09.02.2023, 23:30 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.06.2023, 22:15 przez Morgana le Fay.)
adnotacja moderatora
Rozliczono - Cathal Shafiq - osiągnięcie Pierwsze koty za płoty
Cathal Shafiq spędzał sporo czasu w krajach, które przeciętny Anglik niekoniecznie uznałby za cywilizowane. Bywał tam na mugolskich bazarach i w co paskudniejszych dzielnicach, gdzie musiałeś mieć oczy dookoła głowy, aby nie stracić portfela, życia, tudzież godności osobistej. Raz czy dwa zdarzyło mu się zapobiec kradzieży w ostatniej chwili, a zdarzyło się i że taka zamieniła się w niewielką bójką. Ale dotąd nikt nie zdołał pozbawić go pieniędzy.
Dlatego naprawdę nie potrafił zrozumieć, jak mógł być aż tak nieostrożny, by pozwolić, aby jakiś złodziejaszek ukradł mu sakiewkę na Pokątnej, w momencie, w którym spoglądał na wystawę jednej z księgarń, ciekawy, jakie książki wydano w ciągu ostatnich miesięcy, gdy praktycznie go nie było w Londynie. Gdy wpatrywał się w okładki ksiąg, odpłynął myślami: zdarzało mu się to czasem, prawdopodobnie na skutek choroby Milforda, i choć bardzo starał się z takim "odpływaniem" walczyć, nie zawsze się udawało. Nie teraz, na londyńskiej ulicy, na której poczuł się nieco nazbyt bezpiecznie. A potem... Ot w jednej chwili ktoś się na niego zatoczył i dopiero dziesięć sekund później do wytrąconego z zamyślenia Cathala dotarło, że to zatoczenie było nieco podejrzane i wsunął rękę do kieszeni po to, by przekonać się, że ta jest pusta. Mógłby się usprawiedliwiać, że tutaj, w magicznym Londynie, nie oczekiwał, że musi stale zachowywać czujność. Shafiq jednak nie przywykł do usprawiedliwienia własnych błędów, bo były… cóż. Błędami.
I trzeba było je naprawić.
Nie krzyczał. Krzyk mógł tylko sprawić, że złodziejaszek przyspieszy. Wątpił, aby jakiś dobry samarytanin postanowił akurat dokonać obywatelskiego zatrzymania, a w skuteczność Brygady nie miał za wiele wiary – może po części przez swoje doświadczenia w innych krajach. Ruszył biegiem w ślad za chłopakiem, który na niego wpadł.
Na nieszczęście ten obrócił się, dojrzał, że jego ofiara zorientowała się, że została ukradziona i rzucił się do ucieczki.
- Niech cię dorwę, złodzieju! – nie wytrzymał Shafiq, przyspieszając i wpadając za chłopakiem w boczną uliczkę, którą dało się dostać na Nokturn. Każdy normalny obywatel zmartwiłby się zapewne, że złodziej ucieka na tę ulicę: ba, niejeden może nawet zrezygnowałby z pogoni, uważając, że wbiegnięcie na Nokturna będzie raczej zbyt niebezpieczne, aby było warto ryzykować dla paru moment.
Jeśli szło o Cathala, to ucieszył się z tego w duchu. Chociaż odruchowo sięgnął po różdżkę, nie chciał miotać zaklęciami na Pokątnej. Zwróciłby na siebie uwagę i, był niemal pewny, skończył aresztowany, bo pewnie jakiś Brygadzista dostrzegłby to i uznałby, że Shafiq bez powodu zaczął ciskać czarami na ulicy. Co innego na Nokturnie. Tam nie musiał nawet złapać chłopaka, wystarczyło utrzymać się wystarczająco blisko, aby mieć go w zasięgu wzroku, kiedy już znajdą się w miejscu, gdzie nikt się nie przejmie, że w powietrzu fruwają Drętwoty. I gdzie absolutnie nikt nie zwróci uwagę na to, że Cal przetrze bruk twarzą bezczelnego kieszonkowca, bo właśnie taki miał zamiar.