• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 10 11 12 13 14 … 16 Dalej »
[24 Września 1969, Turcja] O jęczących duchach | Hjalmar x Pandora

[24 Września 1969, Turcja] O jęczących duchach | Hjalmar x Pandora
Czarodziej
“People will forget what you said and what you did, but people will never forget how you made them feel.”
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Wiecznie uśmiechnięta dziewczyna o dużych, czekoladowych oczach i dołeczkach w polikach. Ma niecały metr siedemdziesiąt wzrostu oraz szczupłą, względnie wysportowaną sylwetkę. Wyróżnia się charakterystyczną dla Turcji urodą na Londyńskich ulicach — ciemniejszą karnacją, długimi i gęstymi włosami, ciemnymi rzęsami. Zwykle odstaje ubiorem i zachowaniem od typowo angielskich dziewcząt. Mówi dużo i wyraźnie, ale gdy wpada w słowotoki, czasem przebija się odrobina akcentu. Jest bardzo bezpośrednia, uwielbia się śmiać.

Pandora Prewett
#1
28.05.2023, 15:50  ✶  
Poranek był dość intensywny — jak już udało się Pandorze wstać, bo nawet przespała prawie pięć godzin, słońce już dawno było wysoko na błękitnym niebie. Pogoda była piękna, ale nie dla kogoś, kto nie był przyzwyczajony do tak silnie opalających promieni słonecznych, więc, zamiast iść zgodnie ze swoim pierwotnym planem, wszystko musiała zmienić. Nie chciała, żeby dostał udaru lub się poparzył, bo nawet jeśli Hjalmar się nad nią znęcał, ona nie zamierzała terroryzować jego. Przynajmniej nie w tak niebezpieczny sposób. Po śniadaniu, gdzie musiał znosić jej matkę i na szczęście Ismet z Su, zabrała go do stajni Abraksanów, gdzie mógł się przekonać na własnej skórze, a raczej może samemu usłyszeć, że zarówno Mara, jak i Piołun umieli mówić. I byli całkiem charakternymi zwierzętami. Ogier próbował zachęcić go nawet do wyścigów z Marą i Pandorą, chcąc się widocznie popisać, na co klacz Turczynki jawnie go wyśmiała, uznając, że nie ma z nią najmniejszych szans. Pojawiły się również dwa źrebaki — maluchy o jasnozłotym kolorze, z których jeden uparcie próbował zjeść kawałek jego koszuli, podczas gdy jego siostra zagadywała go o to, czy na Islandii też były pegazy. Gdy Prewettówna pozwoliła się zwierzakom podzielić swoją tajemnicą, okazały się bardzo rozmowne i ciekawskie. Sama stajnia połączona była magicznie ze stajnią dla zwykłych wierzchowców, którą się przeszli. Później zabrała go znów do miasteczka, tym razem spacerem — aby zjedli obiad, pokazując mu przy okazji kilka miejsc, kupując pistacje i suszone kawałki mięs, które były tu całkiem popularne.
Popołudnie było przyjemniejsze, słońce chowało się za chmurami, a jej przypomniało się o tym, że chciał skorzystać z ogrodu. Nie zabrała go jednak do Altanki w oazie kwiatowej, która była ulubionym miejscem jej matki — wybrała sam kraniec, na prawo od stajni, który śmiało mogłaby nazwać swoim ulubionym. Było tu więcej drzew i krzewów, więcej cienia. Było kilka kwiatów, ale tych dziko rosnących, nie licząc jakiegoś niskiego drzewka, które intensywnie pachniało i miało na gałęziach białe, malutkie kwiatki. Między drzewami zawieszony był hamak, a poza nim był tu niewielki, biały stolik i huśtawka ogrodowa z poduszkami oraz kocem. Miejsce to nie było widoczne z głównej ścieżki ogrodowej, było też tu ciszej, bo zgiełk domu został daleko w tyle. Dookoła powbijane były pochodnie, które po zmroku oświetlały to miejsce na tyle, aby dało się tu czytać. Oczywiście Hjalmar nie mógł pozostać niezauważony i szła z nimi jego adoratorka w ładnej sukience, trzymając się jego ramienia i prowadząc z nim konwersację na temat kwiatów oraz roślin, na co Pandora reagowała drobnym rozbawieniem, nie przeszkadzając jednak zupełnie kuzynce w próbach zdobycia serca Islandczyka. Głównie dlatego, że chciał ją wczoraj utopić. Młoda kobieta zaciągnęła go na huśtawkę, a Pandora ułożyła się wygodnie w hamaku, czasem wtrącając się w rozmowę, a czasem śmiejąc pod nosem na nieporadność błękitnookiego oraz na koślawe metody rodem z książek, które wykorzystywała Deniz. Brakowało jej doświadczenia, zwłaszcza gdy chodziło o mężczyzn takich, jak on.
- Może masz wolny wieczór? Mogłabym Ci pokazać okoliczne ogrody, wzięlibyśmy pegazy. No wiesz, poszlibyśmy na randkę. - zaproponowała brunetka, przytulając się do jego ramienia biustem i wbijając w niego błyszczące oczy, zrobiła słodką minę, na co Prewettówna zacisnęła usta, powstrzymując śmiech, ale jednocześnie doszła do wniosku — nie, wcale nie pchana maleńką iskierką zazdrości — że mogła przybyć mu na ratunek. Zeszła więc boso na trawę, bo buty leżały niedbale porzucone na trawniku i poprawiła swoją sukienkę, którą miała przygotowaną na wczoraj, ale ostatecznie skorzystała z niej dzisiaj. Najzwyklejsza, pozbawiona zdobień i na cienkich ramiączkach, sięgała jej do połowy uda i miała delikatny dekolt. Była ciemnozielona.
- Obawiam się Deniz, że on nie ma wolnego wieczoru.- rzuciła w stronę młodej z rozbawieniem, lustrując ją wzrokiem. - Mówiłam Ci, że to moja randka.
- Jakoś nie widzę, żeby był Twoją randką. Istnieje też szansa, że zupełnie się na nich nie znasz, Dora.- zauważyła z odrobiną oburzenia, a policzki jej poróżowiały, bo chyba kuzynka trochę ją zawstydziła. Jeśli brunetka miała go ocalić na dobre od amorów dziewczyny, musiała być dosadna. Uśmiechnęła się więc do niej tajemniczo, pozwalając sobie stuknąć palcami w swoje usta.
- Tak myślisz? Hmmm... Nie mi oceniać, czy się znam, czy nie znam. - westchnęła, wzruszając ramionami. - Zapytajmy może Hjalmara. Dobrze się ze mną bawisz, gdy mamy randki? - jak powiedziała, tak zrobiła, przysiadając na jego kolanach i obejmując jego szyje ręką, przesunęła palcami po jego karku, wlepiając w niego spojrzenie. Drugą dłonią złapała jego rękę, kładąc na swoim udzie. Deniz wyglądała na zaskoczoną i zapowietrzoną jednocześnie, bo niczym rybka, próbowała chyba coś powiedzieć, przenosząc wzrok pomiędzy swoim Islandzkim księciem i starą kuzynką. Nadal to było za mało? Brązowooka przeniosła spojrzenie z jego twarzy kuzynki na błękitne oczy Niedźwiadka, a potem na jego usta, przytulając się do niego mocniej. - Jak nie możesz zdecydować, to mogę Cię przekonać.- szepnęła chyba najbardziej kokieteryjnie, jak umiała. Nastolatka zrobiła się purpurowa, szepcząc coś pod nosem po turecku, a potem wstała, wygładzając sukienkę i komentując coś o tym, że nie będzie przeszkadzać oraz złapie go później, ruszyła gdzieś przed siebie. Pandora odprowadziła ją wzrokiem z rozbawionym uśmiechem, wciąż miziając go po karku.
- Ja Cię ratuje, Ty chcesz mnie topić i nazywasz kleszczem. - westchnęła teatralnie, wzruszając ramionami i tkwiła tak jeszcze kilka sekund, nim poczuła, że jej trochę też policzki płoną. Skorzystała więc z wolnego miejsca obok, przesuwając się na nie i oparła się o niego, siadając po skosie, wprawiając ławkę-huśtawkę w kołysanie. - Właściwie to pamiętasz, jak wczoraj rozmawialiśmy o duchach i o umieraniu? - kontynuowała, ściągając brwi, wysuwając dłonie na swoje kolana, gdzie splotła palce i zaczęła się nimi bawić, bo widocznie miała potrzebę pozostawiania w ruchu. Odchyliła nieco głowę do tyłu, spoglądając na niego z zaciekawieniem. - Czy w Drumstrangu były jakieś Duchy? Zawsze mnie zastanawiało, dlaczego one decydują się zostać. W szkole mieliśmy kilka, ale najlepiej zapamiętałam taką dziewczynę z łazienki. To dość niefortunny wybór miejsca do mieszkania po śmierci, ale naprawdę tam była. - przerwała na chwilę, unosząc brew z odrobiną zniesmaczenia, bo ona w życiu nie chciałaby przecież mieszkać w szkolnej toalecie. Jak ta dziewczyna miała na imię? Chyba też była Krukonką i na pewno lubiła przystojnych chłopców, których, jak się później okazało w trakcie rozmów, które przeprowadzała z nią Pandora, podglądała. - Gdybyś umarł, zostałbyś, czy poszedł do kręgu życia, nieba, zaświatów? Zależnie od wiary.
Nie miała problemu z zadawaniem mu wszelkiej maści pytań, o czym mógł się przekonać, a temat ten od wczorajszej nocy w jakiś sposób siedział jej w głowie. Czy w ogóle byłaby w stanie chronić kogoś przed nocnymi demonami, gdyby była duchem?
Ulfhednar
a wolf will never be a pet
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Hjalmar mierzy koło metra osiemdziesięciu ośmiu wzrostu i jest dobrze zbudowany dzięki ciężkiej harówce w kuźni. Przeważnie nosi swoje jasne włosy spięte w wikiński warkocz z wygolonymi lub krótko obciętymi bokami. Ma zadbany zarost w postaci wąsa i brody, chyba że akurat złapie go chęć na powrót do Islandzkich korzeni i pozwoli mu żyć własnym życiem. Jak na nordyckiego człowieka przystało - ma niebieskie oczy. Mówi w sposób spokojny i powolny z północnym akcentem - jego głos jest dosyć donośny. Na pierwszy rzut oka wydaje się być przyjemnym rozmówcą, który nie wykazuje agresywnych zachowań chociaż jego aparycja może niektórych pomylić.

Hjalmar Nordgersim
#2
29.05.2023, 17:15  ✶  

Po nocnej wyprawie spał jak małe dziecko lub ewentualnie zabity. Drugie nie wchodziło jednak w rachubę, ponieważ następnego poranka otworzył oczy i czuł się jak nowo narodzony. Nie do końca wiedział czym było to spowodowane. Może pogodą? Albo świeżym powietrzem? A może po prostu tym, że połączenie wysiłku fizycznego oraz alkoholu od zawsze tworzyło dla Hjalmara idealne połączenie, które pozwalało mu się odrodzić niczym młody Bóg.

Nie miał najmniejszego problemu aby znosić matkę Pandory, wszak on był tutaj tylko jak obiekt okazowy - orientalny twór, tak nie dostępnym w tej części świata, a zarazem tak pożądany i pozwalający gospodarzowi na swego rodzaju "szpan", takim gościem. Prawdę mówiąc, starsza kobieta była chyba tylko tak nastawiona do swojej córki, a raczej to obie po części miały się do siebie jak pies do jeża. Z boku wyglądało to zabawnie ale za wszelkie skarby, Nordgersim, nie chciałby znaleźć się w jej skórze.

W końcu, po tylu zapowiedziach, było mu dane poznać te "gadające obiady" zwane również pegazami albo po prostu Marą i Piołunem. Na Islandczyku wywarło to nie małe wrażenie. Przez większość tej wizyty chciał aby ktoś go uszczypnął - no bo kto to widział gadające konie? I to w dodatku kłócące się cztero kopytne zwierzaki, które zachęcają odwiedzających ich ludzi do wyścigów czy innych harców. Na nieszczęście wygadanego ogiera, Hjalmar nie był zainteresowany żadnymi wyścigami, ponieważ miał ambiwalentne podejście do zwykłych koni, a co dopiero tych latających.

Im dłużej przebywał w Turcji, tym bardziej nabierał przekonania, że w tej części świata żyje się jak w bajce. Wielkie pałace, ogrody, bale - coś co było nie do pomyślenia w tak odległej i przyziemnej Islandii. Jedna rzecz tylko przeszkadzała mu aby móc w pełni oddać się odpoczynkowi. W gruncie rzeczy to może jednak dwie. Po pierwsze to słońce, które chciało go za wszelką cenę zabić, zamordować albo po prostu się zemścić za Pandorę - co najmniej jakby wiedziało jak wczoraj zachowywał się w stosunku do Turczynki. A drugą, chyba bardziej uciążliwą osobą, ponieważ nie rzeczą, była Deniz. Była pięknie wystrojona i lokalni chłopcy zapewne uganiali się za nią jak pies za szynkom. No ale dziewczyna miała pecha, źle trafiła - była dla niego za młoda i zbyt wielką damą jak na standardy Hjalmara... Albo to on był zbyt 'normalny' jak na tutejsze okoliczności.

O ile rozmowa o kwiatach i roślinach była całkiem niewinna, ponieważ był to bardzo przyziemny temat. Tak jej propozycja była niczym grom z jasnego nieba - Umm... - zastanowił się, głaszcząc się po swojej brodzie rozważając to co usłyszał. Ratowała go tylko jedna sprawa, a raczej fakt, że to było pytanie, a nie stwierdzenie. Nadal miał przeświadczenie, że nie obiecał wczoraj nikomu żadnego tańca ale Deniz tak się na to uparła, że kim on był aby jej odmówić?

Pomoc nadeszła szybciej, niż mógł się tego spodziewać albo nawet zareagować. Oto w całej swojej krasie nadciągała Pandora, która miała zamiar pozbawić swoją kuzynkę ostatniej nadziei na randkę z Niedźwiedziem. A tak przynajmniej wynikało z jej słów. Nordgersim przysłuchiwał się rozmowie dwójki zwaśnionych stron, ewidentnie skłóconych w tym momencie o niego - to akurat nie podlegało żadnej dyskusji. Chodzimy na randki? Uniósł brew z ciekawości jako, że ktoś chyba zapomniał mu wspomnieć o pewnych faktach. Wychodziło zawsze na to samo - Hjalmar jako ostatni dowiadywał się o wszystkim.

Potem wszystko poszło jeszcze szybciej, niż kiedykolwiek wcześniej. Prewettówna usiadła mu na nogach, a potem położyła jego dłoń na swoim udzie. Odgrywała swoją rolę idealnie. Szkoda tylko, że nikt nie poinformował Niedźwiedzia o tym jaką powinien on odgrywać rolę w tym przedstawieniu. Dobrze się ze mną bawisz, gdy mamy randki... Utknęło w jego głowie na dłuższą chwilę podczas której był w stanie tylko kiwać głową - Oczywiście, że tak. Jakby tak nie było to byśmy nie wracali przecież prawie o poranku - odparł, kiedy wspomniała o jakimś przekonywaniu. Gdyby miał wybór to na tę całe "randki" wybrałby Pandorę zamiast jej młodszej kuzynki. Ze starszą Prewettówną mógł chociaż być sobą. No i wiedział na co sobie może pozwolić w sytuacjach kryzysowych.

- Nie przesadzaj złotko - dodał na jej oskarżenia. Miziane po karku było przyjemne, chociaż na początku miał odruch obronny, starając się przytrzasnąć coś co go zaatakowało od tyłu. Przestał się bronić w momencie w którym dowiedział się, że była to dłoń Pandory - na to mógł się zgodzić - W sensie o Twojej chorej fascynacji na tonięcie? No to tak. Pamiętam. Nie da się tego zapomnieć masochistko - przypomniał jej, nadal nie bardzo rozumiejąc jej punkt widzenia w tej kwestii. Po co wchodzić do wody kiedy ktoś boi się jej jak ognia? To było dziwne ale za razem fascynujące - Czy w Durmstrangu były duchy? - powtórzył po niej, spoglądając na jej twarz z ciekawością. Co to za pytanie w ogóle? Nikogo nie pozbawił życia w swojej szkole, więc raczej takie tam nie występowały - Nie przypominam sobie abyśmy mieli jakiekolwiek duchy w szkole. A już na pewno nie takie o których bym wiedział ja albo inni uczniowie. Może coś takiego miało miejsce ale nic mi o tym nie wiadomo - przedstawił swój punkty widzenia, a raczej odpowiedź na zadane pytanie odnośnie jego placówki edukacyjnej - Mieliście ducha dziewczyny w łazience? Nie wiem, nie mogła sobie wybrać lepszego miejsca do spoczynku? Jak ona się tam w ogóle znalazła? Duchy nie powinny być na cmentarzach? - zdziwił się, atakując Pandorę serią pytań odnośnie tamtego ducha - Nie wiem. Mam na to jakikolwiek wpływ? Pewnie odszedłbym w zaświaty ale pozostał jako obserwator swoich bliskich. I w razie potrzeby broniłbym ich tak jak to robią widmowe wilki z mojej rodziny. Wierzę, że są to nasi przodkowie, którzy pilnują nas na każdym kroku - odparł, przejeżdżając po swojej kitce, która na całe szczęście była dzisiaj na swoim miejscu, a po luźnych włosach pozostało tylko to przeklęte zdjęcie, które Pandora dała radę wymusić dzień wcześniej - A Ty co byś wybrała? - zapytał, kierując swój wzrok z zainteresowaniem na nią. Za równo odpowiedzią jak i pewnie samą Turczynką - w końcu musiał stwarzać pozory idealnej "randki", gdyby Deniz stała gdzieś z boku i przyglądała się całej sprawie.

Czarodziej
“People will forget what you said and what you did, but people will never forget how you made them feel.”
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Wiecznie uśmiechnięta dziewczyna o dużych, czekoladowych oczach i dołeczkach w polikach. Ma niecały metr siedemdziesiąt wzrostu oraz szczupłą, względnie wysportowaną sylwetkę. Wyróżnia się charakterystyczną dla Turcji urodą na Londyńskich ulicach — ciemniejszą karnacją, długimi i gęstymi włosami, ciemnymi rzęsami. Zwykle odstaje ubiorem i zachowaniem od typowo angielskich dziewcząt. Mówi dużo i wyraźnie, ale gdy wpada w słowotoki, czasem przebija się odrobina akcentu. Jest bardzo bezpośrednia, uwielbia się śmiać.

Pandora Prewett
#3
29.05.2023, 21:57  ✶  
Zainteresowanie Deniz było w oczach Pandory niewinne i urocze, chociaż odrobinę irytujące. Nie miała sumienia pozbywać się jej tak szybko, zwłaszcza że Niedźwiadek zasłużył na małe utarcie nosa za to wczorajsze porwanie do Morza, a później napędzenie jej strachu za jedno, niewinne zdjęcie. Dwa. Trzy, ale o trzecim faktycznie, nie wiedział. Miała też nadzieję, że z czasem dogada się z Marą, a może nawet odważy na krótką i niską przejażdżkę na grzbiecie Piołuna, bo diametralnie różniło się to od jazdy na zwykłym koniu.
Pandora wiedziała, że nie odmówiłby brunetce tej randki, bo zwyczajnie by nie umiał, zwłaszcza jeśli ta zastosowałaby metodę pięknych oczu, bo wtedy jej ulubiony Islandczyk był już po prostu zgubiony. Korzystając więc z czasu, gdy przesuwał palcami po brodzie i rozmyślał, zsunęła się z hamaka i poszła go uratować, żeby nie było, że w tej relacji obowiązek ratowania należał tylko i wyłącznie do niego. Nie były wcale zwaśnione, po prostu nastolatka żyła w bardziej różowym świecie niż ona. Co by jej matka powiedziała na mężczyznę prawie dekadę starszego i to z innego kraju? Miłostki miłostkami, ale jej kuzynka była na tyle beznadziejnie romantyczna, że doprowadziłaby do tego ślubu szybciej, niż do ewentualnych zręcznych, rzucając się w wir miłosnych uniesień, o których podobno nie miała jeszcze pojęcia. Czytane przez dziewczęta książki, durne, bo durne, sugerowały coś innego.
Nie miała pojęcia, czy ich spotkania były randkami, ale chyba nie, skoro była kleszczem i potencjalną siostrą, za którą czuł się odpowiedzialny. Musiała być jednak wiarygodna i chociaż wlepiała w niego maślane spojrzenie, aby jeszcze bardziej Deniz zniechęcić, nie była pewna, jak zareaguje na przyjętą przez nią taktykę. Wzruszyła ramionami w stronę młodej, robiąc niewinną minę, gdy ta tylko powtórzyła "poranku", zakrywając usta dłonią. - No widzisz? Jednak trochę się znam na randkach.
Westchnęła, gdy dziewczyna zniknęła za rogiem i przesunęła palcami po swoich włosach, kręcąc głową, a potem znów nazwał ją "złotkiem". Prychnęła, unosząc na chwilę brew i przesuwając spojrzeniem po jego twarzy, uniosła jego podbródek. - Jak będziesz nazywał mnie złotkiem, to Cię naprawdę ustawie z nią na randkę i obydwoje wiemy, nie uciekniesz z niej łatwo. - zagroziła mu słodkim tonem głosem, mrugając przy tym, bo naprawdę, nazywanie jej tak, jak nazywał Deniz, było mało oryginalne i przyjemne. Lepsze niż kleszcz, ale wciąż złe. - Masz szczęście, że lubię spędzać z Tobą czas, naprawdę. - dodała, raz jeszcze przesuwając palcami po jego karku, zaczepiając nieco o włosy.
Na jego słowa, spojrzała na niego z wyrzutem, ale nie mogła znaleźć żadnych argumentów, które uczyniłyby jej fascynację faktycznie bardziej normalną, więc jedynie wzruszyła ramionami, sugerując tym samym, aby nazywał to, jak chciał.
- Od razu masochistko.. - mruknęła pod nosem, zupełnie się z tym nie zgadzając, bo nie było z nią chyba aż tak źle. Niebezpieczne rzeczy fascynowały, jednocześnie pobudzając wyjątkowy typ adrenaliny do krążenia w żyłach, nie dało się ich zastąpić. To było jak z tymi zakazanymi owocami. - No tak, duchy. - przytaknęła zaciekawiona, skupiając się już na temacie spirytystycznym.
- W Hogwarcie było dużo duchów, każdy dom też miał swojego duchowego reprezentanta. U mnie była to Szara Dama. - wyjaśniła jeszcze, przypominając sobie czasy szkolne. Ich duch był najmniej rozmownym, ale jak już kogoś poznała, okazywała się bardzo wrażliwą dziewczyną o bardzo nieszczęśliwym życiu. I krótkim. Miała wiele ciekawych historyjek. Przytaknęła, zanim zaczęła odpowiadać, wlepiając w niego wzrok. - Miała na imię Marta. Nie powiedziała mi nigdy, jak umarła — mówi, że widziała tylko parę żółtych oczu. I zabili ją właśnie w tej łazience, w której mieszkała. Zdradziła mi, że nawet nie zauważyła, że umarła na początku, dopóki jedna uczennica nie znalazła jej ciała. Chyba nawet ta, przez którą w ogóle zamknęła się w tej łazience? Nie pamiętam dokładnie tego, jak się tam znalazła. Chodziło o chłopców, a może o wyśmiewanie wyglądu? Bo Marta nosiła okulary. I lubiła ładnych chłopców. - opowiedziała mu trochę, próbując przypomnieć sobie jeszcze więcej detali związanych z jęczącym duchem, który zdecydował się na wieczną wędrówkę po rurach. - Na początku podobno opuszczała Zamek, ale jej zabronili, bo straszyła tamtą dziewczynę, która jej dokuczała. - przerwała na chwilę, nawijając sobie na palec brązowe pasmo włosów, którym zaczęła się leniwie bawić, myśląc nad jego kolejnymi słowami. Oczywiście była ciekawska, spędzała mnóstwo czasu w bibliotece i gdy dowiedziała się o historii Marty, zainteresowała się również tą kwestią. Nie była jednak pewna, w jakim stopniu informacje z tomów były prawdziwe. - Nie jestem pewna, podobno masz wybór, tylko że jak zdecydujesz się zostać, to już nigdy nie odejdziesz. Może za pomocą egzorcyzmów? W książce pisali, że zazwyczaj zostają osoby, które mają niedokończone sprawy lub bardzo dużo żalu, dlatego trzeba żyć tak, żeby nie żałować. Obserwowanie swoich bliskich by do Ciebie pasowało. Widmowe wilki z Twojej rodziny? - teraz to ona zapytała zaciekawiona, widocznie pierwszy raz słysząc o takim zjawisku. Czy jego przodkowie byli powiązani z tym zwierzętami, że mogli przybrać ich formę? Na jakiej zasadzie go chroniły?
- Nie wiem, jestem rozdarta w tej sprawie. - przyznała szczerze, posyłając mu niesforny uśmiech. - To pewnie zależy, w którym momencie bym umarła. I ile z mojej listy rzeczy do zrobienia przed śmiercią byłoby odhaczonych. Podoba mi się wizja zostania wilkiem. - dodała jeszcze, nawiązując do tego, co powiedział, bo skoro w to wierzył, naturalne było, że i Pandora w to uwierzy. - Ciekawe, czy Marta też może zmieniać się w ducha zwierzęcia?
Żałowała, że nie ma jak jej o to zapytać. Nie miała żadnego powodu, aby wrócić do Hogwartu. Musiałaby rozważyć karierę nauczycielską, a to było dla Pandory zbyt nudne. Uwielbiała być w biegu, mieć możliwość wyboru, zresztą myślała nad dołożeniem sobie jakieś kolejnej pracy na zlecenie, bo tych na mechanizmy wcale nie było wiele. Pewnie przez temat ich rozmowy, ale w głowie teraz szumiało jej od tematów cmentarno-spirytystycznych. Czy wywoływania duchów można było się nauczyć? Czy mogłaby przywołać Jęczącą Martę poza zamek, aby z nią porozmawiać? Wbiła w niego spojrzenie, bo przez chwilę tkwiło ono gdzieś w przestrzeni, najpewniej na porośniętym kwiatami drzewku. - Pewnie gdyby umiała, byłaby jakimś morskim, bo poza mieszkaniem w łazience, korzysta z poruszania się po kanalizacji. I sama się spuszcza w toalecie, uznając to za formę zabawy. Słyszałam też, że podgląda prefektów w łazienkach, ale w sumie raz też kąpała się ze mną, gdy korzystałam z tej wielkiej wanny i bąbelków. - zaśmiała się pod nosem na wspomnienie tego, jak podskoczyła i o mało nie wywaliła się w tej wannie, gdy z piany wyłonił się duch w dwóch kitkach i wielkich okularach, rozczarowany, że Pandora nie była chłopcem.
Ulfhednar
a wolf will never be a pet
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Hjalmar mierzy koło metra osiemdziesięciu ośmiu wzrostu i jest dobrze zbudowany dzięki ciężkiej harówce w kuźni. Przeważnie nosi swoje jasne włosy spięte w wikiński warkocz z wygolonymi lub krótko obciętymi bokami. Ma zadbany zarost w postaci wąsa i brody, chyba że akurat złapie go chęć na powrót do Islandzkich korzeni i pozwoli mu żyć własnym życiem. Jak na nordyckiego człowieka przystało - ma niebieskie oczy. Mówi w sposób spokojny i powolny z północnym akcentem - jego głos jest dosyć donośny. Na pierwszy rzut oka wydaje się być przyjemnym rozmówcą, który nie wykazuje agresywnych zachowań chociaż jego aparycja może niektórych pomylić.

Hjalmar Nordgersim
#4
30.05.2023, 19:06  ✶  

Sama chciała żeby nazywał ją inaczej niż "kleszcz". Dlaczego nie mogło być więc to całe 'złotko'? Czy złoto koniec końców nie było drogim kruszcem? Czy może powinien do niej mówić "złoto", skoro była starsza od Deniz i skrótowiec do niej nie pasował? - Ale może bez takich rzeczy, co? To trochę poniżej pasa, nie uważasz? - spojrzał na nią pytająco. W końcu nie była taka zła, więc i tego by mu pewnie nie zrobiła. Ale z drugiej strony była chaosem, które nie szło przewidzieć - Wiem przecież. Inaczej nie przychodziłabyś mi z odsieczą - zauważył ze śmiechem. Tak lubiła z nim spędzać czas, że wolała odganiać wszelkie inne osoby od niego aby tylko miała go na wyłączność. To dopiero było poświęcenie.

Każdy dom ma własnego ducha? Ciekawe Hjalmar wiedział, że w Hogwarcie jest podział na domy. Ale, że każdy z nich miał swojego spirytualistycznego przewodnika? - Parę żółtych oczu? Ale to zrobił jej jakiś inny uczeń? I wy sobie z nią rozmawiacie tak o, jakby nigdy nic? Możecie przyjść do "jej" łazienki i z nią pogadać? - rozpoczął kanonadę pytań odnośnie tej całej Marty, wykonując ruch palcami obydwu rąk aby podkreślić własność tego pomieszczenia sanitarnego - Co za przekór losu, nie sądzisz? Znalazła ją dziewczyna, która jej dokuczała. To zupełnie jakby ja Cię utopił, a potem przyszedł następnego dnia i powiedział, że Cię odnalazłem. Może to ona miała z tym coś wspólnego? - zaśmiał się na swoje porównanie. W końcu tak też mogło być. Skąd była pewność, że tamta prześladowczyni nie maczała w tym swoich palców? Może chciała jej dokuczyć raz, a dobrze - czyli na zawsze - No ale w czym problem? Nie można już lubić ładnych chłopców jak się nosi okulary? - dodał, nie do końca rozumiejąc intencje dzieciaków z tejże szkoły. Czy śmiali się z innych tylko dlatego, że Ci mieli wadę wzroku? - Tylko pytanie jak mogli jej pilnować? Jak się pilnuje ducha aby nie opuszczał zamku? No bo przecież nie powiesz mu, że nie można i tyle. Raczej by się nie posłuchała... - to było ciekawe. Przecież nie mogli oddelegować jakiejś osoby do pilnowania ducha w szkole... To by było chore i niepojęte.

- Strasznie dużo wiesz o tych sprawach jak kogoś z Hogwartu - zauważył, wbijając jej lekką szpileczkę. Jeszcze moment, kilka zdań, a zacznie podejrzewać Pandorę o jakąś nekromancję czy inne tego typu zbrodnicze rzeczy - Ale to nie można sobie decydować, że w poniedziałek chce być duchem, a we wtorek odpocząć i się nie pojawiać? Trochę kicha - przyznał. Do tej pory, Nordgersimowi wydawało się, że to musi być niezła frajda aby móc sobie pokonywać ściany bez żadnego oporu. Latać, dryfować i się świetnie bawić. No ale skoro nie można się przenosić pomiędzy wymiarami to trochę szkoda - Tak. Według podań jeżeli ktoś z moich krewnych jest zagrożony i grozi mu niebezpieczeństwo, pojawia się widmowy wilk, który stara się pomóc. Wierzę, że nasi przodkowie obserwują i robią to nawet w tym momencie - wytłumaczył pokrótce o co chodziło z ich darem. Sam nigdy tego nie widział, ponieważ nie groziło mu zbyt duże niebezpieczeństwo, a już na pewno nie takie, z którym nie dałby sobie rady.

- Ty byś mi pasowała na... - powstrzymał się przed komentarzem aby się zastanowić jako, że tylko jedno cisnęło mu się na usta. A w zasadzie to dwie rzeczy - kleszcz i osiołek. Gdyby jednak odważył się to powiedzieć to najpewniej ten widmowy wilk musiałby przyjść mu z pomocą - Lis. Sądzę, że to odpowiednie zwierzę, pasujące do Ciebie - przyznał. Co by nie mówić, Pandora była przebiegła jak ten właśnie zwierzak - Szczerze? To nie wiem. Skoro nie może opuszczać Hogwartu to po co jej ta umiejętność? - pokiwał głową, drapiąc się przy okazji po głowie - Jak to jest się kąpać z duchem? - zapytał, przenosząc swój zaciekawiony wzrok na Prewettównę. To dopiero heca, kąpiel z duchem. I to z dziewczyną, którą ktoś zabił w łazience. Nie pojęte... Z każdą sekundą, Hjalmar cieszył się coraz bardziej, że jednak uczęszczał do Durmstrangu, gdzie takie rzeczy nie miały miejsca.

Czarodziej
“People will forget what you said and what you did, but people will never forget how you made them feel.”
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Wiecznie uśmiechnięta dziewczyna o dużych, czekoladowych oczach i dołeczkach w polikach. Ma niecały metr siedemdziesiąt wzrostu oraz szczupłą, względnie wysportowaną sylwetkę. Wyróżnia się charakterystyczną dla Turcji urodą na Londyńskich ulicach — ciemniejszą karnacją, długimi i gęstymi włosami, ciemnymi rzęsami. Zwykle odstaje ubiorem i zachowaniem od typowo angielskich dziewcząt. Mówi dużo i wyraźnie, ale gdy wpada w słowotoki, czasem przebija się odrobina akcentu. Jest bardzo bezpośrednia, uwielbia się śmiać.

Pandora Prewett
#5
05.06.2023, 23:38  ✶  
Może i było drogim kruszcem pierwotnie, ale użyte na Deniz traciło na wartości. I to wcale nie dlatego, że wolałaby jakieś oryginalne i wyjątkowe przezwisko od Hjalmara, które jednak nie oznaczałoby pasożyta lub czegoś tak paskudnego, jak kleszcz. Uśmiechnęła się niewinnie, wzruszając delikatnie ramionami, jakby nie mogla zdecydować się na to, czy faktycznie byłby to cios poniżej pasa. A jeśli tak, to bardziej strzeliłaby mu, czy może raczej sobie? Były to oczywiste puste i raczej zadziornie rzucone groźby niż realne zagrożenie. Była też przekonana, że mogła przez przypadek odrobinkę złamać serce swojej kuzynki występem, który jej zaserwowali. W końcu traktowała tę sprawę poważnie, jak na nastolatkę przystało.
- Mogę przestać, ale nie wiem, czy akurat z Deniz poradziłbyś sobie sam. Bywasz rozkosznie nieśmiały czasem. - dodała z rozbawieniem, przesuwając spojrzeniem po jego twarzy, zanim pokręciła głową, że żartowała — chociaż nie żartowała wcale, ale nie chciała, żeby się na nią wściekał.
Nie sądziła, że Hogwart aż tak mocno różnił się od Drumstrangu. Była przekonana, że tam również mieli duchy, nawet jeśli nie do każdego z domów (mieli w ogóle domy?), to jakieś kręciły się po szkole. Na jego pytania wydała z siebie bezradne mruknięcie, bo prawda była taka, że śmierć Marty nie została do końca rozwikłana. - Nie jestem pewna. Podobno jakiś poniósł konsekwencję i wyleciał ze szkoły, ale człowiek nie ma przecież żółtych oczu! Nie zagłębiałam się w to po tej rozmowie z Martą, bo wydaje mi się, że nie jest najprzyjemniej wspominać własną śmierć. No tak, jeśli akurat przebywa w tej toalecie, bo czasem gdzieś em.. Pływa? Pływa po rurach. - nie była pewna, czy użyła właściwego określenia, ale jak inaczej nazwać ducha, który błądził po kanalizacji? Przecież nie mogła chodzić. Wykonywane przez niego ruchy sprawiły, że roześmiała się cicho pod nosem i zawiesiła na dłoniach mężczyzny spojrzenie. - Myślę, że to karma. Zrobiła coś złego, to taka okropność ją spotkała. I dlaczego znowu chcesz mnie topić? Na Merlina, zacznę się bać z Tobą spotykać w pobliżu zbiorników wodnych, jak będziesz mi tak ciągle groził lub będę musiała znaleźć jakiś plan. Ewentualnie, jak mnie utopisz, to zostanę takim Jęczącym Duchem, który będzie Cię prześladował. - wyjaśniła mu z nutą oburzenia, chociaż jej głos wciąć brzmiał typowo dla Pandory — wesoło i pogodnie. Ba, nawet pogroziła mu trochę palcem, jakby miało to nadać powagi wypowiadanym przez nią słowom. Brązowe ślepia na powrót odszukały błękitne spojrzenie. - Nie wydaje mi się, Marta sugerowała, że bardzo to przeżyła i potem nawet jej było przykro za to dokuczanie? Może była zazdrosna, dlatego jej dokuczała? Naprawdę nie wiem, nie ma nic złego w okularach i w tym, że ktoś Ci się podoba. - przyznała mu rację, nie rozumiejąc też, dlaczego koleżanka martwej dziewczyny wybrała taki, a nie inny powód, żeby doprowadzać ją do płaczu i aby ta się zamykała w łazience, gdzie teraz miała spełnić wieczność. Naprawdę okropny dobór miejsca.
- Też się nad tym zastanawiałam? Może jakiś czarodziej, który potrafi z nimi rozmawiać i je przywoływać, umie je przywiązać lub coś takiego? Nigdy się nie interesowałam spirytystycznymi sprawami, wystarczyły mi rozmowy z duchami w szkole. Dlaczego nie zapytałam o to Jęczącą Martę, ale spuściła się z lamentem w toalecie i chyba było jej przeze mnie przykro. Myślisz, że byłam mało taktowna?
Zapytała go z westchnięciem, bo po ciele przebiegł jej nieprzyjemny dreszcz, gdy sobie tę sytuację przypomniała. Przekręciła głowę w zamyśleniu, zawieszając wzrok w okolicach jego szyi, bo duch, o którym rozmawiali, jakoś pojawił się Pandorze przed oczami w tych swoich dwóch kitkach. - Bo ja dużo czytam, nawet jak na to nie wygląda. I to nie tylko o pracy, czytam o wszystkim, co mnie zainteresuje. Pamiętam, na drugim roku przy Święcie Duchów mnie tchnęło. - powiedziała mu z nutą rozbawienia, ale i zakłopotania, bo zupełnie szpileczki w tym nie zauważyła. Była tak energiczną i chaotyczną osobą, że była przekonana o tym, że ludzie często uważali ją za głupca, co jej zupełnie nie wadziło, bo tylko głupiec by siebie samego za głupca nie uważał — czy jakoś tak powtarzała jej przyjaciółka z Londynu. I brunetka w to wierzyła.
- Nie no, to taka decyzja na całe życie. Dzieci przecież sobie też nie wybierasz albo są, albo ich nie ma. Ciekawe, czy Marta poszłaby do.. Nie wiem, kręgu życia, zaświatów czy do nieba, gdyby mogła zdecydować raz jeszcze? A może nie mogłaby, bo nie zazna spokoju, dopóki nie wyjdzie na jaw prawda o jej śmierci?
Mówiąc, odchyliła nieco głowę do tyłu, spoglądając w niebo. Słońce leniwie przesuwało się pomiędzy chmurami, a rześki wiatr sprawiał, że w podobnie powolny sposób kołysały się ich włosy. Strasznie smutno musi być duchom, jak tak mają świadomość i widzą, jak wszystko, co znali i kochali, umiera, a sami nie są w stanie stworzyć nowych, fizycznych wspomnień. Odwiedzić jakiegoś miejsca, zjeść czegoś dobrego lub po prostu kogoś przytulić. Westchnęła ciężko, przymykając na chwilę oczy i odganiając od siebie te myśli, postanowiła znów skupić się na swoim ulubionym Islandczyku. - Nie chciałabym, żeby coś Ci się kiedykolwiek stało, ale chciałabym zobaczyć tego wilka. I mówiłam, że pasujesz do dziecka księżyca, skoro nawet masz duchowego opiekuna wilka? Ciekawe, czy gdybyś był animagiem, to byłbyś wilkiem?
Przyjrzała mu się badawczo, a na twarzy znów zagościł jej pogodny uśmiech. Na szczęście umiała bardzo szybko przekierowywać swoje myśli, nie skupiała się na rzeczach smutnych i przygnębiających. - Naaa? - pogoniła go, bo ta dramatyczna pauza sprawiła, że obawiała się słowa "kleszcz" i wtedy by się chyba po prostu załamała. Osła by zniosła, względnie godnie. - Lisa? One nie są rude i takie jakieś cwane? Czy ja Ci wyglądam na cwaniaka?
Zapytała z oburzeniem, zadziornie unosząc dłoń i za karę mierzwiąc mu nieco górę włosów, przez co zrujnowała trochę kitkę. Bo oczywiście robiła to, co jej się podobało.
- Bo dziwnie musi być, wędrować rurami jako duch o kształcie człowieka, jako ryba albo jakieś wodne zwierze, nie wiem, nawet wydra czy dziobak, byłoby przyjemniej. - zaczęła po chwili namysłu, gdy znów przed oczami zatańczyła jej Marta, tym razem przeciskającą się przez wąską rurę po tym, jak dramatycznie spuściła się w toalecie. Na jego pytanie pokręciła głową, przykładając dłonie do policzków. - To było dziwne doświadczenie, zwłaszcza gdy się tak gapiła i miałam wrażenie, że ona widzi przez tę pianę. Pewnie chłopcy mieli gorzej. Mnie całkiem lubiła, więc po prostu krótko porozmawiałyśmy, a potem przefrunęła i zniknęła w kranie. Strasznie nieprzyjemne jest uczucie, gdy dotyka Cię duch. Jakbyś tak trochę wpadł w lodowatą galaretkę? Było mi jej wtedy strasznie szkoda, wyglądała, jakby tęskniła za kąpielami i żałowała, że nie mogła dorosnąć. Jestem zaskoczona, naprawdę, że w Drumstrangu nie było duchów.
Zakończyła swój słowotok stwierdzeniem na temat jego szkoły, aby zmienić temat z Jęczącej Marty, bo wspomnienie tej kąpieli sprawiło, że na ciele pojawiła się jej gęsia skórka. Z pewnością była to wina tego porównania do galaretki. Na szczęście, popołudnie było wczesne i do wieczora z pewnością zdążą porozmawiać na ciekawsze tematy.

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Hjalmar Nordgersim (1679), Pandora Prewett (3302)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa