierwszymi siwymi włosami) trudne do ujarzmienia loki, w które zwykle wpina złote spinki i ozdoby. Oczy - o bardzo nienaturalnym, kobaltowym kolorze. Bogowie pożałowali jej wzrostu. Ta poważna, dorosła kobieta ma zaledwie 149 cm wzrostu. Według kartoteki medycznej waży 37kg. Pachnie drogimi perfumami o zapachu jaśminu i ubiera się u magicznych projektantów, choć częściej można ją spotkać w przepisowym ministerialnym mundurku sędzi. Na przekór modzie czystokrwistych - uwielbia torebki, nienawidzi magicznych sakiew. Jej codzienna torebka z paryskiego magicznego domu mody jej zawsze wypchana po brzegi dokumentami, kosmetykami i innymi pierdołami, bez których nie może się obejść. Ogólnie to kobietą jest ułożoną, kulturalną, chociaż pierwsza dzień dobry na ulicy nie powie.

Lorien Mulciber
#1
18.03.2026, 12:28  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.03.2026, 12:29 przez Lorien Mulciber.)  
Leżała na gołej ziemi pośród wysokich traw, pełnych wrzosów, nawłoci i jastrunów, które wciąż jeszcze trzymały w sobie ciepło wrześniowego dnia. Obserwowała rozgwieżdżone niebo. Dawno już nie widziała tak pięknych gwiazd, zwykle ukrytych pośród latarni żyjącego nocą Londynu. A może zwyczajnie w świecie przesłała już ich wyglądać?
Pachniało ziołami i czymś słodkim. Czymś czego nie potrafiła nazwać. Może to tylko uciekające w popłochu lato? Ale przecież jej lato pachniało tylko i wyłącznie śmiercią i cierpieniem. Stratą, której nie potrafiła w pełni nazwać.
Miała wrażenie, że już kiedyś widziała takie niebo.
Nie tutaj.
Nie na tej zapomnianej przez świat rumuńskiej wsi, gdzie przecież przygnał ich nieszczęśliwy zbieg okoliczności. A jednak coś w układzie gwiazd, w sposobie jaki drżały na granicy jej widzenia, było tak bardzo znajome. Trochę jak melodia, której nie pamiętała do końca, ale i tak wygrywała w jej głowie raz po raz niczym zapętlona pętla gramofonu.

Niby mogła obudzić pogrążonego w śnie Alexandra, co by zweryfikować swoje założenia, ale… wolała spędzić tą chwilę w samotności. Po co jej ten nerd?

Zmarszczyła lekko brwi, po czym uniosła dłoń. Przesunęła palcem wskazującym po ciemnym nieboskłonie, kreśląc w powietrzu niewidzialne linie między galaktycznym brokatem. Kiedyś próbowała nadawać im własne znaczenia, nie chcąc słuchać tych co wiedzieli lepiej. Ta tutaj gwiazda - to był Pies.ᚼᚢᚾᛏᚱ A tamta - Ptak. ᚠᚢᚴᛚ
Kształt, który jej umykał, rozpadał się, gdy tylko chciała go pochwycić . Już nie pies. Już nie tak wyraźny jak kiedyś. Może nigdy nim nie był. Przesunęła palec dalej, szukając mniejszej gwiazdy, jakby odruchowo szukając dla kundla towarzystwa. Ale niebo było puste w miejscu, które zapamiętała. Szkoda.
- Byłyście kiedyś bliżej. - mruknęła cicho, bardziej do siebie niż odległego kosmosu.

Zimny wiatr poruszył trawami, jak gdyby czyjaś niewidzialna (może boska) ręka przeczesała pole i pogłaskała zawieszoną między snem, a jawą czarownicę po policzku. Tym razem wiatr nie był gorący. Niósł ze sobą chłód znad pobliskiej rzeki i wilgoć, która osiadała na skórze.
To miejsce było inne niż świat, który znała.
Stara, drewniana chata na uboczu, z zapadniętym dachem i skrzypiącą podłogą, stała się jej tymczasową ostoją - nikt o zdrowych zmysłach się tu nie zapuszczał. Niemagiczni mówili, że „to miejsce nie jest dobre”. Może tak było. Może gdzieś na strychu czaiły się demony, zlęknione ludzi tak samo jak ludzie ich.
Wieś żyła gdzie obok. Światła w oknach dawno pogasły, ale od czasu do czasu słychać było szczekanie psa, uderzenia kopyt o brukowaną drogę czy stłumione rozmowy. Ludzie trzymali się swoich domów. Wieczorami wciąż jeszcze świętowano okres tegorocznych zbiorów, grzejąc się przy ognisku.
Nie próbowała się do nich za bardzo zbliżyć - wiedziała, że odejdą nim miejscowi poznają ich imiona.
Gdyby ktoś zobaczył ją teraz, leżącą pośród polnych kwiatów, z włosami rozsypanymi na trawie i oczami utkwionymi w niebie, pewnie i tak uznałby ją za szaloną. A szalonym nie należało przeszkadzać, bo w ich obłędzie tkwiły tajemnice świata, przeszłości i przeszłości.

Oderwała wzrok od nieba, gdy usłyszała znajomy szelest w trawie i ciche popiskiwanie. Paul. Nie był już maleńkim, zagubionym pisklęciem. Jego pióra zdążyły przybrać właściwy kształt i ciężar, skrzydła były silniejsze, ruchy pewniejsze, choć wciąż było w nich coś z dawnej niecierpliwości. Wyglądał, jakby znowu wyturlał się w całym tym polu. Uniosła lekko kącik ust, wyciągając w jego stronę dłoń.
- Znowu?  Och Paul.- Westchnęła ze śmiechem. Lata leciały, a niektóre rzeczy nie zmieniały się nic a nic.
Paul nie zawahał się długo. Wskoczył na swoją opiekunkę, cięższy niż kiedyś, równie mocno niezadowolony z otaczającego go brudu. Przesunęła wolną dłonią po jego piórach, wyciągając spomiędzy nich źdźbła trawy i drobne różnokolorowe płatki kwiatów.
- Spójrz.- Powiedziała cicho, może odrobinę ciszej, niż zamierzała. Uniosła jego ptasią główkę w stronę jeden z gwiazd. Pierwszej lepszej z brzegu.- To ja.- Potem, z lekkim zawahaniem, przesunęła palec ku drugiej, mniejszej.- A to ty.
Kruk nie prychał tak oburzony jak kiedyś. Przekrzywił tylko głowę, patrząc to na nią, to na niebo. Próbował zrozumieć, czy jego pani mówi poważnie, czy znowu opowiada jedną ze swoich dziwnych historii. Zatrzepotał skrzydłami, rozsypując wokół nich drobinki suchych roślin, nadal niezadowolony z resztek roślin wczepionych w swoje skrzydła. Zaśmiała się pod nosem i jednym, krótkim ruchem różdżki oczyściła jego pióra, tym robiąc to o wiele dokładniej. Wreszcie zadowolony, ptak ułożył się na jej piersi i zapadł w sen.
- Niedługo będziesz latał jeszcze dalej niż teraz. Wyżej niż ja latam.
Może rzeczywiście coś się w niej zmieniło przez te lata. A może to świat wokół niej był inny - cichszy, mniej skłonny do szaleństwa niż kamienne mury i pustynne noce.

Nie chciała wracać. Jeszcze nie dziś.
Niebo nad Rumunią było wystarczająco obce, żeby mogła udawać, że zaczyna od nowa i wystarczająco znajome, żeby nie czuć się całkiem zagubioną.
Przymknęła oczy, czując pod sobą miękką ziemię i resztki ciepła, które powoli z niej uchodziły.

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Lorien Mulciber (790)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa