• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 11 12 13 14 15 16 Dalej »
[28 września 1969] Dziewczynka z zapałkami || Stanley & Stella

[28 września 1969] Dziewczynka z zapałkami || Stanley & Stella
Ogórkowy Baron
Świat nie ma sensu. Trzeba mu go nadać samemu
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stanley mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i jest atletycznej budowy ciała. Jego krótko ścięte, zaczesane na bok ciemnobrązowe włosy okalają owalną twarz, która zrobią piwne oczy. Zawsze ma lekki, kilkudniowy zarost w postaci wąsa i brody. Na co dzień można go spotkać noszącego mundur brygadzisty. Jeżeli jednak uda się komuś go wyciągnąć na jakąś aktywność niedotyczącą pracy to przybędzie w długim, ciemnym płaszczu, a pod spodem będzie miał koszulę i najprawdopodobniej krawat. Wypowiada się w sposób spokojny dopóki nie zostanie wyprowadzony z równowagi.

Stanley Andrew Borgin
#11
16.03.2023, 23:51  ✶  

Stella miała rację. To było całkiem niezłe wspomnienie. Ten obiad wspominał bardzo przyjemnie mimo swojego początkowego pesymistycznego nastawienia.

- Prawda kochanie - odpowiedział - W końcu jesteśmy świadkami obiadu, więc trzeba się zachowywać odpowiednie, nie? - odparł z zawadiackim uśmieszkiem. Co jeżeli w tym śnie pojawiłaby się również Anne? Trzeba było stworzyć pozory ich idealnego teatrzyka. Albo może sprawiało mu to wewnętrzną satysfakcję aby to powiedzieć?

Stanley stał również wryty jak swój sobowtór. Zapatrzył się na Stellę, która była ubrana w białą sukienkę w drobne, różowe kwiaty - Mhhmmm… - wydał się z siebie, zakładając ręce na swojej klatce piersiowej, a usta złożył w lekki dzióbek - Najs… - dodał pod nosem kiwając przy tym głową. Po chwili przejechał językiem po zębach co można było zauważyć. Znowu znalazł się w jakimś transie. I to kolejny raz przez nią... Albo dzięki niej...

Kiedy ocknął się ze swojego zafascynowania, spalił lekkiego buraka i zaczął się drapać po brodzie - Emm… No… Tak… Co ja tam… Umm… Mówiłem… A no tak… Tak… - próbował rozpocząć jakiś temat na szybko, jednak bezskutecznie. Nie był w stanie niczego wymyślić, więc wyszło jedno, wielkie zająkanie. Zapomniał, że w tej retrospekcji bierze również udział panna Avery. No cóż. Stanley miał po prostu do niej pewną słabość.

- Już wiem… No jesteśmy kwita nie? - zaczął temat - W tamtym snach byłaś troszkę niemiła ale w tym odkupiłaś swoje wszystkie winy - poinformował ją. Nadal jednak czuł się lekko nieswojo. Nie powinien tak się jej przyglądać, tym bardziej kiedy ona przygląda się mu.

Stanley szedł właśnie odnieść przed chwilą odebrany czekoladowy torcik, a Anne skorzystała z okazji aby przepytać Stellę. Wymieniły ze sobą kilka zdań, witając się oraz komplementując - No ładnie. Ledwo Cię poznała, a tak Cię komplementuje - pokiwał głową z niedowierzaniem - Wiesz ile ja muszę w tym domu zrobić, aby dostać jakąkolwiek pochwałę? - zapytał jej, chociaż nie oczekiwał odpowiedzi - Wiele. A Ty wystarczy, że przyszłaś i proszę bardzo - westchnął ciężko. Własny syn nie miał tak dobrze jak jego druga połówka u jego własnej matki.

Stanley zaczął pokazywać palcem raz na siebie, a raz na Stellę. Powtórzył to kilka razy. Był ewidentnie zestresowany i zdezorientowany. Nie wiedział co ma robić. Na całe szczęście, panna Avery miała emocje na wodzy. Dla nie to musiał być chleb powszedni takie akcje.

- Jaka Ty byłaś wtedy spokojna. Jakby to nie było dla Ciebie nic nowego - uśmiechnął się do niej - Ale przyznam Ci. Miałaś rację. Przeszliśmy przez to razem. I koniec końców wyszło nam całkiem dobrze - dodał podsumowując całą akcję mimo, że to był dopiero początek. Pozwolił sobie na taki komentarz, ponieważ znał dalszy obrót spraw. Najważniejsze było jednak to, że pamiętał dokładnie to wydarzenie. Nie tak jak te pozostałe.

- No tu, trochę spanikowałem - stwierdził, widząc jak Stanley zaczął swój potok słów skierowany do Stelli. Był całkowicie zdruzgotany i nie wierzył w powodzenie tej misji. Nie ustalili żadnych szczegółów wcześniej. Dodatkowo cały ten obiad wyszedł całkiem przypadkowo. To nie miało prawa się udać. Wydawało mu się, że Anne wykryje to wszystko w ułamek sekundy. Jak się wtedy mylił…

- No i widzisz… Minęły już prawie dwa miesiące, a my nadal to wszystko ciągniemy przed nią… - odparł na słowa Avery dotyczące udawania pary - No zadowolona to jest na pewno… Ale powrotu do normalności to raczej za szybko nie będzie… - kontynuował - Ona jest taka szczęśliwa jak przychodzisz… - przeczesał włosy - Jeszcze zanim się pojawisz na miejscu, to gania mnie aby wszystko było w domu perfekcyjnie - powiedział łagodnie i spokojnie zgodnie z prawdą - Jest Tobą po prostu zachwycona - pokiwał lekko głową - Naprawdę

Stanley przyznał Stelli rację, a następnie wykorzystał swoją przewagę wzrostową aby ją uścisnąć. Oddalił się do łazienki na moment aby się ogarnąć, a w tym samym czasie do salonu przyszła Anne wraz z obiadem. I to w dodatku ulubionym obiadem Borgina. Niedługo później dołączył do nich uspokojny i poważny jak zwykle Andrew.

Nie było mu jednak dane zbyt długo rozkoszować się tym przepysznym daniem, ponieważ został wysłany z bojowym zadaniem do kuchni. Musiał odnaleźć wino, które zostało specjalnie schowane przez jego sprytną matkę. W ten sposób kupiła sobie wystarczająco dużo czasu, aby na spokojnie porozmawiać z wybranką jej syna.

- No teraz to się dowiem w końcu o co Cię dokładnie pytała - podszedł bliżej Stelli - Byłem bardzo ciekawy. Sama mi za dużo nie powiedziała później. Ale pewnie chciała coś ukryć przede mną - zasugerował jakby wyczuwał pewien spisek między nimi dwoma.



"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina

"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
Urokliwa wiolonczelistka
to piekło - nie raj, to tutaj się kończy świat
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stella mierzy 165 centymetrów wzrostu, należy raczej do szczupłych kobiet. Buzię ma okrągłą, posiada pucułowate policzki, które dodają jej uroku. Oczy ma w kolorze orzechowym, włosy długie, jasne, najczęściej nosi je rozpuszczone. Ubiera się bardzo starannie, dba o to, aby zawsze wyglądać nienagannie. Pachnie cytrusami.

Stella Avery
#12
17.03.2023, 00:32  ✶  

Właściwie to wspomnienie, jako pierwsze chyba nie przedstawiało żadnego z nich z negatywnej strony. Zdecydowanie łatwiej się ogląda siebie w takich sytuacjach, przynajmniej nie było tego wstydu, czy zażenowania, który towarzyszyły im wcześniej. Pozwoliło to nieco odetchnąć, tamte dwie sytuacje były przecież bardzo emocjonalne.

- Jakoś łatwiej Ci to teraz przychodzi przez gardło niż wtedy. - Pamiętała, że podczas tego obiadu nie do końca pewnie się czuł nazywając ją w ten sposób. Ile się może zmienić przez ledwie dwa miesiące. Przywykli już do tego, że od czasu do czasu musieli udawać parę. Tak właściwie to nie musieli, mogliby to przerwać, jednak nie chcieli zranić jego matki, która zdecydowanie im kibicowała w tej relacji, szkoda tylko, że ona nie istniała.

Stała tuż obok niego, zauważyła więc jak wpatruje się w tamtą Stellę i on i jego wersja z przeszłości. Szturchnęła go w ramię, żeby wrócił do niej tutaj, bo chyba trochę za bardzo odpłynął. - Pobudka, ktoś Cię chyba wprowadził w trans. - Skomentowała jeszcze, chociaż domyślała się, czyja to była wina. Może nawet ją to trochę usatysfakcjonowało, że tak na nią reagował.

Trochę się zawstydził, kiedy złapała go na gorącym uczynku. Próbował jednak jakoś wrócić do głównego tematu rozmowy, trochę się jąkał, ale wcale nie przeszkadzało to pannie Avery, na jej twarzy pojawił się uśmiech. Ta sytuacja zaczynała ją bawić, powoli. Jego zmieszanie, to jak na nią reagował sugerowałoby, że może faktycznie coś się między nimi dzieje i nie tylko ona to czuje.

- Jak chcę to potrafię być miła, ale trzeba sobie na to zasłużyć. - Początki ich znajomości były dosyć burzliwe. Z czasem jednak wszystko się uspokoiło, nie miała powodów, aby nie być miłą. Z natury raczej należała do przyjaznych osób, chyba, że ktoś ją wyprowadził z równowagi, niewiele osób to potrafiło. Stanleyowi natomiast się udało i to bardzo silnie, chyba nigdy nie była na nikogo zła, tak jak wtedy na niego - naprawdę spore osiągnięcie.

Wydarzenia wróciły do momentu, kiedy Stella zaczęła rozmowę z Anne. Naprawdę była wtedy bardzo spokojna, jak na to, że udawała przed zupełnie obcą kobietą dziewczynę jej syna. Nie spodziewała się, że robiła to z taką lekkością, niczym profesjonalistka. Dopiero teraz to zauważyła.

- Tak już działam na ludzi, wystarczy chwila i zaczynają mnie komplementować. - Roześmiała się, to miał być chyba żart. - Przeszłam kiedyś kurs czarowania matek przystojnych brygadzistów, widzisz jak profesjonalnie mi szło? - Bez żadnego problemu udało jej się zrobić dobre wrażenie na pani Borgin.

- Czy mi się wydaje, czy słyszę w Twoim głosie nutkę zazdrości? Daj mi jeszcze trochę czasu, a ona w ogóle o Tobie zapomni, zostanę jej ulubionym dzieckiem. - Nie dało się ukryć, że Anne naprawdę ją polubiła, zresztą i Stella przepadała za jego matką, całkiem nieźle się dogadywały.

- Sama jestem zdziwiona, że byłam aż tak opanowana, ale czułam, że muszę to zrobić dla Ciebie wiesz, szczególnie, że Ty wtedy tak okropnie spanikowałeś, musiałam Ci jakoś pomóc, chyba się udało, bo później przeszliśmy przez to razem bez najmniejszego problemu. - Wszystko ułożyło się dokładnie tak, jak chcieli, bez najmniejszych komplikacji.

- Nie spodziewałam się, że tyle to potrwa, ale chyba całkiem nieźle nam idzie. Twoja mama wierzy w to wszystko. - Powinna mieć jakieś wyrzuty sumienia, że okłamuje kobietę - niestety żadne się nie pojawiły. - Będę przychodzić, dopóki będziesz chciał to ciągnąć, chyba, że wiesz, kiedyś sobie kogoś znajdziesz, to raczej słabo, żebyśmy nadal to ciągnęli. - W końcu prawdziwej partnerce Borgina mogłoby się to nie spodobać.

- Cieszy mnie to, tak właściwie to też ją polubiłam wiesz? Te obiadki sprawiają mi nawet przyjemność. - W rodzinnym domu Stella raczej nie dostawała tyle ciepła. Jej rodzice rzadko kiedy mieli dla niej czas, tutaj, choć przez chwilę czuła, że ktoś chce ją wysłuchać.

Wspomnienie zbliżało się do momentu, w którym Anne wysłała syna po wino. Wtedy trochę zaczęła ją przepytywać, Avery nie do końca pamiętała te wszystkie pytania, jednak nie miała nic do ukrycia. - Widzisz, zaspokoisz ciekawość. - Rzekła jeszcze do niego. Cóż, jeszcze chwila, moment, a dowie się o czym plotkowała z jego matką, pamiętała, że kobieta wspominała coś o wychowywaniu mężczyzn, co dało jej do myślenia.

Ogórkowy Baron
Świat nie ma sensu. Trzeba mu go nadać samemu
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stanley mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i jest atletycznej budowy ciała. Jego krótko ścięte, zaczesane na bok ciemnobrązowe włosy okalają owalną twarz, która zrobią piwne oczy. Zawsze ma lekki, kilkudniowy zarost w postaci wąsa i brody. Na co dzień można go spotkać noszącego mundur brygadzisty. Jeżeli jednak uda się komuś go wyciągnąć na jakąś aktywność niedotyczącą pracy to przybędzie w długim, ciemnym płaszczu, a pod spodem będzie miał koszulę i najprawdopodobniej krawat. Wypowiada się w sposób spokojny dopóki nie zostanie wyprowadzony z równowagi.

Stanley Andrew Borgin
#13
18.03.2023, 00:31  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.03.2023, 00:33 przez Stanley Andrew Borgin.)  

Nie do końca wiedział o co chodziło Stelli. Nie miał zamiaru się przecież z nikim wiązać. Może nie tyle co nawet nie miał zamiaru co nie nadawał się do takiego związku. Przynajmniej według siebie. Było wielu, lepszych kandydatów niż po prostu Borgin.

- Nie, no Stella. Co Ty mówisz w ogóle - zdziwił się po chwili na jej słowa o tym, że kiedyś sobie kogoś znajdzie - Ja się nie nadaje do takich rzeczy - kontynuował. Nawet jeżeliby się nadawał to zbytnio w to nie wierzył. Która głupia by z nim wytrzymała? Z jego dziecinnymi zachowaniami w pewnych momentach - Zresztą jaki ze mnie kandydat do jakichkolwiek rzeczy tego typu… Matrymonialnych czy innego tego typu… Ja się nawet nie potrafię od własnej matki wyprowadzić, a co dopiero jakieś śluby czy coś… - przetarł butem po podłodze - Nie wiem. To chyba nie dla mnie. Która by niby chciała, kogoś takiego jak ja? - zapytał pannę Avery. Stanley podszedł do siebie ze standardowym, krytycznym podejściem. Wszędzie doszukiwał się swojej winy albo nierozwagi. Po części znęcał się nad samym sobą. No ale cóż… Tak działa przesadna samokrytyka.

- Naprawdę? - spojrzał na nią kiedy wypowiedziała się pozytywnie o niedzielnych obiadkach - Jak chcesz, to możesz wpadać częściej. Ona na pewno nie będzie miała nic przeciwko - dodał wskazując na swoją matkę, która właśnie przygotowywała się do odpytki Stelli - A, że ona tu po części rządzi no to wiesz… Dla mnie to też nie problem - dopowiedział, a następnie się zamknął, aby posłuchać o co tak naprawdę wypytywała Anne.

- No widzę, że na razie to standardowo… Skąd się znacie… - powiedział, słuchając pierwszej kwestii Anne dotyczącej tego, że jej syn nie chwalił się, że kogoś poznał. Tu był lekko pies pogrzebany. Prawda była taka, że rzeczywiście poznał… I to bardzo fajną dziewczynę z która się na pewno dogadywał. Jednak mimo wszystko nie było nic więcej między nimi. A na pewno nie oficjalnie, ponieważ “oficjalnie” już było na obiadkach.

- I po co to pytanie o zawód? - pokręcił głową z niezadowolenia - Jak jej syn wybrał taką swoją lepszą połowę, to nawet mogłaby sprzedawać pocztówki. To jego wybór i koniec - odparł. Niby jego matka chciałaby dla niego jak najlepiej ale to jednak on sam miał największy wpływ na to wszystko. Jakby przecież nie polubiła jego drugiej połówki to musiałaby z tym żyć… Albo pożegnać się z własnym synem…

- To już jest jakaś przesada… Normalną pracą? A praca w ministerstwie to co? Pies? Ona myśli, że tam się można tak o, z ulicy dostać? - powiedział rozsierdzony. Nie spodobały mu się słowa Anne - Tylko to całe ministerstwo - przedrzeźniał ją - Oooo, i jeszcze czego… Nie widzi poza nim życia… Ja nie wiem… Ona mnie chyba w ogóle nie kocha - założył ręce na klatce - Może powinienem się wyprowadzić z tego domu, skoro jej tak wszystko nie pasuje? - rzucił w eter - Stanley to, Stanley tamto. Stanley sramto - zdenerwował się - Wszystko jej kurwa nie pasuje. Co to w ogóle ma znaczyć - bulwersował się - A te wszystkie nadgodziny to co? To ja dla siebie robię? - pokiwał przecząco głową. Całkowicie nie zgadzał się ze słowami swojej matki.

- No i oczywiście. Trzyma stronę wszystkich, tylko nie moją - zacisnął pięść z tej całej złości - Gdyby tylko ojci… - zaczął mówić, jednak nie skończył. Urwał zdanie w połowie, odwracając wzrok na bok jakby chciał coś ukryć. Uronił małą łzę z tego powodu ale starał się mimo wszystko zachowywać twardo. To go jednak przerosło. Nie mógł sobie pozwolić dłużej na takie traktowanie. Nic złego w życiu nie zrobił, poza małymi ekscesami z panną Avery. Ale tak to nic więcej, a Anne traktowała go prawie jak najgorszego bandytę.

- Ciekawe co teraz Ci powie… - skomentował widząc jak Anne nachyla się do Stelli - Bo mężczyzn to trzeba sobie wychować? - zacytował - Nic z tych rzeczy. Nie ze mną te numery. Ja jestem nie do wychow… - przerwał kiedy usłyszał jak sama Anne stwierdziła, że z jej synem nie powinno być jakoś przeważnie trudno - To całkowita nieprawda. Nie da się mnie wychować. Żadna tego nie uczyni - zapewniał - Jestem prawdziwym mężczyzną. Chodzę swoimi drogami. Robię co chce - zaczął podkreślać dlaczego akurat jego nie da się “oswoić” - Co ona sobie wyobraża? Że jakaś kobieta zawróci mi w głowie i będę latał za nią… - przerwał przygryzając wargi. Zdał sobie sprawę, że w zasadzie to już był w trakcie takiego treningu. Najgorsze w tym wszystkim było to, że poddał mu się nie świadomie. A dodatkowo całkowicie to zaakceptował.

- Umm… - wyrzucił z siebie tylko na słowa Anne dotyczące tego jak Stanley patrzy na Stellę. Miała w tym co najmniej trochę racji… Może jednak więcej niż trochę. Całkowitą rację? Nie raz już tak miał, że zapatrywał się w nią bez tchu życia. Co więcej, zrobił to nawet nie tak dawno temu. Najlepsze w tym było to, że zachował się w tamtym momencie dokładnie tak samo, jak podczas głównego wspomnienia. Został całkowicie opętany, a następnie zamknięty w swego rodzaju transie.



"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina

"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
Urokliwa wiolonczelistka
to piekło - nie raj, to tutaj się kończy świat
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stella mierzy 165 centymetrów wzrostu, należy raczej do szczupłych kobiet. Buzię ma okrągłą, posiada pucułowate policzki, które dodają jej uroku. Oczy ma w kolorze orzechowym, włosy długie, jasne, najczęściej nosi je rozpuszczone. Ubiera się bardzo starannie, dba o to, aby zawsze wyglądać nienagannie. Pachnie cytrusami.

Stella Avery
#14
18.03.2023, 11:03  ✶  

Przecież wiadomo, że jeszcze nie teraz. Byli młodzi, mieli całe życie przed sobą, jednak przyjdzie taki moment, że każde będzie musiało pójść swoją drogą. Nie będą odstawiać tego teatrzyku w nieskończoność. Stella zdawała sobie z tego sprawę. Przyjdzie czas, w którym jej rodzice znajdą jej odpowiedniego kandydata na męża i nie będzie miała nic do gadania. To samo spotkało Clare - jej siostrę. Teraz jej kolej. Miała nadzieję, że osoba, którą wybiorą będzie choć trochę sympatyczna i będą w stanie się ze sobą dogadać. Na pewno czystokrwista - od lat jej wpajano, że nikt inny nie zasługuje na to, żeby z nim była. Wiedziała, że już niedługo obejmie rolę, do której była przygotowywana całe życie - żony, która miała błyszczeć u boku wybranego dla niej męża.

- Teraz pewnie i tak, ale przecież każdego to czeka. - Chociaż mężczyźni mieli zdecydowanie łatwiej. Nikt by się pewnie nie przyczepił, gdyby długo nie znalazł sobie wybranki, no może jego matka, ale póki co, to ją miał z głowy. - Nadajesz się Stanley, myślę, że Twoja przyszła wybranka naprawdę będzie miała całkiem przyjemne życie. Niejedna pewnie by chciała tak trafić, strasznie krytycznie się oceniasz, wiesz? - Mogła już podczas ich krótkiej znajomości zobaczyć, że potrafił się troszczyć o drugą osobę. Czego więcej potrzeba do szczęścia?

- Kiedyś się wyprowadzisz, zresztą jeśli chcesz mogę Ci z tym pomóc, mam różne znajomości, mogłabym popytać. - Nie sądziła wcześniej, że mu to tak przeszkadza, jeśli tak jest - to i z tym może mu pomóc.

Avery już przywykła do tego, że od czasu do czasu pojawiała się u Borginów w niedzielę. Przynajmniej miała jakieś zajęcie, coś stałego, może trochę też na nie czekała? W końcu zawsze był to powód, aby spotkać się ze Stanleyem, lepszy niż nudzi mi się, czy coś. - Nie, nie ma sensu częściej, jeszcze się za bardzo przywiążę i jak to się skończy to będzie mi trudniej wrócić do normalności. - Bała się, że jeśli się za bardzo zaangażuje, to później, jak to wszystko minie zacznie jej tego brakować. Nie chciała sobie tego robić.

- Po części? - Zaśmiała się, kiedy to usłyszała. - Ona tu całkowicie rządzi. - Nie dało się tego nie zauważyć.

- Tak, nie zadawała kłopotliwych pytań, raczej standardowe, jakby te matki miały jakąś wspólną listę. - Miała wrażenie, że zawsze zaczyna się to tak samo. - Może ciekawość wiesz, w końcu dobrze wiedzieć czym się zajmuje przyszła wybranka syna. - Ona sobie to tak tłumaczyła, chociaż ten zawód właściwie nic nie zmieniał, cóż bowiem mogła z tym zrobić Anne, no nic? Nie miała żadnego wpływu na to, dlatego dla Stelli było to zwyczajne pytanie, jedno z wielu.

Zauważyła wzburzenie mężczyzny, kiedy przeszli do momentu rozmowy, w którym jego matka wypowiadała się o nim w nie do końca odpowiedni sposób. Pamiętała, że ją to wtedy również zdziwiło. Starała się jej pokazać, że jego praca wcale nie należy do takich prostych i nie każdy może ją wykonywać, przecież musiał wykazać się sporymi umiejętnościami, żeby wylądować w BUMie, nie brali tam ludzi z ulicy. - Tak, była dosyć krytyczna, nie dziwi mnie Twoje zdenerwowanie, ale nie masz na to wpływu. Widać ma duże oczekiwania wobec Ciebie, jesteś jej jedynym dzieckiem? - Zadała to pytanie, aczkolwiek praktycznie miała pewność, że Stanley jest jedynakiem, nie wspominał nigdy o rodzeństwie, nie spotkała go również w żadną niedzielę u nich w domu, dlatego też założyła, że go nie ma.

- No, trochę popłynęła, mam nadzieję, że udało mi się jej wyjaśnić, że się myli. - Stella nie należała do tych osób, które stały cicho, kiedy nie podobało jej się to, co ktoś mówi od razu reagowała. Zrobiła tak podczas rozmowy z jego matką, żeby ją uświadomić, że nie ma racji, a jej syn naprawdę pomaga ludziom, zresztą samą Stellę wyciągnął z tłumu pełnego rozwścieczonych mugolaków. - Często jest tak, że rodzice są wobec nas najbardziej krytyczni. - Wiele razy sama słyszała od swoich, że mogła coś zrobić lepiej i że stać ją na więcej, może nie w taki nieprzyjemny sposób, jak Stanley, bo naprawdę ją to ruszyło, ale też się zdarzało. Zauważyła, że urwał, kiedy zaczął mówić o ojcu. To chyba pierwszy raz, gdy w ogóle o nim wspomniał. Avery nie wypytywała go nigdy na temat jego drugiego rodzica, zauważyła, że nie ma go z nimi. Mógł umrzeć, zniknąć, wiele było możliwości, wolała nie wnikać w takie drażliwe tematy. W końcu ona i Stanley byli tylko znajomymi, co każde z nich zawsze podkreślało.

Avery splotła ręce na piersi i uważnie mu się przyglądała. Nie sądziła, że to wspomnienie go tak rozjuszy. To miało być najprzyjemniejsze z nich wszystkich, jak widać jednak nie dla niego. Faktycznie sporo przegapił, kiedy udał się po to wino. - Nikt Cię nie zamierza wychowywać. - Powiedziała spokojnym głosem. - Twoja matka może mieć takie podejście, ale nie ja. - Tylko czy właściwie powinna o tym wspominać skoro nic ich nie łączyło? - To, że się o kogoś troszczysz i Ci na kimś zależy, wcale nie oznacza, że Cię sobie wychował. - Zbliżyła się do niego, chciała go uspokoić, bo widziała, że słowa matki naprawdę go rozjuszyły.

- Nawet jeśli będziesz latał za jakąś kobietą, czy to ujma? Czy Twoim zdaniem to źle? - Chyba na tym polegały te uczucia, że obu stroną zależało i zachowywały się nie do końca typowo. Widziała, że dla niego było to coś złego, tylko dlaczego?

Ogórkowy Baron
Świat nie ma sensu. Trzeba mu go nadać samemu
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stanley mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i jest atletycznej budowy ciała. Jego krótko ścięte, zaczesane na bok ciemnobrązowe włosy okalają owalną twarz, która zrobią piwne oczy. Zawsze ma lekki, kilkudniowy zarost w postaci wąsa i brody. Na co dzień można go spotkać noszącego mundur brygadzisty. Jeżeli jednak uda się komuś go wyciągnąć na jakąś aktywność niedotyczącą pracy to przybędzie w długim, ciemnym płaszczu, a pod spodem będzie miał koszulę i najprawdopodobniej krawat. Wypowiada się w sposób spokojny dopóki nie zostanie wyprowadzony z równowagi.

Stanley Andrew Borgin
#15
18.03.2023, 12:27  ✶  

Tematu rodziny unikał jak ognia w większości przypadków. Nigdy się za bardzo na ten temat nie rozwodził. Stanley nie odpowiedział na pytanie o to czy jest jedynym dzieckiem Anne. Wolał o tym nie mówić… A na pewno nie w tym momencie.

- Nie wiem. Nie mam pojęcia - przyznał - Nigdy się w takiej sytuacji nie znalazłem… - zmrużył lekko oczy - Nie liczę czasu Hogwartu oczywiście… Ale tam to co innego całkowicie. Tylko takie wiesz… Końskie zaloty… Nic szczególnego - zaczął się powoli uspokajać. Wziął głęboki wdech i wydech, a następnie zaczął się przyglądać dalej.

Stanley akurat zdążył wrócić z winem i zapytać Stelli ile sobie życzy wina - Ale byłaś w szoku wtedy - zaśmiał się - Całkowite zdezorientowanie - poprawił sobie humor. Jednak też potrafił być czasem zaskakujący. I to nie tylko dla innych, a dla samego siebie.

Borgin korzystając z okazji, że Anne wyszła po ciasto, rozpoczął rozmowę z Avery dotyczącą ich postępu. Zrobili mały wywiad aby wybadać jak do tej pory im to wyszło - Mi zawsze dobrze idzie. Powinieneś to zauważyć - zaczął przedrzeźniać Stellę. Zawsze wywoływało to na jego buzi uśmiech. Tak też było tym razem - Oczywiście, że zauważyłem - zapewnił - Wszystko zawsze idealnie. Dopięte na ostatni guzik - kontynuował - Jakbyś miała plan na każdy możliwy scenariusz. Trochę tak zapewne było, że posiadała jakiś chociażby wstępny zarys tego co chciała osiągnąć i w razie czego, szybko go dopasowywała do obecnej sytuacji.

- Całkowita prawda - pokiwał głową z uznaniem na słowa Stelli o tym, że to ona wykonała najgorszą robotę - Gdybyś nie zachowała chłodnej głowy wtedy to nie wiem co by się stało - spojrzał na nią - Ja byłem totalnie sparaliżowany. Zwłaszcza na samym początku. Nie wiem czemu - zaczął przejeżdzać sobie kciukiem po palcach - Może chciałem aby to dobrze wyszło? - rzucił pytanie jakby w eter.

- Tu Cię już nie chciałem trzymać - odparł na słowa Stanleya dotyczące jedzenia tortu i wolności - Nie chciałem też zbytnio przedłużać. Jeszcze bym się znowu zestresował albo jakąś głupotę palnął i cała sprawa by się rypła - przyznał. Lepiej było nie ryzykować w takim momencie. Kto wie co stałoby się później gdyby tak nie postąpili?

Panna Avery zjadła kawałek tortu z Borginami, a następnie podziękowała za spotkanie i ruszyła w kierunku drzwi. Stanley poszedł ją odprowadzić i pożegnać się. Stella musnęła jeszcze jego policzek, a następnie zniknęła w otchłani korytarza - To było miłe - stwierdził przyglądając się całej sytuacji.

- Patrząc na to, że to wspomnienie już się chyba kończy… To zaraz widzimy się na tej uliczce? - zapytał korzystając z okazji kiedy jeszcze nie bolała go głowa.

Nie musiał na to czekać jednak zbyt długo. Kiedy tylko skończył wypowiadać zdanie poczuł jakby ktoś zgniatał mu całą czaszkę. Gehenna powróciła. Stanley zamknął oczy i wyciągnął przed siebie rękę, pokazując, że wszystko w porządku. Mimo, że nie było.


Z każdą chwilą ból zdawał się ustępować. Zacisk na czaszce stawał się coraz lżejszy. Stanley wolał nie ryzykować, ponieważ wiedział, że za chwilę dziewczynka zapali ponownie zapałkę, a oni przeniosą się do innego wspomnienia. Tak się jednak nie stało.

Otworzył oczy i pierwsze co ujrzał to fakt, że znajdował się w ramionach Stelli. Musiała go złapać w momencie kiedy on osuwał się w bólu na ziemię - Dziękuje - spojrzał na nią - Jakbyś mnie nie złapała to bym sobie pewnie nos rozwalił - stanął na nogi, a później przeczeszał jej włosy.

Borgin zaczął się rozglądać wokół w poszukiwaniu tego dziecka, jednak nigdzie wokół go nie było. Rozmyło się. Jakby wcale nie istniało, a to wszystko było tylko wytworem ich wyobraźni - Widzisz gdzieś tę dziewczynkę? - zapytał swojej towarzyszki spoglądając na ziemię na której nie było żadnych spalonych zapałek.

- Dużo się dzisiaj działo - stwierdził - Chodźmy w kierunku Twojego mieszkania zanim ona jeszcze powróci - zaproponował, a następnie ruszył powoli przed siebie.

- W sumie… To cieszę się, że mogliśmy to przeżyć jeszcze raz - zaczął temat - Wiele rzeczy udało się wyjaśnić. Zrozumieć - kontynuował - Dobrze, że też byłaś - puścił jej oczko - Dziękuje - dodał, a następnie poprawił sobie płaszcz. Na całe szczęście nie było tak daleko, a spacerowe tempo wystarczało aby dotrzeć do zaplanowanego miejsca.



"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina

"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
Urokliwa wiolonczelistka
to piekło - nie raj, to tutaj się kończy świat
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stella mierzy 165 centymetrów wzrostu, należy raczej do szczupłych kobiet. Buzię ma okrągłą, posiada pucułowate policzki, które dodają jej uroku. Oczy ma w kolorze orzechowym, włosy długie, jasne, najczęściej nosi je rozpuszczone. Ubiera się bardzo starannie, dba o to, aby zawsze wyglądać nienagannie. Pachnie cytrusami.

Stella Avery
#16
18.03.2023, 16:43  ✶  

Zauważyła, że zignorował jej pytanie o rodzinę. Nie naciskała, najwyraźniej nie byli ze sobą na tyle blisko, żeby chciał z nią rozmawiać na takie tematy. To było zrozumiałe, miał prawo nie chcieć się przed nią otwierać. W końcu była tylko jego znajomą, co próbował jej co chwilę usilnie uświadomić.

- To ja po prostu czekam, ciągle czekam na to, aż rodzice znajdą mi odpowiedniego kandydata. - Nie widać było po niej, żeby była z tego powodu specjalnie zadowolona. - W Hogwarcie każdy to przeżywał, wiadomo jak to jest z nastolatkami, hormony buzują. - Sama pamiętała ten czas, jako bardzo kochliwy, pewnie nie potrafiłaby nawet policzyć z iloma chłopakami się wtedy spotykała.

- Tak, nawet mnie da się czasem zaskoczyć. - Odparła spoglądając na Stellę ze wspomnienia. Wino zawsze było lekarstwem na wszystko.

- Czy Ty się ze mnie nabijasz? - Posłała mu zabójcze spojrzenie, jakby miała pioruny w oczach, po chwili jednak przestała udawać zdenerwowaną. - Wszystko musi być dokładnie przygotowane, a jak nie, to musi wyglądać tak, jakby było. - Nawet i ona czasem traciła grunt pod nogami, nigdy jednak nie dawała po sobie tego poznać. Nie miała najmniejszego problemu z opanowaniem. Zresztą lata występów przed publicznością ją tego nauczyły.

- Nie ma co rozważać nad tym, co by było, gdyby nie moje opanowanie, grunt, że wszystko wyszło tak, jak chcieliśmy, to najważniejsze.- Nie lubiła gdybać, myśleć o tym, co by się wydarzyło, gdyby rzeczy potoczyły się inaczej. Najważniejsze było to, jak faktycznie się wszystko zakończyło.

- Tak, czułam, że chcesz się mnie pozbyć. - Miała wrażenie, że najchętniej by ją w tamtej chwili wystawił za drzwi, ale się tak łatwo nie dała. Nie mogła odpuścić tortu czekoladowego - za bardzo kochała czekoladę.

- Prawie zawsze jestem przecież miła. - Nie do końca potwierdzały to dzisiejsze wspomnienia, no ale trudno. - Tak, wydaje mi się, że jeszcze chwila i będziemy przed moim domem.

Znali już schemat tego, jak to wszystko działało. Nadal nie wiedziała dlaczego, ale przynajmniej trochę się to wszystko rozjaśniło. Wspomnienie się rozmyło, a oni wrócili do rzeczywistości. Stella bez żadnych nieprzewidzianych efektów, Stanley z bólem głowy.

Pomogła mu, kiedy wracali do rzeczywistości, w końcu nie mogła pozwolić, żeby wylądował twarzą na asfalcie, jeszcze by sobie porysował tą ładną buźkę. Szkoda by było. - Nie ma sprawy, czasem i ja się do czegoś przydaję. - Uśmiechnęła się do niego przyjaźnie.

Poczuła, jak przeczesuje jej włosy, dlaczego to zrobił? Zaczynała się zastanawiać nad wszystkimi gestami, które ku niej kierował. W końcu uznawali siebie tylko za znajomych, czy znajomi się w ten sposób zachowywali?

- Nie, chyba zniknęła. - Może to i lepiej. Miała wrażenie, że dziewczynka była z tymi wydarzeniami powiązana. - Tak, przyspieszmy, nie chciałabym znowu się gdzieś przenieść. - Tak też zrobili i udali się w kierunku kamienicy w której mieszkała Avery.

- Było to ciekawe doświadczenie. - Powiedziała jeszcze nim znaleźli się przed kamienicą. - Ja również dziękuję, było miło. - Powiedziała jeszcze uśmiechając się przy tym ciepło. Pozwoliła sobie uścisnąć Borgina na pożegnanie, a następnie ruszyła w kierunku swojego domu.


Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Stanley Andrew Borgin (6341), Stella Avery (6342)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa