Podczas całego ich spotkania, Peppa wysyłała masę sprzecznych sygnałów. Jej perfekcyjnie skrojone ubranie, ułożone włosy i dłonie w koronkowych rękawiczkach sprawiały wrażenie damy z dobrego domu. Jasne włosy i delikatna twarzyczka przywodziła na myśl hasające po łąkach dziewczę, które cały czas posyłało uśmiechy. Do tego doszły podejrzane przygody na Nokturnie, pragnienie ekscytujących przeżyć, pojawiająca się znikąd pewność siebie... Ciężko było określić, z kim miało się do czynienia.
Chociaż w tej chwili nie miało to znaczenia. Bo oto ich koszmar dobiegał końca. Upadła na Rabastana i runęli na ziemię. Peppa usłyszała odgłos uderzonej głowy, co przeraziło ją bardziej, niż jej twarz zanurzona w piersi ukochanego.
Wydała z siebie zduszony okrzyk i odruchowo wsadziła dłoń pod jego głowę, chociaż było już po uderzeniu. Nie wyczuła śladów krwi, a chłopak sprawiał wrażenie przytomnego, więc odetchnęła z ulgą.
Ledwo schowała różdżkę za pas, a winda ruszyła w dół. Peppę zalał dreszcz przerażenia. Wtuliła się w chłopaka, pragnąc chociaż w ostatnich sekundach życia czuć czyjąś obecność przy sobie. Nie chciała być sama. Nienawidziła być sama. Oddychała gwałtownie. Szlochała. Krzyknęła dopiero, gdy winda się zatrzymała.
A potem ruszyła w górę. Peppa oderwała się od chłopaka, wręcz siadając na nim, i rozejrzała wokół. Przeżyli? Przeżyli! Posłała mu zaskoczone spojrzenie, na jej twarzy powoli rozwitał szeroki uśmiech.
Gdy drzwi się otworzyły i wpuściły światło do środka, zmrużyła oczy, spoglądając na swoich wybawców. Byli wolni!
— Udało się! — sapnęła do Rabastana, jakby koniec przygody był tylko i wyłącznie wynikiem ich działania. Na powracający znicz nawet nie zwróciła uwagi. Przyciągnęła chłopaka do siebie, jak gdyby chciała go znów objąć (co najmniej), ale widząc jego twarz w świetle, rzeczywistość sytuacji uderzył ją z całej siły. Uratowana z opresji dama, która nic tylko kleiła się do swoich wybawców, w jednym momencie zniknęła. Pozostała dziewczyna, która w żadnym wypadku nie chciała zdradzić swoich uczuć. Zaczerwieniła się również, gdy Rabastan posyłał niezręczne spojrzenia wokoło. Szybko podniosła się z niego, wygładziła przesadnie spódnicę i sięgnęła po swój kapelusz i teczkę leżące dalej w kącie windy. Starała się stać tyłem do Rabastana. Wstyd przeżerał ją na wylot.
Skierowała się w stronę mechanika i odchrząknęła.
— To bardzo nieodpowiedzialne ze strony Ministerstwa, nie być przygotowanym na takie wypadki. Nie omieszkam złożyć skargę. Doprawdy! Co by było, gdyby ze mną w windzie był kierownik departamentu? Pan na pewno wyleciałby z pracy w tej chwili!
Wredna i pyskata. To jej mechanizm obronny. Mechanika aż zatkało.