• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Pokój Życzeń Sny v
1 2 Dalej »
[Jesień 1972, 19.10 | Lukas & Anthony] Knowledge comes at a cost

[Jesień 1972, 19.10 | Lukas & Anthony] Knowledge comes at a cost
#BigDickEnergy

When does a man die?

wiek
25
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szukający Puddlemere United
Wysoki (ok. 190 cm), umięśniony mężczyzna. Kolor włosów ciemny blond, lekko roztrzepane. Jasnoniebieskie oczy. Lekko uchylone usta odsłaniają równe, białe zęby. Ubrany w koszulę, dobrze skrojoną marynarkę i dopasowane spodnie - paleta: czerń, granat, biel oraz odcienie szarości.

Lukas Nott
#1
28.04.2026, 23:24  ✶  
W mieszkaniu panowała ciężka, przytłumiona cisza. Lukas siedział na krawędzi łóżka, obracając w palcach niewielką fiolkę. Kupił ją w aptece na Pokątnej bez większego namysłu, kierując się bardziej przekonującymi słowami sklepikarki niż rozsądkiem. Od jakichś piętnastu minut wpatrywał się w jej zawartość. Szkło było chłodne, aż nieprzyjemne w dotyku.
— Kurwa… — szepnął sam do siebie, zanim zdążył się rozmyślić.
Odkorkował ją i wlał zawartość do ust. Smak był gorzki i intensywny. Przez moment siedział bez ruchu, jakby czekając, aż coś się zmieni. Nic takiego jednak nie nastąpiło, więc położył się i zaczął obserwować płonący znak na suficie. Linie rozchodziły się od środka w sposób nienaturalny, jakby coś próbowało się przez nie wydostać albo zostało tam uwięzione. Ta plama pojawiła się w mieszkaniu na koniec tej przeklętej rzezi zwanej Spaloną nocą i nie chce sobie pójść. Mężczyzna bezskutecznie próbował się jej pozbyć przez ostatnie tygodnie, jednak ten symbol zawsze wraca na swoje miejsce. Sfrustrowany wyciągnął rękę ku sufitowi i pokazał anomalii środkowy palec. Przez krótką chwilę Nottowi wydawało się, że cień we wnętrzu plamy poruszył się delikatnie, jakby odpowiadając tym samym gestem. Zmrużył oczy, próbując się upewnić, lecz po chwili plama po prostu wygasła. A jednak niepokój pozostał, ściskając go gdzieś głęboko w brzuchu. Odwrócił wzrok, wpatrując się w boczną ścianę pokoju, po czym poczuł ostre ukłucie w skroni. Ciężar opadł na powieki nagle i bez ostrzeżenia. Ciało przestało stawiać opór, a rzeczywistość zaczęła rozmywać się na krawędziach. Zasnął.

Otworzył oczy, stojąc na jakimś pustkowiu. Z oddali przyglądał się posępnej posiadłości, zniszczonemu reliktowi dawnej świetności. Na dachu czernił się batalion kruków. Skrzydlate zjawy przeszłości kłóciły się zajadle o coś, czego z tej odległości nie mógł dostrzec. Ciężkie, ołowiane chmury wisiały nisko nad nim, jakby lada moment miały runąć na ziemię. Pierwsze krople deszczu spadały na rondo jego kapelusza i spływały po ramionach płaszcza, ginąc w fałdach materiału. Lukas ruszył przed siebie wolnym krokiem, jak ktoś powracający do miejsca, które znał aż za dobrze, choć nie powinien go pamiętać w taki sposób. Kiedy stanął przed bramą, przez dłuższą chwilę tylko się jej przyglądał. Choć rdza przeżarła żelazo, brama wciąż nosiła w sobie dumę konstrukcji, niegdyś stworzonej, by bronić tajemnic przed niepowołanym wzrokiem. W momencie zbliżenia ręki by ją pchnąć, usłyszał szepty. Z początku dźwięk był niemal niesłyszalny, jak echo czegoś odległego, lecz z każdą kolejną sekundą nabierał wyrazistości. Skomlenie. Stłumione, urywane, nienaturalne, jakby ktoś próbował wydobyć z siebie głos, lecz bezskutecznie. To nie był jeden głos. Było ich kilka. Wszystkie dochodziły z szopy stojącej nieco dalej, na uboczu, pochylonej pod ciężarem czasu i wilgoci. Lukas poczuł, jak coś zaciska się w jego wnętrzu. Powinien coś zrobić? Zatrzymał się w pół ruchu, bo nagle nie był już sam. Obok niego stała postać. Zakapturzona sylwetka pozostawała nieruchoma, zwrócona w stronę bramy. Twarz skrywał cień zbyt głęboki, by można było dostrzec jakiekolwiek rysy, a jednak obecność postaci była wyraźna, namacalna. Skomlenie nasiliło się, stając się bardziej rozpaczliwe, bardziej ludzkie. Dłoń Lukasa drgnęła lekko, zawieszona między decyzją a bezruchem.
— Myślisz, że powinienem to zrobić? — rzucił pytanie do nieznajomego.
the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#2
02.06.2026, 17:16  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.06.2026, 11:08 przez Anthony Shafiq.)  
W czasach pełnych chaosu bezruch pozostawał odpowiedzią.

Rozciągający się w nieskończoność koszmar przedzieżgnięty czarną krwistą ropą choroby toczącej świat.

Apokalipsa rozpoczęta - wszystkiego dobrego, wszystkim którzy chcieli i tym którzy nie chcieli wziąć w niej udziału.

Czy i jego sieć pochłonie ogień?

Czy mógł przewidzieć przebieg rozgrywki, skoro sam ostentacyjnie wycofał się z gry?

Czy miało to jakiekolwiek znaczenie?

Stał tak kilka chwil ledwie. Stał tak całą wieczność i wzorem umiłowanej duszy patrzył. Obserwował upływ czasu, przeszłość i przyszłość zetkniętą w jedną ciasną chwilę teraźniejszości, wypełnionej skamleniem winnych czy niewinnych, otulonych nihilistyczną aurą braku sensu, bezwolności, izolacji pachnącej wysyconą magiczną składnią spalenizny.

Przypływ młodości zdawał się w pierwszej chwili niezauważony. Lecz jego kaptur drgnął gdy pochylił głowę, niedowierzającym podmuchem wymykającym się spomiędzy nozdrzy dając upust pozbawionemu wesołości rozbawieniu.

— Jesteś tu za późno — oznajmił nieznajomemu, a może sobie, w pęczniejącym ropą czyraku wyrzutów sumienia. Sieć tak łatwo płonie. Czy był na to zwyczajnie za stary? — Jesteś łowcą czy ofiarą? — wybrzmiało kolejne pytanie, zawisło między nimi, niczym odpowiedź, a może cena, którą wyznaczył za własną odpowiedź sprzed kilku uderzeń serc. Choć czy miarą mogło być coś co zamarło w zgrozie? Czy można było odmierzać martwym organem czas, a może już tylko przestrzeń zajmowaną przez bezużyteczny kamień skruszony galopadą tysiąca uciekinierów z płonącego Londynu. Miasto się podniesie. Był pewien, że ta myśl przyjdzie do niego kiedyś. Ale nie dzisiaj. — Zimno tu — dodał, prostując znów głowę i srebrem tęczówek szukając przed sobą czegokolwiek czego nie interpretowałby jako karę za oportunistyczną pasywność. Dziś nie był pasywny. Wszystko jednak za późno.

Jesteś za późno

…za późno…

Jak koraliki mantry, opatulały go coraz ciaśniejszym kokonem myśli, które w resztkach woli chciałby nazwać cudzymi. Były jednak na wskroś jego własnymi, ogniem palącym sieć, apatią ciągnącą w kolejną otchłań bezruchu.

…za….

#BigDickEnergy

When does a man die?

wiek
25
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szukający Puddlemere United
Wysoki (ok. 190 cm), umięśniony mężczyzna. Kolor włosów ciemny blond, lekko roztrzepane. Jasnoniebieskie oczy. Lekko uchylone usta odsłaniają równe, białe zęby. Ubrany w koszulę, dobrze skrojoną marynarkę i dopasowane spodnie - paleta: czerń, granat, biel oraz odcienie szarości.

Lukas Nott
#3
02.06.2026, 20:40  ✶  
Pytanie nieznajomego zawisło między nimi ciężej niż deszcz. Łowca czy ofiara. Przez moment miał wrażenie, że odpowiedź znał od dawna, tylko przez całe życie uparcie dobierał do niej niewłaściwe słowa.
Łowca.
Tak łatwo byłoby to powiedzieć. Łowca brzmiał dumnie. Brzmiał jak ktoś, kto wybiera kierunek, naciska spust, zaciska palce na różdżce i nie patrzy za siebie. Ofiara była gorsza. Ofiara leżała pod gruzem, kaszląc krwią. Ofiara prosiła o pomoc zza zamkniętych drzwi. Ofiara skomlała w ciemności, aż głos pękał jej w gardle i zostawał już tylko ten mokry, zwierzęcy dźwięk, który teraz dobiegał z szopy. Lukas przełknął ślinę.
— Nie wiem — powiedział w końcu. Słowa wydostały się z niego cicho, niemal niechętnie.
Nie spodobało mu się to. Nie lubił nie wiedzieć. Nie lubił wahać się na oczach kogokolwiek, nawet kogoś, kto być może nie istniał. Zwłaszcza kogoś, kto być może nie istniał. W snach człowiek powinien mieć przynajmniej tyle godności, by kłamać pewniej. Nieznajomy stał nieruchomo. Skomlenie znów się nasiliło. Tym razem Lukas usłyszał w nim słowa. Nie pełne. Nie wyraźne. Raczej strzępy, rozdarte przez wiatr i deszcz.
Proszę… Nie zostawiaj… Mamo…
Jego dłoń zacisnęła się powoli w pięść.
— Co tam jest? — zapytał, choć już wiedział, że nie otrzyma odpowiedzi, która cokolwiek naprawi.
the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#4
28.06.2026, 13:06  ✶  
Kłamstwo.

W świecie łowów można było być tylko jednym z tych dwóch kategorii. Łowca i ofiara, drapieżnik i pożywienie, goniący i uciekający.

Ale oni stali. Trwali na spiżowej skale, pełniąc rolę, która nie była opisana w świecie brudu krwi. W świecie pełnych brzuchów i rozszarpanych trucheł.

– Możesz też patrzeć. Tak jak ja. Obserwować i dać przepływać emocji przez ciało, aby nie pozostała zapomniana. Możesz być Okiem, które chłonie potworność świata, ale nigdy nie angażuje się, gdy nie jest to potrzebne. – Anthony zamyślił się, unosząc dłoń, własną dłoń czarną czerwnością farby rozlanej na jego ciało w Spaloną Noc. Z jego perspektywy zniekształconej ułomnością daltonizmu, ta dłoń była spowita czernią, piętnem, tatuażem świadczącym o tym, że jest winny. Ani łowca. Ani ofiara. Obserwator.

– Pamiętam. Widziałem Cię wtedy w miejscu ociekającym spalonym cukrem – Nie przenosił wzroku na młodzieńca, jego widmowe eteryczne ciało w sennej malignie pozostawało nieruchome. Nienawidził śnić. Odkąd odkrył, że nie może więcej tylko patrzeć, nienawidził śnić. Dlaczego w ogóle śnił?

– To duchy. Tam nikogo już nie ma. Nie byłeś łowcą. Nie byłeś ofiarą. Ale nie byłeś też bohaterem tej opowieści, który pojawiłby się tutaj w odpowiednim momencie. – Odwrócił się sztywno od bolesnego widoku. Zmusił się, czując opór ciała, wzbierający w nim krzyk, szloch, błaganie rzeczywistości żeby była inna. Myślał, że tkał sieć, że jego wpływy sięgają wszędzie, a był to tylko kokon. Fałsz. Kłamstwo. Krok w bok, krok który miał odsunąć go od skowytu ech przeszłości był boleśnie przeciągnięty w czasie. Nie chciał tu być. Nie chciał tego słyszeć. Nie chciał czuć piachu wgryzającego się w oczy skryte czarnym kapturem. Nie chciał znów kompulsywnie ścierać farby ze swoich dłoni.

Krok za krokiem.

Przez muł. Przez opór nieistniejącej rzeczywistości zmuszającej go do przeżywania koszmaru, nieudolnego konfrontowania się z nim noc w noc…

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Anthony Shafiq (592), Lukas Nott (711)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa