To prawda, której nie mówił głośno nawet we własnych myślach - że obawiał się tego zewu. Straszne jest co, niepoznane i niepewne. Że twoje fascynacje i wyobrażenia mogą legnąć w gruzach, że, ach, co tu dużo mówić - że się zawiedzie. Czy to było najstraszniejsze? Nadal nie. Strach przed nieznanym było tym, co blokowało człowieka. Laurent miał swoje nadzieje i emocje ulokowane wśród morskich pian. Westchnienia jak i lęki. Mogło być tam bezpiecznie i cicho, ale mogło być wręcz przeciwnie - strasznie ponuro i samotnie. Nie wiedząc, co tam zastanie bał się rzeczywiście, ze nie wróci. To, co tak z uśmiechem odpychał, kiedy czasem wspominali o tym bliscy. Selkie już tak miały, ale ponoć tylko do czwartego pokolenia. Potem krew stawała się zbyt słaba. Było wiele ciekawostek w tym, tak jak i każda z rodzin miała swoją indywidualną magię. Nikt inny nie potrafił skłonić pegazów do mówienia, tylko Prewettowie. Nikt inny nie potrafił wejść w płomienie i się nimi bawić, jak robili to Parkinsonowie. Kobieta o pięknych, brązowych oczach dobrze myślała, że to nie tylko strach. Tkwiła w tym ból i tęsknota, choć to było bardzo dziwne, bo przecież jak można tęsknić za czymś, czego się nie znało? Na twarzy Laurenta pojawiło się zdziwienie, które szybko przerodziło się w zainteresowanie. Tak, to by było wygodne - móc się od tego odciąć. Tak jak i od wielu innych rzeczy, bo Laurent chłonął bodźce jak gąbka chłonęła wodę. Słuchać tylko wtedy, kiedy chcesz słuchać. Czy to było to?
- Ciekawe spostrzeżenie. - Na temat tego, czy to w ogóle było możliwe, rzecz jasna. Wymagałoby to badań, samodzielnego szkolenia się, a oklumencja była ciężką sztuką. - Niestety na to pytanie już nie potrafię odpowiedzieć. - Nieszablonowe myślenie, ot co. Nie wątpił, że ma do czynienia z osobą inteligentną, ale inteligencja nie oznaczała jeszcze bycia pomysłowym. - Jestem za to zaintrygowany i pozytywnie zaskoczony. - Tą właśnie pomysłowością, która przywołała uśmiech na jego twarz. Nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, jak teraz z kopyta ruszał mózg Victorii i że pracowała nim na wysokich obrotach, tak mocno skupiając się na wszystkich kwestiach. Drugi człowiek, poznawany, potrafił być prawdziwym skarbem. Jeśli tylko chciało się ten skarb wydobyć. - Zawsze jesteś taka ciekawa świata? - Nie zadał tego pytania tonem, jakby miał do niej teraz żal, zresztą już wyjaśnił, że jej pytania mu nie przeszkadzają, a wręcz przeciwnie - są miłe. Bo chociaż trochę brzmiało, jakby ktoś się tobą interesował. Albo przynajmniej byciem nie do końca człowiekiem, bo takie przypadki niestety też były. Nie ciekawość osobą, a ciekawość kuriozum. - Bingo. - Odstawił filiżankę z kawą i pokazał palcem na Victorię, kiedy wypowiedziała słowo klucz "Londyn". - Dokładnie tam umykam. - Chociaż niekoniecznie zawsze był to Londyn bezpośrednio, czasami po prostu umykał do kogoś, kto zajmował skutecznie jego czas...
- Atreus Bulstrode. - Cała ta wielka, wariacka rodzina była z nim bardzo blisko. Uwielbiał ich. Byli mu bliżsi niż... cóż, bliżsi niż Prewett. Nie licząc kochanej siostry. - Przypadek? Niee... - Przekrzywił głowę, spoglądając na nią z uśmiechem i jednoczśnie pytaniem w oczach, czekając na tę część opowieści. No bo właśnie - trafić PRZYPADKIEM na aurora? To brzmiało w zasadzie nie głupio, tylko fenomenalnie. Niebanalnie. - No proszę! Mam okazję jeść śniadanie z naturalnym talentem! Nie ukrywam, że robi to na mnie bardzo duże wrażenie. - Zaimponowała mu kolejny raz w przeciągu w zasadzie chwili. Aż błysnęły jego oczy. - Czyli miłość do adrenaliny jest również motorem do działania. Odważyłbym się teraz postawić twierdzenie, że w takim razie szukasz intensywnych doznań, które przełamią twoją wykalkulowaną codzienność. - To było, jego zdaniem, naprawdę już dość mocne stwierdzenie, bo wwiercało się głębiej w człowieka, a nie muskało jego powierzchowność. - Wizengamot brzmi obrzydliwie nudno w zestawieniu z tym, co może zaoferować ścieżka aurora. - Przynajmniej dla kogoś, kto poszukuje jakichś większych doznań, a nie tylko chce lustrować sprawy na papierkach.
Och tak, na pewno rozumiała i na pewno, po jej upewnianiu się i pytaniach nie brał ją za osobę wścibską i nie dbającą o komfort drugiej osoby, wręcz przeciwnie. Dlatego tylko się uśmiechnął na jej zapewnienie.