01.11.2022, 03:08 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.04.2023, 19:58 przez Morgana le Fay.)
Rozliczono - Patrick Steward - Bajarz
Barda prowadził: Patrick Steward/Daisy Lockhart
Funkcja prefekta zdecydowanie miała swoje plusy, nawet jeśli złośliwi szeptali czasem między sobą, że to nie była zasługa samej Eunice, a jej pochodzenia. Szczegół, że dokładała wszelkich starań, aby wieść prym w każdej dziedzinie – wszystko, żeby tylko udowodnić całemu światu (a przynajmniej pozostałym uczniom Hogwartu oraz nauczycielom), że nazwisko ojca nie było wszystkim, co miała i co się liczyło, wręcz przeciwnie – co prawdopodobnie miało wpływ na powierzenie jej tej funkcji. A przynajmniej miała taką nadzieję, iż sama sobie na to zasłużyła, a nie, że dostała ją za samo to, iż przynależała do tych Malfoyów, do rodziny Ministra Magii, o którym pamięć była jeszcze całkiem świeża.
Jednakże z pewnym zakresem władzy, jaką dawała odznaka, pojawiały się też i minusy. Jak, chociażby, w postaci poszukiwania zagubionego gdzieś świeżaka. Nie ma, przepadł jak kamień w wodę, nikt nie widział, nie słyszał – a przepraszam, podobno ostatni raz był widzialny gdzieś na dolnych piętrach Hogwartu, jak wykazało małe dochodzenie przeprowadzone wśród pozostałych członków Slytherinu, będących na tym samym roku, co on. Rada nierada, nie miała zbyt wielkiego wyboru i musiała wyruszyć na poszukiwania, żeby odnaleźć zagubioną owieczkę i przyprowadzić ją z powrotem do stada.
Tym bardziej że godzina była już raczej z tych, w których należało się gromadzić we wspólnej sali Slytherinu, rozchodzić do własnych dormitoriów i generalnie szykować się powoli do przywitania kolejnego dnia. Znaczy się, wliczając w to odpowiednią ilość godzin snu, oczywiście.
Snu, którego – jak odnosiła wrażenie – tej nocy nie przyjdzie jej go zbyt wiele zaznać, chyba że zguba jakimś cudem odnajdzie się już, zaraz, natychmiast. I lepiej, żeby tak było, bo naprawdę nie miała ochoty zacząć przeczesywać każdego możliwego – i jej znanego – zakamarka. Myśli, że pierwszoroczniak się nie odnajdzie, na razie nie dopuszczała do siebie. Oczywiście że go dopadnie, i to przed innymi prefektami oraz nauczycielami.
Przemierzała korytarz pośpiesznym krokiem, nie omieszkując naciskać na klamki natrafianych drzwi po drodze, by zerknąć do wnętrz mijanych pomieszczeń i przekonać się, czy delikwent przypadkiem nie znajduje się w którymś z nich. Niestety, jak na złość, nie.
Zmełła pod nosem przekleństwo, gdy po raz kolejny odkryła, że dzieciaka nie ma. Ale, zaraz, zaraz? Dostrzegła czyjąś sylwetkę, odpowiednio niską, więc czyżby…? Tylko tak jakby kierowała się nie w tę stronę, co trzeba.
- Edgar? Stój! – rzuciła, przyspieszając kroku, mając nawet zamiar puścić się biegiem, gdyby „ofiara” miała zacząć uciekać.
383