- Za stary aby się tego wszystkie uczyć - sprostował - Prędzej bym pięściami te sztalugi rozwalił ze złości niż nauczył się malować - przyznał. Stanley zawsze uważał, że uprawianie sztuki w jakiejkolwiek formie wymaga od twórcy wielkiego zaangażowania i spokoju. Nie przemawiał do niego również fakt, że przed tą całą sztalugą trzeba stać po kilka bądź kilkanaście godzin dziennie, żeby później okazało się, że z tego obrazu nic nie będzie. To musiało być prawdziwe rozczarowanie dla artysty.
- Nie miałem wyboru - odpowiedział na pytanie dotyczące wyboru swojej kariery - Co innego można robić jak się ma dwie lewe ręce do wszystkiego? - zapytał - Siedzieć w ministerstwie, nauczyć się wypełniać kilkadziesiąt dokumentów i chodzić na patrole - pokiwał głową - Nie ma innej możliwości dla osób z moimi zdolnościami - wyjaśnił - Jak się nie chciało za bardzo uczyć, tylko wolało się bimbać na zajęciach i rozmawiać z dziewczynami to tak się później kończy - przyznał. Borgin przecież przez całą szkołę skupiał się tylko na dwóch naukach - o obronie przed czarną magią i nekromancją, która była jego własnym hobby. Resztę przedmiotów mówiąc kolokwialnie olewał i zdał je tylko dzięki pomocy swoich koleżanek - Anne chciała abym się zajmował miksturami tak jak ona… Ale bym chyba tam pierdolca dostał z tymi wszystkimi roślinami… - przypomniało mu się wyjście do lasu w Lithe i poszukiwanie kapusty czy tam innej paproci. To była prawdziwa katorga wtedy.
- Praca jak praca, tak jak każda inna - dopowiedział po krótkiej chwili - Człowiek się do wszystkiego przyzwyczai w końcu, nie? - spojrzał na Stellę. Jak Stanley zaczął tak teraz o tym myśleć, po tym jak wytłumaczył to wszystko Avery, zdał sobie sprawę, że nawet sprawia mu ta praca jakąś satysfakcję… albo już stała się dla niego nawykiem.
Poczuł ulgę na słowa Stelli, że nigdy o nim nie zapomni. Podniosło go to trochę na duchu i uświadomiło, że Avery chyba zaczęła wchodzić w okres młodzieńczego buntu. Zastanawiał się czy to aby na pewno dobrze, że przez niego, zaczęła kwestionować rodzinne tradycje. Z drugiej strony cieszył się, że jest w stanie zaryzykować swoją złotą klatkę dla niego - też jej musiało zależeć.
Kiedy uspokajał się, wyczuł delikatne muśnięcie dłonią na swoim policzku. Uśmiechnął się, ponieważ zawsze czerpał satysfakcję z takich małych gestów, które Stella wykonywała w jego kierunku. One były po prostu przyjemne.
Pomysł z krótkim odpoczynkiem przyniósł oczekiwane skutki. Tętno wróciło mu do normy, a on sam się opanował. Zrozumiał, że nie jest sam w tym wszystkim. Stanley zrozumiał, że ma całkowite wsparcie od niej. Mógłby tak zawsze zażywać relaksu. Czuł, że jeszcze moment, kilka chwil, a on odleci w objęcia Morfeusza.
Tak by się pewnie skończyło gdyby nie usłyszał planu Avery - Wziąc co? - zapytał zszokowany, otworzył oczy i automatycznie się podniósł jakby został porażony prądem. Ocknął się ze stanu lekkiego przymulenia do pełnej przytomności w przeciągu ułamku sekundy - Moglibyśmy wziąć ślub w tajemnicy? - powtórzył aby się upewnić, że na pewno dobrze to wszystko usłyszał. Co to w ogóle miało znaczyć? Czym się to różniło od zwykłego ślubu? W głowie Borgina wszystko znowu zostało zaburzone. Ład, który przed chwilą nastał w jego głowie, został brutalnie zniszczony. W życiu nie spodziewał się takiego obrotu spraw.
- Umm… - zaczął niepewnie. Poczuł się dokładnie wtedy jak wtedy kiedy przyznał, że jest zadurzony w Stelli po same uszy. Serce zaczęło mu bić niczym dzwon w kościele o pełnej godzinie - Co to znaczy… ślub w tajemnicy? - spojrzał na nią, łapiąc ją za dłoń. Z jego twarzy można było wyczytać całkowite zaskoczenie, szok, pewnie nawet swego rodzaju niedowierzanie. Mimo swojej chwilowej niedyspozycji spowodowanej takim obrotem spraw, starał się utrzymywać kontakt wzrokowy. Miał z tym lekki problem, jednak starał się z całych sił.
- Ja… Ja nie wiem co mam powiedzieć - przyznał. Czy to jest jakiś jeden wielki sen? Uszczypnął się w policzek, aby upewnić się, że to się dzieje naprawdę. Działo. To nie był żaden sen. Stella jednym, prostym stwierdzeniem rozbiła całą pewność siebie Borgina.
Powoli dochodził do siebie po tym co przed chwilą usłyszał. Może jest to jakieś rozwiązanie? Zastanawiał się na ile mówiła to naprawdę, a na ile w formie jakiegoś żartu. Z drugiej strony nie zaśmiała się na koniec, więc wszystko wyglądało jakby to było na poważnie.
Ale co na to wszystko jej rodzicę? Nie byliby raczej ucieszeni z takiego obrotu spraw. Ich idealna córka bierze ślub w tajemnicy przed wszystkimi tylko po to, aby spędzić swoje życie z kimś kim chce zamiast kandydatem, który wpasowuje się w szablon państwa Avery. To nie mogło się dobrze skończyć...
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972