10.12.2025, 23:42 ✶
Kwiatowe płaszcze nie znaczyły jeszcze niczego ani o niczym nie przesądzały. Były ledwie miłą wskazówką. Podejrzeniem, że ten, który je nosi, nie pozostaje głuchym na piękno natury. Kwiatowe płaszcze posiadały inne, ważniejsze zalety: Helloise miałaby, na czym położyć rączki. Mogłaby wyskubać kwiaty z szaty Lucy. Płatek po płatku odzierać stopniowo wampirzycę z odzienia i czerpać z tego przeciągającą się przyjemność. Być może następnym razem.
— Dlaczego miałabym mieć za złe, że odrzucasz mnie tak samo jak mugola? To twoja strata. — Wzruszyła ramionami, przyjmując jej prowokację raczej neutralnie. — Bardziej niż mugola chcę znać spojrzenie ptaka kołującego nad Doliną czy oko dzikiego kota zaczajonego w gąszczu. — Ton wiedźmy na moment zmienił się z leniwej poetyki na suchy konkret: — Odróżnia ich to, że zwierzęta nie próbują doprowadzić do zapaści życia na ziemi w imię własnej chciwości. Mugole to nic ponad szkodniki.
Czarownica nie zdawała się przy tym nienawistnie zacietrzewiona. Nie o jej animozjach wobec gatunku niemagicznego było to spotkanie; temat obchodziła więc bez większego zaangażowania.
Kolejne pytanie za to pogłębiło jej wcześniejszy wyraz zadowolenia.
— Nie boję się. — Wyciągnięta ku Lucy ręka wystawiła się jeszcze bliżej niej. Rękaw cieniutkiej letniej szaty zaszeleścił, osunął się do łokcia. — Życie przelane z jednego kielicha w drugi. Bo będę żyła w tobie. Przez jakiś czas. Moje życie, moja energia przejdzie przez ciebie. To mi wystarczy. — A jeśli wampir nie zdecyduje się jej zabić, zdobędzie prócz tego nowe doświadczenie, którego była… szalenie ciekawa.
— Dlaczego miałabym mieć za złe, że odrzucasz mnie tak samo jak mugola? To twoja strata. — Wzruszyła ramionami, przyjmując jej prowokację raczej neutralnie. — Bardziej niż mugola chcę znać spojrzenie ptaka kołującego nad Doliną czy oko dzikiego kota zaczajonego w gąszczu. — Ton wiedźmy na moment zmienił się z leniwej poetyki na suchy konkret: — Odróżnia ich to, że zwierzęta nie próbują doprowadzić do zapaści życia na ziemi w imię własnej chciwości. Mugole to nic ponad szkodniki.
Czarownica nie zdawała się przy tym nienawistnie zacietrzewiona. Nie o jej animozjach wobec gatunku niemagicznego było to spotkanie; temat obchodziła więc bez większego zaangażowania.
Kolejne pytanie za to pogłębiło jej wcześniejszy wyraz zadowolenia.
— Nie boję się. — Wyciągnięta ku Lucy ręka wystawiła się jeszcze bliżej niej. Rękaw cieniutkiej letniej szaty zaszeleścił, osunął się do łokcia. — Życie przelane z jednego kielicha w drugi. Bo będę żyła w tobie. Przez jakiś czas. Moje życie, moja energia przejdzie przez ciebie. To mi wystarczy. — A jeśli wampir nie zdecyduje się jej zabić, zdobędzie prócz tego nowe doświadczenie, którego była… szalenie ciekawa.
dotknij trawy