— Wybaczę, jeśli pozwoli się pani zaprosić na kawę — odpowiedział wspaniałomyślnie, postanawiając wykorzystać nadarzającą się okazję. Formularz skargi brzmiał dobrze, ale niezbyt go zwykle bawiło wypełnianie ich. Uznawał, że niewiele zmieniały. Widząc, że dziewczyna faktycznie bierze się do roboty, pochylił się lekko do przodu, żeby miała lepszy ogląd na kaktusową katastrofę. Pokropiła go czymś i poczuł, jak coś się zmienia. Nie był pewien do końca co, ale chyba był to dobry znak. — Może go pani wyrzucić — mruknął z przekąsem, bo jeszcze tego mu brakowało, żeby sobie kaktusa w domu hodował. Co to to nie. Siedział tak sobie grzecznie, aż nagle drzwi do sklepu otworzyły się zamaszyście i wparował tam jakiś facet. Zaczął się wydzierać i Bulstrode przez dłuższą chwilę tylko siedział i patrzył na niego spode łba. Kogoś mu kurde przypominał, ale kogo? Ciężko powiedzieć. Blizna szpeciła mu twarz i miał jakieś takie nieprzyjemne oczka, a do tego strasznie krzywą szczękę. On był przystojniejszy.
— Odpierdol się typie od mojego kaktusa! Pani będzie robić cokolwiek jej się podoba i macać którego kaktusa będzie chciała! — oznajmił oskarżycielskim tonem, podrywając się z miejsca. — Może powinieneś sobie wyhodować większego, zamiast biadolić!
— Już ja ci pokażę, kto ma większego kaktusa! — oznajmił nieznajomy typek, doskakując do Atreusa i zaczął się z nim szamotać. Ciężko było powiedzieć kto wygrywał, bo obydwoje zdawali się wykonywać dokładnie te same ruchy czy przewidywać co zrobi ten drugi, dokładnie tak jakby byli niemal tą samą osobą.