Moja wściekłość osiągnęła punkt krytyczny, gdy zobaczyłem tę małą, naiwną gówniarę w różowej sukience, paplającą coś o ciasteczkach i z uśmiechem ułatwiającą zadanie tej bezczelnej suce… Zrobiłem jeden, zdecydowany krok do przodu, dłoń, w której wciąż ściskałem różdżkę, uniosła się niemal automatycznie.
„O nie, kurwa, niedoczekanie”.
- Ej, laska! - Rzuciłem, zwracając się do niej niemal tak samo jak wcześniej, ale mój głos stracił całą wcześniejszą, rozbawioną nonszalancję, jaka charakteryzowała początek naszej interakcji przy sklepie miotlarskim. Stał się lodowaty, ostry i jadowity, idealnie pasujący do tego syfiastego zaułka.
Złodziejka zamarła na ułamek sekundy, biorąc płytki wdech, podczas gdy jej ręka błyskawicznie cofnęła się z wnętrza różowej torebeczki, jakby nigdy tam nie grzebała - dosłownie ucieleśnienie pokrzywdzonej niewinności - obróciła ku mnie głowę, mrugając niewinnie i najwyraźniej starając się ze wszelkich sił, by na jej twarzy wciąż malowała się ta sama, perfekcyjnie wyćwiczona maska spłoszonej sarenki. Te jej wielkie, przejęte oczy... Teraz, kiedy wiedziałem, na co patrzyłem, widziałem w nich tylko zimną, wyrachowaną kalkulację ulicznej szczurzycy. Nie był to jednak jeszcze koniec teatru, zdecydowanie przygotowała się do swojej roli, gdyż dostrzegając różdżkę skierowaną w jej stronę, z płaczliwym jękiem wcisnęła skórzany mieszek z fałszywym złotem wprost w małe rączki zdecydowanie zbyt pomocnej dziewczynki.
- Ja... Ja nie chciałam! To wszystko przez niego! To ten parszywy goblin mnie do tego zmusił! To jego wina! Groził, że rzuci na mnie klątwę, jeśli mu nie pomogę! Trzymaj to, weź to, ja muszę iść! - Wymamrotała chaotycznie, kompletnie plącząc się w zeznaniach. Zanim zdążyłem w ogóle zareagować na te bzdury i rzucić kolejne zaklęcie, bezlitośnie złapała landrynkę za ramiona, po czym z całych sił popchnęła ją prosto na mnie.
- Kurwa! - Warknąłem, zmuszony odskoczyć w bok i złapać małą za fraki, żeby nie rozwaliła sobie łba o bruk - to wystarczyło - wykorzystując cenne sekundy, złodziejka odwróciła się na pięcie, poderwała spódnicę swojej nędznej szaty i zaczęła spierdalać, goniąc co sił w nogach w stronę tłocznego wylotu z Nokturnu, lawirując między straganami z prędkością, której nie powstydziłby się żaden rasowy ścigający. A goblin? Goblin wyparował, najwyraźniej również korzystając z sytuacji, zostawiając po sobie tylko rozsypane wszędzie bezwartościowe monety, złoto głupców, fizyczny dowód mojej porażki…
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)