Na Merlina, w co oni się wpakowali. Teraz musieli z tego wybrnąć. Ducha uczennicy w ogóle nie powinno być w gmachu szkoły. Tak samo jak potworów. Teraz jednak nie było już odwrotu i powinni doprowadzić sprawę nieistniejącego wypracowania do końca. A potem nie zbliżać się do łazienki dziewczyn na tym piętrze. Nic nie wskazywało na to aby mogli uświadczyć obecności żywych dziewczyn.
— Pamiętam. Nie chciałbym być w jego skórze. Słyszałem również o komnacie pełnej ognistych krabów, choć to mogło zostać wymyślone abyśmy nie włóczyli się po zamku. Też nad tym się zastanawiam. Durmstrang jest bardzo daleko i jest tam pieruńsko zimno, bo jest tak jak mówi Tim. Ponadto tam nauczają czarnej magii, ale za to przykładają dużą wagę do sprawności fizycznej. Dla bab jest Beauxbatons — Odparł żywo gestykulując dłońmi.
Przywołał z pamięci zasłyszaną rozmowę, nie dając do końca wiary tym pogłoskom. Jeśli sam natrafi na to pomieszczenie to wówczas zmieni swoje stanowisko. Gdyby do Durmstrangu przyjmowali uczniów z całego świata to i tak nie chciałby tam trafić z powyższych powodów. Przyznał również Timowi. Sam nawykł do wygód. Jak przyjemnie było przebywać w pokoju wspólnym swojego domu, zajmując fotel przed płonącym kominkiem albo spać w łóżku z czterema kolumnami. Tu się nie zgadzał z przyjacielem, bowiem na szkołę dla bab pasowała znacznie bardziej francuska szkoła magii.
Niewiele brakowało aby przewrócił oczami. Polemizowałby, że ta zjawa jest jedyna w swoim rodzaju, ale z drugiej strony została zamordowana w tym zamku i mogła być jedyna w tym aspekcie. Nie będzie skłonny sprawdzić, czy na przestrzeni istnienia Hogwartu życie straciło więcej uczniów. Gdyby dokonał takiego odkrycia to musiałby rozważyć przekonanie rodziców do zmiany szkoły. Chciał mieć to wszystko z głowy. Nieszczególnie go to interesowało, że Marta lubiła czytać książki. Nie będzie przynosić jej książek ani czytać na głos celem zapewnienia temu duchowi odrobiny rozrywki.
— Marto, powiesz nam wreszcie jak dokładnie umarłaś? — Zapytał o to, co wydawało się najbardziej istotne w tej całej sprawie. Okazane temu duchu współczucie nic już nie zmieni, nawet jak dokuczanie komuś wydawało mu się słabe. Za swojego życia Marta sama na to pozwalała. Zachowując się jak ofiara nakręcała coraz bardziej tę spiralę. Nie sprawiała również wrażenia miłej., a bardziej uciążliwej i odpychającej.