27.01.2023, 21:48 ✶
Cassie, Cassie, Cassie,
zdajesz sobie sprawę, że jestem Fergiem od dzieciństwa? I nie znoszę tego, ale nie musisz o tym wiedzieć. Przejdź się do mnie, Cassie. Z chęcią z Tobą pogadam. Albo porobię cokolwiek innego, co tylko będziesz chciał.
Nie możesz mi obiecywać opisu brzydkich myśli, a potem milczeć na ich temat. To niesprawiedliwe, a nie sądzę, by moja wyobraźnia cokolwiek wskórała w momencie, gdy pani Diggory wciąga się w książkę na tyle, że nawet nie zauważa, że czyta na głos. I przyznam szczerze, że z tego wcale nie da się czerpać inspiracji. Pomóż mi, proszę, bo oszaleję w tym szpitalu.
Przykro mi z powodu Twojej sowy, Cas. Na pewno jednak zasłużyła na ptasią emeryturę i mnóstwo smaczków. Galathea tak szybko się nie męczy. Ojciec może tylko jęczeć, że podbieram domową sowę do własnych spraw, ale jakby... siedzę w szpitalu, a choremu się nie odmawia. Mam rację? I jeszcze jedno pytanie... Czemu tak bardzo zaznaczasz wzrost osoby leczącej Cholerę? Aż tak przerażający?
To, że miałeś testrala w poprzedniej, nie oznacza, że teraz też będziesz miał. Rozumiem przywiązanie i chęć pomocy, ale zmusiłoby mnie to też do wyjścia do rezerwatu, a nadal się nie podniosłem po ostatnim razie. Nie była to zbyt przyjemna wycieczka, jeśli mam być szczery.
Nie oddam Ci tych swetrów, przepraszam. Zniszczyłoby to mój misterny plan pozbawienia Cię górnych części garderoby, żebyś nie miał co na siebie włożyć. I spalę te przeklęte podkoszulki. Więc tak, pracuję nad tym. Tylko pewnie nie o to Ci chodziło. W inny sposób też mogę to załatwić, jak już uda mi się stąd ulotnić.
Dlaczego akurat PÓŁTORA dnia? A nie jeden, dwa, albo nawet i tydzień? Sugerujesz, że wytrzymasz ze mną zaledwie trzydzieści sześć godzin? I szczerze? Przez to, że tak bardzo musimy się kryć, czasem czuję się jak nastolatek chowający kogoś w szafie przed rodzicami.
A gdzie indziej mógłbyś mnie zabrać? Opowiedz mi.
Cassie, wciąż za Tobą tęsknię,
zdajesz sobie sprawę, że jestem Fergiem od dzieciństwa? I nie znoszę tego, ale nie musisz o tym wiedzieć. Przejdź się do mnie, Cassie. Z chęcią z Tobą pogadam. Albo porobię cokolwiek innego, co tylko będziesz chciał.
Nie możesz mi obiecywać opisu brzydkich myśli, a potem milczeć na ich temat. To niesprawiedliwe, a nie sądzę, by moja wyobraźnia cokolwiek wskórała w momencie, gdy pani Diggory wciąga się w książkę na tyle, że nawet nie zauważa, że czyta na głos. I przyznam szczerze, że z tego wcale nie da się czerpać inspiracji. Pomóż mi, proszę, bo oszaleję w tym szpitalu.
Przykro mi z powodu Twojej sowy, Cas. Na pewno jednak zasłużyła na ptasią emeryturę i mnóstwo smaczków. Galathea tak szybko się nie męczy. Ojciec może tylko jęczeć, że podbieram domową sowę do własnych spraw, ale jakby... siedzę w szpitalu, a choremu się nie odmawia. Mam rację? I jeszcze jedno pytanie... Czemu tak bardzo zaznaczasz wzrost osoby leczącej Cholerę? Aż tak przerażający?
To, że miałeś testrala w poprzedniej, nie oznacza, że teraz też będziesz miał. Rozumiem przywiązanie i chęć pomocy, ale zmusiłoby mnie to też do wyjścia do rezerwatu, a nadal się nie podniosłem po ostatnim razie. Nie była to zbyt przyjemna wycieczka, jeśli mam być szczery.
Nie oddam Ci tych swetrów, przepraszam. Zniszczyłoby to mój misterny plan pozbawienia Cię górnych części garderoby, żebyś nie miał co na siebie włożyć. I spalę te przeklęte podkoszulki. Więc tak, pracuję nad tym. Tylko pewnie nie o to Ci chodziło. W inny sposób też mogę to załatwić, jak już uda mi się stąd ulotnić.
Dlaczego akurat PÓŁTORA dnia? A nie jeden, dwa, albo nawet i tydzień? Sugerujesz, że wytrzymasz ze mną zaledwie trzydzieści sześć godzin? I szczerze? Przez to, że tak bardzo musimy się kryć, czasem czuję się jak nastolatek chowający kogoś w szafie przed rodzicami.
A gdzie indziej mógłbyś mnie zabrać? Opowiedz mi.
Cassie, wciąż za Tobą tęsknię,
Fergie