• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 11 12 13 14 15 16 Dalej »
[luty 1970] Plan || Stanley & Stella

[luty 1970] Plan || Stanley & Stella
Ogórkowy Baron
Świat nie ma sensu. Trzeba mu go nadać samemu
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stanley mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i jest atletycznej budowy ciała. Jego krótko ścięte, zaczesane na bok ciemnobrązowe włosy okalają owalną twarz, która zrobią piwne oczy. Zawsze ma lekki, kilkudniowy zarost w postaci wąsa i brody. Na co dzień można go spotkać noszącego mundur brygadzisty. Jeżeli jednak uda się komuś go wyciągnąć na jakąś aktywność niedotyczącą pracy to przybędzie w długim, ciemnym płaszczu, a pod spodem będzie miał koszulę i najprawdopodobniej krawat. Wypowiada się w sposób spokojny dopóki nie zostanie wyprowadzony z równowagi.

Stanley Andrew Borgin
#11
26.03.2023, 23:47  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 26.03.2023, 23:52 przez Stanley Andrew Borgin.)  

- Za stary aby się tego wszystkie uczyć - sprostował - Prędzej bym pięściami te sztalugi rozwalił ze złości niż nauczył się malować - przyznał. Stanley zawsze uważał, że uprawianie sztuki w jakiejkolwiek formie wymaga od twórcy wielkiego zaangażowania i spokoju. Nie przemawiał do niego również fakt, że przed tą całą sztalugą trzeba stać po kilka bądź kilkanaście godzin dziennie, żeby później okazało się, że z tego obrazu nic nie będzie. To musiało być prawdziwe rozczarowanie dla artysty.

- Nie miałem wyboru - odpowiedział na pytanie dotyczące wyboru swojej kariery - Co innego można robić jak się ma dwie lewe ręce do wszystkiego? - zapytał - Siedzieć w ministerstwie, nauczyć się wypełniać kilkadziesiąt dokumentów i chodzić na patrole - pokiwał głową - Nie ma innej możliwości dla osób z moimi zdolnościami - wyjaśnił - Jak się nie chciało za bardzo uczyć, tylko wolało się bimbać na zajęciach i rozmawiać z dziewczynami to tak się później kończy - przyznał. Borgin przecież przez całą szkołę skupiał się tylko na dwóch naukach - o obronie przed czarną magią i nekromancją, która była jego własnym hobby. Resztę przedmiotów mówiąc kolokwialnie olewał i zdał je tylko dzięki pomocy swoich koleżanek - Anne chciała abym się zajmował miksturami tak jak ona… Ale bym chyba tam pierdolca dostał z tymi wszystkimi roślinami… - przypomniało mu się wyjście do lasu w Lithe i poszukiwanie kapusty czy tam innej paproci. To była prawdziwa katorga wtedy.

- Praca jak praca, tak jak każda inna - dopowiedział po krótkiej chwili - Człowiek się do wszystkiego przyzwyczai w końcu, nie? - spojrzał na Stellę. Jak Stanley zaczął tak teraz o tym myśleć, po tym jak wytłumaczył to wszystko Avery, zdał sobie sprawę, że nawet sprawia mu ta praca jakąś satysfakcję… albo już stała się dla niego nawykiem.

Poczuł ulgę na słowa Stelli, że nigdy o nim nie zapomni. Podniosło go to trochę na duchu i uświadomiło, że Avery chyba zaczęła wchodzić w okres młodzieńczego buntu. Zastanawiał się czy to aby na pewno dobrze, że przez niego, zaczęła kwestionować rodzinne tradycje. Z drugiej strony cieszył się, że jest w stanie zaryzykować swoją złotą klatkę dla niego - też jej musiało zależeć.

Kiedy uspokajał się, wyczuł delikatne muśnięcie dłonią na swoim policzku. Uśmiechnął się, ponieważ zawsze czerpał satysfakcję z takich małych gestów, które Stella wykonywała w jego kierunku. One były po prostu przyjemne.

Pomysł z krótkim odpoczynkiem przyniósł oczekiwane skutki. Tętno wróciło mu do normy, a on sam się opanował. Zrozumiał, że nie jest sam w tym wszystkim. Stanley zrozumiał, że ma całkowite wsparcie od niej. Mógłby tak zawsze zażywać relaksu. Czuł, że jeszcze moment, kilka chwil, a on odleci w objęcia Morfeusza.

Tak by się pewnie skończyło gdyby nie usłyszał planu Avery - Wziąc co? - zapytał zszokowany, otworzył oczy i automatycznie się podniósł jakby został porażony prądem. Ocknął się ze stanu lekkiego przymulenia do pełnej przytomności w przeciągu ułamku sekundy - Moglibyśmy wziąć ślub w tajemnicy? - powtórzył aby się upewnić, że na pewno dobrze to wszystko usłyszał. Co to w ogóle miało znaczyć? Czym się to różniło od zwykłego ślubu? W głowie Borgina wszystko znowu zostało zaburzone. Ład, który przed chwilą nastał w jego głowie, został brutalnie zniszczony. W życiu nie spodziewał się takiego obrotu spraw.

- Umm… - zaczął niepewnie. Poczuł się dokładnie wtedy jak wtedy kiedy przyznał, że jest zadurzony w Stelli po same uszy. Serce zaczęło mu bić niczym dzwon w kościele o pełnej godzinie - Co to znaczy… ślub w tajemnicy? - spojrzał na nią, łapiąc ją za dłoń. Z jego twarzy można było wyczytać całkowite zaskoczenie, szok, pewnie nawet swego rodzaju niedowierzanie. Mimo swojej chwilowej niedyspozycji spowodowanej takim obrotem spraw, starał się utrzymywać kontakt wzrokowy. Miał z tym lekki problem, jednak  starał się z całych sił.

- Ja… Ja nie wiem co mam powiedzieć - przyznał. Czy to jest jakiś jeden wielki sen? Uszczypnął się w policzek, aby upewnić się, że to się dzieje naprawdę. Działo. To nie był żaden sen. Stella jednym, prostym stwierdzeniem rozbiła całą pewność siebie Borgina.

Powoli dochodził do siebie po tym co przed chwilą usłyszał. Może jest to jakieś rozwiązanie? Zastanawiał się na ile mówiła to naprawdę, a na ile w formie jakiegoś żartu. Z drugiej strony nie zaśmiała się na koniec, więc wszystko wyglądało jakby to było na poważnie.

Ale co na to wszystko jej rodzicę? Nie byliby raczej ucieszeni z takiego obrotu spraw. Ich idealna córka bierze ślub w tajemnicy przed wszystkimi tylko po to, aby spędzić swoje życie z kimś kim chce zamiast kandydatem, który wpasowuje się w szablon państwa Avery. To nie mogło się dobrze skończyć...



"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina

"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
Urokliwa wiolonczelistka
to piekło - nie raj, to tutaj się kończy świat
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stella mierzy 165 centymetrów wzrostu, należy raczej do szczupłych kobiet. Buzię ma okrągłą, posiada pucułowate policzki, które dodają jej uroku. Oczy ma w kolorze orzechowym, włosy długie, jasne, najczęściej nosi je rozpuszczone. Ubiera się bardzo starannie, dba o to, aby zawsze wyglądać nienagannie. Pachnie cytrusami.

Stella Avery
#12
27.03.2023, 09:38  ✶  

- Nie chcę Cię rozczarować, ale mam wrażenie, że to nie do końca są rzeczy, których w ogóle można się nauczyć. Może wiolonczela tak, ale malowanie, jeśli nie masz daru, to i tak by Ci średnio szło, znaczy technicznie pewnie tak, ale no wiesz, o co mi chodzi. - Nie chciała się specjalnie na tym rozwodzić, bo jeszcze by go dodatkowo dobiła, czy coś.

- Dlaczego jesteś wobec siebie taki krytyczny? - Nie do końca jej się to podobało. Oczywiste było, że każdy ma inne predyzpozycje, jedne rzeczy przychodzą im łatwiej, inne trudniej. Miała wrażenie, że coś podobnego już słyszała z ust Anne, kiedy wypowiadała się na temat Stanleya nie do końca pozytywnie. Może to przez to, że matka nie do końca go doceniała? Stella próbowała zrozumieć takie podejście. - Nie wszyscy musieli mieć dobre oceny ze wszystkiego, grunt to znaleźć sobie jakąś ścieżkę i nią podążać. Uwierz mi, że ja bym się nie mogła odnaleźć w ministerstwie, więc to nie jest do końca tak, że kończą tam wszyscy, którzy nie mają na siebie pomysłu, nie przyjmują tam każdego jak leci. - Starała się go w jakiś sposób uświadomić, że nie do końca jest tak, jak mu się wydaje. Miała nadzieję, że to, jak ona to widzi - pomoże. - To, co chciała Twoja matka nie jest istotne, przecież ona nie przeżyje za Ciebie życia, nie musimy powielać tego, co robią nasi rodzice. - Stella akurat poszła śladami ojca, ale sama chciała to robić i nie widziała innej drogi dla siebie.

- Można się przyzwyczaić, ale warto się zastanowić, czy jest sens i czy przyniesie to jakąkolwiek satysfakcję, jeśli nie, to po co to robić? - Avery uważała, że warto się trzymać tego, co przynosi nam jakąkolwiek radość, spełnienie, a nie bezsensownie, na siłę szukać czegoś innego, powód nie był aż taki słuszny, nie uważała, że warto było przez to zmieniać całe swoje życie.

Miała wrażenie, że jej pomysł przyniósł oczekiwane efekty. Borgin najwyraźniej nieco się uspokoił, nie był już tak rozemocjonowany i dobrze, bo nie miało większego sensu planowanie czegokolwiek z takim podejściem. Spokój był najważniejszy i tylko on mógł ich uratować. Takie było zdanie Avery.

Kiedy powiedziała o swoim jakże bystrym pomyśle na głos zrobiło jej się gorąco. Czuła, jak krew w jej żyłach zaczyna pulsować szybciej, dotarło do niej co powiedziała, dopiero kiedy usłyszała te słowa. Było jej głupio, jak właściwie mogła zaproponować coś takiego? No, ale z drugiej stronu już to zrobiła, musiała więc przeżyć jego reakcję. Tej bała się najbardziej.

Odetchnęła głęboko, najwyraźniej dla Stanleya było to również mocno szokujące, bo dosyć szybko się podniósł. Zauważyła, że nastrój mu się zmienił. Nie było to dziwne, w końcu jej pomysł był dosyć kontrowersyjny, na pewno nie aż tak jak te jego, jednak niósł ze sobą spore konsekwencje.

- Może mniejsza o to? Nie powinnam o tym wspominać, zapomnij, że w ogóle to powiedziałam. - Miała wrażenie, że jest przerażony tym, co do niego powiedziała. Mogła faktycznie to przemilczeć, przesadziła chyba z tym pomysłem. Zaczerwieniła się odruchowo, było jej naprawdę wstyd, że w ogóle pomyślała o czymś takim. Najchętniej zapadłaby się pod ziemię, niestety nie posiadała takiej umiejętności.

Stella nie żartowała, była zupełnie poważna w tym co mówiła. Może powinna się zaśmiać na koniec i udać, że wcale nie to miała na myśli? Na to było jednak już za późno. Przyglądała się mężczyźnie i widziała jego rozbicie. Zresztą powinna się tego spodziewać, pomysł którym się z nim podzieliła, był dosyć wymagający, wobec obu stron. Gdyby zdecydowali się na jego realizację, to nie byłoby odwrotu, czy byli pewni tego wszystkiego, aż tak bardzo?

- To nie ma sensu, to chciałeś powiedzieć? - Może ona powinna odpowiedzieć za niego, skoro on nie do końca potrafił. - Najmniejszego, prawda? - Spojrzała na niego, jakby oczekując odpowiedzi. Musiał jej potwierdzić, że ten pomysł jest głupi, tak jak ona dzielnie odrzucała wszystkie jego.

Rodzice pewnie by się na nią obrazili na samym początku, jednak z czasem może i by jej wybaczyli, jakoś by sobie z tym poradziła, było to mniej drastyczne rozwiązanie niż porwanie, sfingowanie śmierci i inne takie.

Jednak złapał ją za dłoń, nie uciekł, gdy powiedziała to na głos. - W tajemnicy, czyli taki, że nikt by o tym nie wiedział. - Wyjaśniła o co jej chodzi. - Można by było im o tym wspomnieć z czasem, kiedy zaczęliby mi szukać kandydata, że sprawa nie jest do końca aktualna. - Na pewno nie byliby zachwyceni, jednak nie musiałaby łączyć swojego życia z kimś kogo nie znała, szczególnie, że wydawało jej się, że znalazła już dla siebie odpowiedniego kandydata. Czy była pewna, że mogłaby spędzić ze Stanleyem całe życie? Najprawodopodbniej, w końcu inaczej nie wspomniałaby o tym wszystkim na głos, tylko, czy on był na to gotowy?

Ogórkowy Baron
Świat nie ma sensu. Trzeba mu go nadać samemu
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stanley mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i jest atletycznej budowy ciała. Jego krótko ścięte, zaczesane na bok ciemnobrązowe włosy okalają owalną twarz, która zrobią piwne oczy. Zawsze ma lekki, kilkudniowy zarost w postaci wąsa i brody. Na co dzień można go spotkać noszącego mundur brygadzisty. Jeżeli jednak uda się komuś go wyciągnąć na jakąś aktywność niedotyczącą pracy to przybędzie w długim, ciemnym płaszczu, a pod spodem będzie miał koszulę i najprawdopodobniej krawat. Wypowiada się w sposób spokojny dopóki nie zostanie wyprowadzony z równowagi.

Stanley Andrew Borgin
#13
27.03.2023, 18:23  ✶  

Granie na wiolonczeli raczej też nie należało do najprostszych rzeczy na świecie. Tam też trzeba było się dużo nauczyć. Jakichś nut, chwytów czy co tam jeszcze można było sobie wymyśleć. Teraz, kiedy Stella tłumaczyła mu to wszystko, cieszył się, że jednak nie zainteresował się tym w ogóle. Za dużo mało wartościowych informacji na które trzeba było poświęcić całe swoje dzieciństwo, co i tak nie gwarantowało żadnego sukcesu.

To było bardzo dobre pytanie. Dlaczego Stanley był taki krytyczny dla samego siebie? Zapewne dlatego, że zawsze wymagał od siebie bardzo wiele, ponieważ tak zawsze był uczony przez całe życie, aby być najlepszy w tym co robi. To nawet nie była kwestia, że sam Borgin miał tak wysokie progi postawione przed samym sobą. Do tego wszystkiego dochodziła jeszcze niespełniona ambicja Anne, która zawsze stawiała wysoko poprzeczkę swojemu synowi. W dodatku nigdy nie wspierała jego zainteresowań jako, że uznawała je za zbyt brutalne. Z czystym sumieniem można stwierdzić, że chęć bycia najlepszym, na przestrzeni lat przerodziła się ze zdrowej kompetencji w patologiczną przypadłość, która męczy go do dzisiaj. Najgorszy w tym był fakt, że po tylu latach praktykowania takich zachowań, Stanley zawsze doszukiwał się winy w swoich czynach, nawet wtedy kiedy niczym nie zawinił. Za każdym razem, obierał taktykę obronną i wolał przeprosić oraz przyjąć całe oskarżenia na siebie, aby tylko uniknąć późniejszych problemów płynących z konsekwencji czynów.

Stella miała rację, że jego matka nie przeżyje za niego życia. Chociaż jakby przyjrzeć się temu, że wykonywał każde jej polecenie bez żadnego zawahania, tak się mogło wydawać. Anne miała bardzo duży wpływ na to co robił i jak postępował. Stanley się godził na to wszystko po to aby móc zaimponować swojej matce. Zostać przez nią zaakceptowanym takim jakim jest? Poczuć choć przez chwilę, że ta jest z niego dumna. Nawet wtedy kiedy nie jest on najlepszy albo nawet średni.

Borgin nigdy nie próbował o tym porozmawiać ze swoją rodzicielką. Za każdym razem tłumaczył to sobie tym, że ta chce z niego stworzyć porządnego faceta, który będzie w stanie wziąć życie w swoje ręce, aby następnie zacząć odpowiadać za swoje czyny. Może Anne się po prostu bała, że skończy jak jego ojciec? Jako jedna, wielka niewiadoma?

Propozycja Stelli była niczym grom z jasnego nieba. Czymś niespodziewanym i nie do przewidzenia. Stanley nigdy by nie podejrzewał, że takie słowa padną z jej ust kiedykolwiek. Ciągle miał w głowie sytuację ze stycznia kiedy to on został postawiony pod murem aby opowiedzieć o tym jak to widzi. Zawsze miał wrażenie, że to on będzie musiał się dwoić i troić, aby coś wymyśleć w tej kwestii... A to przyszło tak nagle.

- Nie... Nie... Mów dalej - zachęcał ją. Skoro już się odważyła zacząć temat to kim był Borgin aby jej przeszkadzać? Z jednej perspektywy tworzyli parę wielkich zakochanych od  prawie pół roku. Anne wspominała mu, że nie powinien zbyt długo czekać z oświadczynami bo jeszcze Stella by się do niego zniechęciła. Można by rzecz, że wywierała na sowim synu swego rodzaju presję aby zrobił coś w tej kwestii.

Z drugiej strony nie do końca wiedział jak ma ich interpretować. Nie miał nawet pojęcia czy istnieje jakiekolwiek ich w tym momencie. Nadal nie było żadnych deklaracji od żadnej ze stron po za faktem, że wyznali sobie wzajemnie uczucie. Może po prostu mózg Stanleya, spaczony papierkową robotą, potrzebował mieć to podane jak w dokumencie aby mieć pewność, że tak właśnie było?

- Nie powiedziałem tak... - zaczął tłumaczyć - Ja po prostu nie spodziewałem się, że coś takiego powiesz... Dlatego byłem taki zszokowany - powoli dochodził się do siebie. Spanikowany wzrok uspokoił się, co pozwoliło mu złapać kontakt wzrokowy z Avery - To nie jest aż tak głupi pomysł... - odparł, chociaż chyba sam nie dowierzał w to co mówi. Z zewnątrz może wydawał się w miarę opanowany i spokojny. W wewnątrz zaś był przesiąknięty paniką i strachem. Miał setki, jeżeli nie tysiące pytań, które mógłby teraz zadać - Za takie rzeczy chyba nie zamyka się w Azkabanie? - spróbował zażartować aby lekko rozluznic atmosferę. Nie chciał aby Stella czuła się źle przez swoją propozycję. Gdyby mógł, przejąłby to na siebie, tak jak miał to w zwyczaju.

- Ja... - zaczął dosyć niepewnie - Byłbym najszczęśliwszym facetem w całym Londynie... - dodał - Na całym świecie - sprostował. Nie wiedział czy mówi tak z powodu strachu czy bo tak rzeczywiście czuł. Mimo wszystko wydawało mu się, że emocje wzięły nad nim górę w tym momencie.

- Ale... Jak Ty to widzisz? - zapytał bo wolał mieć pewność - Twoi rodzice przyjdą kiedyś i powiedzą, że znaleźli Ci idealnego kandydata... - oczywiście w ich oczach. Takiego, który jest bogaty, sławny i będzie prowadził ich córkę po salonach - A Ty im odpowiesz, że masz męża od jakiegoś czasu? - na twarzy Stanley pojawiło się zdziwienie. Nie widział tego całkowicie. Trochę się też na pewno obawiał. Co jeżeli nie da rady? Co jeżeli to wszystko go przerośnie? I najważniejsze jak to wszystko będzie później?



"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina

"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
Urokliwa wiolonczelistka
to piekło - nie raj, to tutaj się kończy świat
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stella mierzy 165 centymetrów wzrostu, należy raczej do szczupłych kobiet. Buzię ma okrągłą, posiada pucułowate policzki, które dodają jej uroku. Oczy ma w kolorze orzechowym, włosy długie, jasne, najczęściej nosi je rozpuszczone. Ubiera się bardzo starannie, dba o to, aby zawsze wyglądać nienagannie. Pachnie cytrusami.

Stella Avery
#14
27.03.2023, 19:52  ✶  

Stella nie uważała swoich umiejętności za jakieś wybitne. Po prostu przyszła na świat w rodzinie, dla której sztuka była dosyć istotna, więc od najmłodszych lat inwestowali właśnie w to, aby była biegła w tych dziedzinach. Od zawsze mieli obraną ścieżkę, którą powinna podążać, a że jej się to podobało, to nie opanowała. Nie widziałby się w innym miejscu, poza grą i malowaniem nie potrafiła praktycznie nic, no może zaczarować kilka osób na chwilę, ale do czego było to przydatne tak naprawdę? No do niczego. Nie posiadała żadnych praktycznych umiejętności. Nie miały jej być nigdy przydatne, bo do czego właściwie? Miała tylko dobrze wyglądać, umieć się zachować i tyle. Nic więcej. Rodzice nawet nie próbowali jej oszukać, że jest inaczej.

Nie podobał się jej w sposób w jaki Stanley mówił o swoich umiejętnościach, miała wrażenie, że jest strasznie zakompleksiony i nie do końca była to jego wina, na pewno miał na to wpływ dom w jakim był wychowywany, a sama widziała w jaki sposób mówiła o nim jego matka. Nie podobało się jej to, dlatego też nie pierwszy już raz zdarzyło się jej to kwestionować. Zdecydowanie miała inne zdanie o nim i o tym, co potrafił. Chciała też, żeby po prostu o tym wiedział, skoro nikt mu tego wcześniej nie mówił, mogło to być dla niego nowe. Musiał poznać swoją wartość. Dobrze by było, gdyby wreszcie dotarło do niego, że inni widzą go zdecydowanie inaczej niż on, czy jego matka.

Zapewne trochę potrwa zanim zbuduje pewność siebie, czy zwiększy poczucie własnej wartości, jednak Avery uważała, że to leży w jej kwestii. Skoro ona zobaczyła, jaki jest dobrze, żeby sam zaczął zdawać sobie z tego sprawę. Czas najwyższy zacząć patrzeć na siebie inaczej, docenić swoje umiejętności, wbrew temu, czego oczekiwała matka. Rodzice czasami potrafili być bardzo toksyczni. Przelewali swoje niespełnione marzenia na dzieci, próbowali ingerować w ich życie, na siłę kreować im marzenia, które wcale nie były ich. Stella przepadała za Anne, jednak uważała, że jej gadanie wcale nie pomaga Stanleyowi tylko wzbudza w nim niepotrzebne poczucie winy. Miała wrażenie, że on czuje, że nie spełnia jej oczekiwań, a przecież miał prawo sam zadecydować o tym, jaką ścieżką podąża. Szkoda, że nikt go wcześniej o tym nie uświadomił.

Stella sama była zdziwiona tym, że powiedziała o tym wszystkim na głos. Nie zdecydowała by się jednak, gdyby nie była pewna tego, co czuje. Dzięki temu, że w styczniu udało jej się wyciągnąć informacje o tym, co Stanley myśli o niej, upewniła się, że nie jest w tym wszystkim sama. Tylko i wyłącznie dlatego zdecydowała się podzielić tym pomysłem z nim, choć miała obawy. Bała się reakcji, w końcu było to wszystko dosyć wiążące. Tak naprawdę miało zadecydować o ich dalszym życiu. Właściwie skąd mogli wiedzieć, że są aż na tyle pewni tego, co do siebie czują. Małżeństwo wydawało się być czymś, z czego nie było już odwrotu. Czy byli gotowi na taki krok?

Poza tym, że odgrywali parę przed jego matką i ostatnio wspomnieli o tym, co do siebie czują, miała wrażenie, że nadal podchodzą do siebie trochę jak do jeża. Niby każde chciało czegoś więcej, jednak żadne z nich nie odważyło się na poważniejsze deklaracje. Stella postanowiła wziąć to na siebie, chociaż zazwyczaj nie należała do tych osób, które biorą sprawy w swoje ręce. Coś jednak się zmieniło, chyba naprawdę jej na nim zależało i nie chciała skończyć jako żona kogoś innego, co prędzej, czy później pewnie by ją spotkało. Musiała się określić, aby znaleźć rozwiązanie.

- Nie wiem, co jeszcze powinnam powiedzieć, jeśli mam być szczera, to i tak w ogóle nie powinnam się z Tobą tym dzielić, to jest za bardzo zobowiązujące, rozumiem, jeśli w ogóle nie będziesz brał tego pod uwagę. - W końcu tak krótko się znali, było to dosyć nowe uczucie, które przecież mogło zniknąć tak nagle, jak tylko się pojawiło. Nie powinna w ogóle rozważać takiej możliwości.

- Sama nie spodziewałam się, że to powiem, także rozumiem Twoje zdziwienie. - Nie było w tym nic niezwykłego. Jego reakcja wydawała się jej być całkiem normalna, jak na to, co usłyszał. Wydawało jej się nawet, że całkiem spokojnie podszedł do tematu. Przynajmniej nie było po nim widać, że aż tak to w niego uderzyło.

- Nie jest głupi? - Potrzebowała tej informacji, jeszcze chwilę wcześniej miała wrażenie, że do reszty zwariowała, jeśli jednak i on powiedział, że nie jest to głupie to może i rzeczywiście tak było. Przyglądała mu się uważnie, próbowała wyczytać z jego twarzy jak najwięcej emocji, jednak szło jej średnio, Borgin nie dawał po sobie poznać zbyt wiele.

- Myślę, że za to nie powinieneś tam trafić. - Odparła kiedy wspomniał o Azkabanie, nie zaśmiała się jednak, zdecydowanie nie była w nastroju do żartów, mógł wyczuć, że naprawdę się denerwowała. To wszystko to było dla niej wiele, nigdy się przed nikim tak nie otworzyła, było to dla niej zupełnie nowe.

- Na pewno byś był? Nie chcę, żebyś czuł presję, to po prostu pomysł, jeden z wielu, o którym powiedziałam głośno. Mamy jeszcze czas, żeby się nad nim zastanowić. - Nie musieli w końcu podejmować decyzji tu i teraz, mieli na to czas co najmniej do listopada, pewnie nawet trochę dłużej. Powinni po prostu to przemyśleć i się nad tym zastanowić, czy to wszystko jest tego warte.

- Właśnie tak to widzę, uważasz, że to jest głupie? - Wolała zapytać go wprost, co o tym myśli. - Tylko mów szczerze. - Ona w przeciwieństwie do Borgina w ogóle nie myślała o przyszłości, o konsekwencjach, o wytlumaczeniu, liczyło się dla niej tylko tu i teraz.

Ogórkowy Baron
Świat nie ma sensu. Trzeba mu go nadać samemu
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stanley mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i jest atletycznej budowy ciała. Jego krótko ścięte, zaczesane na bok ciemnobrązowe włosy okalają owalną twarz, która zrobią piwne oczy. Zawsze ma lekki, kilkudniowy zarost w postaci wąsa i brody. Na co dzień można go spotkać noszącego mundur brygadzisty. Jeżeli jednak uda się komuś go wyciągnąć na jakąś aktywność niedotyczącą pracy to przybędzie w długim, ciemnym płaszczu, a pod spodem będzie miał koszulę i najprawdopodobniej krawat. Wypowiada się w sposób spokojny dopóki nie zostanie wyprowadzony z równowagi.

Stanley Andrew Borgin
#15
27.03.2023, 21:50  ✶  

Sytuacja była bardzo napięta. Niewinny żart Stanleya zamiast ją rozładować, to lekko zaostrzył. Pokazał, że nie bierze tego na poważnie? Tak mu się przynajmniej wydawało. Nie chciał źle ale jednak chyba nie był to najlepszy moment na tego typu akcje.

Z tego wszystkiego, aż zrobiło mu się gorąco. Wstał aby zdjąć swój płaszcz w którym ciągle siedział do tej pory. Odwiesił go na wieszaku przy drzwiach, a następnie wrócił na kanapę.

- Dlaczego nie powinnaś? - zapytał zaskoczony powracając do tematu - Przecież Twój plan jest mniej ryzykowny niż którykolwiek z moich - przyznał. Taka była zresztą prawda. Każdy plan Borgina opierał się o całkowitą losowość wydarzeń. Ciężko byłoby zapanować nad przebiegiem jego "operacji". Jeden niewłaściwy ruch, a wszystko stawało się bezpowrotnie stracone. Z drugiej strony, pomysł Stelli mógł mieć w zasadzie tylko jedną wadę - wydziedziczenie jej za nieposłuszeństwo w stosunku do rodziców. Cena wysoka, lecz to nie on będzie musiał ją ponieść.

Utkwił swój wzrok przez dłuższą chwilę na szklance wody, zastanawiając się co powinien powiedzieć dalej. Stanley miał świadomość, że powinien dobierać odpowiednio słowa. Nie miał zamiaru popełnić kolejnego faux pas, tak jak z tym nieszczęsnym żartem o Azkabanie. Nie spodziewał się, że jest to również sprawa niecierpiącą zwłoki dla Avery.

- Twój plan nie jest przecież głupi - stwierdził biorąc łyk wody - To najnormalniejszy pomysł jaki dzisiaj padł - odstawił z powrotem szkło. W rankingu “zwyczajności” wypadał jako najlepszy ale na pewno też nie był idealnym. Czy w tej sytuacji istniały idealne plany? Raczej nie.

- Oczywiście, że tak - przyłożył rękę do swojej piersi - Co powinienem zrobić, aby Ci to udowodnić? - zapytał, a chwilę później padł przed nią na kolana. Dokładnie tak samo kiedy błagał ją o przebaczenie jego win. Tym razem jednak za nic nie przepraszał, a starał się objaśnić wartość swoich słów - Czy to wystarczy aby dowieść tego, że nie kłamię? - zapytał łapiąc opuszki palców Stelli oraz całując jej dłoń - Mogę wskoczyć drugi raz w cały tłum charłaków aby to pokazać. Te paprotkę też mogę odnaleźć jeżeli tylko będzie to zaświadczeniem… - wymieniał bez zawahania i z pewnością w głosie. Stanley był skłonny zrobić naprawdę wiele, aby tylko Avery zrozumiała, że nie rzuca słów na wiatr, a mówi prosto z serca. Zresztą nie był to pierwszy raz kiedy o wspominał o tego typu rzeczach… Gdzieś to już musiała słyszeć…

- Nie wiem. Pytam. Nie pochodzimy z tego samego typu rodzin… - położył akcent na typu. Ciężko mu było odnieść się do tego jak powinna im to wytłumaczyć - Może mieliście taki przypadek już wcześniej? Może są jakieś wypracowane, gotowe rozwiązania w takich sytuacjach? - próbował naprowadzić Stellę na cokolwiek co mogłoby im pomóc - Ja nie widzę w tym żadnego problemu - kontynuował swój słowotok - Ale nie chciałbym abyś to Ty musiała zaryzykować wszystkim - wyjaśnił. Borgin miał wrażenie, że zamienili się trochę rolami. Wydawało mu się, że to właśnie ona wzięła na swoje barki ten ciężar w tym momencie - Nie pozwolę na to abyś przeze mnie musiała zawieść swoich rodziców…  - zastanawiał się jeszcze czy powinien coś dodać do tego. Może to, że nie jest tego wart? Ale to już wynikało raczej z jego trudnej osobowości. Na całe szczęście ugryzł się w język w ostatnim momencie. Obawiał się, że może zostać styrany jak pies jakby wypowiedział to na głos.

Stanley rozmyślał jak mogliby to inaczej ugryźć. Zakładając, że wzięliby ten ślub w tajemnicy, to co dalej? Mężem i żoną mogliby być tylko w zaciszu prywatnych mieszkań. Na ulicy dalej musieliby udawać obce sobie osoby aby uniknąć ewentualnego wykrycia. W końcu ściany mają uszy i wszystko rozchodzi się bardzo szybko pocztą pantoflową. Zanim zdążyli by się obrócić, jej rodzice już by o wszystkim wiedzieli.

Z jego strony problem był dużo mniejszy. Jedyną rzeczą, która mogłaby się nie spodobać jego matce to fakt, że połączyliby się węzłem małżeńskim w bardzo wąskim gronie - swoim wzajemnym i możliwych świadków. Anne raczej widziała ożenek jej dziecka jako wielkie rodzinne święto. Wszystkie ciotki, wujkowie, kuzyni i jeszcze inne kreatury, o których istnieniu nie miał pojęcia sam pan młody, miałyby się stawić na miejscu tego święta. W ogólnym rozrachunku matka Borgina byłaby pewnie wniebowzięta takim obrotem spraw - zyskałaby synową, która i tak już była jej ulubionym dzieckiem. Z drugiej strony wystarczyło aby Stella powiedziała jej jakiekolwiek wytłumaczenie, dlaczego zdecydowali się na ślub w takiej, a nie innej formie, a Anne łyknęłaby to jak ryba przynętę.

- Wspomniałaś, że to jeden pomysł z wielu? - spojrzał prosto w oczy Stelli - Nie krępuj się. Proponuj. Nie będą gorsze od moich - zapewnił ją przecierając jej palce kciukiem - Ja zamieniam się w słuch - zaczął przyglądać się jej jakby była najświętszą ikoną. Wpatrzony był dokładnie tak samo jak wtedy kiedy ją poznał - na tamtym koncercie gdzie wystawili go jego koledzy wraz z solenizantem. Czy z perspektywy czasu był o to zły? Wcale. Jakby ktoś mu powiedział, że w rok później będzie miała miejsce taka sytuacja, to nigdy by nie uwierzył. A jednak stała się prawdą, a sam Stanley był bardzo zadowolony z takiego obrotu spraw. Co więcej, gdyby nakazano mu to wszystko powtórzyć aby znaleźć się tutaj ponownie, to bez ani chwili zawahania wykonałby to z uśmiechem na ustach. Nawet jakby musiał postawić całe swoje życie na szali.



"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina

"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
Urokliwa wiolonczelistka
to piekło - nie raj, to tutaj się kończy świat
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stella mierzy 165 centymetrów wzrostu, należy raczej do szczupłych kobiet. Buzię ma okrągłą, posiada pucułowate policzki, które dodają jej uroku. Oczy ma w kolorze orzechowym, włosy długie, jasne, najczęściej nosi je rozpuszczone. Ubiera się bardzo starannie, dba o to, aby zawsze wyglądać nienagannie. Pachnie cytrusami.

Stella Avery
#16
27.03.2023, 23:13  ✶  

Żarty nie były tym, czego potrzebowała w tym momencie. Może za bardzo się przejmowała, jednak zupełnie nie była w nastroju do śmiechu. Minę miała zdecydowanie poważną, dosyć trudna to była dla niej rozmowa, szczególnie, że podzieliła się z nim tym nie do końca przemyślanym pomysłem z jej strony. Zaczęła trochę panikować, że przegięła, że może niepotrzebnie o tym wspomniała, zresztą chyba nawet nie wypadało, aby panna sama prosiła o małżeństwo. Ona dzisiaj to zrobiła. Było jej przez to wstyd, ogromnie wstyd, ale musiała jakoś sobie z tym uczuciem poradzić.

- Niby tak, jest mniej ryzykowny, ale wiesz, ślub to już naprawdę poważna deklaracja, taka na całe życie. - Mocno zaakcentowała ostatnie dwa słowa w swojej wypowiedzi. Wydawało jej się to bardzo istotne. W końcu ślub oznaczał koniec wolności, wtedy musieliby ze sobą być już na zawsze. Póki co, poza wyznaniem uczuć tak naprawdę nic się między nimi nie wydarzyło, czy więc faktycznie był to odpowiedni moment na takie przemyślenia, czy byli już gotowi na taki poważny krok?

- Niby najnormalniejszy, jednak dosyć poważny. - Nie ukrywała, że dla niej ta deklaracja również była bardzo trudna. W końcu znali się dosyć krótko, nie tak łatwo było jej się z nim podzielić tym pomysłem. Tym bardziej, że przy tych jego wydawał się być najbardziej realny, najprostszy do zrealizowania, jednak mógł zaważyć o całym jej życiu. Sama nie wiedziała, czy to jest to, co powinni zrobić. Przecież byli tacy młodzi.

Stella nie czuła się specjalnie komfortowo, kiedy po raz kolejny padł przed nią na kolana. Nie uważała, że musiał aż tak bardzo pokazywać, że mu na niej zależy, nie wymagała tego od niego. Jak najbardziej mogło to zostać uznane za potwierdzenie jego zamiarów, mimo wszystko powodowało lekki dyskomfort, nie dopraszała się, aby za każdym razem padał przed nią na kolana.

- Nie musisz mi nic udowadniać, po prostu dzielę się z Tobą swoimi obawami Stanley, dla mnie to wszystko też jest zupełnie nowe i nie do końca wiem, w jaki sposób postępować. - Nie ukrywała tego wcale. Nie miała pojęcia, co zrobić, jak ugryźć ten problem, żeby rozwiązać go bez większych konsekwencji. Miała wrażenie, że tak, czy siak się pojawią.

- Nie musisz tego robić, już wiele razy udowodniłeś mi, że Ci na mnie zależy. - Nie musiał ponownie wskakiwać dla niej w tłum charłaków, czy szukać z nią ponownie kwiatu paproci, czy spełniać jej inne dziwne zachcianki. Już wiedziała, że o co by go nie poprosiła, to zawsze będzie gotów spełnić jej prośbę. Wiele razy jej to udowodnił.

- Jestem pierwszym przypadkiem. - Odparła słysząc kolejne słowa Borgina. - Nie spodziewałam się nigdy, że tak będzie. - Zapewne gdzieś w dalszych kręgach ktoś się znalazł, pewnie został wydziedziczony, ona jednak wolałaby tego uniknąć, bo dobrze jej było ze swoją rodziną, nie chciała ich stracić i to ją tak najbardziej bolało. Bała się, że jeśli podejmie nieodpowiednią decyzję to wszystko zostanie przekreślone.

- Jeśli trzeba będzie, to zaryzykuje, póki co, nie widzę innych opcji, ta wydaje się być jedyną, która może przynieść jakikolwiek efekt. - Najwyraźniej on też nie miał nic przeciwko temu, trochę się bała, że ucieknie w podskokach, gdy usłyszy jej pomysł, w końcu wymagał zadeklarowania się już zupełnie na poważnie. Żarty się skończyły.

- Możemy poczekać do listopada, nie musimy tego robić od razu, nie mamy więc wcale tak mało czasu, zdążymy się lepiej poznać. - W końcu wypadałoby, aby faktycznie byli pewni podjętej decyzji. - Ale po ślubie Kordelii powinniśmy już poczynić jakieś kroki, bo obawiam się, że wtedy rodzice skupią się na mnie. - Była niemalże pewna, że ledwo wydadzą jej siostrę za mąż to zaczną jej szukać kandydata na męża, aby pozbyć się kolejnego problemu. Nie miała ku temu praktycznie żadnych wątpliwości.

- Zawieść, czy nie, nie oni są w tym wszystkim najważniejsi, przecież nie jesteśmy na tym świecie po to, aby uszczęśliwiać naszych rodziców, musimy żyć w zgodzie ze sobą, dążyć do własnego szczęścia. - Sama nie do końca wierzyła w to, co mówiła, jednak ostatnio wykazywała faktycznie całkiem buntownicze zapędy, nikt by się chyba tego po niej nie spodziewał.

Wiedziała, że mogłoby to im na początku sprawić trochę trudności. Musieliby to wszystko trzymać w tajemnicy, co wcale nie było takie łatwe, szczególnie, że Avery kojarzyło sporo osób. Wymagałoby to od nich sporej ostrożności, uwagi - nie mogliby sobie pozwolić na to, aby ktokolwiek zobaczył ich razem. Czy byli w stanie się tak poświęcić? Udawać, że są dla siebie nikim przy wszystkich? Mogło nie być to wcale takie proste, szczególnie, że Stella bywała w różnych miejscach, Stanley musiałby się wykazać sporym zaufaniem jej w kierunku.

- Nie, ten drugi jest naprawdę głupi i nie powiem tego na głos, nie przejdzie mi to przez gardło. - Wolała uniknąć całkowitej kompromitacji, zdecydowanie nie była gotowa na to, aby podzielić się z nim swoim kolejnym błyskotliwym pomysłem. Postanowiła pociągnąć mężczyznę za rękę na kanapę, nie do końca odpowiadało jej to, że znajdował się przed nią. Pozwoliła się sobie do niego przytulić, miała ochotę to zrobić w tym momencie. Potrzebowała się trochę uspokoić, bo nieco ją ta sytuacja poruszyła. - Dziękuję Ci w ogóle, że jesteś w tym ze mną. - Naprawdę była mu wdzięczna za to, że nie uciekł stąd jeszcze, wiele to dla niej znaczyło i tylko potwierdzało to, co o nim myślała.

Ogórkowy Baron
Świat nie ma sensu. Trzeba mu go nadać samemu
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stanley mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i jest atletycznej budowy ciała. Jego krótko ścięte, zaczesane na bok ciemnobrązowe włosy okalają owalną twarz, która zrobią piwne oczy. Zawsze ma lekki, kilkudniowy zarost w postaci wąsa i brody. Na co dzień można go spotkać noszącego mundur brygadzisty. Jeżeli jednak uda się komuś go wyciągnąć na jakąś aktywność niedotyczącą pracy to przybędzie w długim, ciemnym płaszczu, a pod spodem będzie miał koszulę i najprawdopodobniej krawat. Wypowiada się w sposób spokojny dopóki nie zostanie wyprowadzony z równowagi.

Stanley Andrew Borgin
#17
28.03.2023, 18:21  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 29.03.2023, 12:30 przez Stanley Andrew Borgin.)  

Z jednej strony miała rzeczywiście rację -  ślub to dosyć poważna deklaracja na całe życie. Jednak czy aby na pewno? Nie wszyscy mieli takie zdanie na ten temat. W końcu część z nich kończyła się po prostu rozwodem, kiedy dwójka osób nie potrafiła odnaleźć porozumienia albo dochodziła do wniosku, że to nie jest jednak to czego szukają.

Stanley oczywiście nie odważył się wspomnieć na głos, że istnieje w razie czego plan B gdyby im nie wyszło. Doszedł do wniosku, że powiedzenie tego, byłoby raczej niestosowne w takim momencie i zniszczyłoby atmosferę do końca. Tym bardziej, że Stella wydawała się być całkowicie przejęta zaistniałą sytuacją. Nawet próba żartu nie wchodziła tutaj w rachubę.

Żadne z nich nie wiedziało jak postępować. W końcu ani on, ani ona, nie stanęli przed takim problemem nigdy wcześniej na swojej drodze. Rozwiązywania takich zagwostek nikt też nie uczył w szkole. Byli sami z tym wszystkim, ponieważ tak naprawdę to nie mieli nawet osoby do której mogliby się udać po jakąś poradę odnośnie tego co mogliby zrobić w takiej sytuacji - Stanley na pewno nie znał nikogo takiego. Prawda była też taka, że nawet jakby ktoś taki by się znalazł to czy aby na pewno mieli zamiar wdrożyć kolejną osobę do ich małego, niecnego planu?

Dla Stelli nie mógł być przyjemny fakt, że jest ona pierwszą z jej najbliższej rodziny, która planuje wyrwać się z tej tradycji. Czy można jej się dziwić? Raczej nie, zwłaszcza zważając na to, że ona sama się tego nie spodziewała. W tym wszystkim Borgina pocieszał tylko fakt, że Avery była gotowa na takie poświęcenie, pomimo jego sprzeciwu co do tego. Jakoś to się pewnie wyjaśni z jej rodzicami…

Pokiwał głową na to, że mogą poczekać do listopada. Było to całkiem logiczne. Przemyślą wszystko na spokojnie, dopracują plan do końca, tak aby był dopięty na ostatni guzik. Pół roku dawało im wystarczająco dużo czasu na te przygotowania.

W jego głowie zrodziło się pytanie czy potrzebują tyle czasu? Stanley byłby skłonny nawet o poranku pójść do odpowiedniego urzędu, aby załatwić formalności. Swój ubiór określał jako uniwersalny - pasujący do każdej okazji. Dzięki niemu zawsze był gotowy do stawienia się na niezapowiedzianej imprezie w odświętnym stroju… Wszak z koszulą i spodniami w kant się nigdy nie rozstawał. A taki strój na pewno wpisywał się w standardy przy takim wydarzeniu.

Czy nie byli na tym świecie po to, aby uszczęśliwiać swoich rodziców? Trochę tak, lecz trochę nie. Z jednej strony każdy wolał zrobić wszystko tylko po to, aby zostać docenionym przez starszych. Z drugiej zaś, to było ich życie, które musieli przeżyć sami i w dodatku kiedyś należałoby się zerwać z tej smyczy, która tylko krępuje ruchy. Stanley właśnie tego potrzebował. Zrobić coś w tym właśnie kierunku - wolności. Do tej pory wykonywał każdą, nawet najmniejszą rzecz w celu przypodobania się Anne. Najczęściej jednak bezskutecznie mimo swoich największych starań. Czas z tym skończyć

Nie oponował kiedy został pociągnięty przez Stellę w kierunku kanapy. Odruchowo oparł swoją brodę o jej głowę - w końcu był od niej wyższy. Przez chwilę zawahał się, czy to jest aby na pewno odpowiedni moment na takie przytulanki, wszak jego zapach nie należał do najprzyjemniejszych - przyszedł tutaj po małej libacji alkoholowej podczas której spożywał najtańsze możliwie trunki. Avery jednak musiało to w tym w ogóle nie przeszkadzać. Skoro dla niej nie stanowiły to żadnego problemu, dla niego tym bardziej - Spokojnie - odparł, a następnie zaczął ją powoli głaskać po plecach - Nie masz za co dziękować - mówił spokojnie - Jesteśmy w tym razem. W końcu walczymy o wspólne jutro… W którym nie będziemy musieli się przed nikim ukrywać, ani niczego obawiać - wyjaśnił, a potem zamilkł. Chwila ciszy w swoich wzajemnych objęciach na pewno im dobrze zrobi.

Siedzieli tak w niemal całkowitym bezruchu. Z zewnątrz nie dochodziły żadne odgłosy, a środek nocy tylko dodawał magii temu wszystkiemu. Jedyne co można było usłyszeć to Stanleya, który próbował uspokoić Stellę powtarzając, że wszystko jest dobrze. Pozwolił też sobie przenieść swoją dłoń na jej głowę, aby okazać swoje wsparcie.

- Jeżeli nie chcesz to nie mów ale… Ja bym i tak chciał usłyszeć - przerwał ciszę - Możesz też to napisać na kartce skoro nie przejdzie Ci to przez gardło - zainteresował się, co to właściwie mogło być aby wprowadzić tę dziewczynę w stan zakłopotania - Nie będę oceniał - dodał. Borgin nie miał problemów z mówieniem o swoich genialnych pomysłach. A już tym bardziej przy pannie Avery, która potrafiła go szybko sprowadzić na ziemię.

- Nie stresuj się. Nie ma po co - próbował dodać jej otuchy, a tym samym przekonać do tego, aby podzieliła się swoją myślą. Na początek miał zamiar rozegrać to dyplomatycznie. Zagadać, aby uchyliła rąbka tajemnicy. Jeżeli to nie może, będzie zmuszony użyć bardziej drastycznych metod, aby to z niej wyciągnąć. Nie miał pomysłu jeszcze co takiego mógłby zrobić… Ale z jego łbem, nie należało to do najtrudniejszych rzeczy. Coś wymyśli.



"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina

"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
Urokliwa wiolonczelistka
to piekło - nie raj, to tutaj się kończy świat
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stella mierzy 165 centymetrów wzrostu, należy raczej do szczupłych kobiet. Buzię ma okrągłą, posiada pucułowate policzki, które dodają jej uroku. Oczy ma w kolorze orzechowym, włosy długie, jasne, najczęściej nosi je rozpuszczone. Ubiera się bardzo starannie, dba o to, aby zawsze wyglądać nienagannie. Pachnie cytrusami.

Stella Avery
#18
29.03.2023, 12:55  ✶  

Dla Avery rozwód równał się z kolejnym skandalem, uważała, że skoro już ktoś decyduje się na tak poważny krok, jakim jest ślub to powinien być pewny swojej decyzji. Nie przyjmowała w ogóle tego, że mogłaby się za chwilę rozwieść.  Może dla niektórych to nic nie znaczyło, w końcu można było podjąć złą decyzję, jednak Stella podchodziłaby do tego, jako osobistej porażki, szczególnie, jeśli przez sam ślub postawiłaby się rodzicom. Mogliby wtedy mieć argument za tym, że nie myśli racjonalnie, podejmuje lekkomyślne decyzje, które nie są trwałe. Uważałaby to za swoją porażkę, dlatego tak poważnie podchodziła do tematu, który tutaj dzisiaj poruszyli.

Stella uwielbiała mieć wszystko pod kontrolą. W tym przypadku zdecydowanie nie mogła przewidzieć nic. Nie miała pojęcia, jak zareagują rodzice, jak się to wszystko potoczy, wychodziła poza swoją strefę komfortu.

Próbowała przewidzieć, co może się wydarzyć, jednak było to jedynie gdybanie, co ją strasznie irytowało. Nie lubiła być nieprzygotowana, tutaj musiałaby reagować stojąc przy ścianie, nie byłoby możliwości na to, żeby cokolwiek zmienić. Dlatego też tak strasznie nerwowo reagowała. Widać było po niej, że to wszystko jest dla niej dosyć mocno stresujące.

Wybieranie między tym co znała, do czego była przygotowywana przez całe życie, a czymś zupełnie nowym, nieprzemyślanym sprawiało jej trudność. Zdecydowała już właściwie, że jest skłonna zaryzykować, bez wzgledu na to, jakie będą konsekwencje, to naprawdę było dla niej dużo. W końcu zawsze była idealna w oczach swoich rodziców, bez najmniejszego zawahania wykonywała ich polecenia, robiła wszystko, aby byli z niej dumni. Miało się to zmienić w najbliższym czasie, nie chciała mimo wszystko skończyć, jako ich rozczarowanie. Najbardziej bała się właśnie tego, że się od niej odetną, że przestanie się dla nich liczyć.

Ta cała rozmowa, dyskusja o ich pomysłach zmęczyła ją. Miała wrażenie, że brodzą w wielkim bagnie. Jedyne wyjście, które było sensowne przynajmniej choć trochę okazał się pomysł na to, żeby wzięli ślub. Czuła, że jest to bardzo poważna decyzja, która może zmienić wszystko. Czuła, że przerasta ją to. Nie była to przecież takie proste rozwiązanie, jednak Stanley nie miał nic przeciwko, trochę ją uspokoiło to, że był w stanie zrobić to dla niej. W końcu dla niego też nie było to proste. Szczególnie, że znali się dość krótko, a musieli zacząć o tym myśleć póki jeszcze sprawy się bardziej nie skomplikowały.

Potrzebowała teraz bliskości, miała wrażenie, że zaraz zwariuje, nigdy nie musiała jeszcze z nimik dyskutować o takich poważnych sprawach. Do tej pory jej życie było sielanką, skomplikowało się mocno, kiedy poznała Borgina i pozwoliła sobie na niesubordynację i zbliżenie się do niego. Najgorsze w tym wszystkim było to, że on również w to wszedł i się do niej przywiązał. Nie chciała go zranić, było to jednym z powodów, dla których w ogóle myślała o tym, że może warto zaryzykować. Zależało jej na nim.

Nie przeszkadzał jej nawet zapach alkoholu, który świadczył o tym, że nie był on z najwyżej półki. To było nieistotne, potrzrbowała otuchy, wsparcia, tak po prostu. Miała wrażenie, że bez tego sobie nie poradzi. Dosyć emocjonalnie reagowała na wszystko, chociaż nie ma się jej co dziwić. Stella Avery pierwszy raz w swoim życiu była naprawdę zagubiona.

Po policzkach popłynęło jej kilka łez spowodowanych poczuciem bezradności, miała wrażenie, że są straceni, choć właściwie to znaleźli już jakieś rozwiązanie, które mogło wydać się właściwie. Kiedy mężczyzna głaskał ją po plecach to całe zdenerwowanie zaczęło ją opuszczać, przestała być taka spięta, jego słowa i gesty pomagały. Uspokajała się.

- Kiedyś Ci powiem, ale kiedyś, żebyś miał świadomość, jakie durne rzeczy przychodzą mi czasem do głowy. - Zdecydowanie jego słowa nie pomogły. Nie miała zamiaru dzielić się swoją kolejną złotą myślą. Zostawi to dla siebie, może kiedyś wróci do tematu i sam Borgin zobaczy, jak bardzo zdesperowana była.

- Nie wiem dlaczego musiało nas to spotkac. - Dodała jeszcze, dlaczego nie mogła pochodzić z normalnej rodziny? Jakie wtedy wszystko byłoby prostsze. Nie musieli by siedzić i się głowić nad tym wszystkim, że też właśnie to ją Stanley musiał wtedy spotkać. - Dla Ciebie to też pewnie nie jest proste. - Powiedziała jeszcze cicho. Na pewno nie spodziewał się w co się pakuje, kiedy zaczął się z nią spotykać. Teraz musieli działać w konspiracji, chować się przed wszystkimi, niejednemu by to zaczęło przeszkadzac.

- Chciałabym, żeby już było po wszystkim wiesz, zasnąć, obudzić się za rok. - Niestety życie nie było takie proste i musieli jakoś to wszystko przeżyć, zobaczyć jakie będą konsekwencje, później stawić im czoła, a na końcu ewentualnie zacząć cieszyć się swoim szczęściem. Nie wyglądało na to, że ta droga będzie prosta, wręcz przeciwnie.

Ogórkowy Baron
Świat nie ma sensu. Trzeba mu go nadać samemu
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stanley mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i jest atletycznej budowy ciała. Jego krótko ścięte, zaczesane na bok ciemnobrązowe włosy okalają owalną twarz, która zrobią piwne oczy. Zawsze ma lekki, kilkudniowy zarost w postaci wąsa i brody. Na co dzień można go spotkać noszącego mundur brygadzisty. Jeżeli jednak uda się komuś go wyciągnąć na jakąś aktywność niedotyczącą pracy to przybędzie w długim, ciemnym płaszczu, a pod spodem będzie miał koszulę i najprawdopodobniej krawat. Wypowiada się w sposób spokojny dopóki nie zostanie wyprowadzony z równowagi.

Stanley Andrew Borgin
#19
29.03.2023, 19:03  ✶  

Kiedy zdał sobie sprawę, że Stelli popłynęło kilka łez, coś w nim pękło. Czuł jakby z każdą kolejną uronioną kroplą, ktoś wbijał mu sztylet w pierś. Jej ból i cierpenie, było dla Stanleya katorgą. Nigdy przecież nie chciał, aby musiała tak cierpieć. Gdyby mógł tylko coś zrobić to nie zawahałby się nawet przed sekundę.

- Niech będzie - zgodził się na to, aby powiedziała mu o tym kiedyś. Niby chciał z niej wydobyć tę informację za wszelką cenę... Ale odpuścił, ponieważ jej stan mimo wstępnego uspokojenia, nie należał do najstabilniejszych - Kiedyś mi o tym opowiesz... Jak będziesz gotowa - dodał. Borgin rozumiał, że z niewolnika nie ma pracownika i wyciąganie tego siłą od Avery też nie ma najmniejszego sensu.

Dlaczego to musiało akurat ich spotkać? Pewnie dlatego, że zakochali się w sobie w świecie w którym nie ma za łatwo, a prawie każdy podkłada drugiemu kłody pod nogi. Byli niczym Romeo i z Julią, z tą różnicą, że nie pochodzili z dwóch zwaśnionych rodów, lecz dwóch oddzielnych kręgów, które różniły się od siebie diametralnie.

- Bo nie godzimy się na panujące aktualnie realia? - rzucił pomysłem na stwierdzenie Stelli - Walczymy o jutro mimo wszystkich przeciwności losu? - kontynuował - Staramy się żyć według własnych zasad? - zakończył serię pytań. Nie wymagał od niej odpowiedzi. Chciał ją po prostu podnieść na duchu. Pomóc zrozumieć dlaczego tak jest, a nie inaczej.

- Oczywiście, że nie jest - odparł.  - Ale przyrzekłem sobie, że będę walczyć... Że się nie poddam - za dużo już poświęcił, aby teraz odpuścić. Zaczął nawet się zmieniać na lepsze i to tylko dzięki niej, a przede wszystkim dla niej. Przestał się spóźniać czy traktować pracę jako najważniejszą rzecz jaką ma w życiu. A to było dopiero początkiem wyrzeczeń na które był w stanie się zgodzić tylko po to aby być przy Stelli.

Rok ukrywania się przed wszystkimi, był niczym w porównaniu z tym na co był gotowy Stanley. Gdyby mógł wybrać jedną z tych dwóch rzeczy, mając jako drugą opcję odsiadkę w Azkabanie. Po stokroć wybrałby ten rok bez rzucania się w oczy. To była naprawdę niska cena jak za późniejszy spokój.

- Kto by nie chciał? - zapytał. Każdy wolałby uniknąć takiej sytuacji albo móc manipulować czasem, aby tylko te złe i trudne chwile minęły - Za rok będziemy się z tego śmiać - zapewnił ją. Stanley był o tym święcie przekonany. Prawda była zresztą taka, że większość rzeczy tak się kończyła. Jednego dnia wydawało się to być niemożliwe do przeżycia, a następnego już było nic nie znaczącą przeszłością z życia.

- Grunt to się nie poddać - wypuścił ciężko powietrze - Tylko starać się i walczyć - tłumaczył dalej - A jak się potkniesz… Wstać, zacisnąć zęby i spróbować po raz kolejny… I tak, aż do skutku - zatrzymał na chwilę dłoń na jej głowie. Borgin zdał sobie sprawę, że teraz zamienili się lekko rolami. Kiedy to Stella próbowała go wcześniej pocieszać i podnieść na duchu, tak teraz robił to on. Służył dobrym słowem oraz ciepłem własnego ciała. Ale czy można mu się dziwić? W końcu grali teraz do jednej bramki.

- Nie bój się o nic. Damy radę - ponownie zaczął ją gładzić po włosach. Ta czynność działała na ich dwójkę. Uspokajała zarówno Avery jak i Borgina. Czuł, że przy niej może być po prostu sobą - Byłem, jestem i będę… Zawsze… - zapewnił - Nigdzie się nie wybieram… Kochanie… - nachylił się lekko i pocałował ją w czubek głowy. Nawet nie wiedział czemu to powiedział. Po prostu wypalił bez większego zastanowienia. Nie przejął się tym zbytnio jednak. Nie spalił żadnego buraka ani nawet się nie zająknął. Czyżby zaczął w końcu do tego dorastać?

Stanley był już teraz pewny co do tego wszystkiego. Nie miał żadnych złudzeń. W te pół roku, zdążą sobie ułożyć idealny plan oraz nastawią się na to psychicznie, a następnie ruszą do urzędu aby załatwić wszelkie formalności. O żadnej wielkiej uroczystości z tego powodu nie było mowy - z dwóch powodów. Pierwsza kwestia dotyczyła ogromu pieniędzy jaki trzeba by wyłożyć na tego typu uroczystość. Druga kwestią był fakt, że musieli się z tym ukrywać na razie. Zarówno z planami jak i ich wykonaniem. A zaślubiny w towarzystwie całej rodziny, nie należą do “tajnego” obrządku.



"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina

"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
Urokliwa wiolonczelistka
to piekło - nie raj, to tutaj się kończy świat
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stella mierzy 165 centymetrów wzrostu, należy raczej do szczupłych kobiet. Buzię ma okrągłą, posiada pucułowate policzki, które dodają jej uroku. Oczy ma w kolorze orzechowym, włosy długie, jasne, najczęściej nosi je rozpuszczone. Ubiera się bardzo starannie, dba o to, aby zawsze wyglądać nienagannie. Pachnie cytrusami.

Stella Avery
#20
30.03.2023, 12:55  ✶  

Stella bardzo emocjonalnie reagowała na to wszystko. Była w końcu raczej delikatna, rzadko kiedy pozwalała sobie na własne decyzje. Raczej zazwyczaj wykonywała polecenia kogoś innego. Potrafiła się dostosować, spełnić oczekiwania, trudno jej jednak przychodziła walka o swoje i o to, co ona właściwie chciała. Widać było, że jest to dla niej dosyć trudne.

- Być może kiedyś będę gotowa. - Dobrze, że nie naciskał, tylko pozwolił jej to przemilczeć, tak właściwie to nie sądziła, że będzie się z nim w stanie kiedykolwiek podzielić tą głupią myślą. Na szczęście nie musiała - problem z głowy. Uspokoiło ją to, że nie musiała mówić. Stella nie lubiła wychodzić na niespełną rozumu, a ten jej pomysł właśnie do takich należał.

Całkiem bohatersko to brzmiało, kiedy słuchała odpowiedzi Stanleya na swoje pytanie. Sama jednak nie do końca to tak widziała, nadal była nieco rozdarta, chociaż już podjęła decyzję. Miała nadzieję, że kiedyś spojrzy na to w ten sam sposób, co on. Oby tak to się skończyło.

- Wiele to dla mnie znaczy, wiesz? - Chciała się tym jeszcze z nim podzielić, żeby wiedział, że naprawdę jest to dla niej ważne. Byli w tym razem, co dodawało jej otuchy, w końcu z niejednej sytuacji już wyszli cało tylko dzięki temu, że znajdowali się tam we dwójkę. Miała wrażenie, że gdy są razem - mogą więcej osiągnąć dzięki współpracy.

Może i faktycznie za jakiś czas zejdzie z niej to wszystko. Teraz jednak było to bardzo świeże. Musiała się pogodzić z tym, że podjęła decyzję, bolało ją to, chociaż właściwie sama tego chciała, była nadal trochę rozdarta, jednak musiała pożegnać się z pewnymi obietnicami, ze swoją przyszłością, a przynajmniej życiem, które chcieli jej dać rodzice.

Pozwoliła sobie sama wybrać, co nie zgadzało się z tym, do czego była przygotowywana. Gotowa była jednak pogodzić się z konsekwencjami, które na pewno przyjdą - nie spodziewała się, że będzie inaczej.

- Tak, masz rację, nie można się poddać. - Odrzekła jeszcze spokojnym głosem. Widać było, że to, co do niej mówi działa. Te słowa przyniosły jej otuche, gesty ją uspokajały. Dokładnie tego jej było trzeba, aby poczuć się pewniej.

Uśmiechnęła się do siebie właściwie, kiedy zauważyła, że oswoił sie już z tym, że jest mu bliska, wcześniej był nieco bardziej szorstki, teraz najwyraźniej pogodził się z tym, że coś ich łączyło. Jego gesty i słowa wydawały się jej być bardziej wylewne, cieszyło ją to, bo naprawdę potrzebowała tej bliskości. Szczególnie w tym trudnym dla nich czasie.

Avery spędziła jeszcze dłuższą chwilę ze Stanleyem, nie panikowała już jednak. Przegadali chyba tę niecierpiącą zwłoki sprawę. Podjęli dzisiaj pewną decyzję, mieli plan, który musieli zrealizować do końca roku. Nie brzmiało to źle, w końcu nie było to tak wcześnie. Mogli na spokojnie wszystko ustalić.

Stella nie zamierzała pozwolić Borginowi, żeby łaził po nocy, także po raz kolejny udostępniła mu swoją kanapę, na której mógł się przespać do rana.

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Stanley Andrew Borgin (7593), Stella Avery (7156)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa