Rozliczono - Morpheus Longbottom - osiągnięcie Pierwsze koty za płoty
Florence Bulstrode wielokrotnie zalecała pacjentom spacery dla zdrowotności, ale sama na takie spacery udawała się bardzo, bardzo rzadko. Zwłaszcza do lasów. Lasy miały to do siebie, że teren w nich był nierówny, owady brzęczały koło ucha, pajęczyny lubiły wplątywać się we włosy i łatwo było rozedrzeć pończochy o jakąś gałąź albo, o zgrozo, kolce jeżyn czy dzikich malin. Nie cierpiała takich rzeczy. A jednak zgodziła się udać do pobliskiego punktu Fiuu i przejść po lesie.
Z ciekawości.
Opowieści o tajemniczej rzeźbie, która krwawi i niekiedy ożywa, obiły się jej już wcześniej o uszy za sprawą braci. Kiedy okazało się, że szeptano o niej także w Departamencie Tajemnic, i że sekret zainteresował Morpheusa na tyle, że chciał znaleźć posąg, o czym wspomniał, gdy wpadła na niego przynosząc ojcu zapomniane dokumenty, zgodziła się pójść z nim obejrzeć posąg niewiele nad tym myśląc.
Była klątwołamaczką nie tylko z zawodu, ale także ze szczerej pasji. Jeżeli na rzeźbie ciążyła jakaś klątwa, Florence chciała przekonać się o tym osobiście. Sprawdzić, co to za przekleństwo i przekonać się, czy faktycznie klątwy nie da się złamać.
Bo przecież szczerze wierzyła, że każdą da się zdjąć.
Czasem brakowało tylko wiedzy i umiejętności – jak przyznawała z bólem również niej – aby udało się tego dokonać.
– No proszę… – mruknęła przystając, kiedy pomiędzy drzewami faktycznie dostrzegli posąg. Bez wątpienia z kamienia, a jednak: wyglądał jak dzieło geniusza, bo każdy szczegół, od rysów twarzy, przez fałdy ubrania, po wrażenie ruchu, oddano idealnie. Uniesiona noga, ręka wyciągnięta do przodu, usta, otwarte jakby do krzyku. W półmroku lasu, patrząc pod odpowiednim kątem, zdawało się, że kobieta naprawdę zaraz pobiegnie.
Florence, nieco zafascynowana, ruszyła do przodu, wyciągając różdżkę. Nie, nie po to, by wypróbować od razu zaklęcia rozpraszające. Ot… na wszelki wypadek. Klątwy w końcu bywały bardzo podstępne.
– Widywałam już klątwy, przez które człowiek zaczynał kamienieć, ale nigdy kogoś w całości zamienionego w kamień – powiedziała, powoli obchodząc dziewczynę.