26.03.2023, 00:07 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 26.03.2023, 00:08 przez Cathal Shafiq.)
- Jeśli zadowoli cię miętowa, nie będziesz musiał nawet nikogo zabijać. Dzięki za pomoc – powiedział Cathal. Jeszcze raz spojrzał na Fadila, potem na Macmillana, jakby upewniał się, że obaj są żywi, po czym ruszył do wyjścia z jaskini. Tuż przy jej krańcu znikł z cichym trzaskiem, teleportując się bezpośrednio do swojego namiotu. Rzadko ryzykował takie zabiegi w obozowisku, gdy tuż obok pracowali mugole, niemniej teraz sytuacja tego wymagała.
Fadil zwrócił na Sebastiana na wpółprzytomne spojrzenie. Chyba nie w pełni rozumiał nawet, co ten mówi. Zarówno dlatego, że ledwo mówił po angielsku (podchwycił ot trochę języka przy ekipie), jak i ponieważ był w złym stanie psychicznym i fizycznym. Spróbował usiąść i nie zdołał. Zesztywniałe mięśnie odmówiły mu posłuszeństwa, ponownie wylądował na podłożu jaskini. Na całe szczęście, na Cathala nie trzeba było długo czekać. Shafiq zmaterializował się z powrotem zaledwie jakieś dwie minuty później. Zaraz za nim w jaskini pojawiła się niska kobieta, o krótko ściętych, blond włosach, odziana w strój chroniący ciało przed piaskiem i słońcem. W rękach trzymała torbę.
- Żadnych podejrzanych bytów nie stwierdzono i nic mnie nie opęta? – upewniła się, spoglądając najpierw na Fadila, potem na Sebastiana. – Nell Bagshot, dziś wasza uzdrowicielka i władczyni absolutna, znaczy się, robicie co rozkażę, jasne?
- Nell…
- No co? Współpraca pacjenta jest kluczowa – fuknęła, po czym przykucnęła najpierw przy Fadilu. Wyciągnęła różdżkę i wymruczała zaklęcie skanujące, a chwilę później wzmacniające. Po czym wyjęła z torby eliksir i spróbowała przytknąć go do ust mężczyzny, który jęknął. – Nie krzyw się, to dla twojego dobra. Masz za sobą trudne przeżycia, więc wybrałam ten o lepszym smaku… pijemy, pijemy, do dna.
- Jak szybko dojdzie do siebie? – spytał Cathal.
- To zależy. W warunkach obozowych, jakiś tydzień. Jeśli przetransportujemy go do miasta i dostanie miły pokój oraz czar wywołujący chłodny wietrzyk, może trzy dni? Panie Macmillan, teraz pańska kolejka…
Nell sprawdziła stan Sebastiana, zaordynowała mu eliksir (niezbyt smaczny, ale i nie jakoś paskudny, w końcu Macmillan niczym jej nie podpadł). Cathal czekał cierpliwie, aż kobieta skończy wszystkie procedury. Potem ujęła za ręce Sebastiana i Fadila, by wraz z nimi teleportować się do namiotu Cathala.
Najwyraźniej Shafiq wziął sobie do serca prośbę Macmillana i ruszając po Nell złożył u kogoś zamówienie, bo czekała tam na niego nie tylko zapłata za zlecenie, ale także już przestygnięta herbata miętowa.
Fadil zwrócił na Sebastiana na wpółprzytomne spojrzenie. Chyba nie w pełni rozumiał nawet, co ten mówi. Zarówno dlatego, że ledwo mówił po angielsku (podchwycił ot trochę języka przy ekipie), jak i ponieważ był w złym stanie psychicznym i fizycznym. Spróbował usiąść i nie zdołał. Zesztywniałe mięśnie odmówiły mu posłuszeństwa, ponownie wylądował na podłożu jaskini. Na całe szczęście, na Cathala nie trzeba było długo czekać. Shafiq zmaterializował się z powrotem zaledwie jakieś dwie minuty później. Zaraz za nim w jaskini pojawiła się niska kobieta, o krótko ściętych, blond włosach, odziana w strój chroniący ciało przed piaskiem i słońcem. W rękach trzymała torbę.
- Żadnych podejrzanych bytów nie stwierdzono i nic mnie nie opęta? – upewniła się, spoglądając najpierw na Fadila, potem na Sebastiana. – Nell Bagshot, dziś wasza uzdrowicielka i władczyni absolutna, znaczy się, robicie co rozkażę, jasne?
- Nell…
- No co? Współpraca pacjenta jest kluczowa – fuknęła, po czym przykucnęła najpierw przy Fadilu. Wyciągnęła różdżkę i wymruczała zaklęcie skanujące, a chwilę później wzmacniające. Po czym wyjęła z torby eliksir i spróbowała przytknąć go do ust mężczyzny, który jęknął. – Nie krzyw się, to dla twojego dobra. Masz za sobą trudne przeżycia, więc wybrałam ten o lepszym smaku… pijemy, pijemy, do dna.
- Jak szybko dojdzie do siebie? – spytał Cathal.
- To zależy. W warunkach obozowych, jakiś tydzień. Jeśli przetransportujemy go do miasta i dostanie miły pokój oraz czar wywołujący chłodny wietrzyk, może trzy dni? Panie Macmillan, teraz pańska kolejka…
Nell sprawdziła stan Sebastiana, zaordynowała mu eliksir (niezbyt smaczny, ale i nie jakoś paskudny, w końcu Macmillan niczym jej nie podpadł). Cathal czekał cierpliwie, aż kobieta skończy wszystkie procedury. Potem ujęła za ręce Sebastiana i Fadila, by wraz z nimi teleportować się do namiotu Cathala.
Najwyraźniej Shafiq wziął sobie do serca prośbę Macmillana i ruszając po Nell złożył u kogoś zamówienie, bo czekała tam na niego nie tylko zapłata za zlecenie, ale także już przestygnięta herbata miętowa.
Koniec sesji