• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
« Wstecz 1 … 5 6 7 8 9 Dalej »
[15.04.72, Pokątna] Cathal i Patrick

[15.04.72, Pokątna] Cathal i Patrick
Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#1
09.02.2023, 23:30  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.06.2023, 22:15 przez Morgana le Fay.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Cathal Shafiq - osiągnięcie Pierwsze koty za płoty

Cathal Shafiq spędzał sporo czasu w krajach, które przeciętny Anglik niekoniecznie uznałby za cywilizowane. Bywał tam na mugolskich bazarach i w co paskudniejszych dzielnicach, gdzie musiałeś mieć oczy dookoła głowy, aby nie stracić portfela, życia, tudzież godności osobistej. Raz czy dwa zdarzyło mu się zapobiec kradzieży w ostatniej chwili, a zdarzyło się i że taka zamieniła się w niewielką bójką. Ale dotąd nikt nie zdołał pozbawić go pieniędzy.
Dlatego naprawdę nie potrafił zrozumieć, jak mógł być aż tak nieostrożny, by pozwolić, aby jakiś złodziejaszek ukradł mu sakiewkę na Pokątnej, w momencie, w którym spoglądał na wystawę jednej z księgarń, ciekawy, jakie książki wydano w ciągu ostatnich miesięcy, gdy praktycznie go nie było w Londynie. Gdy wpatrywał się w okładki ksiąg, odpłynął myślami: zdarzało mu się to czasem, prawdopodobnie na skutek choroby Milforda, i choć bardzo starał się z takim "odpływaniem" walczyć, nie zawsze się udawało. Nie teraz, na londyńskiej ulicy, na której poczuł się nieco nazbyt bezpiecznie. A potem... Ot w jednej chwili ktoś się na niego zatoczył i dopiero dziesięć sekund później do wytrąconego z zamyślenia Cathala dotarło, że to zatoczenie było nieco podejrzane i wsunął rękę do kieszeni po to, by przekonać się, że ta jest pusta. Mógłby się usprawiedliwiać, że tutaj, w magicznym Londynie, nie oczekiwał, że musi stale zachowywać czujność. Shafiq jednak nie przywykł do usprawiedliwienia własnych błędów, bo były… cóż. Błędami.
I trzeba było je naprawić.
Nie krzyczał. Krzyk mógł tylko sprawić, że złodziejaszek przyspieszy. Wątpił, aby jakiś dobry samarytanin postanowił akurat dokonać obywatelskiego zatrzymania, a w skuteczność Brygady nie miał za wiele wiary – może po części przez swoje doświadczenia w innych krajach. Ruszył biegiem w ślad za chłopakiem, który na niego wpadł.
Na nieszczęście ten obrócił się, dojrzał, że jego ofiara zorientowała się, że została ukradziona i rzucił się do ucieczki.
- Niech cię dorwę, złodzieju! – nie wytrzymał Shafiq, przyspieszając i wpadając za chłopakiem w boczną uliczkę, którą dało się dostać na Nokturn. Każdy normalny obywatel zmartwiłby się zapewne, że złodziej ucieka na tę ulicę: ba, niejeden może nawet zrezygnowałby z pogoni, uważając, że wbiegnięcie na Nokturna będzie raczej zbyt niebezpieczne, aby było warto ryzykować dla paru moment.
Jeśli szło o Cathala, to ucieszył się z tego w duchu. Chociaż odruchowo sięgnął po różdżkę, nie chciał miotać zaklęciami na Pokątnej. Zwróciłby na siebie uwagę i, był niemal pewny, skończył aresztowany, bo pewnie jakiś Brygadzista dostrzegłby to i uznałby, że Shafiq bez powodu zaczął ciskać czarami na ulicy. Co innego na Nokturnie. Tam nie musiał nawet złapać chłopaka, wystarczyło utrzymać się wystarczająco blisko, aby mieć go w zasięgu wzroku, kiedy już znajdą się w miejscu, gdzie nikt się nie przejmie, że w powietrzu fruwają Drętwoty. I gdzie absolutnie nikt nie zwróci uwagę na to, że Cal przetrze bruk twarzą bezczelnego kieszonkowca, bo właśnie taki miał zamiar.
Obserwator
Nie możesz winić lustra za to, że odbicie ci się nie podoba.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Patrick ma ciemne włosy i ciemne oczy. Najczęściej na jego twarzy gości trzydniowy zarost. Jest wysoki, ale nie przesadnie (ok. 185 cm), raczej wysportowany. To ten typ, który rzadko można zobaczyć w garniturze, bo woli ubrania wygodne, które nie krępują jego ruchów. A poza tym garnitury wyróżniają się w tłumie a on lubi się z nim stapiać. Dużo się rusza. Chociaż w towarzystwie potrafi sporo mówić i często żartować, zdaje się, że równie dobrze odnajduje się w swoim własnym towarzystwie. Często można go zobaczyć szkicującego coś namiętnie. Wieczorami można go czasem spotkać w barach. Zawsze wtedy siedzi gdzieś w rogu.

Patrick Steward
#2
11.02.2023, 02:59  ✶  
Patrick był już w takim momencie swojego życia, że niewiele potrafiło go jeszcze szczerze zaskoczyć. Nie chodziło nawet o to, żeby sam przeżył specjalnie wiele, ale jako pracownik Ministerstwa Magii – najpierw w Departamencie Przestrzegania Prawa Czarodziejów, później jako brygadzista aż wreszcie jako auror, zobaczył w swoim życiu dość by uznać, że niewiele jeszcze będzie potrafiło go zadziwić.
A jednak los udowodnił mu, że były takie przejawy niereformowalnej głupoty, na które sam – zwyczajnie – by nie wpadł. Bo czy spodziewałby się, że w ciągu zaledwie kilku dni, dokładnie w tym samym miejscu, będzie miał do czynienia z tym samym złodziejem? Wracał akurat z wizyty na Nokturnie. Tym razem Informator okazał się bardzo przydatny i najpierw dość drobiazgowo opisał wygląd poszukiwanego przez Biuro Aurorów Czarnoksiężnika a potem precyzyjnie wskazał miejsce jego pobytu. Patrick już nie wnikał, czy czasem w grę nie wchodziły tu jakieś osobiste porachunki i po prostu postanowił najpierw zweryfikować a potem wykorzystać otrzymane informacje. Weryfikacja wypadła pomyślnie, na wykorzystanie musiał jeszcze chwilę poczekać.
Także miał całkiem udany dzień w pracy. Kierując się w stronę Pokątnej, postanowił skrócić sobie drogę przez boczną uliczkę. Kilka kroków po tym jak do niej wszedł, z drugiej strony nadbiegł uciekający złodziej a chwilę później pojawił się za nim goniący go mężczyzna. W pierwszej chwili, Patrick nawet nie zastanowił się, czemu właściwie sylwetka złodzieja, jego obszerna bluza, drobny wzrost, niezbyt imponująca postura wydały mu się jakieś takie znajome. Zareagował dość odruchowo, wypadając z naprzeciwka wprost na nadbiegającego chłopaka. Staranował go barkiem by wybić z równowagi a potem docisnąć do ziemi.
I w tym momencie nawiedziło go nieprzyjemne uczucie, jakby to co się właśnie działo miało już wcześniej miejsce. Steward rzadko miał takie odczucia.
- Nie ruszaj się – poinstruował leżącego. Jedną ręką (i kolanem) wciąż dbał o to, by złodziej pozostał dociśnięty do ziemi, drugą sięgnął ku kapturowi bluzy i ściągnął mu ją z głowy. Zamrugał skonfundowany widokiem Edgara.
Nie wiedział na co liczył po tym jak razem z Brenną odeskortował go do Biura Brygady Uderzeniowej, ale był święcie przekonany, że udało im się ostudzić zapał chłopaka do kradzieży przynajmniej na pół roku. Może też po cichu miał nadzieję, że Edgar pójdzie do normalnej pracy i nigdy więcej nie złamie prawa. A tu zetknął się z nim niecały tydzień później. I to w dokładnie takiej samej sytuacji.
- Ty sobie, kurwa, jakieś jaja robisz – powiedział wreszcie. – To nie może być na poważnie.
- Nic nie zrobiłem – wydyszał Edgar.
- To czemu ten facet nazwał cię złodziejem? – zapytał cierpliwie Patrick, brodą wskazując na Cathala i chyba jednak trochę licząc na to, że leżący na ulicy chłopak naprawdę nic nie zrobił.
- N-nie wiem.
Steward westchnął. To nie była odpowiedź, którą chciał usłyszeć. Poczuł, że w przypadku Edgara uderzał głową w jakiś niewidzialny mur, którego nijak nie potrafił rozbić. Może chłopak naprawdę był patologicznym złodziejem, który w planach na życie miał regularne napaści na Pokątnej i zbieganie w kierunku Nokturna?
- Założę się, że próbował ci zwinąć sakiewkę – rzucił w stronę Shafiqa.
Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#3
11.02.2023, 12:23  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.02.2023, 19:46 przez Cathal Shafiq.)  
Dzieciak był szybki. Może nawet szybszy od Cathala, który choć całkiem sprawny fizycznie, był też dość duży i lepszy raczej w podnoszeniu ciężarów niż bardzo szybkich biegach krótko dystansowych, a chwila zamyślenia przed księgarnią – przeklęta choroba Milforda – kosztowała go stratę paru cennych sekund.
Gdy ktoś wpadł na złodziejaszka z przeciwka, przerywając ucieczkę, Shafiq nie był jednak pewny, czy się tym cieszyć, czy wręcz przeciwnie, martwić. Z jednej strony istniała pewna szansa, że chłopak czmychnie w jakąś boczną alejkę i zniknie mu z oczu. Z drugiej, jeszcze parę kroków i czarodziej mógłby wyciągnąć różdżkę, by potraktować kieszonkowca jakimś naprawdę nieprzyjemnym czarem, a na oczach tego człowieka nie wypadało. W Peru czy Egipcie nikt by się nie przejął, ale angielskie społeczeństwo miało odrobinę… inne podejście wobec zawieszania ludzi do góry nogami i potrząsania nimi aż ładnie przeproszą za wszystkie zbrodnie, nawet jeżeli kogoś akurat okradli.
Ty sobie jakieś kurwa jaja robisz.
Cal przysłuchiwał się rozmowie, przez moment po prostu stojąc, jakby zamieniony w posąg. Ot przetwarzał informacje, a wniosek był niestety tylko jeden: mężczyzna, który złapał kieszonkowca, go znał. Jako że Shafiq Stewarda nie znał – ot wspomnienie twarzy tkwiło gdzieś w absolutnej pamięci Cathala, ale nigdy ich sobie nie przedstawiono – nie miał szans rozpoznać w nim aurora, zamyślenie prowadziło więc do przykrej konkluzji.
Mianowicie mężczyzna mógł próbować bronić tego dzieciaka. Fakt, że okradł go jakiś gówniarz, wcale nie sprawił, że Shafiq złagodniał. Raczej był sam na siebie zirytowany, że dał się obrobić komuś, kto prezentował się tak… żałośnie.
To, że Edgar był młody, w oczach Cathala nie stanowiło żadnego usprawiedliwienia. Nie był dzieckiem. Sam postanowił wyjść na ulicę i zabrać komuś sakiewkę.
– Nawet się mu to udało – poinformował Cathal sucho, podchodząc bliżej. Przykucnął, podnosząc z ziemi swoją sakiewkę, którą upuścił dzieciak w momencie, w którym Steward się z nim zderzył. Była wypchana. O ile jakiś czas temu (czego Shafiq nie wiedział) Edgar ryzykował dla kilkunastu sykli, tak tutaj zgarnąłby ich kilkadziesiąt oraz dwa galeony. A chociaż mężczyzna nie był biedakiem i zarabiał bardzo dobrze, to jego wydatki pozostawały na tyle duże, że strata tych pieniędzy stanowiłaby bolesną stratę. Zwłaszcza, że właśnie szedł je wydać na bardzo określone cele i wcale mu się nie uśmiechało ani wracanie po pieniądze z powrotem do mieszkania, ani ponowne przeliczanie budżetu na zakupy nowego ekwipunku na miejsce tego, który uległ zniszczeniu w Egipcie.
– To moja sakiewka – dodał mężczyzna, jakby nie było to jasne. – A to kieszonkowiec, który ją zwinął…
– Wcale nie! – wydarł się Edgar, wciąż unieruchomiony pod ciężarem Patricka. W jego spojrzeniu czaił się przestrasz, ale wyraz twarzy miał butny. – Ja eee, znalazłem ją na ulicy. On ją upuścił i teraz się nie chce przyznać!
– Jestem wdzięczny za pomoc. Poradzę sobie z nim dalej sam – skomentował Cathal, wciąż bardzo spokojnie, chociaż spojrzenie jasnych oczu było teraz zimne. Jeśli Edgar chciał go wkurzyć jeszcze bardziej, to osiągnął swój cel w stu procentach.
Obserwator
Nie możesz winić lustra za to, że odbicie ci się nie podoba.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Patrick ma ciemne włosy i ciemne oczy. Najczęściej na jego twarzy gości trzydniowy zarost. Jest wysoki, ale nie przesadnie (ok. 185 cm), raczej wysportowany. To ten typ, który rzadko można zobaczyć w garniturze, bo woli ubrania wygodne, które nie krępują jego ruchów. A poza tym garnitury wyróżniają się w tłumie a on lubi się z nim stapiać. Dużo się rusza. Chociaż w towarzystwie potrafi sporo mówić i często żartować, zdaje się, że równie dobrze odnajduje się w swoim własnym towarzystwie. Często można go zobaczyć szkicującego coś namiętnie. Wieczorami można go czasem spotkać w barach. Zawsze wtedy siedzi gdzieś w rogu.

Patrick Steward
#4
11.02.2023, 16:08  ✶  
Gdyby nie to, że Patrick padł ofiarą analogicznej sytuacji zaledwie kilka dni wcześniej, pewnie miałby wobec młodocianego złodzieja więcej wyrozumiałości. Po pierwsze, z uwagi na jego wiek – te ledwie skończone dziewiętnaście lat ciągle robiło na Stewardzie jakieś przykre wrażenie. Po drugie dlatego, że Edgar najwyraźniej próbował okradać facetów większych od siebie i ze dwa razy silniejszych a to się prędzej czy później musiało skończyć jakąś tragedią. I to raczej nie dla okradanych.
Steward nie zawsze będzie mógł się pojawić w pobliżu by bronić chłopaka przed skutkami jego własnych czynów. Nawet teraz nie był do końca pewien jak skończyłaby się dla Edgara ta gonitwa, gdyby nie pojawił się w pobliżu. Cathal wyglądał na takiego, który mógłby złoić mu nieźle skórę. Zwłaszcza, że jeśli czegoś Edgarowi brakowało to skruchy i tej subtelnej charyzmy, tej którą posiadał Plump, która potrafiła pomóc w wykaraskaniu się z nawet najtrudniejszej sytuacji.
- Ty zawsze znajdujesz sakiewki na ulicy, co? – podsumował pytająco słowa chłopaka, siłą zmuszając się, by nie brzmiały tak złośliwie jak mogłyby. – Obawiam się, że nie mogę na to pozwolić – odpowiedział Cathalowi.
W międzyczasie sięgnął do kieszeni spodni by wyciągnąć stamtąd odznakę aurora i pokazać ją krótko Shafiqowi. Później sięgnął również do kieszeni po kajdanki. Wyciągnął je, by skuć nimi leżącego na ziemi chłopaka. I znowu w Patricka uderzyła myśl, że przecież to było niemal tak samo jak wtedy, zaledwie przed paroma dniami. Jak bardzo trzeba być głupim, by próbować tego samego numeru w ciągu zaledwie pięciu dni?
- Edgar ostatnio przepada za wizytami w Biurze Brygady Uderzeniowej – wyjaśnił, zakładając wspomnianemu kajdanki na ręce.
- T-to jest nękanie – wydyszał wspomniany. – N-nawet nic nie zrobiłem!
Steward przewrócił oczami. O, to też już słyszał. Nic nie zrobiłem. Jestem niewinny jak nieobsrana łąka. Kliknęło, gdy zapinał mu kajdanki. Może spacer przez Pokątną w kajdankach nauczy czegoś Edgara? Bo tym razem Patrickowi nawet przez myśl nie przeszło, by puścić go wolno. Pewnych rzeczy nie można było puszczać płazem. Tym bardziej, jeśli już raz pożałowało się złodzieja i skończyło się to tak, że złodziej się niczego nie nauczył.
- Chciałbyś złożyć krótkie zeznania? Ile właściwie próbował ci ukraść i tak dalej? – zapytał Cathala, kompletnie ignorując pełne oburzenia pojękiwania Edgara. – Zdaje się, że tym razem jest pełna. Wiesz… - tu zwrócił się do chłopaka. – To zupełnie różne paragrafy. A ty jesteś recydywistą.
- T-ta sakiewka naprawdę leżała na ziemi! – wystękał Edgar.
Patrick potarł palcami nasadę nosa. Tak, to też już słyszał. Leżące na ziemi sakiewki były plagą Pokątnej. Ich właściciele najpierw porzucali je beztrosko na ulicy a potem gonili za biednym, przypadkowym Edgarem, któremu zdarzało się trochę częściej niż innym je podnosić a potem podczas ucieczki gubić. Wszyscy go wrabiali.
- Prawda – zgodził się z Edgarem. – On celowo ją wyrzucił, żebym ja mógł cię znowu złapać. To mi sprawia ogromną przyjemność. Wysłuchiwanie twojego marudzenia i ciągnięcie cię do Ministerstwa Magii. Robisz mi od razu cały dzień. A jak się ucieszą w Biurze Brygady Uderzeniowej jak cię znowu zobaczą. Aż się nie mogę doczekać kolejnej takiej samej akcji z tobą w roli głównej.
Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#5
11.02.2023, 16:36  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.02.2023, 19:58 przez Cathal Shafiq.)  
Patrick miał sporo racji. Cathal zdecydowanie był gotów złoić Edgarowi skórę. W tym przypadku jego wygląd ani trochę nie mylił. Może gdyby miał przed sobą piętnastolatka, po prostu dałby mu po uchu i puścił, ale dwudziestoletni młodzieniec powinien albo pomyśleć, zanim ukradnie, albo przynajmniej staranniej wybrać cel kradzieży. Aura Shafiqa – w której dominowała jasna zieleń, przetykana odrobiną żółtego – była subtelnie zabarwiona także odcieniami świadczącymi o tym, że był zagniewany. Nie rozwścieczony, ale z całą pewnością cała sytuacja nie wywołała u nim ani odrobiny rozbawienia.
Westchnął w duchu na widok odznaki.
Auror.
Czy mógł mieć większego pecha?
Cathal nie przepadał za aurorami. Po trochu dlatego, że miał jedną albo dwie rzeczy do ukrycia, nawet jeśli przynajmniej jeden z tych sekretów był tak dobrze zagrzebany, że nigdy nie powinien wyjść na światło dzienne. Po trochu po prostu, choć wiedział, że są potrzebni w społeczeństwie – Shafiq uważał, że spacerowanie ulicami, gdy na każdym kroku walczą ze sobą czarodzieje byłoby bardzo niewygodnie, a bez praw i służb porządkowych często to się tak kończyło – sam uważał, że większość stróżów prawa to nadmierni służbiści. A to, co prawnie słuszne, nie zawsze było tym właściwym rozwiązaniem.
Na przykład wolałby osobiście lekko przetrzepać gówniarzowi skórę. Zapamiętałby to jego zdaniem znacznie lepiej niż wizytę w Biurze Brygady Uderzeniowej, z której najwyraźniej już raz go puszczono.
Nie wspominając już o prywatnych, marnych doświadczeniach z jednym aurorem, który był pewny, że Cathal popełnił poważną zbrodnię (i nawet miał rację, ale akurat nie tę, o którą go oskarżał). I z innymi przedstawicielami prawa, którzy bardzo lubili utrudniać życie wyprawom archeologicznym, zwłaszcza jeśli ich organizatorami nie było Ministerstwo Magii.
- Zdaje się, że nie mam wyboru, jeśli nie chcę, żeby po prostu stąd odmaszerował – stwierdził. Gniew opadł. Nie było sensu marnować energii na złoszczenie się na coś, z czym nie mógł w tej chwili niczego zrobić. Ostatecznie to były tylko pieniądze, a przynajmniej dzieciak nie wywinie się tak zupełnie. – W środku są dwa złote galeony, osiemdziesiąt sześć sykli i piętnaście knutów – wyrecytował. Dawało to w sumie trochę ponad osiem galeonów. Nie był to może nieprawdopodobny majątek, ale za tę sumę spokojnie można było kupić choćby doskonałej jakości różdżkę.
- Tak, mam takie hobby. Rzucam sakiewkę pełną monet na ziemię, a potem czekam na pierwszą osobę, która ją podniesie, żeby sprawdzić, które z nas szybciej biega. Lubię rywalizację – stwierdził Cathal zgryźliwym tonem. – Recydywista? Chyba lubi wyzwania, skoro na cel nie wybiera bezbronnych staruszek. Masz szczęście, że wpadłeś na aurora, inaczej bym cię spetryfikował.
…a raczej prawdopodobnie rąbnął drętowotą, albo poderwał w górę zaklęciem i potem popatrzył, co wypadnie z jego kieszeni, jeśli bardzo porządnie potrząśnie. Ale do tego nie miał zamiaru przyznawać się przed aurorem. Myśl sprawiła jednak, że sięgnął po różdżkę.
- Accio sakiewka – powiedział, celując w Edgara.
I rzeczywiście, z jego kieszeni wyskoczyła sakiewka. Najpierw jedna, potem druga…
– To moje! To po prostu moja sakiewka! – wydarł się Edgar.
– Chłopak ma intrygujący gust. Jestem pewny, że to najnowszy krzyk mody wśród angielskich młodzieńców – powiedział Cathal, rzucając Stewardowi najpierw jedną, potem drugą sakiewkę. W tej pierwszej były głównie knuty i wyglądała zupełnie normalnie. Ta druga była różowa i haftowana w jednorożce. – Może jednak one też leżały na ziemi, bo upuścili je właściciele?
– To… to mojej babki! Tak, to jej.
– I jeszcze okrada własną babcię – westchnął Shafiq z fałszywym ubolewaniem.
Obserwator
Nie możesz winić lustra za to, że odbicie ci się nie podoba.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Patrick ma ciemne włosy i ciemne oczy. Najczęściej na jego twarzy gości trzydniowy zarost. Jest wysoki, ale nie przesadnie (ok. 185 cm), raczej wysportowany. To ten typ, który rzadko można zobaczyć w garniturze, bo woli ubrania wygodne, które nie krępują jego ruchów. A poza tym garnitury wyróżniają się w tłumie a on lubi się z nim stapiać. Dużo się rusza. Chociaż w towarzystwie potrafi sporo mówić i często żartować, zdaje się, że równie dobrze odnajduje się w swoim własnym towarzystwie. Często można go zobaczyć szkicującego coś namiętnie. Wieczorami można go czasem spotkać w barach. Zawsze wtedy siedzi gdzieś w rogu.

Patrick Steward
#6
13.02.2023, 02:16  ✶  
Okazywało się więc, że po raz kolejny w ciągu kilku ostatnich dni, Edgar przy sporej ilości pecha miał jednocześnie mnóstwo szczęścia, bo aż dwa raz trafił mu się akurat taki Patrick Steward. A Patrick ciągle jeszcze liczył na to, że kariera kieszonkowca była tylko nieprzyjemnym etapem, z którego złapany chłopak wciąż mógł wyrosnąć. Bo wiek miał swoje prawa i różne takie.
Steward, jak zwykle, nijak nie dał po sobie poznać, że dostrzegł aurę Cathala. Widział też aurę Edgara, głównie szaro-zieloną, teraz jeszcze tryskającą nieprzyjemną czerwienią, świadczącą o tym jak bardzo rozgniewany był pojmany.
- Właściwie to masz wybór – Patrick pokręcił głową, nie spuszczając oczu z chłopaka. Gdyby to jeszcze był pierwszy raz. Gdyby Edgar zaczął przepraszać kajać się i sprzedawać jakąś rzewną historię o chorej matce, siostrze lub długach, Steward mógłby go puścić wolno. Ale to nie był pierwszy raz a wyrzutów sumienia Edgar nie odczuwał żadnych. Odwrotnie, złapany na gorącym uczynku, złościł się tylko, że został złapany. – Nie wypuszczę go wolno. Ale te dwa galeony, osiemdziesiąt sześć sykli i piętnaście knutów brzmią tylko gorzej dla Edgara.
Edgar w tym momencie zacisnął zęby, coś najwidoczniej cisnęło mu się na usta, ale albo zrozumiał, że dalsza dyskusja tylko pogarszała jego sytuację, albo szykował się do większej utarczki później. Każde kolejne słowo, które mówili o nim, trochę jakby bez niego, tylko jeszcze bardziej go rozjuszało. Łypnął groźnie na Cathala, jakby sam rzucał mu niemądre wyzwanie, jakby chciał zawołać: to ja bym ciebie spetryfikował, wszystkich was bym spetryfikował!
Steward potrafił sobie wyobrazić i inne myśli, które lęgły się w głowie Edgara. Wszystkie niedobre, paskudne, życzące im jak najgorzej. I chociaż chciał go usprawiedliwiać, swoim zachowaniem chłopak bardzo utrudniał mu to zadanie. Ale nie pochwalał accio, które rzucił Shafiq. Częściowo dlatego, że okradziony nie był przedstawicielem prawa a częściowo dlatego, że przeszukania powinni dokonać później, dając jak najmniej czasu przeszukiwanemu do namysłu. No i tak naprawdę, te dwie sakiewki to czego dowodziły? Całą trójką wiedzieli, że przynajmniej jedną z nich chłopak ukradł, ale póki nie mieli zgłoszenia kradzieży… Mógł im w oczy opowiadać, że to sakiewka babci lub jego własnej siostry. Obie wysłały go na Pokątną po leki. I jak na złość, jeśli choć trochę kochały Edgara, obie potwierdzą, że sakiewka należała do nich. Jeszcze na świadka wezwą dziadka.
- Dość – warknął do chłopaka. W jego głosie pojawiły się ostrzejsze, mniej przyjemne nuty. Złapał go za ramię i pomógł mu wstać. -  Ktoś z brygady i tak sprawdzi twoją babcię. Gorzej dla niej jak w międzyczasie zgłosi się jakaś poszkodowana czarownica albo czarodziej, z informacją, że tego dnia ktoś ukradł im sakiewkę w jednorożce. I jeszcze będzie potrafił powiedzieć, ile tam w środku było galeonów, sykli i knutów. A twojej babci się zapomni, ile powinna mieć w sakiewce, którą ci pożyczyła – uświadomił brutalnie.
W oczach Patricka Edgar okazał się złodziejem nie tylko bezczelnym, ale też bezczelnie głupim. Jak bardzo trzeba było nie mieć mózgu, by po okradnięciu kogokolwiek, pozostawić sobie jego portmonetkę na pamiątkę? Co to miało być? Jakieś trofeum na później?
- Zechciałbyś się przejść razem z nami do Ministerstwa czy wolałbyś jednak złożyć podstawowe zeznanie tutaj? – zapytał Cathala. – Domyślam się, że Edgar już i tak zmarnował ci sporo czasu. Wystarczy mi twoje imię i nazwisko. Opiszę zdarzenie, dołączę informacje o tobie jako o poszkodowanym. Możliwe, że później otrzymasz wezwanie by złożyć obszerniejsze zeznanie – opisał. Sam się nie przedstawiał, zakładał, że Shafiq przeczytał jego imię i nazwisko na identyfikatorze.
- Po co obszerniejsze zeznanie? – jęknął chłopak. – Przecież nic się nie stało.
- No nie wiem? Bo możesz trafić przed Wizengamot? – odpowiedział obojętnie Steward.
Nadal nie wierzył by Edgarowi groził Wizengamont, ale jak nie zejdzie ze swojej przestępczej drogi i znowu zostanie przyłapany na kradzieży… To kto wie?
Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#7
13.02.2023, 20:08  ✶  
Edgar miał zarówno pecha, jak i szczęście. Z jednej strony – fatalnie wybierał sobie obiekty kradzieży. A przynajmniej ich część, bo różowa sakiewka sugerowała, że dokonał przynajmniej jednej udanej napaści. Najpierw auror i Brygadzistka, którzy zafundowali mu szybki kurs do ministerstwa. Teraz z kolei czarodziej, który po schwytaniu niekoniecznie oddałby go brygadzistom, ale z dużym prawdopodobieństwem chłopak wolałby mandat niż parę minut w jego towarzystwie.
– Ale… – zaczął Edgar, próbując wyrwać się z uścisku Patricka, gdy ten stawiał go na nogi. Trochę oklapł, kiedy Steward poinformował, że pójdą sprawdzić jego babcię. Otworzył usta i je zamknął, wyraźnie niezdecydowany, czy próbować dalej iść w zaparte, z nadzieją, że żadna czarownica nie zgłosi kradzieży, czy po prostu się przyznać. Ostatecznie rzucił tylko Cathalowi wściekłe spojrzenie, prawdopodobnie to jego obwiniając o wszystkie swoje nieszczęścia.
W gruncie rzeczy Shafiq wcale nie obwiniał chłopaka o to, że próbował kradzieży. Sam nie zawsze był uczciwy. Ale już głupota, jaką ten się popisał w całym procesie, była niewybaczalna...
Shafiq zmierzył Stewarda spojrzeniem teraz, kiedy mógł przyjrzeć się mu uważniej. Patrick nie wyglądał na aurora. Właściwie w ogóle wyglądał na kogoś, kto nie rzuca się w oczy. I może właśnie dlatego Cathal ostatecznie darował sobie jakiekolwiek uwagi.
Zawsze uważał, że strzec się należy tych najbardziej niepozornych. Było prawie pechem, że sam się do nich nie zaliczał – co jednak miało sporo związku z tym, że rzucał się w oczy ze względu na opaleniznę i włosy rozjaśnione słońcem, tak nie pasujące do kwietnia w mglistym Londynie. Może właśnie dlatego Edgar uznał go za łatwy cel. Wygląd turysty oraz głębokie zamyślenie, wywołane tym, że Shafiq pozwolił przed księgarnią myślom po prostu płynąć, sugerowały, że niekoniecznie zorientuje się, że ktoś go obrobił…
- Jeśli wizyta w Ministerstwie nie jest konieczna, zrobię to tutaj – powiedział tylko Shafiq. Nie przepadał za budynkiem Ministerstwa. Ani w ogóle za żadnymi urzędami i tego typu instytucjami. Czuł się w nich bardziej klaustrofobicznie niż pośród starożytnych, na wpół zasypanych korytarzy. – Cathal Shafiq. Sowy można kierować do mieszkania trzynaście, przy Horyzontalnej siedem. Stałem przed księgarnią, kiedy chłopak na mnie wpadł. Wydało mi się to podejrzane, więc sprawdziłem kieszeń. Sakiewka, jak łatwo się domyśleć, znikła. Ruszyłem za złodziejem…
– Nie jestem złodziejem! – zaprotestował Edgar wściekle i znowu lekko się szarpnął, spoglądając na boki, jakby liczył, że moment, w którym Cathal mówi, wystarczy, by rozproszyć Patricka.
– …którego ręka prawdopodobnie całkowicie niechcący zabłąkała się do mojej kieszeni i jakoś przypadkiem złapała moją sakiewkę – uzupełnił Shafiq, nie zmieniając wyrazu twarzy. Przesypał zawartość swojej sakiewki na rękę, pokazując ją Stewardowi. Zakładał, że mężczyzna pewnie musi zweryfikować, czy w istocie nie była po prostu pełna knutów. – Z księgarni akurat wychodziła niejaka Poppy Sandor, która pracuje w sklepie zielarskim na Pokątnej i być może coś widziała, bo przebiegł tuż obok niej. Chłopak zapewne ma bardzo samobójcze skłonności, bo skierował się na Noktur. Resztę pan zna. Czy to wszystko?
Z powrotem umieścił pieniądze w sakiewce. A samą sakiewkę tym razem schował w wewnętrznej kieszeni płaszcza, obiecując sobie, że nie będzie więcej ryzykował. I jeśli Steward nie potrzebował od niego niczego więcej – Cathal po prostu odszedł, zostawiając Edgara w jego rękach. Sam miał zamiar skierować się do pierwotnego celu swojej wyprawy na Pokątną.
Obserwator
Nie możesz winić lustra za to, że odbicie ci się nie podoba.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Patrick ma ciemne włosy i ciemne oczy. Najczęściej na jego twarzy gości trzydniowy zarost. Jest wysoki, ale nie przesadnie (ok. 185 cm), raczej wysportowany. To ten typ, który rzadko można zobaczyć w garniturze, bo woli ubrania wygodne, które nie krępują jego ruchów. A poza tym garnitury wyróżniają się w tłumie a on lubi się z nim stapiać. Dużo się rusza. Chociaż w towarzystwie potrafi sporo mówić i często żartować, zdaje się, że równie dobrze odnajduje się w swoim własnym towarzystwie. Często można go zobaczyć szkicującego coś namiętnie. Wieczorami można go czasem spotkać w barach. Zawsze wtedy siedzi gdzieś w rogu.

Patrick Steward
#8
14.02.2023, 23:16  ✶  
Podstawowy problem Patricka polegał na tym, że ciągle jeszcze chciał zawrócić Edgara z przestępczej drogi. Nie miał pojęcia, jak mógłby wpłynąć na chłopaka, skoro ni prośby, ni groźby na niego nie działały. Nawet solidny mandat wystawiony przez brygadzistów nie sprawił, by chłopak przemyślał własne zachowanie. Może nawet teraz, za moment, będzie się tłumaczył tym, że to przez ten mandat próbował okradać przechodniów?
Cathal rzeczywiście wyglądał dość niecodziennie, wyższy od większości, opalony, jakby dopiero co wrócił z wakacji. Ale niecodziennie nie oznaczało wcale niepozornie. Jak bardzo trzeba było nie myśleć, by próbować rabować takiego faceta na środku ulicy? Gdyby Stewardowi przyszło robić coś podobnego, wcześniej przynajmniej spróbowałby go potężnie upić w jakimś barze, rabować nocą, najlepiej w ciemnej uliczce a potem czmychnąć niepostrzeżenie. 
Wsłuchiwał się w słowa wypowiadane przez Shafiqa, gdy ten zdawał relację z tego, w jaki sposób został okradziony przez Edgara. A Patrick ciągle miał w głowie, że Edgar znowu zrobił dokładnie to samo, co zaledwie pięć dni wcześniej. I pewnie przez te pięć dni, w czasie których nie miał z nim styczności, również próbował okradać w ten sposób przechodniów.
Uśmiechnął się cierpko pod nosem.
- Wcale nie jesteś złodziejem – zgodził się z kieszonkowcem. – Jesteś po prostu straszliwie nieporadny. Ciągle tylko zataczasz się po chodniku i wpadasz na ludzi – opisał dość złośliwie.
Korciło go nawet by powiedzieć coś jeszcze bardziej złośliwego, coś w rodzaju: ależ oczywiście, że nie jesteś złodziejem. Jesteś jednym z tych zboczków, co to się lubią poocierać, nie? O to chodzi, nie? Podoba ci się takie wpadanie na przechodniów, co? Tu pewnie nawet nie chodzi o sakiewki.
Ale oczywiście tego nie powiedział. Występował tu jako auror i musiał się zachowywać jak auror. A auror nie mógł sobie pozwolić na wypowiedzenie czegoś takiego na głos. Nawet jeśli, być może, byłoby to coś, co naprawdę podziałałoby na Edgara. Owszem, obraziłby się śmiertelnie, ale może też przestraszył. Może nawet przestraszyłby się na tyle, by już więcej, w obawie przed podobnymi oskarżeniami, nie kraść?
Zapatrzył się na wysypywane przez Cathala pieniądze. Zrobił to pro forma. Nie chciał ich przeliczać. Myślami błądził nawet wokół tego, że być może dobrze by było, gdyby wpisał jeszcze większą kwotę, po to tylko by Edgara spotkała sroższa kara, ale tego również nie mógł zrobić.
- Moim zdaniem to wystarczy – odpowiedział Shafiqowi. Potem powtórzył jeszcze jego imię i nazwisko oraz adres zamieszkania. Zakładał, że mimo wszystko wyśle mu później kopię zeznań do wglądu, tak na wszelki wypadek. – Dziękuję za poświęcony czas. I przykro mi, że musieliśmy się poznać w tak… tak nieprzyjemnych okolicznościach – dopowiedział jeszcze, w ten sposób żegnając się z mężczyzną.
Następnie oddalił się, w stronę Ministerstwa Magii, razem z Edgarem.
Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Cathal Shafiq (2058), Patrick Steward (2082)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa