Ciało zawsze zdradzało, rumieniło się, drżało. W jego przypadku było to drgnienie kącika ust, gdy jej wzrok uciekł na drzwi. Niemal odwrócił się, aby również spojrzeć w tamtym kierunku, ale lata ćwiczeń powstrzymały go. Normalni ludzie nie zauważali tak wiele. Jego oczy, czarne w tym świetle, jak u zwierzęcia, drgnęły lekko, z tak bliska przeskakując po całej twarzy. Łatwo było sobie wyobrazić je u łani, uwięzionej w sidłach kłusowników, czekającej na wyrok, śmierć lub wybawienie. Te oczy które patrzyły w przyszłość miały w sobie rodzaj wrażliwości, który tak łatwo przeoczyć, porównując je do obsydianu, ostrego szkła i całkowitej ciemności.
Powinien już iść.
— Nie. To nie jest różdżka Ministra. To różdżka wieszcza. Profety. — Odbił, jak lustro, jej uniesioną brew, nie robiąc tego celowo. — Cis jest symbolem śmierci i odrodzenia. Tak samo jak Feniks. Wolę myśleć o tym, jak o możliwości zajrzenia w to, co niebiańskie, za zasłoną, poza rzeczywistością materialną, niż możliwość do czynienia zła. Może to jedyne miejsce, które dało prawdziwy wybór, test charakteru. W końcu zło jest takie proste, takie banalnie łatwe.
W jego ustach brzmiało to jak obelga.
Stali nad przepaścią stworzenia nowego mitu z tego samego materiału, z którego tworzy się opowieści o bogach. Stąpali razem na cienkiej linie, zawieszonej nad rzeczywistością. Każda opowieść kończy się śmiercią, a zaczyna przepowiednią. Parysowi przepowiedziano, że doprowadzi do upadku Troi i Troja spłonęła, synowi Hektora przepowiedziano jej odbudowę, więc zrzucono go z murów miasta. Kasandra odmówiła zalotów Apollo, więc nikt nie wierzył w jej przepowiednie, a gdy stanęła w końcu w miejscu narzeczonej, i to jej odebrano śmiercią.
— Są rzeczy, które można wybrać, aby nie zagłębiać się w zew bogów, ale zawsze coś przeniknie, dlatego widzę to bardziej jak ofertę nie do odrzucenia. To brzmię tylko... Poczekaj — przerwał nagle. Powoli, jak wąż, który przybliża się do ofiary wyciągnął w stronę jej twarzy dłoń i lodowatym kciukiem dotknął skóry pod okiem, tuż na kości policzkowej. Przytrzymał go tak, miejsce w którym spadła rzęsa, a później poprosił miękkim szeptem:
— Pomyśl życzenie.
Gdy tak na siebie patrzyli, nie mrugnął ani razu.