Utrata różdżki, którą posługiwał się od jedenastego roku życia okazała się najbardziej dotkliwa z tego względu, że stracił ją w następstwie pojedynku z Moody. Po rozważeniu wszystkich dostępnych opcji, zdecydował się na zakupienie nowej różdżki zamiast na wykonanie repliki tej utraconej. Skłoniły go do tego względy praktyczne, jakoby różdżka stanowiła narzędzie jego pracy oraz narzędzie do siania terroru w czarodziejskim świecie. Bez różdżki nie mógł czarować w różnych, nawet zupełnie prozaicznych sytuacjach. Zatem bez różdżki było zbliżone do utraty ręki.
W celu w godzinach porannych na Ulicę Pokątną i przekroczył próg zakładu Ollivandera. Nie zamierzał w żaden sposób się tłumaczyć stojącemu za zakurzoną ladą czarodziejowi, jak do tego doszło, że utracił różdżkę. Jeśli jednak to będzie to tak bardzo interesować tego sprzedawcę, będzie w stanie przekonać go, że to miało miejsce w następstwie tego ataku. Była to kwestia przedstawienia siebie jako jego ofiarę. Zapewne nie będzie pierwszą ani ostatnią osobą, której różdżka mogła zostać zgubiona podczas ucieczki albo porwana przez wichurę. Noszone przez niego cywilne ubrania nie miały za zadanie sugerować, że jest Aurorem.
Fakt przekroczenia przez niego progu tego sklepu został obwieszczony dźwiękiem dzwonka nad drzwiami. Jego wnętrze wyglądało zupełnie tak samo jak przed laty. W dalszym ciągu było pełno podłużnych pudełek oraz kurzu. Panowała też charakterystyczna cisza. Zmiana zaszła w nim samym, bo nie był już jedenastoletnim chłopcem rozpoczynającym naukę w Hogwarcie. Nie czuł tego podekscytowania związanego z zakupem swojej pierwszej różdżki. Po prostu była to czysta formalność.
— Dzień dobry. panie Ollivander. Przyszedłem zakupić nową różdżkę. — Tymi słowami zwrócił się do czarodzieja stojącego za zakurzoną ladą.
— Dzień dobry. Obsłużę pana. Wiodąca ręka? — Różdżkarz po powitaniu nowego klienta przystąpił do swoich powinności, jakie poprzedzały podawanie mu poukrywanych w podłużnych pudełkach różdżek.
— Prawa — Odparł jedynie.
— Proszę wziąć i machnąć, panie Rookwood — Różdżkarz wręczył mu pierwszą, a potem kolejną i kolejną różdżkę. Za każdym razem wszystko wyglądało tak samo. Wykonywał kolejno lekki ruch dłonią trzymającą różdżkę, która okazywała się niedobraną do niego. Zmieniło się to gdy otrzymał jedenastocalową różdżkę wykonaną z hebanu, wyposażoną w rdzeń z włókna ze smoczego serca, czując charakterystyczne ciepło pod palcami. Wyczarował kilka iskier z różdżki. W rzeczywistości bardzo chciał rzucić jakieś czarnomagiczne zaklęcie, choć to musiało będzie poczekać aż przywdzieje szatę Śmierciożercy i ukryje twarz za maską.
— Jedenaście cali. Włókno ze smoczego serca i heban. Sztywna. Doskonały wybór. Siedem galeonów — Powiedział Ollivander podczas pakowania różdżki z powrotem do pudełka, które owinął szarym papierem. Przyjął od niego pieniądze. Po odebraniu swojej nowej różdżki i uiszczeniu za nią stosownej opłaty, Chester pożegnał się i opuścił sklep.