Oparłem dłoń o obudowę kominka i przechyliłem głowę, mrużąc oczy, jakbym próbował dostrzec coś konkretnego między rozżarzonymi kawałkami drewna.
- Jeśli to miało nas zabiś, to tlochę się ociąga. - Rzuciłem niby od niechcenia, jednak zdecydowanie bardziej do Prudence niż mamrocząc do siebie, chociaż oczy miałem cały czas wbite w palenisko - odkąd wrzuciliśmy jaja do kominka, przez większość czasu udawałem, że wcale mnie to aż tak nie obchodzi, ale prawda była taka, że stałem tu od dobrych pięciu minut, monitorując ruchy wskazówek zegara i zerkając w kierunku naszych zdobyczy, aby nie przegapić wyznaczonego punktu dwudziestu czterech godzin, jakbym oczekiwał, że coś się wtedy poruszy, zasyczy, strzeli iskrami, eksploduje albo… Cholera wiedziała - zrobi coś, cokolwiek, najlepiej samo wyjdzie z żaru i przedstawi nam się z imienia, byśmy nie mieli problemu z jego identyfikacją.
W końcu nie wytrzymałem.
- Dobla, ile mosna czekaś. - Sięgnąłem po szczypce i bez większej ceremonii wygrzebałem jajo spomiędzy spopielonych kłód drewna, jakbym robił to setki razy, chociaż prawda była taka, że improwizowałem jak zawsze, nie mając nawet pojęcia, co tak właściwie próbowaliśmy wykluć. Nie byłem aż takim idiotą, żeby grzebać gołymi dłońmi w czymś, co mogło właśnie się wykluwać z ognia - chociaż, uczciwie mówiąc, gdyby nie było narzędzi pod ręką, pewnie i tak bym spróbował.
- Jeśli coś mnie uglysie, to bęsie twoja odpowiedzialność. - Rzuciłem przez ramię, zdecydowanie bardziej z przyzwyczajenia do przekory niż z czegokolwiek innego, odkładając je ostrożnie do gigantycznego gara pozostawionego nam przez Ellie na strychu, a przezornie zniesionego jeszcze wczoraj. Metal zadźwięczał cicho, kiedy pierwszy egzemplarz osiadł na dnie, przez chwilę patrzyłem na niego w milczeniu, jakby każdy kolejny ruch mógł coś zepsuć, co było absurdem, bo jeszcze wczoraj wrzuciłem go w ogień bez większego zastanowienia.
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)