• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Wyspy Brytyjskie Szkocja [27/03/1972r.] Most Overtoun | Fergus & Trevor

[27/03/1972r.] Most Overtoun | Fergus & Trevor
"Toby"
There's a starman waiting in the sky
He'd like to come and meet us
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Fergus jest dość wysoki, bo mierzy metr osiemdziesiąt wzrostu, a do tego dość chudy. Patrząc na niego, ma się wrażenie, że może się złamać na pół. Ma długie, wiecznie rozczochrane włosy, które związuje, kiedy musi się skupić lub nad czymś pracuje i brązowe oczy w odcieniu czekolady. Zazwyczaj jest dosyć nerwowy i intensywnie gestykuluje, kiedy mówi. Jest leworęczny.

Fergus Ollivander
#1
16.02.2023, 17:40  ✶  
Fergus nigdy nie przepadał za Szkocją. Nie żeby klimat jakoś wyjątkowo różnił się od tego, który spotykał na co dzień w Londynie. Mimo wszystko wydawała mu się bardziej ponura, a przez to mniej przyjazna dla człowieka. Nie wiedział, jak wyglądały te większe miasta jak Glasgow czy Edynburg. Jego rodzina żyła na zupełnym odludziu, ciesząc się bliskością natury i nie zwracając na siebie uwagi. Kiedy dziadek jeszcze żył, kupił dla niego i babci niewielką chatę w zachodniej części kraju. Teraz została tylko babcia, której raz po raz doglądały ciotki, a przy okazji ważniejszych okazji odwiedzali również pozostali członkowie rodziny. Tak było i teraz, gdy Ismena kończyła osiemdziesiąt sześć lat, co w przypadku czarownicy oznaczało, że wciąż pozostawała w kwiecie wieku.
Bywały momenty, że Fergus lubił te rodzinne spotkania, gdy na stole znajdowało się mnóstwo pachnącego jedzenia, starsi opowiadali historie z czasów swojej młodości i wszyscy udawali, że się kochali. Częściej jednak zdarzały się te chwile, gdy ktoś poruszył nieprzyjemny temat i dochodziło do starć kończących się ostrymi kłótniami. Nic dziwnego, że postanowił się ewakuować, skoro nastąpiło to drugie.
Niespokojny szedł przed siebie, szukając jakiegokolwiek miejsca, które pozwoliłoby mu na chwilę wytchnienia. Od zawsze miał awersję do lasów, dlatego trzymał się głównej ścieżki, paląc papierosa za papierosem, byle choć trochę wyluzować po tym, jak pokłócił się z ojcem. Dym gryzł go w gardle z powodu wysiłku, jaki wkładał, by oddalić się jak najdalej od babcinego domu, skąd ktokolwiek mógł za nim wyjść. Nie potrzebował teraz towarzystwa Ollivanderów. Chciał pobyć zupełnie sam, bez żadnych wyzwań i niepotrzebnych nerwów.
Ściemniało się już dość mocno, ale i tak spostrzegł między zaroślami ruiny jakiejś starej budowli, która niemalże natychmiast przykuła jego uwagę. Kilka niewysokich wieżyczek w starym dworku i kamienny most, wyglądający jak typowa brytyjska architektura XIX wieku. Nic niezwykłego z wyjątkiem psa, który zawył, wywołując w ciele Fergusa nieprzyjemny dreszcz i ruszył przed siebie, nie bacząc na wysokość. Po prostu skoczył z mostu, padając w zamgloną ciemność.
- Widział pan to?! – krzyknął do mężczyzny, którego dopiero teraz dostrzegł na drugim końcu mostu. Papieros wypadł mu z dłoni, opadając gdzieś pod nogi, kiedy młody Ollivander zaczął biec w kierunku miejsca, z którego przed chwilą spadło zwierzę. – Trzeba mu pomóc! – dodał, wychylając się, by cokolwiek dostrzec. Nie wiedział, czy pies mógłby przeżyć tego rodzaju upadek. Nie był nawet pewien, czy osoba, którą prosił o pomoc była jugolem, czy może czarodziejem. To sprawiało, że obawiał się sięgnąć po różdżkę, bo nie opanował wymazywania pamięci na tyle, by temu człowiekowi w razie potrzeby nie zaszkodzić. Co robić? Co on miał, do cholery jasnej, zrobić? Nie mógł przecież zostawić tego stworzenia na śmierć. Zwłaszcza że nie rozumiał, co właśnie nastąpiło.
Stary Zabójca
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Trevor Yaxley
#2
28.02.2023, 05:02  ✶  
Trevorowi Szkocja przypominała mu w dużej mierze rodzinne strony, a już na pewno bardziej podobała mu się od Londynu. Zwłaszcza z dala od miast. W swoim życiu zdążył nawiązać znajomość z kilkoma Szkotami, którzy też byli przyzwoitymi kompanami do picia piwa, obijania mord i śpiewania w pubach. Lepiej nie mógł trafić, jeśli o to chodzi. Rozważał nawet osiedlenie się tam, koniecznie na jakimś odludziu, głęboko w lesie. Tam czuł się najlepiej. Tam też nikt by go nie szukał. A już na pewno nie szukaliby go Brygadziści. Przynajmniej tak sądził. Jak mniemał nadal figurował na ministerialnej liście gończej, z której zostanie dopiero skreślony po aresztowaniu albo po swojej śmierci. Oby tylko dane było mu umrzeć w walce, z różdżką w dłoni zamiast zmożonym chorobą albo starością.
Podczas swojego wieczornego spaceru zabrnął na Most Overtoun, którego trudno nie uznać za konstrukcję owianą złą sławą. Pochylił się nad kamiennym murkiem, opierając na nim splecione dłonie. Wpatrywał się ze znikomym zainteresowaniem w przestrzeń przed sobą. Z powodu gęstniejącej ciemności niewiele był w stanie dostrzec, jednak to zupełnie mu nie przeszkadzało. Pozwalał swoim myślom płynąć z własnym prądem. Ostatecznie musiał ruszyć dalej. Wyprostował się i zaczął iść przed siebie, kiedy jego uszu dobiegło wycie psa, którzy skoczył z tego mostu oraz głos młodszego od niego mężczyzny, który chciał upewnić się, że widział to co on. Trevor wolał nie zastanawiać się nad tym, co skłoniłoby tego czworonoga do wykonania tego skoku i próby zakończenia swojego żywota. W przypadku ludzi to wydawałoby się oczywiste. Tych nawet nie próbowałby powstrzymać, ale też nie pomógłby im w odebraniu sobie życia.
— Widziałem! Z tego co słyszałem to nie pierwszy taki przypadek! — Zakrzyknął w odpowiedzi do młodziaka, postanawiając samemu pobiec do miejsca, z którego zwierzę skoczyło w przepaść. Nie potrafił go dotrzeć. Nie sądził jednak by ten czworonóg miał szansę przeżyć upadek z tak wysoka. Nawet człowiek by tego nie przeżył. Niewiele brakowało aby spojrzał na tego młodzieńca jak na idiotę. Ja pomóc psiemu samobójcy, który już rzucił się w przepaść? Przecież nie chwyci go za szmaty i nie wyrzuci go przez kamienny murek mostu po to aby złapał on zwierzaka. To byłoby w jego stylu, jednak chłopak w niczym mu nie zawinił. Bez magii było to niemożliwe. Na szczęście miał wystarczająco luźny kręgosłup moralny. Zasady były po to, aby je łamać.
— Zobaczę, co da się zrobić — Powiedział do tego młodego człowieka, który zwrócił się do niego o pomoc w ratowaniu tego stworzenia. Jak trwoga to dorosłych, którzy tak naprawdę nie są w stanie zaradzić każdej tragedii.
— Periculum — Nie zastanawiając się nad tym, czy ma do czynienia z czarodziejem czy mugolem, sięgnął po swoją różdżkę. Wychylił się nieco za barierkę, by posłać w ciemność pod nimi snop czerwonych iskier, skutecznie ją rozjaśniający.
— Mam cię, szczeniaku — Wymruczał unosząc kącik ust w charakterystyczny dla siebie sposób, gdy dostrzegł w niknącym czerwonym świetle sylwetkę spadającego psa.
— Arresto Momentum — Wymierzył raz jeszcze różdżką w gęstniejącą na powrót ciemność, licząc że wiązka rzuconego przez niego czaru dosięgnie psa i spowolni jego spadanie, przez co uda się go uratować. Nie zamierzał jednak obiecywać, że uda mu się dokonać. Nawet magia miała swoje ograniczenia.

Słowa: 511
"Toby"
There's a starman waiting in the sky
He'd like to come and meet us
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Fergus jest dość wysoki, bo mierzy metr osiemdziesiąt wzrostu, a do tego dość chudy. Patrząc na niego, ma się wrażenie, że może się złamać na pół. Ma długie, wiecznie rozczochrane włosy, które związuje, kiedy musi się skupić lub nad czymś pracuje i brązowe oczy w odcieniu czekolady. Zazwyczaj jest dosyć nerwowy i intensywnie gestykuluje, kiedy mówi. Jest leworęczny.

Fergus Ollivander
#3
03.03.2023, 14:26  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 03.03.2023, 14:42 przez Fergus Ollivander.)  
Czarodziej! Miał do czynienia z osobą z magicznego świata. Większego szczęścia nie mógł sobie dziś wymarzyć, w dodatku odczuwając ogromną ulgą na sam fakt, że ktoś rzeczywiście mógł pomóc w realny sposób. Nie żeby którykolwiek mógł już spoczywać na laurach, bo pies wciąż potrzebował ratunku. Możliwość wyciągnięcia różdżki znacznie zwiększała jednak jego szanse na przeżycie. Pytanie tylko, skąd tamten mężczyzna mógł wiedzieć, że i Fergus potrafił posługiwać się magią? W gruncie rzeczy mógł to mieć zwyczajnie gdzieś, zapewne posługując się różdżką o wiele lepiej niż Ollivander (o ironio!) i przez to nie niepokojąc nakrycia przez mugola. Nie było jednak czasu na roztrząsanie tego typu zagwozdek.
Zbliżył się w kierunku mężczyzny, który już rzucił kilka zaklęć, mających na celu odnalezienie i spowolnienie zwierzęcia, by zdołało przetrwać upadek. Dlaczego w ogóle psiak rzucił się z tego mostu? Fergus słyszał różne legendy na temat tego miejsca i jeszcze więcej teorii, zarówno tych zwyczajnych, tłumaczonych obecnością lęgowisk norek, jak i magicznych o nieczystej sile przywołującej niewinne dusze. Nie wierzył w żadne z nich do dzisiaj, aż zobaczył psa, który zawył i rzucił się w przepaść z własnej woli.
- Arresto Momentum – dołączył do mężczyzny, na wypadek gdyby jemu nie udało się trafić zaklęciem. Ciężko mu było ocenić szybkość spadania w półmroku i z tej odległości. Ponowienie uroku jednak i tak nie mogło zaszkodzić, a jedynie polepszyć sytuację zwierzęcia. Fergus, ogarnięty początkowo paniką, zaczynał czuć adrenalinę płynącą mu w żyłach i logiczniejsze myśli powracające mu do głowy. Wycelował różdżką w jeden z kamieni, w kierunku których spadał pies, próbując przemienić go w coś miękkiego.
Odkryj wiadomość pozafabularną
Rzut O 1d100 - 82
Sukces!
I jakimś cudem się udało, a na dnie przepaści pojawiła się sporych rozmiarów poduszka, na której spowolniony zaklęciami pies mógł wylądować.
- Chyba nam się uda - powiedział cicho, nie wierząc własnym oczom. Wszystko to działo się dość szybko, a sam Fergus miał ogromnego farta, że trafił akurat na tego mężczyznę, który od początku myślał na chłodno, ogarniając sytuację. Gdyby go tutaj nie było, pies pewnie by nie przetrwał wyłącznie z głupoty Ollivandera, który nie wiedziałby, od czego zacząć. - Dziękuję. Powinien pan dostać Order Psiego Bohatera - powiedział, żartując na koniec.
Nie kojarzył tego człowieka, choć na pierwszy rzut oka przypominał mu tych wszystkich typowych, rosłych Szkotów, którzy przesiadywali w pobliskich pubach. Wyglądał raczej na kogoś, kto nie szukał miejsca do zakorzenienia się - raczej na nomada, który w wielu miejscach znajdował się zupełnie przypadkiem. Nic dziwnego, że młody Ollivander nie miał szansy kojarzyć jego nazwiska. Była między nimi zbyt spora różnica wieku, by kojarzyli się ze szkoły, a nie mógł być też sklepikarzem z Pokątnej, by przyzwyczaił się do widoku jego twarzy.
Rozejrzał się, poszukując jakiejś możliwości zejścia w dół, by sprawdzić, co z psem, który powinien wylądować na poduszce tuż pod mostem. Nie leciał na tyle szybko, by mimo to stała mu się krzywda. Kawałek dalej dostrzegł kamienne schody, które w pewnym momencie się kończyły, pozostawiając jedynie piaszczysty spadek w dół. Mimo to ruszył w ich kierunku, wiedząc, że jakoś sobie poradzi. Mógł mieć tylko nadzieję, że wystraszony lub przejęty czymś pies nie uciekł już dawno w las.
Stary Zabójca
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Trevor Yaxley
#4
14.03.2023, 04:31  ✶  
Nieprzejmowanie się wieloma rzeczami znacząco ułatwiało już i tak wystarczająco skomplikowane życie. Trevor należał do grona ludzi, którym w gruncie rzeczy wystarczało mieć miejsce do spania i jedzenie. Co jednak nie oznaczało, że odpowiadało mu to życie, które wiódł od trzech lat. Poleciłby jednak takie podejście każdemu. Nie było też tak, że trząsł się ze strachu na samą myśl czy samo wspomnienie Ministerstwa Magii. Bardzo trudno było wzbudzić w nim strach.
Zadziałał instynktownie, chociaż nie był w stanie określić na ile jego działania okażą się skuteczne. O wiele prościej byłoby powstrzymać tego psa przed skokiem. Co się stało, to się nie odstanie. Zrobił chyba wszystko, aby z tego zwierzęcia nie została mokra plama. Niemniej uratowanie jednego psa nie poprawi ilości zakończonych na tym przeklętym moście niezliczonych psich żywotów.
— Powiedz mi chłopcze, dlaczego będąc czarodziejem sam nie wyciągnąłeś różdżki jako pierwszy? — Starszy mężczyzna spoglądał na tego szczeniaka ze zmarszczonymi brwiami. Jak się okazało to nie miał do czynienia z mugolem. Prawdopodobnie chodziło o ten żałosny zakaz ujawniania przed mugolami istnienia magii. Nie chciał tego słuchać. O wiele bardziej interesowało go to, dlaczego ten młodzieniec nie sięgnął po swoją różdżkę, dlaczego nie rzucił tych zaklęć jako pierwszy skoro bardzo zależało mu na ocaleniu tego czworonoga. A co byłoby w sytuacji bezpośredniego zagrożenia życia? Wymagane było zdecydowanie, odwaga i wola walki. Prawdą było, że od początku mierzył tego młodego człowieka swoją miarą.
W przypadku prób ocalenia tego zwierzaka to on naprawdę zrobił wszystko co mógł, reszta należała już do tego młodzieńca. Na szczęście on zrozumiał o co chodzi i zrobił należyty użytek z różdżki, zapobiegając prawdziwemu nieszczęściu.
— Najwyraźniej — Mruknął. Podziękowanie wydawało się oczywiste, bo zrobił coś dobrego... uratował kolejne małe istnienie. Było to jednak poniżej jego kompetencji i granic możliwości. Wolał mierzyć się znacznie groźniejszymi przeciwnikami.
— Nie ma za co. Pewnie, że powinienem — Odparł zgodnie z prawdą. Nawet się nie spocił. Mimo to w jakimś stopniu zażartował.
— Powinieneś poszukać tego psa na dole. Jakby stało się coś poważnego to wystrzel czerwone iskry — Zasugerował mu. Nie widział powodu ku temu aby iść tam z nim, ale też nie pozostawił go samemu sobie. Postanowił poczekać aż chłopak zejdzie po tych schodach i wespnie się po nic z powrotem. Najlepiej z tym psem.

Słowa: 367
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Fergus Ollivander (954), Trevor Yaxley (905)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa