30.05.2023, 01:49 ✶
Zerknął na Brennę wyraźnie niezadowolony z odpowiedzi jakiej mu udzieliła. Nie był tylko pewien, czy bardziej w tym momencie nie pasowało mu to, że wróciła się bo śmierciożerca był nierozbrojony (co ubrane w ten sposób w jego głowie brzmiało tak, jakby wytykała mu niekompetencję) czy dlatego że nie wiedziała gdzie właściwie podział się Alastor z, jak się z dalszych jej słów miał dowiedzieć, medykiem. Przydałaby mu się tutaj teraz, ta druga Longbottom i wszystko co święte mu świadkiem że gdyby mógł, to oddałby wiele żeby właśnie zamienić dwie kobiety miejscami. Niestety jednak nie posiadał takiej mocy sprawczej.
Uśmiechnął się więc do śmierciożercy kwaśno, bo ten postanowił otworzyć jadaczkę i kłapać nią bez sensu.
- Zwłoki w jednym kawałku łatwiej uprzątnąć - skrzywił się nieco, bo kiedy wzruszył ramionami poczuł jak poparzenia i ręka bolą. Niemniej jednak zbliżył się do niego, chwilowo uznając za wystarczająco niegroźnego, nie mówiąc o tym, że Longbottom wciąż była obok. Sięgnął ręką do kieszeni jego płaszcza, wyjmując świstoklik, którego śmierciożerca wcześniej tak rozpaczliwie szukał, a następnie schował go do kieszeni swojego munduru.
- Nie - odpowiedział jej krótko, machając jednak własna różdżką, by wyczarować krępujące ręce śmierciożercy więzy. Wystarczająco by ograniczyć jego ruchy.
Na wzmiankę o świstokliku spojrzał na nią kątem oka, nieco przelotnie ale wciąż dało się w tym wyczuć pewną podejrzliwość. Bo niby po co był jej na polanie ten świstoklik? Brzmiało to nieco jakby się przed czymś zabezpieczała, a kiedy podrapał się po głowie, częściowo chcąc ukryć zdziwienie tą całą sytuacją, przypomniał sobie o świeczce i wtedy zrobiło mu się już naprawdę dziwnie. - Nigdzie nie idę. - oznajmił tylko, zamiast roztrząsać się nad tymi wszystkimi nieścisłościami. Absolutnie nie czułby się dobrze z tym, że samemu szuka bezpieczeństwa, nie wiedząc co z resztą. Nie chodziło tutaj jednak o jakieś wybitnie szlachetne pobudki, a raczej zwyczajne poczucie obowiązku. Zostali wysłani na zadanie, więc póki nie pojawi się polecenie, ze należy wracać, nie zamierzał się ulatniać.
Mimowolnie rozejrzał się też, w poszukiwaniu... czegoś. Czegokolwiek tak po prawdzie, bo próba skontaktowania się z Mavelle zakończyła się fiaskiem. Kobieta nie odpowiadała i w pewien sposób nieco go to zaniepokoiło. Na szczęście jednak w okolicy ognisk, za zwalistym cielskiem kamiennego żywiolaka, dało się dostrzec sylwetki, które po odrobinie zastanowienia dało się zidentyfikować jako te innych brygadzistow i aurorów. Skinął na Brennę, a potem głową wskazał w tamtym kierunku.
- Tam są nasi. Zabierzmy go tam ze sobą, a potem pomyślimy co dalej - zawyrokował, czekając aż skończy prowizorycznie opatrywać śmierciożercę, a kiedy skończyła próbował podnieść mężczyznę za pomocą zaklęcia tak, by lewitować go za sobą w stronę grupy.
kształtowanie na wyczarowanie więzów bo nie mamy kajdanków i translokacja na przemieszczanie śmierciożercy
Uśmiechnął się więc do śmierciożercy kwaśno, bo ten postanowił otworzyć jadaczkę i kłapać nią bez sensu.
- Zwłoki w jednym kawałku łatwiej uprzątnąć - skrzywił się nieco, bo kiedy wzruszył ramionami poczuł jak poparzenia i ręka bolą. Niemniej jednak zbliżył się do niego, chwilowo uznając za wystarczająco niegroźnego, nie mówiąc o tym, że Longbottom wciąż była obok. Sięgnął ręką do kieszeni jego płaszcza, wyjmując świstoklik, którego śmierciożerca wcześniej tak rozpaczliwie szukał, a następnie schował go do kieszeni swojego munduru.
- Nie - odpowiedział jej krótko, machając jednak własna różdżką, by wyczarować krępujące ręce śmierciożercy więzy. Wystarczająco by ograniczyć jego ruchy.
Na wzmiankę o świstokliku spojrzał na nią kątem oka, nieco przelotnie ale wciąż dało się w tym wyczuć pewną podejrzliwość. Bo niby po co był jej na polanie ten świstoklik? Brzmiało to nieco jakby się przed czymś zabezpieczała, a kiedy podrapał się po głowie, częściowo chcąc ukryć zdziwienie tą całą sytuacją, przypomniał sobie o świeczce i wtedy zrobiło mu się już naprawdę dziwnie. - Nigdzie nie idę. - oznajmił tylko, zamiast roztrząsać się nad tymi wszystkimi nieścisłościami. Absolutnie nie czułby się dobrze z tym, że samemu szuka bezpieczeństwa, nie wiedząc co z resztą. Nie chodziło tutaj jednak o jakieś wybitnie szlachetne pobudki, a raczej zwyczajne poczucie obowiązku. Zostali wysłani na zadanie, więc póki nie pojawi się polecenie, ze należy wracać, nie zamierzał się ulatniać.
Mimowolnie rozejrzał się też, w poszukiwaniu... czegoś. Czegokolwiek tak po prawdzie, bo próba skontaktowania się z Mavelle zakończyła się fiaskiem. Kobieta nie odpowiadała i w pewien sposób nieco go to zaniepokoiło. Na szczęście jednak w okolicy ognisk, za zwalistym cielskiem kamiennego żywiolaka, dało się dostrzec sylwetki, które po odrobinie zastanowienia dało się zidentyfikować jako te innych brygadzistow i aurorów. Skinął na Brennę, a potem głową wskazał w tamtym kierunku.
- Tam są nasi. Zabierzmy go tam ze sobą, a potem pomyślimy co dalej - zawyrokował, czekając aż skończy prowizorycznie opatrywać śmierciożercę, a kiedy skończyła próbował podnieść mężczyznę za pomocą zaklęcia tak, by lewitować go za sobą w stronę grupy.
kształtowanie na wyczarowanie więzów bo nie mamy kajdanków i translokacja na przemieszczanie śmierciożercy
Rzut PO 1d100 - 22
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Rzut O 1d100 - 48
Slaby sukces...
Slaby sukces...