• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
« Wstecz 1 … 5 6 7 8 9 Dalej »
[19.07.1972] Laurent & Philip || It's the dinner conversation no one talks about

[19.07.1972] Laurent & Philip || It's the dinner conversation no one talks about
Lew Salonowy
Seeking to be whole
Driven by passion
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Philip to mierzący 173 cm wzrostu wysportowany mężczyzna. Niebieskooki blondyn, którego znakiem szczególnym są dołeczki w policzkach i promienny uśmiech. Jego znakiem szczególnym są dołeczki w policzkach oraz promienny uśmiech. Przywiązuje dużą uwagę do swojego wizerunku, dopasowując swój ubiór do każdej sytuacji. Roztacza wokół siebie aurę niezachwianej pewności siebie.

Philip Nott
#21
02.10.2023, 23:08  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 31.12.2023, 23:22 przez Philip Nott.)  

Jest na równi porąbany odkąd doświadczał przyśpieszonego procesu dojrzewania emocjonalnego, w którym zawsze występowały jakieś zaburzenia. On również mógłby się czasem zamknąć. Kolejna z tak wielu rzeczy, których będzie żałować i za które powinien przeprosić. Daleko było mu do ideału, gdy ktoś przestawał postrzegać go wyłącznie za człowieka z okładki Czarownicy albo czasopisma branżowego. Nie będzie kłamać - seks nadal stanowił istotny element jego życia. Zdobywał właśnie doświadczenie, że czasem należało po prostu odmówić, poczekać na lepszy moment i dobre samopoczucie zamiast korzystać z okazji. To było jego winą, przejawem słabości z jego strony. Brakowało mu żelaznej woli. Stało się.

Nie miałby jednak nic przeciwko temu aby Laurent został dłużej. Nie zaproponowałby mu tego, gdyby tego w jakimś stopniu nie chciał. Mogliby się naprawdę dobrze bawić. W jego obecnym życiu brakowało dobrej zabawy i chciał tego doświadczyć. Chciał się zrelaksować, rozluźnić się po odbyciu tej ciężkiej rozmowy i wypocząć przed jutrzejszym treningiem. Przechodzili od jednej ciężkiej rozmowy w drugą.

Nie spuszczał spojrzenia z stojącego z opuszczoną głową Laurenta, unikającego z nim kontaktu wzrokowego i wpatrującego się w swoje dłonie. Zaczynał się łamać. Ciężko mu się patrzyło na Laurenta znajdującego się w tym stanie. Przez niego. Wyostrzone rysy jego twarzy zaczynały łagodnieć, podobnie jak spojrzenie. Przygryzł dolną wargę, tłumiąc w ten sposób ciężkie westchnięcie. Niczego bardziej nie pragnął jak nie doświadczyć tych wszystkich problemów sercowych. Przerastało go to i zdawały się wszystko niszczyć, ilekroć się tego chwytał.

— Naprawdę sądzisz, że moglibyśmy być przyjaciółmi po tych wszystkich latach sypiania ze sobą? To nigdy nie działa w ten sposób, zawsze jedna ze stron będzie niezadowolona. Uszanowałem to, moje niezadowolenie nie ma nic do rzeczy. W tamtym momencie było miło. Starałem Ci się powiedzieć, czego chciałem. Odniosłem wrażenie, że podobało Ci się to śniadanie, które razem zjedliśmy. Co dla mnie było czymś nowym i chciałem tego spróbować w perspektywie jednego dnia. To miałem na myśli. Nie jest tak, staram się Ciebie poznać. — Patrząc na to jak wyglądała ich relacja miał podstawy sądzić, że nie dadzą rady być przyjaciółmi. Za bardzo oddziaływali na siebie i to tylko powodowało problemy w postaci niezadowolenia i zawiedzionych oczekiwań, czego on w swoim mniemaniu właśnie doświadczał. Podczas rejsu starał się temu zapobiec. Naprawdę nie uważał, że chodziło o niego w tych zmianach. Było coś w tamtej chwili, co mu się bardzo podobało. Dlatego wydawał się być zadowolony. Perspektywa tego jednego dnia pozwoliłaby mu poznać nieco lepiej Laurenta, wyjście poza posiadane przez siebie wyobrażenie na jego temat. Ono pozwalało mu załatać tak wiele luk w kwestii ich znajomości albo tego, co z niej pozostało. W tafli lustra dostrzegł tę złość albo rozczarowanie.

Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#22
02.10.2023, 23:58  ✶  

Regularnie gubił się w tym, jak może być w porządku, kiedy czyjeś złości czy smutki nie miały niczego wspólnego z tym, czego się chciało. Z tym, czego doświadczało i co chciało się dostać i co chciało brać. Zapominał o tym, że przecież chyba na tym polegały relacje - nie wszystko musi ci się zawsze podobać, przyjmowałeś to na swoje plecy i klatkę piersiową, zaczynałeś nieść ten ciężar, ponieważ to wszystko nie składało się tylko z chwil dobrych. Nie powinno się też składać z takich ran przecierających szponami serca. A jednak potrafił to wszystko zaakceptować przy niektórych osobach. Tutaj było jednak inaczej. Tyle lat... tyle długich lat i długich nocy. Tyle przyzwyczajeń i nastawienia, że przecież o to chodzi - wyjść naprzeciwko oczekiwaniom, bo jeśli druga strona będzie zadowolona to nie wiesz, czy będzie do czegokolwiek wracać. To było toksyczne z samego założenia, to poszukiwanie Nieba, które Laurent chciał pokazywać i sam chciał go przez to doświadczać. Ciężko mówić o przejściu do codzienności przy tak wielu nawarstwiających się problemach.

Uniósł te dłonie, którym się przyglądał, żeby teraz przysłonić nimi swoją rzeczywistość na kilka chwil. Wsunął palce w platynowe włosy i przesunął nimi w górę, burząc włosy, które doprowadził do zgrabnego, zadowalającego go ładu. Jasne kosmyki opadały bezwiednie na jego czoło i wokół twarzy, gdy dłonie przeszły całą drogę, a Laurent spuścił z siebie powietrze. Już żałował, że powiedział tych kilka słów. Może przyjdzie mu żałować kolejnych? Albo dobrze, że je wypowiedział? Skoro nie było lepszych? Skoro naprawdę nie wiedział i nie rozumiał, co się dzieje? Podparł się znowu jedną dłonią o umywalkę na moment, by drugą oprzeć na poziomie swojej klatki piersiowej, czując to nieprzyjemne i specyficzne uczucie, które informowało go bardzo dobrze, że jego ciało nie radzi sobie z kolejną dawką stresu i nerwów. Odsunął się od mebla i nie patrząc na Philipa wyszedł z łazienki, żeby wyjść do większej przestrzeni - salonu. Potrzebował... chwili. Długiej chwili, żeby spróbować poukładać sobie to wszystko w głowie. Najlepiej chwili, która trwałaby jakąś... wieczność. Tak, sto lat na przemyślenie brzmiało jak odpowiedni wycinek czasu. Cisza z jego strony się przeciągała, kiedy teraz oparcie znalazł w parapecie okna, pochylając się nad nim, z twarzą zwróconą do okna, pięścią uderzając się kilka razy w klatkę piersiową. Nie chciał tego przeżywać i Philip też tego nie chciał. Więc czemu... to się w ogóle działo? Złapał nierówny oddech i odwrócił się przodem do Philipa, by w końcu na niego spojrzeć. Gdzie teraz była ta złość? Gniew nigdy nie był dobrym doradcą. Przynosił na język rzeczy niechciane, które za szybko opuszczały usta przed weryfikacją.

- Ale dla mnie ma znaczenie. - Wskazał dłonią na siebie. Może dla Philipa to nie miało znaczenia, że był... niezadowolony, ale to nie było takie zero jedynkowe. - Podobało mi się, tak jak zawsze mi się podobały chwile spędzone z tobą jak wtedy, kiedy chociażby pojechaliśmy do Tajwanu. Podobało mi się to wszystko. Podobąło mi się, jak na mnie patrzysz i że czułem się... czułem się przy tobie taki wartościowy. - Nie potrafił już powstrzymać łez, chociaż bardzo się starał z tym walczyć. Głos zaczął mu się łamać. - Ja się naprawdę bardzo staram. Co jest z wami wszystkimi nie tak... Co ja ci zrobiłem, że musiałeś to tak podsumować? Przyszedłeś do mnie po tym rytuale i... użyłeś mnie, żeby poprawić sobie humor... - Nie przestał nagle cenić Philipa, nie przestał czuć do niego tej słabości, ale to było przekroczeniem granicy, za którą nie było już dobrze i bezpiecznie. Było nadepnięciem na jego najgorszy strach, jego największą bolączkę. Odetchnął nierównomiernie i otarł łzy, zatrzymując je w swoim rozedrganiu. Milknąc na parę sekund, żeby uspokoić głos. Dalej kontynuował już ciszej i jakby spokojniej. Ale to był spokój podobny do szklanego witrażu - zbyt łatwy do rozbicia. Fantomowy. - Wiem, czego chcesz, powiedziałeś to wyraźnie. I teraz chcesz mi powiedzieć, że seks nie był ci w głowie? A może chcesz powiedzieć, że chcesz jeść ze mną śniadania i kochać się z paroma innymi kochankami na boku? - Nie mówił tego ze złością czy wyrzutem, ta już z niego wypłynęła. Mówił to prawie jak modlitwę - bardzo smutną modlitwę. - Nie możesz mi tego robić, Philipie. Nie możesz na mnie sprawdzać, czy coś pójdzie po twojej albo nie po twojej myśli i wylewać na mnie tą złość... ja... ja na to nie zasłużyłem... - Sięgnął trochę panicznie do kieszeni marynarki, przysiadając na oparciu sofy, żeby wyciągnąć stamtąd swoje najlepsze lekarstwo, jakie ostatnio trzymało go na nogach. Czekoladę. Kawałek czekolady. Zamknął oczy i od razu przetarł łzę, która znowu pojawiła się na jego policzku.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Lew Salonowy
Seeking to be whole
Driven by passion
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Philip to mierzący 173 cm wzrostu wysportowany mężczyzna. Niebieskooki blondyn, którego znakiem szczególnym są dołeczki w policzkach i promienny uśmiech. Jego znakiem szczególnym są dołeczki w policzkach oraz promienny uśmiech. Przywiązuje dużą uwagę do swojego wizerunku, dopasowując swój ubiór do każdej sytuacji. Roztacza wokół siebie aurę niezachwianej pewności siebie.

Philip Nott
#23
03.10.2023, 09:49  ✶  

Zaczynał czuć się tak jakby dostał rozpędzonym do granic możliwości tłuczkiem prosto w brzuch. Przez to, co pokazywało mu odbicie w lustrze. Stojącego z zasłoniętą twarzą Laurenta, nieradzącego sobie z tym wszystkim, co właśnie miało miejsce i ostatecznie opuszczającego łazienkę. Pozostał sam w tym pomieszczeniu. Spędził w nim jeszcze chwilę, opuszczając je w swoim szlafroku. Cała wzbierająca w nim złość znalazła swoje ujście w najgorszy możliwy sposób i została wyparta przez inne emocje, skupiające się wokół tego, co widział. Wszystkie wypowiedziane przez niego słowa nie spłynęły po Laurencie niczym woda po kaczce, co byłoby zdrową reakcją ze strony Laurenta, tak jak kazanie mu się pierdolić.

— Rozumiem. — Nie starał się tego zrozumieć, tylko to zaakceptować. Nie oczekiwał dbania o jego dobre samopoczucie na każdym kroku. Po to istniał zdrowy egoizm. — Wszystko się pomieszało... ale nie chciałbym z tego rezygnować. Chcę spędzać z Tobą czas. Mógłbym pokazać Ci znacznie więcej, niż Tajwan. Nie mam już ku temu tyle okazji, jednak to się nie zmieniło. Chciałbym mieć ich więcej. Jesteś w dalszym ciągu taki. — Wyzbycie się odczuwanej przez niego złości sprzyjało rozmowie i powiedzeniu tego, co powinno zostać powiedziane. Wymagało to określenia tego, co dokładnie czuł, nadania temu werbalnej formy i zaprzestania zaprzeczania. Powinien był to wszystko powiedzieć już dawno. W dalszym ciągu chciał na niego patrzeć w ten sposób i tak go postrzegał. Laurent nie musiał mu uwierzyć. Nawarzył piwa i teraz musiał je wypić.

Widok łez płynących po policzkach Laurenta, łamiący się głos tego blondyna oraz wypowiedziane przez niego kolejne słowa, sprawiły że odważył się podejść do niego. Decydując się na to musiał się liczyć z tym, że zostanie odepchnięty. Postanowił spróbować przygarnąć go ku sobie, obejmując go lekko jakby chciał pozostawić mu możliwość wyswobodzenia się albo przywalenia mu prosto w twarz. Zasłużyłby sobie na to i dlatego nie broniłby się przed tym. Mokry od twoich łez, po wszystkim mądry.

— Laurie... wiem, że się starasz. Nie za bardzo wiem, o kim mówisz w tym momencie... ze mną natomiast wszystko jest nie tak. Jestem palantem. Możesz mnie walnąć, zasłużyłem. Nic mi nie zrobiłeś. Nie powinienem był tak mówić ani nie powinienem tego robić. Przepraszam. — Powiedział cicho, jednak szczerze, nawiązując do swojego zagubienia albo własnej głupoty. Był mu winien za to wszystko przeprosiny. Drugi raz w życiu. Nie wiedział, czy to wszystko zmieni. Trudno było przestać czuć się tak zagubionym. Jeszcze trudniej nie być palantem.

— Czasami wydaje się, że czegoś chcemy, ale gdy już to dostaniemy... okazuje się, że to jednak nie było to. Tak bym to podsumował. Kiedy jestem z Tobą to jestem z Tobą. — Przyznał szczerze, że tak właśnie było choć może powinien skłamać zamiast pozwolić sobie na szczerość. Po raz pierwszy dotknęli tabu, którym było posiadanie przez nich kochanków. Nie nazwałby tego kochaniem się, tylko zaspokojeniem jednej z potrzeb fizycznych. Nie było w tym żadnej głębi i jego wcześniejsze słowa również tego w jakimś stopniu dotyczyły. Z Laurentem pod wieloma względami było inaczej i dlatego tyle to trwało. Najwyraźniej dlatego działo się to wszystko.

— Wbrew temu co myślisz i co miało miejsce... to nie jest moim zamiarem. Wiem, że nie zasłużyłeś na to. Chciałem tego, ponieważ sprawiło mi to dużo przyjemności i lubię Twoje towarzystwo... — Powiedział pozostawiając Laurentowi swobodę w reakcji i decyzji. Miał do niego sporo szacunku i najwyraźniej nie chciał traktować go jako wyłącznie przyjaciela.

— Moje zaproszenie nadal jest w mocy. Wybór należy do Ciebie. — Dopowiedział. Jeśli będzie chciał iść to nie będzie starał się zatrzymywać i nie będzie zachowywać się w ten sposób. Nie oznaczało to, że będzie zadowolony.

Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#24
03.10.2023, 11:42  ✶  

Egoizm nie był czymś, co by opisywało Laurenta. Nawet ten zdrowy. Był wręcz niezdrowo podatny na rozdawanie cząstek siebie na prawo i lewo, starając się jakoś utrzymać w tym balans i też myśleć o tym, czego sam potrzebuje, ale koniec końców wychodziło to właśnie tak - nijak. Okazywało się, że w zasadzie działało to tym gorzej, kiedy ktoś w zasadzie martwił się o to, żebyś również utrzymywał dobre samopoczucie. I jednocześnie nie potrafi zupełnie się o to zatroszczyć, jak w przypadku Philipa. Ponieważ kiedy ktoś tylko i wyłącznie brał i nawet niczego więcej nie oczekiwał to łatwo było się odciąć. Jak walka z wyjątkowo upierdliwym pasożytem, który się do ciebie przykleił - odrywasz go w końcu sam, albo z czyjąś pomocą i idziesz dalej. Tutaj tego nie było. Może to on za bardzo mydlił sobie oczy, a może to Philip wierzył w rzeczy niemożliwe sądząc, że naprawdę mogą wokół nich rosnąć stokrotki i latać motylki. To był ten główny problem - Laurent widział perspektywy, albo raczej ich brak. Wyjątkowo nie potrafił dojrzeć optymizmu w swoich nadziejach na związek. Philip myślał o jutrze, pojutrze co najwyżej, a może tym, co będzie za tydzień. To był "jakiś" wgląd w przyszłość, ale za mały. Zbyt krótki.

Nie pojawiło się odepchnięcie. Nie był nawet pewien, czy chce tego pocieszenia w takiej formie, czy może wolałby od dotyku stronić i kontaktu fizycznego, żeby wyjść z tego wszystkiego z jak najwyżej uniesioną brodą. Mądrość to właśnie miała do siebie, że zazwyczaj przychodziła po fakcie. Za późno, żeby powstrzymać obrażenia, jakie powodowały emocje cisnące słowa na język. Czasem po takich sytuacjach słowo "przepraszam" to rzeczywiście za mało. Nie tutaj. To bolało tak bardzo, bo Laurent miał wrażenie, że to wszystko prawda. Jednocześnie wcale tak nie uważał, bo przecież to co, co się tutaj wydarzyło, było zupełnie prawdziwe i wcale nie ograniczało wszystkiego do fizycznego zbliżenia. Niczego innego się jednak po sobie nie spodziewał - był obrzydliwy, robił obrzydliwe rzeczy i doprowadzał do pokusy, która potem rozkwitała jak liść dzbaneczka.

- Oszalałeś? Nie będę nikogo bić... - To była zupełna abstrakcja, nigdy dotąd nie podniósł na nikogo ręki, nie widział powodu, dla którego tutaj miałoby być inaczej. To, czy ktoś coś źle powiedział czy też nie... co niby miało być usprawiedliwieniem dla przemocy? Niektórzy lubili ulżyć swoim emocjom, mieli w sobie nadmiar energii, potrzebowali sportu w takiej postaci. Spotykali się więc w warunkach, gdzie mogli przeprowadzić pojedynek odpowiednio kontrolowany - chociażby po to były kluby, które pozwalały na takie spotkania. Ale i wiele innych miejsc, gdzie można było zakosztować faktycznej przemocy fizycznej. Laurent tego nie rozumiał, co za to rozumiał to to, że ludzie byli różni i akceptował to. Czego już zaakceptować nie mógł to tego, że ludzie krzywdzili siebie wzajem dla samej krzywdy. - Nie jesteś... źle się o sobie wysławiasz. - Jakoś słowo "palant" też nie mogło przejść przez jego gardło. Spoglądał jak Philipa, kiedy ten podszedł i przysiadł obok, a teraz ledwo kątem oka widział jego profil. - Owszem, czasem tak jest, nie da się tego uniknąć. Nie ma niczego złego w tym, że coś się nie uda. Złe może być tylko ustosunkowanie wobec tego. - Nie był zły dlatego, że coś się nie udało, że jednak Philip nie był zadowolony. Owszem, było mu przykro i byłoby, ale normalna komunikacja nie eskalowałaby w coś tak paskudnego i parszywego. Tak samo jak nie zamierzał ganić czy krytykować potrzeb Philipa, ale fakt - to nie była miłość. Ale pieprzenie z litości? Och, słodki Boże... dopomóż, jeśli słyszysz.

- Nadal nie rozumiem, czemu byłeś taki zły. - To nawet nie było bycie po prostu niezadowolonym. To było coś więcej. O wiele więcej. - Ufam ci. Wierzę w twoje słowa. Wchodząc już do tego mieszkania wiedziałem, że to się nie może skończyć inaczej i nie chodzi tylko o ciebie. Pytałeś, jak to się ma do moich słów i nie wiem. Philipie, nie wiem... - Chciałby to wyjaśnić, ale nie potrafił, bo sam tego nie rozumiał. - Czy to jest w ogóle wybór? Nie chcę cię ani złościć, ani smucić, ale nie chcę tu zostawać. Musze ochłonąć z tych emocji. I nie mogę wywracać swojego całego dnia, zarezerwowałem czas na śniadanie. To byłoby po prostu nieodpowiedzialne. - Już pomijając nawet kwestie konieczności wydostania się stąd, tego duszącego, irracjonalnego zresztą, to była kwestia po prostu tego, że Laurent miał swoje sprawy do załatwiania. Choć nie bardzo wiedział, czy miały szansę teraz wyjść, kiedy był w takim stanie. - Nie odmawiam dlatego, że nie chcę z tobą spędzać czasu. - Miał naprawdę nadzieję, że Philip był w stanie to zrozumieć, starał się to przekazać najbardziej delikatnie, jak tylko potrafił.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Lew Salonowy
Seeking to be whole
Driven by passion
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Philip to mierzący 173 cm wzrostu wysportowany mężczyzna. Niebieskooki blondyn, którego znakiem szczególnym są dołeczki w policzkach i promienny uśmiech. Jego znakiem szczególnym są dołeczki w policzkach oraz promienny uśmiech. Przywiązuje dużą uwagę do swojego wizerunku, dopasowując swój ubiór do każdej sytuacji. Roztacza wokół siebie aurę niezachwianej pewności siebie.

Philip Nott
#25
03.10.2023, 14:19  ✶  

Wszystko co miało teraz miejsce, pozwalało mu zebrać nowe doświadczenia, z których wyciągnie prędzej czy później wnioski. Pozostawał realistą. Nie stanie się nagle niepoprawnym optymistą albo romantykiem. Jeszcze bardziej do bycia ideałem. Nie istniał żaden uniwersalny zbiór zasad, jakim mógłby się posługiwać w relacjach międzyludzkich. Skupienie się na teraźniejszości i niedalekiej przyszłości w obecnej sytuacji uchodziło za rozsądne. Dalekosiężne plany zaczynało się snuć, jeśli miało się stabilną sytuację na jakimś polu, jak chociażby szanse na wspólną przyszłość. Dla przykładu jego przyjaciel chciał się ożenić z kobietą, która mu się podoba. Jedyną rzeczą, którą mógł zaplanować z dużym wyprzedzeniem była jego kariera - wiedział, co chciał robić po zakończeniu obecnie trwającego etapu w swoim życiu.

Philip nie oferował tego rodzaju pocieszenia każdej osobie, którą potraktował w ten sposób. Większość z nich nawet nie przeprosił za to, jak i za całą masę rzeczy. Nie pierwszy już raz przepraszał Laurenta. Należały mu się te przeprosiny, nawet jeśli do końca nie wiedział, czy je przyjął czy nie. Gdyby stał na jego miejscu to ciężko byłoby mu przyjąć takie przeprosiny. Jego problemem była duma, upartość i to że potrafił długo nosić w sobie urazę. Wypowiedziane w złości słowa miały wielką moc, o czym przekonał się po raz kolejny. Po przeanalizowaniu ich nie dostrzegał w nich szczerości, tylko fałsz. To, co podobało mu się w tym spotkaniu, było prawdziwe.  Nie wybielał siebie przez to, że wykazał się brakiem silnej woli i uległ pokusie, która nie przyniosła spełnienia.

— Możliwe. Wiem, że nie przepadasz za tym. — Podejrzewał siebie o pewnego rodzaju szaleństwo. Wiedział, że Laurent stronił od stosowania przemocy fizycznej, ale nic tak nie sprowadzało na ziemię jak wymierzony policzek albo złamany nos. Dla niego dobrym sposobem na ulżenie swoim emocjom i nadmiarowi energii był właśnie Quidditch. Bardzo dobrze się składało, że miał jutro ten trening. Wyżyje się trochę i oczyści umysł z nadmiaru myśli. Potrzebował tego.

— Zdarza mi się być. — To nie było tak, że faktycznie miał zamiar się o sobie źle wyrażać. Po prostu tak się zachowywał. W jego słowniku byłoby to najbardziej łagodne określenie, jakie znalazł przez wzgląd na Laurenta. Potrafił być niezłym chujem. — Najwyraźniej to właśnie zrobiłem, źle się ustosunkowałem do tego. — Philip nie przywykł do tego, że coś mu się nie udawało. Tak został ukształtowany i miało to odzwierciedlenie w jego zachowaniu, powodując problemy z komunikacją. Naprawdę nie chciał sprawić Laurentowi przykrości.

— Zapomniałem się. — W jego ustach zabrzmiało to jak wymówka, mająca na celu uniknięcie udzielenia właściwej odpowiedzi. Nie chciał tego poruszać, aby nie powiedzieć o parę słów za dużo. Za tym stała frustracja, niezadowolenie z pewnych aspektów swojego życia, nieodpowiedni dobór słów i poszukiwanie tego typu kontaktów bez żadnej głębi, co nawet teraz miało miejsce. W dalszym ciągu przez jego łóżko przewijały się osoby, sprowadzane przez niego w jednym celu.

— Bardzo trudno wyzbyć się dawnych przyzwyczajeń. Dobrze o tym wiem. Nie jestem w stanie zrobić nic więcej, niż udzielić Ci tych samych rad, które usłyszałem od Ciebie. — Wydawało mu się, że nad wyraz trafnie podsumował to, co miało miejsce. Być może kiedyś pozna odpowiedź na to pytanie. — Tak. Możesz opuścić mój dom, kiedy chcesz. Jeśli będziesz chciał spotkać to wyślij mi sowę. — Odpowiedział jedynie. Nie zamierzał zatrzymywać go tutaj wbrew jego woli. Oboje mieli swoje życia. Laurent znał jego adres i zawsze mógł napisać mu list. Do Puddlemere miał się udać dopiero jutro rano, ale jak teraz o tym myślał to wybierze się dzisiaj w rodzinne strony. Musiał się tylko spakować na jakieś dwa dni, poinstruować Błyska i zabrać ze sobą psidwaki oraz sowę.

Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#26
03.10.2023, 15:57  ✶  

Ułożył w końcu głowę na barku Philipa, przylegając do niego po tym objęciu. Znowu tonąc w jego zapachu - woni jego skóry, mydła, jakiego używał i jego szamponu. Chciałby niczego nie mówić. Chciał nie słuchać. Nie chciał w zasadzie tych rozmów, nie chciał tej walki i szamotaniny. Nie potrzebował tego. Wątpliwości, niepewności i niestabilności emocjonalnej. Nie potrzebował brnięcia w fantomową relację, która mogła się rozmyć i sprowadzić tragedię pod jednym błyskiem aparatu. Chciał za to obecności Philipa i... chyba chciałby, żeby było jak wcześniej, tylko jednocześnie trochę inaczej. Trochę bardziej słodko, trochę bardziej... jak w tej chwili. Wyrozumiale? Bliżej? Czy żeby wskoczyć sobie do łóżka trzeba odczuwać miłość? Laurent dawno nie miał takiego odczucia, jak w tej jadalni. Że wcale nie chciał, nie czuł tych przyjemnych motylków w brzuchu, tylko zwykłe, obnażone z odczuć pożądanie. To nie było to, czego szukał. I najwyraźniej Philippowi też przyszło się przekonać, że istniała spora różnica między seksem a seksem - nawet z tą samą osobą.

Odetchnął i zamknął oczy, rozluźniając się. Nie odpowiadał. Nie miał na to sił ani ochoty. To go przerastało i... chciał przez moment zostać w tej chwili. W tej ciszy. Wiedział, że Philip jej za bardzo nie lubił, zawsze znajdowany był temat, żeby ją czymś przytłumić i zajął. Ale cisza naprawdę potrafiła być jak lekarstwo. Przesuwał język po tej czekoladce, która rozpuściła się finalnie w jego ustach. Niby miała dodawać energii, ale Laurent czuł się z niej zupełnie wydrylowany. W zasadzie to mógł się położyć na tej kanapie i zasnąć.

Nie wiedział, ile minęło czasu, czy to była jakaś minuta, czy może piętnaście. W końcu powoli się podniósł, odsunął i znów odruchowo zaczął poprawiać swoje włosy, koszulę - wyuczone gesty, które stały się już wręcz bezmyślne. Potarł zmęczone i znużone oczy, którymi musiał dalej patrzeć na ten świat w ramach chyba jakiejś kary. Przecież tak bardzo chciał trzymać się jednego z krańców tęczy.

- Rady, mój miły, zazwyczaj nie są uniwersalne. Odnoszą się do możliwości drugiego człowieka i jego charakteru. - A on był trochę hipokrytą, prawda? Przynajmniej zdawał sobie z tego sprawę, że nie potrafił się ustosunkowywać do własnych rad. - Przepraszam cię za ten melodramat. Nie chciałem tego... zniżać... tylko do seksu. - To, że coś się stało, nie przekreślało tego, co było wcześniej. - Nie gniewam się na ciebie, Philipie. Bardzo doceniam twoje przeprosiny. - Uśmiechnął się do mężczyzny, ale bardzo delikatnie, uśmiechem zmęczonym i mimo wszystko smutnym, w końcu spoglądając w jego niebieskie oczy. - Dziękuję. Również nie wahaj się wysłać sowy. - Powoli skierował się do drzwi, odprowadzony przez Philipa i ulice Londynu pochłonęły jego osobę chwilę później.


Koniec sesji


○ • ○
his voice could calm the oceans.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Laurent Prewett (8735), Philip Nott (7084)


Strony (3): « Wstecz 1 2 3


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa